Strategia Demograficzna dla „sformalizowanych małżeństw”

„Strategia Demograficzna 2040” to kolejny obszerny dokument programowy przygotowany przez rząd PiS. Celem jest „wyjście z pułapki niskiej dzietności i zbliżenie się do poziomu dzietności gwarantującego zastępowalność pokoleń”*. Co konkretnie proponują nieznani z imion i nazwisk autorzy i autorki tego dokumentu?

Strategia jest oparta na założeniu, zgodnie z którym polityka mająca na celu wzrost dzietności powinna być kierowana głównie do „sformalizowanych małżeństw”. Osoby, które przygotowały dokument, w kilku miejscach podkreślają szczególną rolę małżeństw, „które nie tylko są najtrwalszą formą związku, ale również mają największą dzietność”. W związku z tym za cel strategii przyjmuje się m.in. wprowadzenie działań „na rzecz formowania się rodzin opartych o małżeństwo”, „wsparcie trwałości rodzin” i spadek liczby rozwodów. Najwyraźniej eksperci i ekspertki przygotowujący opracowanie zdają się nie dostrzegać, że coraz więcej dzieci w Polsce rodzi się poza związkami małżeńskimi: rodzice co czwartego dziecka urodzonego w 2019 r. nie byli w formalnym związku (dla porównania: w 2010 – 26 proc. dzieci urodziło się poza małżeństwami; w 2000 – 12 proc., a w 1990 – 6 proc.)**.

Wskaźnik urodzeń pozamałżeńskich rośnie, jednak w porównaniu z innymi krajami Unii Europejskiej jest niski. Mniej dzieci poza związkami formalnymi rodzi się jedynie w Grecji (12 proc. urodzeń), Chorwacji i na Cyprze (po 21 proc.). Tak się składa, że we wszyskich tych krajach współczynnik dzietności jest na niskim poziomie (dla Grecji TFR wynosi 1,32; dla Cypru – 1,33, dla Chorwacji – 1,47).

W grupie krajów, w których więcej niż połowa dzieci rodzi się poza związkami formalnymi, są Francja (60 proc. urodzeń pozamałżeńskich, współczynnik dzietności: 1,86), Bułgaria (odpowiednio 58 proc. i 1,58), Słowenia (58 proc., 1,61), Portugalia (56 proc., 1,43), Szwecja (55 proc., 1,71), Dania (54 proc. 1,70), Estonia (54 proc., 1,66) oraz Holandia (52 proc., 1,57). Wymienione kraje (oprócz Portugalii) należą do tych państw UE, w których TFR są najwyższe. Wśród państw europejskich, w których kobiety średnio rodzą najwięcej dzieci, są także Rumunia (współczynnik dzietności 1,77 i 31 proc. urodzeń pozamałżeńskich), Irlandia (odpowiednio: 1,71 i 38 proc.) oraz Czechy (1,70 i 48 proc.).

Zestawienie danych na temat krajów Unii, w których współczynniki dzietności są stosunkowo wysokie, z danymi na temat odsetka dzieci, które urodziły się poza małżeństwami, pokazuje, że poza trzema wyjątkami (Rumunii i Irlandii – z wysokimi TFR i niskim odsetkiem urodzeń pozamałżeńskich oraz Portugalii – niskie TFR, duży odsetek urodzeń poza związkami formalnymi) kobiety średnio rodzą więcej dzieci w tych państwach, w których blisko połowa lub ponad połowa dzieci ma rodziców niemających ślubu. Innymi słowy, istnieje dodatnia zależność między poziomem dzietności i odsetkiem urodzeń pozamałżeńskich. Autorzy i autorki Strategii Demograficznej ignorują ten fakt, przekonując, że wspieranie trwałości małżeństw jest sposobem na rozwiązanie problemu niskiej dzietności.

Jakich tematów nie ma w SD

Na sytuację demograficzną każdego kraju ma wpływ zarówno dzietność i umieralność, jak i imigracja i migracja. Wydaje się więc, że kwestia migracji nie powinna być pomijana w strategii, która dotyczy demografii. Jednak tak się stało, mimo iż w dokumencie wiele razy podkreśla się, że proponowana strategia jest „kompleksowa” i „długofalowa”. We wprowadzeniu wspomniano wprawdzie, że „starzenie się demograficzne oraz postępujący spadek liczby ludności stawia wyzwanie dla polityk dotyczących dzietności, polityki senioralnej oraz polityki migracyjnej”, jednak o stwarzaniu warunków, które zachęcałyby osoby spoza Polski do zamieszkania tutaj i do posiadania dzieci, nie wspomniano ani słowem.

Barbara Socha, pełnomocniczka rządu ds. polityki demograficznej, w wywiadzie dla „Gazety Prawnej” tłumaczyła, że w opracowaniu nie ma „elementów związanych z migracją, bo skupiliśmy się na dzietności jako kluczowym obszarze”. To tak jakby powiedzieć, że planując „kompleksową” strategię dla systemu ochrony zdrowia, nie będziemy się zajmować profilaktyką i rehabilitacją, bo interesuje nas tylko leczenie. Najwyraźniej przyjęto, że nie dość, że strategia ma dotyczyć przede wszystkim „sformalizowanych małżeństw”, to jeszcze te małżeństwa powinny być złożone z obywatelek i obywateli Polski.

Co w SD jest

Trzeba podkreślić, że w strategii znalazły się postulaty – czy bardziej hasła – których realizacja mogłaby mieć pozytywny wpływ na podejmowanie decyzji o posiadaniu dzieci. Chodzi m.in. o „przeciwdziałanie obniżeniu standardu życia rodziny wraz z urodzeniem kolejnych dzieci”; „zwiększenie stopnia zaspokojenia potrzeb mieszkaniowych rodzin”; „ułatwianie łączenia pracy z opieką nad dziećmi”; „poprawę jakości i organizacji edukacji”; „poprawę stanu zdrowia Polaków” (zastanawiające, że w kontekście dzietności nie ma tu mowy o Polkach) czy „zapewnienie stabilnych, spójnych i efektywnych polityk publicznych”. Jak widać, zaproponowano w strategii wyjątkowo „kompleksowe” podejście, a nie wymieniłam tu wszystkich planowanych „kierunków interwencji”. Jak przełożyć te ogólne hasła na konkretne działania? Autorzy i autorki strategii mają wiele pomysłów.

Zaproponowano np. „wsparcie wszystkich form opieki zgodnie z preferencjami rodziców dzieci do lat 3” czy „uelastycznienie pracy placówek opiekuńczych umożliwiające oddawanie dzieci*** na kilka godzin i/lub w wybrane dni”. Wymieniano także „wsparcie pracodawców zatrudniających kobiety po przerwie związanej z urodzeniem dziecka” czy „wsparcie osób młodych wchodzących na rynek pracy”. Wszystko brzmi sensownie.

Jednak obok takich rozwiązań znalazły się: „zlecanie zadań do tworzenia treści sprzyjających formowaniu trwałej rodziny, posiadania dzieci oraz nabywania kompetencji rodzinnych w przestrzeni publicznej, szczególnie za pomocą nowych technologii”; „ustanowienie nagrody dla twórców i nadawców treści prorodzinnych” (to w ramach celu „popularyzacja kultury sprzyjającej rodzinie”) czy „wsparcie profilaktyki rozpadu więzi rodzinnych, w tym zapobieganie rozpadowi małżeństwa i rodziny” (w ramach wspierania trwałości rodzin). Zaproponowano także tajemniczo brzmiący „dalszy rozwój systemu emerytalnego w kierunku zwiększenia partycypacji rodziców we wkładzie ich dzieci w funkcjonowanie systemu” (w ramach zabezpieczenia finansowego rodzin).

Pod hasłem „podniesienie jakości edukacji” znalazło się m.in. następujące działanie: „Rozwój programów szkolnych, materiałów edukacyjnych i dydaktycznych w kierunku lepszego uwzględnienia potrzeb uczniów związanych z przyszłym formowaniem rodzin i rodzicielstwem”. Biorąc pod uwagę działania ministra edukacji i szkolnictwa wyższego Przemysława Czarnka, taka zapowiedź jest niepokojąca.

Postulat poprawy stanu zdrowia Polaków ma być realizowany m.in. przez „upowszechnienie wysokospecjalistycznej opieki medycznej nad parami niepłodnymi, w tym powołanie modelowego centrum leczenia niepłodności”. To także brzmi obiecująco, jednak gdy weźmie się pod uwagę rezygnację obecnej władzy z realizacji rządowego programu refundacji in vitro (dzięki któremu w latach 2014-17 urodziło się 8 tys. dzieci) i zamiast tego wprowadzenie Narodowego Programu Prokreacyjnego (70 urodzonych dzieci od 2016 r.), można mieć wątpliwości dotyczące zarówno sposobu realizacji, jak i efektów proponowanego rozwiązania.

Oprócz ogólnych postulatów oraz przykładów działań na rzecz podnoszenia dzietności w strategii można także znaleźć diagnozę obecnej sytuacji, w której rozważane są przyczyny niskiej dzietności w Polsce. W tej części postawiono karkołomną tezę, zgodnie z którą „wśród przyczyn słabnięcia postrzegania rodziny wskazać można również model funkcjonowania mediów. [Nie do końca jest jasne, co oznacza słabnięcie postrzegania rodziny]. Dochody mediów zależą od liczby i zaangażowania odbiorców. Media dążąc do dotarcia i utrzymania szerokich grup odbiorców, wykorzystują angażujące przekazy emocjonalne. Szczególnie angażujące są przekazy negatywne, wykorzystujące negatywne przykłady i dysfunkcje. Przekazy o takim wydźwięku w odniesieniu do rodziny i pełnienia ról rodzinnych znajdują szeroki wydźwięk w przestrzeni informacyjnej, pozostawiając w świadomości odbiorców negatywną percepcję”.

Zwraca się tu także uwagę na negatywne skutki korzystania z internetu. W tym kontekście można przeczytać m.in.: „…zwłaszcza w przypadku nastoletnich dziewcząt wysokie znaczenie przypisywane ocenom rówieśników dokonywanych w mediach społecznościowych wpłynąć może na wystąpienie zaburzeń emocjonalnych, w tym depresji”. O ile – zdaniem autorów i autorek strategii – dla dziewcząt zagrożeniem są media społecznościowe, o tyle w przypadku chłopców problemem jest oglądanie pornografii. Nie znalazłam propozycji konkretnego działania, które by miało minimalizować opisane negatywne skutki korzystania z internetu.

Sierakowice – kraina płodności

W SD podano przykład gminy Sierakowice w powiecie kartuskim – jedynym w Polsce, w którym współczynnik dzietności przekroczył poziom zastępowalności pokoleń i w 2019 r. osiągnął 2,24. Jakie są tego powody? Autorki i autorzy opracowania znają odpowiedź: „Wśród przyczyn tego stanu rzeczy wskazać należy kultywację tradycyjnych wartości oraz modelu rodziny wielodzietnej, wysoką religijność, bardzo małą skalę przemieszczeń w stosunku do ziem odzyskanych, silne więzi lokalne, silną preferencję na wychowywanie małych dzieci w rodzinach (niewielka skala korzystania z opieki instytucjonalnej), tradycję samodzielności ekonomicznej rodzin (historycznie brak PGR) oraz stosunkowo dobrze rozwinięty rynek pracy w powiecie i okolicach”. Mam wrażenie, że ten opis może być uznany za opowieść o Polsce idealnej według PiS: kultywacja tradycyjnych wartości, religijność, mała mobilność…

Gdzie są autorzy?

Zaskakujące, że tak istotny dokument nie ma autorów. Ani jedna ekspertka, ani jeden specjalista z dziedziny demografii, polityk, ekspert od rynku pracy, przemian wzorów kulturowych, wpływu mediów itd. nie podpisała i nie podpisał się pod strategią. W opracowaniu można przeczytać, że jest ono wynikiem „współpracy Pełnomocnika Rządu do Spraw Polityki Demograficznej z przedstawicielami wielu środowisk – resortów, samorządu oraz partnerów społeczno-gospodarczych i ośrodków badawczych” oraz że przed jego powstaniem przeprowadzono „szereg konsultacji” m.in. z przedstawicielami organizacji kobiecych, rodzinnych i pracodawców oraz środowiska naukowego. Szkoda, że te wszystkie osoby i organizacje pozostały anonimowe.

* Poziom zastępowalności pokoleń oznacza, że współczynnik dzietności (Total Fertility Rate – TFR) powinien wynieść 2,1 dziecka na kobietę. W 2020 r. TFR dla Polski przyjmował wartość 1,37. Warto dodać, że obecnie w żadnym kraju Unii TFR nie przekracza poziomu zastępowalności pokoleń. Bez wątpienia cel stawiany w strategii jest bardzo ambitny.

** Dane wykorzystane w tekście pochodzą ze stron Eurostat oraz GUS.

*** Warto zwrócić uwagę na język używany w strategii w kontekście dzieci, np. w cytowanym zdaniu nie ma mowy o opiece nad dziećmi w żłobkach czy przedszkolach, lecz o „oddaniu” dzieci do placówek. W innym miejscu można przeczytać: „Dziecko zatem nie jest jedynie dobrem indywidualnym, ale ważnym dobrem publicznym”.

[Zdjęcie ze strony kancelarii premiera]