Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Punkt S - Blog socjolożki Małgorzaty Sikorskiej Punkt S - Blog socjolożki Małgorzaty Sikorskiej Punkt S - Blog socjolożki Małgorzaty Sikorskiej

25.05.2019
sobota

Matki – poświęcające się opiekunki, menedżerki opieki i codzienności

25 maja 2019, sobota,

W dyskursie publicznym (w serialach i książkach, w tzw. magazynach dla kobiet i pismach parentingowych, na blogach, forach i w portalach, których tematem jest rodzicielstwo) widać nowy (powiedzmy — nietradycyjny) podział obowiązków między matkami i ojcami oraz nowe wzory macierzyństwa i ojcostwa. Tymczasem w codziennych praktykach całkiem tradycyjny podział ról między rodzicami zdaje się wciąż dominować. Warto się temu przyjrzeć przy okazji Dnia Matki.

Matka — poświęcająca się opiekunka

Materiał empiryczny zebrany podczas realizowanych przeze mnie badań (wyniki zostały opisane w książce „Praktyki rodzinne i rodzicielskie we współczesnej Polsce — rekonstrukcja codzienności”) pokazuje, że jedną z najważniejszych cech i zachowań dobrej matki, a także jej obowiązkiem, jest… zdolność do poświęceń.

Badani mówili o tym w kontekście: „poświęcania czasu” dla dziecka, „poświęcania się” dla dziecka czy „poświęcania uwagi” dziecku. Respondenci uznawali, że dobra matka powinna „skupiać się na dziecku i jego potrzebach”, „nie koncentrować się na sobie”, powinna umieć „zawiesić swoje potrzeby”, dziecko powinno być dla niej „na pierwszym miejscu”, powinno być „priorytetem”, dobra matka „gdzieś tam w głowie na pierwszym miejscu stawia swoje dziecko, a dopiero potem myśli o sobie”.

O poświęceniu się często mówiono w kontekście opieki oraz czasu – mama sześciolatka, odwołując się do własnych doświadczeń, stwierdziła wprost: „moja cała doba jest poświęcona dziecku i czy w nocy, czy w dzień jestem wyczulona bardzo na to, co dziecko robi, czym się zajmuje, czy sobie radzi ze wszystkim. Pomagam mu w wielu rzeczach. Aczkolwiek uczę go już teraz samodzielności. Ale nie ukrywam, że jestem 24 godziny na dobę przy nim, nawet w nocy sprawdzam, przychodzę do niego, czy nie spocony, czy przykryty itd. Po prostu mój cały dzień jest poświęcony”.

W opowieści o poświęcającej się matce „znika” kobieta.

Znaczna część respondentów przypisywała normatywnym wzorom dobrej matki i dobrego ojca wiele tych samych cech (troskliwość, troska o dziecko, miłość, zaangażowanie), jednocześnie jednak troska matki i ojca oraz wynikające z niej zachowania pokazywały, że normatywne role obojga rodziców były silnie zróżnicowane.

Dobra matka była opisywana przede wszystkim jako poświęcająca się, troskliwa opiekunka, a dobry ojciec jako nauczyciel, wychowawca (który „tworzy pasje” u dziecka, „stawia wyzwania”, „bodźcuje do rozwoju”, udziela rad, uczy „praktycznych stron życia”) oraz towarzysz i animator zabaw („ekspert od zabaw”). Mówiono o nim także jako o osobie odpowiedzialnej za sytuację ekonomiczną rodziny — jeden z badanych stwierdził, że troska ojca polega na „dbaniu o rodzinę od strony materialnej”, a na pytanie, czy matka nie musi się tym zajmować, odpowiedział: „Matka musi pomagać”.

Od dobrej matki oczekiwano wypełniania codziennych, powtarzalnych, rutynowych obowiązków przede wszystkim związanych z opieką nad dzieckiem, natomiast obowiązki ojca związane były z edukowaniem oraz wychowywaniem. Innymi słowy, troskę matek rozumiano jako codzienne dbanie, podczas gdy troska ojców była wiązana z aktywnością, kreatywnością i sytuacjami dość wyjątkowymi.

Mimo podkreślania ważnej roli ojca w wychowywaniu dziecka dla części respondentów pozostawał on „rodzicem pomocniczym”, co wyraźnie ujawniało się w języku, w którym opisywali normatywne modele obojga rodziców. Jedna z badanych, zastrzegając najpierw, że „nie ma tutaj roli ważniejszej, że ważniejsza jest mama dla dziecka albo tata”, dodała: „uważam, że ten ojciec jest potrzebny, żeby był wsparciem dla tej matki, dla tego dziecka”.

Trudność w przezwyciężeniu przekonania, że ojciec jest przede wszystkim pomocnikiem matki, doskonale widać w wypowiedzi respondentki, która odpowiadając na pytanie o cechy i zachowania dobrego ojca, początkowo powiedziała, że „pomaga”, po czym szybko poprawiła się: „nie, nie pomaga, zajmuje się dzieckiem, bo pomagać może siostra i mama, a ojciec jest na równi ze mną i wychowuje to dziecko tak samo jak ja”.

Matka — menedżerka opieki i codzienności

Gdy respondenci opowiadali o rzeczywistym podziale obowiązków w ich domach, o praktykach, tym bardziej było widoczne, że to niemal wyłącznie matki zajmowały się zarówno codzienną opieką nad dziećmi (przede wszystkim karmieniem, ubieraniem, kąpaniem, przewijaniem, usypianiem i wstawaniem w nocy do małych dzieci, a także pomaganiem dziecku w odrabianiu lekcji, a sporadycznie odrabianiem lekcji za dziecko, ewentualnie „zlecaniem” pomagania w lekcji ojcu), jak i zarządzaniem opieką (np. wizytami u lekarza, szczepieniami, chodzeniem na wywiadówki, a także organizowaniem codziennej logistyki, czyli zaprowadzania i odprowadzania dziecka do przedszkola czy odprowadzania lub odwożenia na zajęcia pozalekcyjne i odbierania z tych zajęć — warto zaznaczyć, że rodzice często dzielili się tymi obowiązkami, ale to matki nimi zarządzały).

W praktyce kobiety robiły nawet więcej, niż oczekiwano od dobrej matki (bo zarządzały także zabawami), natomiast mężczyźni robili mniej (często nie zajmując się edukowaniem dziecka, mimo że takie oczekiwania formułowano wobec dobrego ojca).

„Mama jeść, tata bawić” — czym matki i ojcowie tłumaczyli ten nierówny podział obowiązków?

Po pierwsze – zarówno respondentki, jak i respondenci zakładali, że matki mają wyjątkowe (często przyjmowano, że „naturalne”) kompetencje, których (także „naturalnie”) brakuje ojcom. I bynajmniej nie chodziło tu np. o karmienie piersią. Badane matki, a także ojcowie wychodzili z założenia, że tata nie wykonuje pewnych czynności, ponieważ nie potrafi (np. przygotować jedzenia i nakarmić), „nie ogarnia” (np. logistyki szczepień, podawania maści i aplikowania leków), „nie radzi sobie” (np. z ubieraniem), „nie będzie pamiętał” (np. o wizycie u lekarza), „nie ciągnie go do tego” (np. do zmieniania pieluch) albo po prostu się boi.

W kontekście lęku jedna z badanych opowiadała o kąpaniu córki: „[mąż] się chyba boi. Od małego, jak się urodziła, to siedział koło wanienki, tak się patrzył. Wszystkie czynności ja robiłam z kąpaniem”. Na pytanie, czy mężowi zdarzyło się kiedyś wykąpać dziecko samodzielnie, respondentka odpowiedziała: „Jak gdzieś wychodziłam kilka razy, to mówił, że niby kąpał, ale potem się okazało, że chusteczkami ją tam… [śmiech]. Więc nie wiem szczerze, czy udało mu się kiedyś kąpać czy nie samemu. Ale przeważnie jest tak: ja mówię dobra, to wytrzyj ją chusteczkami, tam pod paszkami, przy miejscach intymnych itd., a następny dzień ją wykąpię. Ale to ze dwa razy może się zdarzyło”.

Po drugie – założenie, że ojciec nie da sobie rady, często było uzupełniane przeświadczeniem, że matka ma większą wiedzę na temat konkretnych czynności opiekuńczych, jest ekspertką i z tego względu ojciec nie musi lub nawet nie powinien angażować się w ich wykonywanie.

Dodatkowo ekspercka wiedza przypisywana matce czasami była przez nią realizowana w korygowaniu tego, co z dzieckiem robi ojciec, co tym bardziej zniechęcało go do działania. Jeden z respondentów opowiadał o tym w kontekście odrabiania lekcji z dzieckiem, czego nie lubił robić, ponieważ „zawsze i tak żona przychodzi i musi (…) zobaczyć. To co będę się wcinał, jak i tak musi poprawić później po swojemu”.

Żona badanego tłumaczyła: „chodzi o to, żeby było dobrze zrobione”. Inna wywiadowana opowiadała, że jej mąż nie podejmował się przewijania córki, gdy zrobiła kupę (gdy siku – przebierał), a tłumaczył się w następujący sposób: „Ale jak widzę, że jest dużo tej kupy, no to ja tak nie wytrę. Albo wytrę i później [żona] mówi: źle to zrobiłeś”. Badana skomentowała: „Nie że źle, tylko kupa na tyłku”, a jej mąż zakończył: „No to źle. To zrób sama”.

Po trzecie – podział obowiązków, w którym matka zajmowała się większością czynności opiekuńczych, wynikał także – jak mówili respondenci – z tego, że dziecko jest bardziej „przyzwyczajone” do mamy, ma „taki etap, że wszędzie z mamą”. Przyzwyczajenie do matki było szczególnie widoczne w takich sytuacjach jak usypianie (jedna z badanych mówiła, że nie wie, czy jej mąż „by dał radę” położyć dziecko spać, ponieważ córka „już się przyzwyczaiła” do matki) czy wstawanie do dziecka w nocy. O wstawaniu mówiła jedna z badanych, podkreślając, że jeśli zrobi to jej mąż, córka „już w ogóle nie zaśnie”.

Inna respondentka, podkreślając, że chciałaby, żeby córka miała więcej kontaktów z ojcem, jednocześnie uznawała za coś oczywistego, że tak nie jest, ponieważ to ona spędzała z córką zdecydowanie więcej czasu. Badana mówiła: „jak ma być nieprzyzwyczajona do mnie i iść chętnie do niego, jak ona nie jest przyzwyczajona, że idzie do niego. Więc nie wiem. Nie wiem, w jaki sposób to zrobimy, czy nie będziemy zwracać uwagi, że ona grymasi i płacze, tylko po prostu będziemy na siłę przez pewien czas to przekazanie robili? Może to jakoś naturalnie wyjdzie, no, zobaczymy”.

Natomiast tata dziewczynki podkreślał, że córka nie chce z nim spędzać czasu tylko wtedy, gdy mama jest w pobliżu (wówczas gdy chce ją wziąć, „jest krzyk, płacz, szarpanie”), natomiast „wszystko jest w porządku”, gdy ojciec i córka zostają sami. Uznawanie, że dziecko jest przyzwyczajone do matki, tylko pogłębiało postrzeganie ojca jako niekompetentnego.

Z okazji Dnia Matki życzę nam — mamom – prawa do bycia „niekompetentną” i prawa do „niepoświęcania się”. Dzieciom to nie zaszkodzi, a mężczyznom może nawet pomóc w byciu zaangażowanymi ojcami. W żadnym wypadku „tradycyjna polska rodzina” nie ucierpi.

Rysunek: Marta Frej

p.s. Maj niezmiennie oznacza jubileusz – w tym roku blog PunktS „kończy” 5 lat!. Serdeczne podziękowania dla tych, którzy czytają systematycznie i tych, którzy sporadycznie odwiedzają tę stronę. Zdaję sobie sprawę, że w internecie jest bardzo dużo treści (a wiele z nich jest ciekawych) i tym bardziej jest mi miło, że mają Państwo czas i ochotę, żeby czytać, a niekiedy także komentować zamieszczane tu wpisy.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 7

Dodaj komentarz »
  1. – – –
    Cytowane wśród atrybutów wizerunku matczyno menażerskie „zarządzanie zabawą” to trafienie w sedno jakże potrzebnego PunktuS.
    Jak to mówią nauki ludowe, najważniejsze w meneżerii jest ucząc – bawić 😉
    Matce Założycielce Bloga, Najlepszego!
    – – –

  2. @Gekko 25 maja, 19:56
    Paradnie przedstawiłeś wybory obrządków pogrzebowych w Polsce. Trudno się nie uśmiechnąć. Mnie jednak fascynuje paradox tkwiący w wyborze pochówku przez Marię Dąbrowską. Wybór uwarunkowany nie własnym światopoglądem a historią narodu. Można pomyśleć, że to tylko u nas, ale czy byłaby to prawda?

  3. Z poświęcaniem się matki dla dziecka mam pewien problem. Otóż prawdą jest, że to głównie matki dbają o podstawowe potrzeby dziecka i że robią to często kosztem koniecznego wypoczynku a nawet zdrowia. Z drugiej jednak strony kult matczynego poświęcenia skłania niektóre kobiety do wiecznego wypominania dzieciom jak się dla nich poświęcają. Robią to może dla podniesienia własnej wartości, może myślą, że tylko w ten sposób zaskarbią sobie należytą wdzięczność. Nie zawsze musi to być manipulowanie dzieckiem przez wywołanie w nim poczucia winy, ale takie właśnie wywołuje.
    Znając tego przykłady wyrzuciłam z mojego słownictwa poświęcenie w określaniu mojego stosunku do potomstwa. Moje dzieci były dla mnie (i nadal są) żródłem ogromnej radości a wszystko, co musiałam dla nich zrobić traktowałam jako nieuniknioną jej cenę.
    Jak chodzi o podział obowiązków, to sama na sobie stwierdzam, że kobieta może się rwać do dziecka i pomoc partnera przyjmuje tylko wtedy, kiedy nie może się bez niej obejść. Nie jest to oczywiście argumentem za tradycyjnym podziałem ról. Wymagania, jakie stawia kobietom współczesność, muszą iść w parze z bardziej zrównoważonym podziałem obowiązków rodzicielskich. Wymówki ojców, że czegoś “nie umieją’, kryją na ogół zwykłe lenistwo. Jeżeli kobiety pokazały, że potrafią uprawiać zawody uważane tradycyjnie za męskie, czemu mężczyźni nie mieliby wykazać, że potrafia opiekować się dziećmi?

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Gratulacje dla Autorki bloga z okazji pięciolecia.

  6. dziękuję:) Autorka

  7. dziękuję:) Matka Założycielka

  8. Ja dzieci swoich nie przewijałem, bo mi kupa śmierdziała i po stwierdzeniu tego faktu przekazywałem dziecko natychmiast swojej małżonce, która z kolei nie mogła zrozumieć tego że nie odpowiada mi zapach kupy mojego dziecka. 🙂

    Proszę zwrócić uwagę z socjologicznego punktu widzenia na to co się dzieje w polskich serialikach w temacie babcia, co może być przyczyną wyrzutów sumienia u wielu polskich, współczesnych babć, a także dziadków.
    Otóż pokazywana tam babcia, a bywa i dziadek to taka para przygłupów, która jedynie co chce to, żeby mieć non stop wnuki przy sobie, je karmić, przewijać… i o niczym innym nie myśli tylko o tym jak tej córce czy synowi ulżyć w wychowaniu dzieci bez patrzenia na zegarek, własne potrzeby i zainteresowania.
    My oczywiście z żoną kochamy swoje wnuki bez pamięci, ale pomoc z naszej strony musi być wcześniej z nami dokładnie uzgodniona.

css.php