Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Punkt S - Blog socjolożki Małgorzaty Sikorskiej Punkt S - Blog socjolożki Małgorzaty Sikorskiej Punkt S - Blog socjolożki Małgorzaty Sikorskiej

22.05.2019
środa

Polak katolik?

22 maja 2019, środa,

Zgodnie z opisem z Encyklopedii PWN zbitka słów Polak katolik odwołuje się do historycznego stereotypu ukształtowanego w XVII w., bazującego na idei Polski jako „przedmurza chrześcijaństwa”. W encyklopedii można przeczytać, że sformułowanie to nabrało politycznego znaczenia w czasie rozbiorów i oporu przed rosyjskim prawosławiem oraz pruskim protestantyzmem. Obecnie w dyskursie publicznym określenie to wykorzystywane jest przede wszystkim przez nurt nacjonalistyczny oraz przedstawicieli Kościoła katolickiego. Jest ono także dość powszechnie uznawane za hasłowy, ale celny opis wspólnoty Polek i Polaków.

Tymczasem rzeczywistość jest znacznie bardziej skomplikowana. Warto się temu przyjrzeć szczególnie w kontekście kryzysu Kościoła związanego z nagłośnieniem przypadków pedofilii.

Czy każdy Polak/Polka to katolik/katoliczka?

Deklaracje dotyczące przynależności do Kościoła katolickiego — mierzone m.in. w sondażach realizowanych przez CBOS — zdają się uzasadniać sformułowanie „Polak katolik”: w kolejnych latach niezmiennie ponad 90 proc. ankietowanych opisuje siebie jako katolików. W badaniu z 2018 r. wskaźnik ten wynosił 92 proc. (Warto podkreślić, że „jedynie” 45 proc. badanych zadeklarowało, że są „wierzący i stosują się do wskazań Kościoła”, natomiast 46 proc. wybrało stwierdzenie: „jestem wierzący/ca na swój własny sposób”. Pozostali, czyli 4 proc., zaznaczyli odpowiedź: jestem niewierzący/a).

Zgodnie ze statystykami GUS (Mały Rocznik Statystyczny z 2018 r.), w których przynależność do Kościoła katolickiego jest tożsama z byciem ochrzczonym w wierze katolickiej, w Polsce mieszka 32 910 865 katolików. Ludność kraju to ok.
38 433 000. Wyniki nieskomplikowanego działania pokazują, że katolicy (definiowani jako osoby ochrzczone) to 85 proc. Polek i Polaków, czyli nieco mniej niż osób deklarujących, że są katoliczkami/katolikami.

Praktyki religijne

Różnice między poziomem deklaracji a poziomem praktyk widać wyraźniej, gdy odwołamy się do danych pokazujących frekwencję podczas mszy. W badaniach CBOS odsetek respondentów twierdzących, że praktykują regularnie (czyli przynajmniej raz w tygodniu uczestniczą w mszy), wynosił 49 proc. (dane z 2018 r.). Natomiast zgodnie z informacjami podawanymi przez Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego, które opierają się na liczeniu uczestników mszy we wszystkich parafiach w ciągu jednej wybranej niedzieli w roku, dominicantes (czyli osób biorących udział w nabożeństwach) w 2017 r. było 38 proc. spośród tzw. osób uprawnionych, a communicantes (czyli przyjmujących komunię) – 17 proc.*.

Kim są „uprawnieni”? To osoby ochrzczone w wierze katolickiej (czyli owe 85 proc. mieszkających w Polsce — według danych GUS). Oznacza to, że gdyby brać pod uwagę całą populację, udział osób uczestniczących w liturgii i przyjmujących komunię byłby mniejszy.

Doktryna a obyczajowość

Powszechność deklaracji dotyczących autodefiniowania się jako katolik/katoliczka rozmija się nie tylko z praktykami religijnymi, ale także z opiniami na temat zjawisk, które przez Kościół są oceniane jednoznacznie negatywnie, natomiast społecznie wcale nie są tak postrzegane. Najlepszym przykładem jest rozbieżność w podejściu Kościoła oraz Polek i Polaków do zapłodnienia metodą in vitro.

Episkopat wyraźnie podkreśla swoje krytyczne stanowisko wobec in vitro, uznając je za „pogwałcenie zasady ochrony życia ludzkiego i sprzeciwianie się wymogowi zachowania integralności osoby ludzkiej”.

W 2017 r. pod patronatem Zespołu Ekspertów Konferencji Episkopatu Polski ds. Bioetycznych wydano książkę pt. „Wobec in vitro”, która ma służyć jako materiał pomocniczy dla katechetów. Współredaktorem podręcznika jest ks. Franciszek Longchamps de Bérier, który w wywiadzie dla „Uważam Rze” twierdził: Ssą tacy lekarze, którzy po pierwszym spojrzeniu na twarz dziecka wiedzą już, że zostało poczęte z in vitro. Bo ma dotykową bruzdę, która jest charakterystyczna dla pewnego zespołu wad genetycznych”.

We wprowadzeniu do książki abp Hozer uznał metodę zapłodnienia pozaustrojowego za przykład „herezji antropologicznej”, i podkreślał, że „współczesny sukces klinik wspomagania płodności przez procedurę in vitro jest skutkiem narzuconego całym społecznościom cywilizacyjnego paradygmatu: zachęty do podjęcia wczesnego życia seksualnego (tzw. seksualizacja i erotyzacja już nastoletniej młodzieży) z równoległą i wszechobecną promocją antykoncepcji, a wręcz budowaniem mentalności antykoncepcyjnej”.

Tymczasem podejście Polek i Polaków do metody in vitro jest zdecydowanie pozytywne. W sondażu zrealizowanym przez CBOS w 2015 r. 53 proc. badanych zdecydowanie, a 23 proc. raczej popierało tę procedurę, jeśli chcieliby ją stosować małżonkowie. (Poziom akceptacji był niższy w przypadku związków nieformalnych — in vitro popierało odpowiednio 34 i 28 proc. badanych oraz w odniesieniu do samotnych kobiet: 20 i 24 proc.).

Podobnie nieakceptowaną przez Kościół katolicki sytuacją (oprócz nielicznych wyjątków) jest rozwód. Tu także podejście Polek i Polaków nie pokrywa się ze zdaniem Kościoła: jedynie 12 proc. badanych twierdzi, że jest „zdecydowanym przeciwnikiem rozwodów, bez względu na sytuację”, 52 proc. ich nie popiera, ale „dopuszcza w pewnych sytuacjach”, a 32 proc. przyznaje, że jest zwolennikiem/zwolenniczką rozwodów, i uważa, że „jeśli oboje małżonkowie zdecydują się na rozwód, nie powinni mieć ku temu żadnych przeszkód” (dane CBOS, 2019).

Widać więc wyraźnie, że opinie Polek i Polaków przynajmniej w odniesieniu do niektórych kwestii obyczajowych w dużej części nie są tożsame ze stanowiskiem Kościoła katolickiego.

Dodatkowo, jak pokazują badania realizowane w ramach projektu European Values Study**, znacząco maleje grupa osób przekonanych, że Kościół daje odpowiedzi na pytania dotyczące „moralnych problemów i potrzeb jednostek” (z 80 proc. w 1990 r. do 48 w 2017); „problemów rodzinnych” (z 81 proc. do 49) oraz „problemów społecznych i politycznych ważnych dla naszego kraju” (z 52 proc. do 33).

Wyniki badań EVS wskazują także na znaczący spadek zaufania do Kościoła: w 1990 r. w znacznym stopniu ufało tej instytucji 46 proc. badanych, a „w ogóle nie darzyło jej zaufaniem” 3. W 2017 r.odpowiednio: 21 i 10 proc.

Wiara, ale w co?

Podejście Polek i Polaków do podstawowych założeń wiary oraz wiedza na ich temat nie zawsze pokrywa się z doktryną. Część osób opisujących się jako wierzący, a także deklarujących, że regularnie uczestniczą w praktykach religijnych, uznaje przekonania niezgodnych z nauczaniem Kościoła i np. wierzy w przeznaczenie, „istnienie dobrego lub złego losu” (uważa tak 66 proc. badanych); w to, że „śmierć wprawdzie nie jest końcem, ale trudno przewidzieć, co po niej nastąpi” (31 proc.); 36 proc. respondentów jest przekonanych, że zwierzęta mają duszę; 30 proc. wierzy w reinkarnację, a „tylko” 56 proc. w piekło (dane CBOS, 2015).

Autorzy raportu podsumowują: „Okazuje się, że odsetek dorosłych Polaków, którzy wierzą (mniej lub bardziej zdecydowanie) we wszystkie omawiane elementy wiary katolickiej, a więc w to, że Bóg wysłuchuje modlitw, w istnienie grzechu pierworodnego, w zmartwychwstanie, życie pozagrobowe, nieśmiertelną duszę, sąd ostateczny, niebo, piekło oraz w cuda, wynosi obecnie 35 proc. Jeśli od tej grupy odliczymy tych, którzy wierzą również w przynajmniej niektóre elementy wierzeń pozachrześcijańskich (takie jak przeznaczenie, reinkarnacja czy też w to, że zwierzęta mają duszę), to odsetek ten zmniejszy się do zaledwie 5 proc.”.

W tym kontekście nie dziwią słowa profesora KUL ks. Władysław Piwowarskiego o tym, że dwie trzecie Polaków to „nieświadomi heretycy”, którzy nie rozumieją treści wiary. Nie zaskakuje także opinia Tomasza Terlikowskiego, który stwierdził: „Większość z nas stanowią bowiem niewierzący i niepraktykujący wtórni poganie, którzy wciąż jeszcze – z zupełnie nieracjonalnych, czysto kulturowych powodów – określają siebie mianem katolików”.

Chrzest, pierwsza komunia, szkolna katecheza

Podsumowując: z jednej strony udział Polek i Polaków deklarujących, że są katolikami, jest bardzo wysoki (ponad 90 proc.), a statystyki kościelne, w których bierze się pod uwagę osoby ochrzczone, szacują, że katolików jest w Polsce 85 proc. Z drugiej strony — uczestnictwo w praktykach religijnych wskazuje na znacznie mniejsze zaangażowanie (np. jedynie 38 proc. uczestniczy w niedzielnej mszy), a jednocześnie badania dotyczące wiedzy na temat podstawowych dogmatów oraz wiary w nie wskazują na wyjątkowo wybiórcze podejście wiernych do religii.

Jednak z trzeciej strony istnieją rytuały i praktyki związane z wiarą, które wciąż są bardzo popularne. Często dotyczą one dzieci.

Zgodnie z danymi Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego w 2017 r. udzielono 392 446 chrztów w obrządku łacińskim. W tym roku urodziło się w Polsce 402 tys. dzieci. Autorzy raportu ISKK podkreślają, że zdecydowaną większość chrztów udzielono dzieciom do pierwszego roku życia. (4 proc. dzieci przyjmowało chrzest w wieku od dwóch do siedmiu lat, a 1 proc. po siódmych urodzinach). Jeżeli dane zbierane przez Instytut są poprawne, wyraźnie widać, że nieochrzczonych dzieci urodzonych w 2017 r. jest bardzo mało. A nie był to rok w żaden sposób wyjątkowy.

W tym samym raporcie można przeczytać, że w 2017 r. do pierwszej komunii przystąpiło 404 146 dzieci. W uroczystościach biorą udział dziewięciolatkowie. W 2008 r. urodziło się w Polsce nieco ponad 414 tys. dzieci. Oznacza to, że jedynie 10 tys. dzieci, czyli 2,5 proc. rocznika, nie uczestniczyło w pierwszej komunii. Również w tym przypadku rok 2017 nie był wyjątkowy.

Do zdecydowanej mniejszości należą także dzieci niebiorące udziału w lekcjach religii. Zgodnie z danymi Komisji Wychowania Katolickiego Konferencji Episkopatu Polski (2015) w szkolnej katechezie uczestniczy 91 proc. uczennic i uczniów szkół podstawowych i gimnazjów, 85 proc. licealistów, uczniów techników i liceów zawodowych oraz 90 proc. uczących się w szkołach zawodowych.

O chrzcie dziecka, pierwszej komunii, a także (przynajmniej do pewnego wieku) o jego udziale w lekcjach religii decydują przede wszystkim rodzice. Część z nich — nawet jeśli jest krytyczna wobec Kościoła, nawet jeśli nie zna lub nie wierzy w podstawowe elementy doktryny i nawet jeśli sama nie praktykuje — uznaje, że udział dzieci w dwóch wymienionych sakramentach oraz w szkolnej katechezie jest oczywistością i nie można, nie powinno się z tego rezygnować.

Uzasadnienia są różne. Rodzice, którzy brali udział w prowadzonych przez mnie badaniach***, wyjaśniali np.: „Społeczeństwo jest takie, że ciągle wymagają ci księża tego chrztu, więc my dzieciom nie chcemy narzucać czegoś takiego, że my nie chodzimy, to one też mają nie chodzić. Dbamy o to, żeby mieli chrzest, żeby mieli komunię, a co zrobią w dorosłym życiu, to ich decyzja”.

Niezależnie od tego, jak rodzice nie byliby krytyczni wobec Kościoła, i tak zdecydowana większość wychodzi z założenia, że zbitka słów Polak katolik trafnie opisuje rzeczywistość i w zasadzie nie ma dla niej alternatywy, przynajmniej w przypadku dzieci. Otwartym pozostaje pytanie, czy film braci Sekielskich o pedofilii w Kościele, a także inne relacje na ten temat wpłyną na podejście rodziców.

* Od 1981 r. (czyli od momentu rozpoczęcia badań) procent osób uczestniczących w niedzielnej mszy systematycznie spada. Wyjątkiem jest rok 2017, w którym wskaźniki dla dominicantes i communicantes lekko wzrosły w porównaniu z rokiem poprzednim. Na początku lat 80. do kościołów chodziło niemal 60 proc. uprawnionych. Inaczej sytuacja wygląda w przypadku liczby communicantes — w latach 80. komunię przyjmowało ok. 10 proc. uprawnionych, obecnie 17.

** European Values Study (Europejski Sondaż Wartości) to międzynarodowe, ilościowe badanie wartości. Polski zespół prowadzący badania pracuje w Instytucie Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego pod kierunkiem prof. Mirosławy Marody.

*** Cytowane wypowiedzi pochodzą z książki mojego autorstwa pt. „Praktyki rodzinne i rodzicielskie we współczesnej Polsce – rekonstrukcja codzienności”, 2019. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe Scholar.
[Przy okazji chciałabym poinformować, że będę podpisywała książkę w najbliższą sobotę 25 maja w godzinach 13-14. Zapraszam na Targi Książki na Stadion Narodowy. Stoisko 130, sektor D20].

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 10

Dodaj komentarz »
  1. – – –
    Jak się zdaje, nauka polska a nawet więcej: socjologia polska, by zyskać wiarygodność społeczną (tzw. sondażowe ‚zaufanie’) na rodzimym gruncie, winna powrócić do obszaru i narzędzi badań terenowych wspólnot plemiennych, wzorem Bronisława Malinowskiego.
    Dotychczasowe usiłowania prezentacji w lustrze Dobremu Mzimu wizerunku Złego Mzimu, budzą co najwyżej we wspólnocie dysonans poznawczy na miarę oburzenia umysłem niepoKalanego.
    Chętnie zdobyłbym podpis Autorki po dojściu do publikacji tej jedynie słusznej diagnozy… 😉
    I to jest wielka przyszłość i perspektywa!
    Uszanowania.
    – – –

  2. Jaki katolik, taki ateista; w Polsce nawet ateiści są do bani – chrzczą dzieci, posyłają do komunii, sami biorą śluby kościelne i łażą do kościoła.
    A już na pewno lądują w poświęconej ziemi na księżym cmentarzu. Takie to jakieś bezwolne i niewolne.
    Ani jedni, ani drudzy nie zasługują na szacunek.

  3. Praktyki i obrządki związane z wiarą dają ludziom poczucie wspólnoty bardziej niż sama wiara. Ewolucja światopoglądów, w wyniku zderzenia religii z nauką, poznawania odmiennych kultur czy choćby zmiany warunków życia, nie eliminuje potrzeby tożsamości, która przejawia się w obyczaju. Wybiórcze podejście do nakazów wiary i dysonans poznawczy są tego naturalną konsekwencją. Cóż, takie jest życie.

    @sugadaddy
    Potępić moralnie zanim się spróbuje zrozumieć – jakże to łatwo i
    przyjemnie.
    Maria Dąbrowska, wolnomyślicielka, w swoim dzienniku wyraziła życzenie, żeby ją pochowano zgodnie z obrządkiem katolickim. Była to jej forma protestu przeciw narzuconej Polsce władzy.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. „O chrzcie dziecka, (…) decydują przede wszystkim rodzice”.

    Z Biblii wynika, iż chrzest to krok, który każdy musi zrobić świadomie. W przeciwnym razie jest nieważny. Jezus sumiennie przekazywał swym naśladowcom wymagania Boże. Dlatego też nie nauczał, że należy chrzcić niemowlęta.

  6. kruk,
    To ma być argument, aby ateista miał kościelny pogrzeb? Jeśli nie to co?
    Nie szanuję bezwolnych kukieł.

  7. Lubię myśleć o sobie jako o obywatelu Polski, który ma oczywiście swoje obowiązki i prawa. Reszta nie powinna nikogo interesować poza mną samym.
    Zawsze są podejrzani dla mnie ci, którzy próbują się licytować na swoją polskość czy katolickość. Jest to leczenie własnych kompleksów, niskiej samooceny, nieudacznictwa w życiu itd…

  8. @sugadaddy 25 maja, 11:21
    To nie jest argument za tym, żeby ateista miał kościelny pogrzeb. To jest stwierdzenie faktu, że wybory jednostek mogą być różnie motywowane. Szanuję wybór Marii Dąbrowskiej tak samo, jak szanuję odmowę pogrzebu kościelnego przez ateistę, który chce zaznaczyć swój światopogląd i pokazać, że potrafi się oprzeć presji środowiska.

  9. @Witold 25 maja, 14:08
    W moim pokoleniu (baby boomers) na katechezie wtłaczało się dzieciom do głowy, że nie można być dobrym człowiekiem, jeżeli się odrzuca dogmaty wiary. Religijność i cnota były nierozdzielne. Stąd potem konformizm i zaznaczanie własnej religijności – nikt przecież nie chce uchodzić za złego. Pojęcie cnót obywatelskich niezależnych od wiary nie istniało. Dopiero teraz budzi się u nas świadomość, że wiara i postawa obywatelska nie są tożsame. Wokól tego rozróżnienia toczy się konflikt między społecznością laicką i Kościołem instytucjonalnym – miejmy nadzieję, że przegrany dla Kościoła.
    Dodawanie sobie wartości przez podkreślanie przynależności do narodu i
    wyznania jest oczywiście wyrazem niskiej samooceny i niedojrzałości. Co gorsza,
    te uczucia eksploatują politycy o poglądach autorytarnych w oporze przeciw
    obiektywnym tendencjom do integracji regionalnych, które rozmywają pojęcie
    narodu. Tymczasem przeżycie ludzi jako gatunku zależy od skoordynowanych
    działań na coraz wyższym poziomie integracji terytorialnej.
    Wybacz, że z osobistej antypatii do narodowców przeszłam na tak ogólny
    poziom rozważań. Jest to moja próba uporzadkowania mysli.

  10. – – –
    Modna na świecie różnorodność, ma w osobie Polaka-katolika swe odwieczne korzenie, dowodząc źródła cywilizacji z którego czerpie nawet kapitalizm.
    A to przecież na ten prykład Ford, Henry, od Polaka – katolika zapoznał wolność wyboru samochodu, w kolorze, który jak pochówek Polaka – Katolika może być każdy, byle czarny.
    W czym Ford, Henry, kapitalizda, jednak Polaku-katoliku nie dostaje, to w tym, że tylko Polak-katolik może wybór czarnego Forda czy pochówku, traktować jako nonkonformizm i wyraz sprzeciwu.
    Więc niech cywilizacja śmierci nie uczy nas różnorodnych mądrości życia, bo my nie tylko Polaki i katoliki w jednym rozumie na wszystkich, ale i w dodatku obowiązkowo – z myślnikiem.
    – – –

  11. kruk
    25 maja o godz. 16:54

    Konformizm właśnie na tym polega, że pod czaszką mózg ustępuje miejsca wtłoczeniu.
    A jak raz ustąpi, to i tym wtłoczeniem po blogach siąpi dumny, że sam je pod czaszką usynowił, zinternacjonalizował sobie i teraz tą wolnością od porzuconego mózgu epatuje, bloguje, komentuje…
    – – –

css.php