Parasol PiS i rodzina bez oczu

Przed wyborami 2015 PiS straszył uchodźcami. Ta retoryka powróciła tuż przed głosowaniem w 2018 r. Najwyraźniej jednak jej moc jest na wyczerpaniu. W trwającej kampanii wskazano nowego wroga. Prezes Kaczyński mówił, że są nim ci, którzy „przeprowadzają atak na polską rodzinę i polskie dzieci”. Marszałek Senatu Stanisław Karczewski doprecyzował, kim jest wróg, publikując na Twitterze obrazek z rodziną, której zagraża tęcza i którą chroni parasol PiS.

Strategia jest taka sama co w przypadku uchodźców. Politycy PiS, po pierwsze, straszą, a po drugie — przekonują, że są jedyną siłą, która jest w stanie obronić dorosłe Polki i Polaków, a przede wszystkim ich dzieci przed zagrożeniem.

„Podważana naturalna tożsamość chłopców i dziewczynek”

Na regionalnej konwencji PiS w Rzeszowie prezes Jarosław Kaczyński opowiadał o „pewnej specyficznej socjotechnice”, która „ma być stosowana” w „niektórych miejscach w Polsce”. Przekonywał, że „w centrum [tej socjotechniki] jest bardzo wczesna seksualizacja dzieci” i podważanie „naturalnej tożsamości chłopców i dziewczynek”. Prezes podzielił się tu swoim szczerym zdziwieniem: „To jest nie do uwierzenia. Ja sam, póki nie przeczytałem, nie mogłem w to uwierzyć, ale to ma się zacząć w okresie 0-4, czyli od urodzenia do czwartego roku życia. (…) A później są kolejne okresy i czym bardziej się to czyta, tym bardziej włosy dęba na głowie stają”.

Słowa te odnoszą się do deklaracji na rzecz społeczności LGBT+, którą w lutym podpisał prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski. Co jest w deklaracji i w jaki sposób może ona komukolwiek zagrozić? Trzaskowski podpisał się pod: reaktywacją hostelu interwencyjnego dla osób LGBT+, „wprowadzeniem miejskiego mechanizmu zgłaszania, monitorowania i prowadzenia statystyk zachowań mogących mieć znamiona przestępstwa z nienawiści motywowanych homofobią i transfobią oraz zwiększeniem dostępności wsparcia psychologicznego i prawnego dla osób LGBT+ będących ofiarami przestępstw z nienawiści”, wprowadzeniem do stołecznych szkół tzw. latarników (czyli nauczycieli i nauczycielek lub pedagogów i pedagożek szkolnych, którzy mogliby wspomóc młodych ludzi doświadczających mowy nienawiści czy przemocy fizycznej) oraz wzmocnieniem działań antyprzemocowych, „wprowadzeniem edukacji antydyskryminacyjnej i seksualnej w każdej szkole”, patronatem prezydenta nad Paradą Równości, „zapewnieniem wolności artystycznej w miejskich instytucjach kultury”, „rozpoznaniem potrzeb i wsparciem klubów sportowych skupiających osoby LGBT+”, podpisaniem i wdrożeniem Karty Różnorodności w Urzędzie i jednostkach m. st. Warszawy (chodzi o politykę równego traktowania, zapobiegania mobbingowi i dyskryminacji w miejscu pracy), współpracą z „pracodawcami przyjaznymi dla osób LGBT+, w tym w szczególności z tzw. tęczowymi sieciami pracowniczymi i promocją dobrych praktyk”, stosowaniem klauzul antydyskryminacyjnych w umowach z kontrahentami miasta oraz powołaniem pełnomocnika prezydenta ds. społeczności LGBT+.

Aż tyle i tylko tyle. Gdzie w deklaracji jest zagrożenie seksualizacją dzieci? Punktem zaczepienia dla argumentacji PiS jest przywołanie w dokumencie standardów edukacji seksualnej sformułowanych przez WHO. Rządzący propagandziści przedstawiają je jako zalecenia do prowadzenia edukacji seksualnej w żłobkach i przedszkolach. Tymczasem w Podstawowych zaleceniach dla decydentów oraz specjalistów zajmujących się edukacją i zdrowiem WHO wyraźnie podkreśla się, że „edukacja seksualna powinna być dostosowana do wieku, stopnia rozwoju młodych osób i zdolności rozumienia, a także do kultury, z jakiej się wywodzą, uwzględniając społeczno-kulturową tożsamość płci”.

W dokumencie opisano – w odwołaniu do wiedzy naukowej – etapy rozwoju dzieci z uwzględnieniem zmian w ich seksualności. W przypadku dzieci w wieku 0-4 lata (o których przede wszystkim mówił zbulwersowany prezes Kaczyński) zwraca się uwagę np. na kształtowanie pozytywnego nastawienia w stosunku do własnego ciała, szacunek wobec innych osób, umiejętność wyrażania własnych potrzeb, życzeń i granic itd.

Jednak to, co rzeczywiście zostało zapisane w deklaracji podpisanej przez Trzaskowskiego oraz w standardach WHO, nie ma żadnego znaczenia. Barbara Nowak, małopolska kuratorka oświaty, i tak zatweetowała: „Czy Rafał Trzaskowski poinformował, czym lgbt jest naprawdę? CZY WSPOMNIAŁ, ŻE TO PROPAGOWANIE MIĘDZY INNYMI PEDOFILII? Sprzedaje się ludziom kłamstwa, że to walka o równe prawa dla homoseksualistów. WARSZAWIACY, DLACZEGO GODZICIE SIĘ NA KRZYWDZENIE WASZYCH DZIECI?!” (pisownia oryginalna, wpis został usunięty). A prezes Kaczyński deklarował na partyjnej konwencji: „mówimy nie atakowi na dzieci”.

Nie „tykać polskiej rodziny”

Rządzący, odwołując się do emocji rodziców i formułując opowieść o zagrożeniu dzieci, argumentują: nikt nie będzie mówił polskim rodzicom, jak mają wychowywać swoje dzieci, a na bardziej ogólnym poziomie — nikt nie będzie się wtrącał do naszych rodzinnych spraw.

To nośna retoryka przywoływana w 2010 r. podczas debaty dotyczącej zakazu bicia dzieci. Tadeusz Cymański porównał wtedy skutki działania zmian w legislacji do podstępnego wprowadzenia „instrumentu państwa” niczym „konia trojańskiego między rodziców i dzieci”. Stanisław Pięta straszył, że nowe prawo doprowadzi do „osłabienia więzi rodzinnych”. Marek Matuszewski apelował: „Brońmy polskich rodzin przed zakazem wychowywania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami i sumieniem”. Stanisław Kogut podkreślał: „Rodzina to jest świętość i precz od świętej rodziny polskiej!”. A Anna Sobecka przestrzegała przed realnym zagrożeniem „możliwą konfiskatą potomstwa”.

Do tych samych argumentów odwoływano się w 2014 r. przy okazji debaty na temat ratyfikowania Konwencji o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej. Wówczas posłanka Marzena Wróbel deklarowała: „Ja sobie nie życzę, żeby ktokolwiek mnie wyzwalał z mojej tradycji i z mojej kultury, i z historii mojego narodu”, a bp Kazimierz Ryczan pytał: „Po co Polsce ta ustawa? (…) Panie i panowie parlamentarzyści wszystkich ugrupowań politycznych, nie pozwólcie tykać polskiej rodziny. Ona i dom rodzinny są bastionem polskości, patriotyzmu, tradycji wiary”. (Więcej na ten temat pisałam tutaj).

Rodzina bez oczu

W obecnych wypowiedziach Kaczyńskiego i innych przedstawicieli partii rządzącej zawarte są te same argumenty. Jednak tym razem zostały one wzmocnione przez budowanie atmosfery zagrożenia i jednoznacznym definiowaniem wroga polskiej rodziny. Jednocześnie PiS na obrazku udostępnionym przez marszałka Karczewskiego obiecuje rozpięcie parasola bezpieczeństwa nad rodziną atakowaną przez tęczowe kolory.

Znamienne, że członkowie rodziny stojący pod parasolem nic nie widzą (nie mają oczu) oraz że wyjątkowo podobną grafikę wykorzystywał nacjonalista i antysemita, były ks. Jacek Międlar.