„Narodowa koalicja sumień”* oraz dzieciobójczynie, heroiczne matki Polki i bezrozumne idiotki

W sobotę episkopat zaapelował o „niezwłoczne podjęcie prac legislacyjnych nad projektem obywatelskim »Zatrzymaj aborcję«”. W poniedziałek zmieniono program prac sejmowej komisji sprawiedliwości i praw człowieka tak, aby sprostać oczekiwaniom hierarchów Kościoła katolickiego. Komisja przegłosowała skierowanie projektu ustawy do dalszych prac.

Podczas obrad komisji wnioskodawcy oraz posłowie** popierający projekt inicjatywy „Zatrzymaj aborcję” odwoływali się do trzech nienowych i nieoryginalnych figur: kobiety „grzesznicy” (tutaj oznacza to dzieciobójczynię), kobiety „świętej” (tu nawiązanie do modelu heroicznej matki Polki) oraz kobiety bezrozumnej i jednocześnie uległej.

Dzieciobójczynie

Obecni na komisji „strażnicy moralności” twierdzili, że przeciwstawiają się „barbarzyństwu”, w tym często barbarzyństwu, które istnieje „na Zachodzie, gdzie zabija się dzieci” – i przekonywali, że wejście w życie ustawy ocali „wiele wartościowych, polskich żyć, dzieci, bo każde życie jest wartościowe” (poseł Robert Winnicki z Kukiz’15).

Kto – zdaniem rzeczników wartości moralnych – zabija „tych najbardziej bezbronnych, tych najsłabszych” (poseł Winnicki), kto dokonuje tych „ohydnych morderstw” (Kaja Godek)? Winne są kobiety. Kobiety „nieprawe”, które nie mają sumień i chcą odbierać życie „niepełnosprawnym dzieciom poczętym”. Te niebezpieczne kobiety powinny być poddane kontroli prawa i instytucji państwowych, bo tylko to może je powstrzymać przed zabijaniem.

To kolejna odsłona opowieści o „grzesznicy”, która w tym przypadku popełnia grzech śmiertelny. Przeciwieństwem takiej „grzesznej”, „nieprawej” i „demonicznej” kobiety, jest figura kobiety „świętej”.

Heroiczne matki Polki

Obecny na posiedzeniu komisji europoseł Marek Jurek (Prawica Rzeczypospolitej) na początku obrad zadał dramatycznie brzmiące pytanie: „Co by było, gdyby kobieta odmówiła powinności macierzyńskiej”? A następnie szybko udzielił odpowiedzi: „Nie byłoby nas tutaj”. Zdaniem parlamentarzysty kobiety mają do wypełnienia „powinność macierzyńską”. (Być może jest to pojęcie konturowane w analogii do terminu „powinność małżeńska”).

Rodzenie, także w przypadku ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu lub jego nieuleczalnej choroby, jest – zdaniem „koalicjantów sumień” – po prostu wypełnianiem naturalnej kobiecej roli, misji i obowiązku. Nawet jeśli ze względu na stan płodu ma to wymagać od kobiety heroizmu, „powinna się” zdecydować na poród. Poseł Janusz Sanocki (niezrzeszony, do Sejmu dostał się z listy Kukiz’15) mówił wprost: „Rzeczywiście to jest heroizm, ja się zgadzam, że urodzenie i wychowanie chorego dziecka… I bez wątpienia matki, które się zdecydowały na to, zasługują na najwyższy szacunek”. Szacunek posła Sanockiego i innych „strażników moralności” jako „wynagrodzenie” za cierpienie, bezsilność i strach kobiet.

Heroizm, „męczeństwo”, „poświęcenie” są wpisane w obraz „świętej”, a w jej nadwiślańskiej odsłonie – w figurę heroicznej matki Polki. Natomiast działania mające na celu to – jak w 2016 roku mówił poseł Jarosław Kaczyński (PiS) – „by nawet przypadki ciąż bardzo trudnych, kiedy dziecko jest skazane na śmierć, mocno zdeformowane, kończyły się jednak porodem, by to dziecko mogło być ochrzczone, pochowane, miało imię”, to konsekwencja takiego postrzegania kobiet.

Bezrozumne idiotki

Marek Jurek zadeklarował, że „koalicjanci sumień” występują „w obronie każdej kobiety, żeby nie znajdowała się pod presją jakiegoś zdziczałego partnera, tak zwanego partnera (…), który będzie namawiał, że przecież możesz podjąć działania. (…) Po prostu bronimy kobiet. Tego, żeby ten głos, który jest głosem natury, był autentycznie głosem chronionym przez instytucje publiczne, żeby taki zdziczały partner nie mógł kobiety do niczego takiego namawiać”.

Kobiety są tu opisywane jako bezrozumne, bezwolne, słabe i podlegające wpływom albo „zdziczałych parterów”, albo „propagandy” i „rozmaitych tam namów” (poseł Sanocki), albo feministek, czyli „aborcjonistek” (poseł Winnicki), które pod przykrywką obrony praw kobiet są „najlepszymi sojuszniczkami mężczyzn” i ich „nieuporządkowanego życia seksualnego” (znów poseł Winnicki). Takie słabe i uległe kobiety trzeba chronić także przed nimi samymi, co robią ustawodawcy i parlamentarzyści, odwołując się do „retoryki troski i opieki”.

***

Każdy z trzech opisywanych sposobów postrzegania kobiet, który pojawił się w narracjach strażników nieswojej moralności, uprzedmiotawia je. Gdy kobiety są opisywane jako niebezpieczne dzieciobójczynie, to trzeba je kontrolować. Gdy mówi się o „powinności macierzyńskiej” kobiet, to nie mają one w zasadzie nic do powiedzenia ani nic innego do zrobienia – poza wypełnianiem swojego „naturalnego posłannictwa”. Gdy kobiety są przedstawiane jako bezrozumne i uległe idiotki, to trzeba się nimi „zaopiekować” i zadbać o to, aby nie uległy „złym” wpływom.

W każdym z tych przypadków kobiety są pozbawione rozumu i godności, a konsekwencją tego jest pozbawianie ich praw do podejmowania decyzji o swoim życiu. Każda z tych narracji to opowieść o władzy nad kobietami. Władzy, którą chcą sprawować przedstawiciele „narodowej koalicji sumień”.

*Narodowa Rada Chrześcijańskiego Kongresu Społecznego (powstała z inicjatywy europosła Marka Jurka) w 2016 roku ogłosiła deklarację „Czas na narodową koalicję sumień!”.

**Oprócz Kai Godek, reprezentującej inicjatywę „Zatrzymaj aborcję”, podczas obrad komisji za ustawą wypowiadali się jedynie mężczyźni.