Wstyd

W czasie kampanii wyborczej i po wygranych wyborach PiS budował i wciąż konsekwentnie buduje przekaz oparty m.in. na przekonywaniu, że rządząc, skończy z „dominacją pedagogiki wstydu”, przywróci Polakom „poczucie godności”, a Polska „wstanie z kolan”*. Niektórzy komentatorzy uważają tego rodzaju argumenty za jedną z przyczyn wyborczego zwycięstwa z 2015 roku. Jednocześnie, od rozpoczęcia rządów PiS nieustannie dostarcza powodów do wstydu, czego najnowszym przykładem jest uruchomienie przez Komisję Europejską artykułu 7 traktatu o Unii Europejskiej.

Polityka zagraniczna

Nic wspólnego z godnością i jej „przywracaniem” nie ma rozpoczęcie przez KE procedury zapisanej w artykule 7 traktatu o UE, którą wdraża się wtedy, gdy istnieje podejrzenie poważnego „naruszenia wartości Unii”. PiS liczy, że Rada Europejska nie przegłosuje sankcji wobec Polski, ponieważ głos sprzeciwu zgłosi premier Węgier. Upokarzające dla polskich obywateli jest, że rząd polski beztrosko doprowadza do sytuacji, w której przyszłość naszego kraju będzie zależała od decyzji przywódcy innego państwa.

Nie potrafię dostrzec w przegranym przez polski rząd głosowaniu w sprawie wyboru Donalda Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej (27 do 1) „dobrej wiadomości”, która – jak zapewniał prezes PiS – miałaby być związana z tym, że „pani premier bardzo dzielnie walczyła o polskie interesy. Potrafiła bardzo dzielnie się przeciwstawić. (…) Polska odzyskuje podmiotowość”. Fakt, że żaden z krajów członkowskich nie poparł stanowiska rządu Beaty Szydło, pokazuje zaślepienie oraz dyplomatyczną nieudolność i niekompetencję rządu PiS, i nie ma absolutnie nic wspólnego z „przywracaniem podmiotowości”.

Powodem do wstydu jest to, że Polskę na świecie reprezentuje minister, który zostanie zapamiętany jako odkrywca państwa San Escobar, krytyk światopoglądu „wegetarian i cyklistów” oraz wyjątkowo błyskotliwy analityk rzeczywistości, który skomentował Czarny Protest słowami: „Niech się bawią. Jeśli ktoś uważa, że nie ma większych zmartwień w Polsce w tej chwili, to proszę bardzo”. Można by to nawet uznać za zabawne, gdyby nie było kompromitujące. Jeszcze bardziej kompromitujące są oderwane od rzeczywistości założenia o budowaniu sojuszów z Wielką Brytanią (która właśnie opuszcza UE) czy opowieść o Międzymorzu.

Polityka społeczna, ale nie dla wszystkich

Zawstydzające i upokarzające jest, gdy rząd PiS – a jego przedstawiciele często podkreślają, że realizują program „zwykłych Polaków”, będący „wielkim planem godnościowym”, który ma na celu „wyrównywanie szans i niwelowanie różnic” – wprowadza rozwiązania, których konsekwencje będą odwrotne od deklarowanych. NIE wyrównają szans i NIE zniwelują różnic. Przeciwnie – zwiększą je, pogarszając sytuację osób, które z różnych względów i tak mają gorzej.

Pisałam o tym obszernie tu, wymieniając cztery grupy: ofiary przemocy domowej, czyli przede wszystkim kobiety i dzieci, uczniów pochodzących z rodzin o niższym statusie społeczno-ekonomicznym, dla których deforma edukacji będzie miała wyjątkowo szkodliwe konsekwencje, dzieci, które nie mają szans na adopcję w Polsce i którym na skutek działań Ministerstwa rodziny, pracy i polityki społecznej odbiera się szansę na adopcje zagraniczne, oraz osoby starsze, które potrzebują wyspecjalizowanej opieki medycznej na oddziałach geriatrycznych, zamykanych wskutek wprowadzenia tzw. sieci szpitali.

Nie potrafię w wymienionych działaniach dostrzec „przywracania godności”.

Bardziej zaawansowane „TKM”

Przekaz PiS promowany podczas kampanii wyborczej, obok obietnicy skończenia z „pedagogiką wstydu”, bazował także na krytyce poprzedniej ekipy za „rozkradanie Polski”, „ośmiorniczki” i „kolesiostwo”. Tylko jak w tym kontekście zrozumieć obsadzenie 38 wysokich stanowisk w 10 spółkach skarbu państwa przez osoby związane z PiS – a przede wszystkim ze Zbigniewem Ziobrą – którym w jednym roku wypłacono 28 mln 559 tys. złotych? (Dane z roku 2016 za OKO.press). Jak tłumaczyć przekazanie przez instytucje państwowe 1 mln 608 tys. złotych Fundacji Lux Veritatis Ojca Tadeusza Rydzyka? (dane za okres od 8 listopada 2016 roku do 18 kwietnia roku 2017, za Stowarzyszeniem Sieć Obywatelska Watchdog).

Jak nie łączyć z „kolesiostwem” wprowadzonego w 2016 roku w nowelizacji ustawy o służbie cywilnej zniesienia zasady obsadzania wyższych stanowisk na drodze konkursów, a zamiast tego zatrudnianie na drodze powołania? Jak rozdzielić od „TKM” zniesienie np. wobec szefa służby cywilnej wymogu posiadania doświadczenia na stanowisku kierowniczym w administracji rządowej lub w jednostkach sektora finansów publicznych oraz likwidację zakazu bycia członkiem partii politycznej w okresie 5 lat przed objęciem stanowiska?

Mówiąc najkrócej: co zjawisko „Misiewiczów” ma wspólnego z przywracaniem godności? No chyba, że chodzi o przywracanie godności „Misiewiczom”?

Udzielne księstwa

Nie potrafię także znaleźć związku między argumentem godnościowym a oddawaniem niepodzielnej władzy w kolejnych obszarach funkcjonowania państwa w ręce pojedynczych osób, pogardzających prawem i niepodlegających kontroli. Minister ochrony środowiska bez zahamowań i bez skrępowania wycina Puszczę Białowieską, lekceważąc opinię ekspertów i sankcje, o które wystąpiła KE. Minister sprawiedliwości, prokurator generalny i wciąż poseł (mimo że łączenie tych dwóch funkcji jest zabronione w konstytucji oraz w Ustawie prawo o prokuraturze) niepodzielnie zarządza prokuraturą oraz dowolnie obsadza stanowiska prezesów i wiceprezesów sądów rejonowych, okręgowych i apelacyjnych (np. zupełnie przypadkiem wymieniając prezes sądu okręgowego w Krakowie tuż przed mającą się w nim odbyć apelacją od wyroku uniewinniającego czworo lekarzy leczących ojca pana ministra). Minister obrony narodowej w sposób nieskrępowany działa na szkodę polskiej armii. Robią to, bo mogą.

Natomiast rytm dnia szeregowego posła, który raczej jest „sową” niż „skowronkiem”, wpływa na porządek obrad parlamentu polskiego. Czy na tym polega „przywracanie godności” państwu polskiemu, jego instytucjom oraz obywatelom?

„Czysta krew”

Jednym z filarów opowieści o „wstawaniu z kolan” jest „przywracanie dumy narodowej”. Problem w tym, że owa duma ma być wiązana z wykluczaniem innych (inność jest tu różnie definiowana), z nacjonalizmem, mylnie nazywanym przez PiS patriotyzmem.

Zawstydzające jest, gdy minister spraw wewnętrznych opisuje Marsz Niepodległości, podczas którego niesiono banery z hasłami „Czysta krew”, „Biała Europa” oraz flagi ze znakami falangi czy krzyża celtyckiego i skandowano „Śmierć wrogom ojczyzny”, następującymi słowami: „Święto niepodległości przebiegało w bardzo dobrej atmosferze, było bezpiecznie. Mogliśmy zobaczyć biało-czerwoną na ulicach Warszawy, to był piękny widok”. Upokarzające, że policja nie chroni (nie chce? nie potrafi?) kilku kobiet, stających na trasie marszu z transparentem: „Stop faszyzmowi”.

Nie rozumiem, w jaki sposób duma narodowa ma się łączyć z rosnącą liczbą przypadków pobicia lub obrażania osób, które nie mówią po polsku, mają ciemniejszą karnację lub noszą chusty – są „inne”.

Nie umiem dostrzec związku między „przywracaniem godności” a odmową przyjęcia choćby kilku rodzin, które uciekają ze zniszczonego wojną kraju. Czy duży, katolicki kraj, w którym często przywołuje się „legendarną” polską tolerancję i otwartość z czasów Jagiellonów, podkreśla pomoc udzielaną przez Polaków Żydom podczas Holokaustu czy komplementuje „naszą słynną, polską gościnność”, musi budować swoją dumę narodową na odmowie wspierania uchodźców?

Wyliczanie powodów do wstydu, których dostarcza PiS, można kontynuować. Na koniec chcę wskazać na jeszcze jedną tylko z pozoru błahą kwestię – upokarzające, że proces rozmontowywania systemu prawnego i łamania Konstytucji RP z wielką konsekwencją i zaangażowaniem przeprowadza prokurator z czasów stanu wojennego, odznaczony w 1984 roku Brązowym Krzyżem Zasługi.

Czy wstyd wzbudzany działaniami partii rządzącej będzie na tyle silną i na tyle powszechnie podzielaną przez Polaków emocją, że przyczyni się do odsunięcia obecnej ekipy od władzy, tak jak „granie wstydem” mogło mieć wpływ na jej zwycięstwo?

*Pomijam wątek zasadności tego typu sformułowań.