Między niewiedzą a poparciem

11 listopada w Marszu Niepodległości przeszło przez Warszawę ok. 60 tysięcy osób. Maszerowali młodzi mężczyźni z zasłoniętymi twarzami, niosący banery z hasłami: „Czysta krew” czy „Biała Europa” i skandujący „Śmierć wrogom ojczyzny”. Maszerowały rodziny z dziećmi, starsze panie i starsi panowie, młodzież i dorośli z biało-czerwonymi opaskami i znakami Polski Walczącej. Trudno rozstrzygnąć, czy bardziej przerażająca i przygnębiająca była obecność na marszu faszyzujących radykałów czy „zwykłych ludzi”.

Dlaczego ci „zwykli ludzie” zdecydowali się wziąć udział w Marszu Niepodległości?

Może rodzice, zabierając dzieci na marsz, nie byli świadomi, że wydarzenie to jest inicjowane przez organizacje jawnie nawiązujące do przedwojennych faszyzujących ONR i Młodzieży Wszechpolskiej? Może maszerujące starsze panie i starsi panowie nie wiedzieli, że „goście z zagranicy” zaproszeni do wzięcia udziału w wydarzeniu to przedstawiciele skrajnych prawicowych organizacji, np. włoskiej Forza Nova, węgierskiego Jobbik czy Naszej Słowacji z Marianem Kotlebą (nazywanym „słowackim führerem”) na czele? Może dla noszących znak Polski Walczącej na opaskach lub koszulkach symboliczne znaczenie falangi czy krzyża celtyckiego jest nieznane? Może po prostu w niewiedzy i nieświadomości maszerowali, aby demonstrować swój patriotyzm?

A może jednak rozpoznawali znaczenie haseł i chociaż niektórych symboli, może nawet było to dla nich niekomfortowe, ale skoro już przyszli, to konsekwentnie maszerowali do końca? Przecież nie wycofają się nagle z idącego w jednym kierunku tłumu. A może uznali, że skandowane obok nich „Biała siła, Ku Klux Klan”, „Narodowy socjalizm”, „Sieg heil” (o takich hasłach pisał publicysta „DoRzeczy”) to jedynie wybryki grup nie do końca trzeźwych młodych mężczyzn, które są zupełnie nieistotne w zestawieniu z oficjalną ideą marszu zawartą w zdaniu: „My chcemy Boga”? Może pomyśleli, że agresywne zachowania niektórych uczestników marszu, którzy lżyli i uderzali kobiety protestujące przeciwko faszyzmowi, jest wprawdzie nieprzyjemnym, ale jednak mało ważnym epizodem w tym wielkim patriotycznym wydarzeniu? Może wyszli z założenia, że to specyficzna „cena”, którą trzeba zapłacić za możliwość manifestowania dumy narodowej i „wstawania z kolan”?

Są jednak jeszcze dwie inne możliwe odpowiedzi na pytanie o powody, dla których „zwykli ludzie” maszerowali razem z tymi, którzy zakładają, że „Europa będzie biała albo bezludna” i skandują „Cała Polska śpiewa z nami, wypier***ć z uchodźcami”. Po pierwsze – może to im wcale nie przeszkadzało. Po drugie – może nawet to popierali.

fot. Chris Niedenthal