„Dziecko poczęte, lecz jeszcze nieurodzone” i kobieta „umieszczona” w zakładzie leczniczym

Rzecznik Praw Dziecka Marek Michalak skierował do prezydenta projekt zmian w ustawodawstwie, które mają na celu obronę „dzieci poczętych, lecz jeszcze nie urodzonych” przed ich matkami, jeśli te „spożywają alkohol”, używają narkotyków lub innych substancji psychoaktywnych. Intencja jest słuszna – FAS*, czyli zaburzenia rozwojowe powstałe w wyniku nadużywania alkoholu przez kobiety w ciąży, to poważny problem. Jednocześnie jednak projekt jest wyjątkowo obrzydliwym przykładem przedmiotowego traktowania kobiet i deptania ich praw.

W jaki sposób rzecznik chce chronić dziecko poczęte? Przez niezwłoczne „umieszczenie” – przez sąd – kobiety w ciąży na przymusowym leczeniu w zakładzie leczniczym. Zgodnie z projektem, jeżeli kobieta nie stawi się w wyznaczonym terminie do szpitala może zostać do niego doprowadzona przez policję. Pacjentka nie będzie miała prawa do opuszczenia szpitala „bez zezwolenia kierownika zakładu”. Jeśli to zrobi lub jeśli „nie podda się leczeniu” albo nie będzie przestrzegać regulaminu zakładu leczniczego, może zostać – przez sąd – „umieszczona” na oddziele zamkniętym.

Warto przypomnieć, że zgodnie z obowiązującym prawem przyjęcie do szpitala bez zgody chorego może mieć miejsce tylko w wyjątkowych przypadkach: gdy pacjent bezpośrednio zagraża swojemu życiu albo życiu lub zdrowiu innych. Zazwyczaj takie sytuacje dotyczą osób chorych psychicznie. Najwyraźniej rzecznik traktuje kobiety w ciąży, które „spożywają alkohol” (a trzeba wyraźnie podkreślić, że w projekcie nie ma w ogóle mowy o uzależnieniu od alkoholu, nie wiadomo więc, czy w zakładzie leczniczym można zostać „umieszczonym” np. za wypicie kieliszka wina), jak osoby chore psychicznie, a przede wszystkim niebezpieczne.

Postanowienie w sprawie „umieszczenia” w szpitalu mają wydawać sądy rejonowe po rozpoznaniu sprawy w trybie nieprocesowym, co oznacza m.in. możliwość wszczęcia postępowania nie na wniosek, ale z urzędu. W procesie rozpatrywania sprawy ma wziąć udział biegły lekarz psychiatra, psycholog lub inny specjalista, prokurator, pełnomocnik kobiety oraz… „adwokat dziecka poczętego, lecz jeszcze nieurodzonego”, którego ustanawia sąd.

Projekt przewiduje także, że „sąd wszczyna sprawę o zarządzeniu poddania się przez kobietę w ciąży stacjonarnemu leczeniu (…) niezwłocznie po powzięciu informacji o spożywaniu przez nią alkoholu, używaniu narkotyków lub innych substancji psychoaktywnych”. Rzecznik nie precyzuje, w jaki sposób sąd „poweźmie” tego rodzaju informacje. Czyżby miał na myśli donosy?

Ustawodawca zakłada, że jeśli kobieta „dobrowolnie podda się leczeniu”, sąd może „oddać ją pod nadzór” zawodowego kuratora sądowego, zamiast nakazać przebywanie w zakładzie leczniczym. W takiej sytuacji sąd może „obowiązać kobietę w ciąży do określonego zachowania, w tym przebywania we wskazanym miejscu”. Będzie ona także zobowiązana – na wezwanie sądu lub kuratora – do udzielenia „wyjaśnień co do przebiegu nadzoru i wykonywania nałożonych na nią obowiązków oraz informowania o zmianie miejsca jej pobytu”.

W liście do prezydenta Marek Michalak, powołując się m.in. na Konstytucję PR, podkreśla, że jego celem jest ochrona praw „dzieci poczętych, lecz jeszcze nieurodzonych”. Aż trudno uwierzyć, że Rzecznikowi przy okazji tak niezwykle łatwo przychodzi zawieszenie praw kobiet i ich uprzedmiotowienie. Doskonale widać to w języku, w jakim napisany jest projekt: kobiety – zgodnie z nim – są „umieszczane”, „oddawane pod nadzór”, „poddawane leczeniu”, „doprowadzane przez policję”, ewentualnie edukowane „w zakresie wpływu alkoholu, narkotyków lub innych substancji psychoaktywnych na rozwój płodu”.

O pomocy dla osób uzależnionych, o terapii Rzecznik wspomina tylko raz. O profilaktyce lub społecznej kampanii na rzecz nie picia alkoholu w ciąży w ogóle nie ma mowy.

*Projekt został ogłoszony na dzień przed Światowym Dniem FAS, który wypada 9 września.