Zróbmy sobie* Polskę

Prezydent Andrzej Duda nieoczekiwanie zawetował dwie z trzech ustaw dotyczących sądownictwa. To otwiera zupełnie nową sytuację. Właśnie teraz jest doskonały moment na powstanie nowej siły na polskiej scenie politycznej.

Manifestacje, które odbywały się w ostatnich dniach, powiedziały nam wiele o sobie jako o społeczeństwie: pokazały, że jesteśmy w stanie – działając ponad podziałami, niezależnie od wieku, poglądów czy wyznania, niezależnie od wielkości miejsca zamieszkania – stanąć solidarnie i pokojowo w obronie tego, co uznajemy za ważne. Utwierdziły, że możemy się zorganizować i protestować w sprawie wartości, że możemy dać wyraz naszej niezgodzie na łamanie prawa (mam wrażenie, że kwestia sądów była tu kroplą przepełniającą czarę), tak samo jak byliśmy w stanie – przede wszystkim byłyśmy, w ramach „czarnego protestu” – masowo protestować w obronie naszej wolności, godności i bezpieczeństwa.

Manifestacje te pokazały także wyraźnie, że partie opozycyjne – a przynajmniej ich liderzy – są dla coraz większej grupy osób, zaangażowanych w sprawy państwa, coraz mniej wiarygodni lub nawet więcej – są w swojej retoryce coraz bardziej antypatyczni. Chyba najwięcej osób gromadziły te protesty, które były organizowane przez organizacje społeczne, na których nie występowali liderzy partyjni, na których zrezygnowano z partyjnych flag, a w przekazie ze sceny i w hasłach skandowanych przez protestujących dominowały żądania dotyczące przestrzegania prawa, wskazanie na wartości („wolność, równość, demokracja”), a nie nawoływanie do rozliczeń, deklaracje na temat „zjednoczonej opozycji” czy szydzenie z obecnie rządzących.

Manifestacje pokazały również, jak duży jest potencjał w „nowych” i młodych osobach, które potrafią rozsądnie, z szacunkiem, a w dodatku z ogromną pasją i energią, odnosząc się do wartości, a nie do „retoryki anty-PiS”, opowiedzieć o tym, z jakich powodów protestują. Widać było także, że właśnie takie opowieści są oczekiwane. Opowieści o Polsce jako o kraju, który jest otwarty i tolerancyjny, taki po ludzku życzliwy i rzeczywiście gościnny (w końcu „gościnność” to cecha, z której Polscy są najbardziej dumni); jako o kraju, w którym solidarność społeczna przekłada się na rzeczywiste działania podejmowane przez instytucje państwowe na rzecz grup społecznych i osób, które z różnych powodów są w trudniejszej sytuacji życiowej; jako o kraju z którego jesteśmy dumni, a ta duma jest zbudowana na tym, że umiemy się różnić, ale umiemy się szanować, znamy swoją historię (różne jej aspekty), oraz na tym, że raczej umiemy się dogadywać, niż kłócić. To jest oczywiście wizja bardzo idealistyczna, ale wyjątkowo potrzeba nam teraz takiej „nowej” – użyję popularnego pojęcia – narracji o Polsce.

Czy potencjał, który tak wyraźnie ujawnił się w czasie ostatnich manifestacji (i to zarówno po stronie przemawiających, jak i uczestników), przełoży się na powstanie nowej siły politycznej, której przedstawiciele być może będą mieli odmienne zdania, co do kwestii szczegółowych, ale zgodzą się co to pryncypiów – tego, że ta „nowa” Polska musi być zbudowana na otwartości, szacunku i solidarności społecznej? Trudno sobie wyobrazić lepszy moment, żeby zacząć „robić” Polskę od nowa.

* „sobie” w sensie: zróbmy to razem i dla nas wszystkich, nie w znaczeniu: zróbmy to tylko dla siebie.

zdjęcie: Beata Lechowicz