„Strajk szkolny” 10.03.

10 marca odbędzie się „strajk szkolny”. To ogólnopolska akcja, której celem jest zamanifestowanie sprzeciwu wobec deformy edukacji. Decyzja o nieposyłaniu dziecka do szkoły może wydawać się kontrowersyjna. Ale jeden dzień bez szkolnej nauki to nic w porównaniu z latami edukacji w „zdeformowanym” systemie.

Rozumiem dystans, a nawet niechęć rodziców, którzy nie chcą przyłączyć się do strajku, ponieważ uważają, że oznacza to „wykorzystywanie” dzieci w wojnie politycznej. Problem w tym, że uczniowie już zostali „wykorzystani” w rozgrywce politycznej, bo za taką trzeba uznać deformę edukacji. Tempo i zakres wprowadzanych zmian nie mają merytorycznego uzasadnienia. Mają za to uzasadnienie polityczne, co przyznał nawet wiceminister edukacji Maciej Kopeć, stwierdzając, że wprowadzanie reformy jest „uzależnione od kalendarza wyborczego”, czyli od terminu wyborów samorządowych, w których rodzice będą mieli okazję „podziękować” samorządowcom za aplikowanie zmian w systemie edukacji.

Rządzący zakładają, że część rodziców zapomni czy nie weźmie pod uwagę, że to nie samorząd, lecz rząd spowodował całe to zamieszanie. Warto więc podkreślać, że to nie organizujący protest rodzice wykorzystują dzieci do gry politycznej, zrobili to wcześniej politycy. Warto też pamiętać, że to przede wszystkim uczniowie poniosą konsekwencje tej katastrofy edukacyjnej – i z tego względu jeden dzień szkoły to nic w porównaniu z latami edukacji w „zdeformowanym” systemie.

Rozumiem także argument, podnoszony przez niektórych rodziców niechętnych „strajkowi”, że nieposyłanie dziecka do szkoły to niezbyt szczęśliwa forma protestowania, bo jest to w końcu instytucja, do której dzieci powinno się raczej zachęcać, niż zniechęcać. Sto procent zgody. Krytykowałam inicjatywę małżeństwa Elbanowskich między innymi z tego powodu, że przedstawiali szkołę jako miejsce tak niebezpieczne i niegodne zaufania, że lepiej byłoby nie posyłać tam sześcioletnich „maluchów”. (A ponieważ przy okazji zbierania podpisów pod referendum w 2013 r. do „ratowania maluchy” dodano także „ratowanie starszych dzieci”, wyglądało na to, że szkoła w ogóle nie jest miejscem dla dzieci).

Jednak tym razem zupełnie nie o to chodzi. Nieposyłanie dziecka do szkoły ma być wyrazem protestu nie przeciwko instytucjom edukacyjnym, a przeciwko nieodpowiedzialnym decyzjom polityków. A przy okazji może być także dla dzieci cenną lekcją obywatelskiego nieposłuszeństwa.

Wreszcie: rozumiem niechęć niektórych rodziców do „strajku” motywowaną tym, że już i tak jest za późno i że trzeba było protestować wcześniej. Problem w tym, że rodzice i nauczyciele protestowali. Eksperci, samorządowcy wydawali zdecydowanie krytyczne oceny. Organizacje związane z edukacją recenzowały deformę w ramach tzw. konsultacji publicznych (na stronie Rządowego Centrum Legislacji można znaleźć ponad 45 opinii, w zdecydowanej większości całkowicie negatywnych), opozycja próbowała blokować reformę lub choćby wprowadzać poprawki w czasie ekspresowego procedowania nad ustawą w parlamencie.

I co? I nic się nie wydarzyło – minister Anna Zalewska z niezmiennym uśmiechem zapewniała i wciąż zapewnia, że wszystko będzie dobrze i że prowadziła „szerokie konsultacje społeczne”. Obecne działania nie są więc spóźnione, sprzeciwiano się reformie na każdym etapie jej procedowania. Głosy krytyczne jednak były ignorowane. Protest 10 marca jest więc wyrazem desperacji rodziców. (Zresztą czy rzeczywiście tej tzw. reformy nie da się już zatrzymać? Być może tak samo szybko jak przeprowadzono ustawę przez proces legislacyjny, tak samo szybko można przeprocedować odłożenie w czasie jej realizacji? Rządzący specjalizują się w ekspresowym tworzeniu prawa. Wystarczy jedna decyzja i jedna ustawa odwołująca porzednią).

Rozumiem także… choć nie, tego już nie rozumiem, ale biorę pod uwagę głosy rodziców, którzy są przekonani, że gimnazja to samo zło i że ich likwidacja w jakiś magiczny sposób spowoduje, że „znikną” dzieci w trudnym wieku. Ostatnio rozmawiałam z kilkoma osobami, których dzieci w większości nie miały jeszcze doświadczenia z edukacją gimnazjalną, co nie przeszkadzało ich rodzicom mieć bardzo negatywnej opinii na temat tego typu szkół – „siedliska patologii”.

Zwolennikom likwidacji gimnazjów przypomnę więc, że deforma to nie tylko chaos organizacyjny wywołany przekształcaniem sieci szkolnej, to nie tylko skrócenie o rok edukacji ogólnej i tym samym pogłębianie różnic edukacyjnych dzieci pochodzących z różnych środowisk (pisałam o tym między innymi tu). Deforma to także nowe podstawy programowe i nowe podręczniki. Podstawy i podręczniki oparte na przestarzałych lub nielogicznych założeniach.

Na przykład „zdeformowany” program z języka polskiego oznacza – jak piszą eksperci z Rady Języka Polskiego przy PAN – „powrót do <<encyklopedyzmu>>; twórcze, refleksyjne, krytyczne korzystanie z wiedzy będzie poza zasięgiem większości uczniów. Ponadto treści kształcenia są przestarzałe, oddają rzeczywistość kulturowo-komunikacyjną sprzed 50 lat. Lekcje języka polskiego zostaną oderwane od rzeczywistości, w której żyje współcześnie człowiek. Będą postrzegane jako skansen, co wpłynie negatywnie na postawy motywacyjne uczniów”.

W przypadku historii – jak piszą członkowie Rady Naukowej Instytutu Historycznego UW – „w nowej podstawie programowej zrezygnowano z dbania o tak ważne dla współczesnego społeczeństwa postawy, jak: zaangażowanie w działania obywatelskie, wrażliwość społeczna, tolerancja dla odmiennego zdania, sposobu zachowania, obyczajów i przekonań, przeciwstawianie się przejawom dyskryminacji, podtrzymywanie więzi nie tylko ze wspólnotą lokalną i narodową, ale także europejską i globalną. Nie ma ich nie tylko wśród celów wychowawczych przypisanych do lekcji historii, ale także wiedzy o społeczeństwie”.

Z kolei w przypadku fizyki – tu opinia prof. Łukasza Turskiego – „Podstawa ignoruje fakt, że fizyka jest nauka doświadczalna i wszystkie pojęcia i prawa należy wprowadzać odwołując się do bezpośredniego doświadczenia. (…) Jeżeli zrozumie się edukację jako proces niemal ustawicznego kształcenia, w którym poznawania świata ma przynieść radość a nie być zadekretowanym obowiązkiem, to dokument takie jak Podstawa muszą być zupełnie inaczej konstruowane. Przede wszystkim ze znacznie głębszym zrozumieniem struktury nauki i jej roli odgrywanej w naszej cywilizacji. Frazesy, a przede wszystkim błędy merytoryczne, są w nich nie do zaakceptowania. Zaproponowana Podstawa programowa dla Fizyki klasy IV—VIII nie czyni nawet drobnego kroku w takim kierunku”.

Rodzice decydujący się na przyłączenie do protestu 10 marca robią to chociażby po to, żeby powiedzieć swoim dzieciom (gdy będą się zmagać z głupotą nowej podstawy programowej i zmianami wywołanymi wywróceniem sieci szkolnej do góry nogami): przynajmniej próbowaliśmy.

[„Strajk szkolny” jest akcją inicjowaną przez organizacje i ruchy tworzone przez rodziców: Nie dla chaosu w szkole, Rodzice Przeciwko Reformie Edukacji, Forum Rad Rodziców, Zielonogórskim Porozumieniu Rodziców i Rad Rodziców, Inicjatywa Rodziców Zatrzymać Edukoszmar oraz Krajowe Porozumienie Rodziców i rad Rodziców. Więcej informacji tutaj.]