Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Punkt S - Blog socjolożki Małgorzaty Sikorskiej Punkt S - Blog socjolożki Małgorzaty Sikorskiej Punkt S - Blog socjolożki Małgorzaty Sikorskiej

23.01.2017
poniedziałek

„Chcemy, by polskie dzieci zostawały w kraju”

23 stycznia 2017, poniedziałek,

Używając tego stwierdzenia, Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej uzasadnia działania mające na celu ograniczenie adopcji zagranicznych. Łatwo jest straszyć tym, że „ojczyzna traci 280-300 obywateli rocznie”; łatwo odwoływać się do argumentu typu: dzieci wyjeżdżające za granicę „tracą związki z kulturą i językiem polskim” (innymi słowy, zostają „wynarodowione”). Trudno zobaczyć indywidualne historie dzieci, które znalazły rodziców poza Polską.

Umieszczony na stronie MRPiPPS komunikat pt. „Problemy adopcji międzynarodowych” jest wyjątkowym przykładem manipulacji – kilka liczb, parę ideologicznych haseł, „niepokojący” śródtytuł („Z placówki rodzinnej w niewiadome”), a do tego brak istotnych i prawdziwych informacji.

Gdyby to była jedynie nieudolnie napisana notka opublikowana na stronie ministerstwa przez niekompetentnego pracownika, nie byłoby się czym przejmować. Problem w tym, że to oficjalne stanowisko ministerstwa w sprawie adopcji zagranicznych, uzasadniane za pomocą fałszywych argumentów.

Problem także w tym, że MRPiPPS właśnie odebrał prawo do prowadzenia adopcji międzynarodowych Krajowemu Ośrodkowi Adopcyjnemu Towarzystwa Przyjaciół Dzieci (działającemu od 27 lat) oraz Wojewódzkiemu Ośrodkowi Adopcyjnemu w Warszawie. Od tego roku tego typu przysposobieniami zajmować się będą jedynie dwie katolickie placówki, z których jedna deklaruje, że rozpatrując zgłoszenia rodzin, preferuje „w pierwszej kolejności rodziny katolickie, a następnie inne chrześcijańskie”, a druga nie ma doświadczenia ani kontaktów, ponieważ z adopcjami zagranicznymi dotąd nie miała odczynienia.

Co o adopcjach międzynarodowych ma do powiedzenia ministerstwo?

Po pierwsze – MRPiPPS informuje: „Adopcje międzynarodowe pozbawiają każdego roku ok. 280-300 dzieci możliwości dorastania w kraju ojczystym”. Nie ma ani słowa o tym, że dzieci adoptowane za granicę mogą wyjechać tylko wtedy, gdy w kraju (ojczystym) nie znajdą się osoby zainteresowane ich przysposobieniem. A przecież takie jest obowiązujące w Polsce prawo* i ten sam urząd na tej samej stronie internetowej (choć innej podstronie) o tym jednoznacznie informuje: adopcja zagraniczna „może zostać przeprowadzona tylko wtedy, gdy jest to jedyny sposób, by zapewnić dziecku odpowiednie środowisko rodzinne”. Czyżby autor tekstu „Problemy adopcji międzynarodowych” – prawdopodobnie pracownik MRPiPPS – o tym nie wiedział?

Procedura adopcji zagranicznej wygląda następująco: informacje o dziecku, którego sytuacja prawna pozwala na adopcję, zgłaszane są do ośrodków adopcyjnych działających w Polsce. Jeżeli po 55 dniach nie znajdzie się nikt zainteresowany adopcją w kraju, dziecko może zostać wpisane na listę dzieci czekających na przysposobienie za granicą.

W każdym przypadku Departament Polityki Rodzinnej w MRPiPS sprawdza czy „wyczerpane zostały wszystkie możliwości znalezienia odpowiedniej rodziny w Polsce”. Dopiero jeśli uzna, że tak się stało, wydaje zgodę na kontynuowanie procedury adopcji międzynarodowej. Potencjalni rodzice przyjeżdżają do Polski na dwa, trzy dni, żeby zobaczyć się z dzieckiem. W spotkaniach bierze udział prawny opiekun dziecka, pracownik Ośrodka Adopcyjnego oraz tłumacz. Jeśli widać, że relacje między dorosłymi a dzieckiem układają się dobrze i istnieją szanse na adopcję, kandydaci muszą przyjechać do Polski na dłużej, wynająć mieszkanie i podczas tzw. okresu styczności osobistej opiekować się dzieckiem.

To, ile trwa „okres styczności”, zależy od decyzji sądu, zazwyczaj są to dwa-trzy tygodnie. Potem, po zasięgnięciu opinii pracowników m.in. ośrodka adopcyjnego, opiekuna prawnego dziecka, po „wysłuchaniu” kandydatów na rodziców, a czasami także dziecka, sąd podejmuje decyzję o adopcji. W postępowaniu bierze udział prokurator. Opisuję tę procedurę szczegółowo, żeby pokazać, że nie jest ona ani łatwa, ani szybka i że decyzje nie są podejmowane pochopnie.

Po drugie – cytowana w komunikacie MRPiPS minister Elżbieta Rafalska stwierdza: „Kiedy przyjrzeliśmy się szczegółowo, jak do tej pory odbywały się zagraniczne adopcje, okazało się, że nie jest wcale tak, że wysyłane za granicę dzieci są bardzo chore” i informuje, że jedynie 20 proc. dzieci w adopcji międzynarodowej ma orzeczenia o niepełnosprawności. (Wymowa tego zdania jest dość makabryczna: nie dość, że wywożone są „polskie dzieci”, to w dodatku są to „zdrowe polskie dzieci”).

Pani minister nie wspomina o tym, że w zasadach prawnych przyjętych przez nasz kraj nie ma założenia, że adopcją zagraniczną mogą być objęte tylko dzieci chore, jest za to zapis – jak podkreślałam wyżej – że wyjechać mogą tylko te dzieci, dla których nie udało się znaleźć rodzin w Polsce.

Minister nie dodaje, że często dzieci adoptowane przez rodziców mieszkających za granicą mimo dysfunkcji fizycznych lub psychicznych nie mają orzeczeń o niepełnosprawności, bo nikt (np. biologiczni rodzice, opiekunowie prawni) nie występował o przeprowadzenie odpowiednich badań. (Do adopcji raczej nie trafiają dzieci, których opiekunowie są szczególnie zainteresowani ich stanem zdrowia). Minister nie informuje także, że np. dzieci z FAS (alkoholowym zespołem płodowym), RAD (zespołem zaburzeń więzi) orzeczeń o niepełnosprawności nie dostają, bo ani FAS, ani RAD nie są kwalifikowane jako niepełnosprawność. Z oczywistych względów nie mają takich orzeczeń dzieci wykorzystywane seksualnie. Pani minister nie wspomina również, że do adopcji zagranicznych kierowane są także dzieci, które nie mają szans na adopcje w Polsce, bo mając 12 czy 13 lat, są „za stare”.

Po trzecie – na stronie MRPiPPS można przeczytać: „dramatem adoptowanych dzieci jest nagminne rozdzielanie rodzeństw (…), w roku 2016 takie praktyki dotyczyły – z różnych przyczyn – około 71 proc. rodzeństw”. Swoją drogą mamy tu przykład danych statystycznych niezwykle precyzyjnych (w końcu 71 proc. to nie jakieś „okrągłe” 70 proc.), ale jednocześnie podanych jakby z pewnym wahaniem (i pewnie stąd owo zaskakujące „około”). Nie ma mowy o tym, że najczęściej rodzeństwa są rozdzielane jeszcze przed rozpoczęciem procedury adopcji zagranicznej, do której kierowane jest to dziecko, które w przeciwieństwie do swoich sióstr czy braci nie znalazło rodziców adopcyjnych w kraju.

Po czwarte – kreśląc ponury obraz przyszłości „wynaradawianych” polskich dzieci, ministerstwo alarmuje: „Procedury powodują, że brakuje dostatecznej wiedzy o dalszych losach adoptowanego dziecka”. Problem w tym, że w prawie polskim takich procedur nie ma, nie ma przepisów – zarówno w przypadku adopcji polskich, jak i międzynarodowych – które pozwalałyby monitorować rodziny adopcyjne.

Jak mówi Izabela Rutkowska, kierownik Krajowego Ośrodka Adopcyjnego TPD: „Ośrodki adopcyjne prowadzące adopcje zagraniczne wielokrotnie w rozmowach z ministerstwem zgłaszały, że istnieje pewna luka w polskiej procedurze”. Wychodząc z założenia, że monitorowanie sytuacji adoptowanych dzieci jest ważne (i nie chodzi tu tylko o kontrolowania rodziców, ale także o udzielanie im wsparcia, jeśli jest taka potrzeba), ośrodki adopcyjne w umowach o współpracy podpisywanych z zagranicznymi partnerami zaznaczały, że polska strona oczekuje przygotowywania przez rodziców raportów postadopcyjnych (np. po roku, dwóch i trzech latach od przysposobienia dziecka, a następnie co trzy lata – taką procedurę przyjął Krajowy Ośrodek Adopcyjny TPD). Ośrodki robiły więc więcej, żeby poznać sytuacje dzieci po adopcji, niż wymaga tego prawo. MRPiPPS wciąż nie zaproponowało nowelizacji prawa, która miałaby na celu monitorowanie sytuacji dzieci adoptowanych.

I ostatnia kwestia – ministerstwo, kwestionując sens adopcji zagranicznych, zapewnia, że w Polsce „mamy dobry system pieczy zastępczej”. To raczej zaklęcie, pobożne życzenie niż rzetelny opis sytuacji. Na przykład MRPiPS informuje, że „piecza instytucjonalna przechodzi pozytywne zmiany, zmierzające do ograniczenia wieku dzieci umieszczanych w placówkach (zakaz umieszczania dzieci poniżej 10. roku życia) oraz zmniejszanie liczebności placówek opiekuńczo-wychowawczych (nie więcej niż 14 dzieci)”. Teoretycznie wszystko się zgadza.

Nie ma jednak słowa o tym, że – jak podaje Rzecznik Praw Dzieckaw 2016 roku w pieczy instytucjonalnych niezgodnie z prawem przebywało 257 dzieci (w tym: 13 nie skończyło roku, 40 miało od roku do trzech lat, 93 – od trzech do siedmiu, a 111 – od siedmiu do dziesięciu lat). Nie ma także informacji o tym, że zmniejszenie (do 14) liczby dzieci w placówkach opiekuńczo-wychowawczych to zalecenie, które ma być zrealizowane do 2020 roku, a nie opis stanu faktycznego. W opowieści o „dobrym systemie pieczy zastępczej” nie ma również miejsca na przedstawienie wniosków z raportu NIK dotyczącego problemów z usamodzielnieniem, które mają młodzi ludzie, nad którymi opieka sprawowana w ramach pieczy zastępczej kończy się, gdy mają 18 lat lub 25 (jeśli nadal się uczą)**.

Nawet gdyby „system pieczy zastępczej” działał tak dobrze, jak zapewnia ministerstwo – a tak nie jest – czy mamy przyjąć, że dla dziecka lepsze jest przebywanie w placówce instytucjonalnej albo nawet w rodzinie zastępczej niż posiadanie rodziców, których jedyną „wadą” jest to, że nie mieszkają w Polsce? Czy urzędnicy ministerstwa i sama pani minister naprawdę wierzą, że dla dziecka ważniejsze jest mieszkanie na terenie Polski niż znalezienie rodziny?

Wydaje się, że tak, bo przecież minister Elżbieta Rafalska obiecuje: „Resort rodziny zamierza przejąć większą kontrolę nad tym procesem [adopcji międzynarodowej] i robić wszystko, by nie wysyłać za granicę polskich obywateli”. Chyba nieprzypadkowo nie ma w tym zdaniu mowy o dzieciach, są za to „wysyłani za granicę polscy obywatele”.

* Procedura adopcji zagranicznych oparta jest na następujących aktach prawnych: Polskim Kodeksie Rodzinnym i Opiekuńczym, Ustawie z dnia 9 czerwca 2011 roku o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej oraz Konwencji o ochronie dzieci i współpracy w dziedzinie przysposobienia międzynarodowego podpisanej w Hadze a 1993, ratyfikowanej przez Polsce w 1995.

** NIK o usamodzielnianiu dzieci z rodzin zastępczych i domów dziecka: „Dla dużej części wychowanków z rodzin zastępczych i domów dziecka próby wejścia w dorosłość po 18. roku życia nie kończą się najlepiej: powiększają kolejki bezrobotnych w urzędach pracy i pobierają zapomogi z opieki społecznej. Wielu rezygnuje i wraca z powrotem do pieczy zastępczej, blokując miejsca dla młodszych. Powodem jest przede wszystkim brak mieszkań i pracy oraz mizerne świadczenia finansowe. Samodzielnie mieszkający wychowanek może liczyć na 500 zł za kontynuowanie nauki. (…) Wychowankowie z rodzin zastępczych i domów dziecka, gdy opuszczają pieczę często mają problemy z najprostszymi sprawami: ze zrobieniem zakupów, gospodarowaniem pieniędzmi, gotowaniem”.

Tu można podpisać petycję (Każde dziecko zasługuje na dom) kierowaną do minister Elżbiety Rafalskiej.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 10

Dodaj komentarz »
  1. Trzeba dodac … nie dotyczy to organizacji powiazanych z Krk…

  2. Nie wygra się z ideologią, a o Pani (jeśli zaistnieje Pani w przestrzeni publicznej tzn. „trafi pod strzechy”) będą mówić „to ta co chciała oddać polskie dzieci Niemcom” i następnie puści się w TVPiS reportaż o tym jak dziecko z Polski trafiło w ręce szajki międzynarodowych pedofili.

    P.S. Zaskoczyło mnie, że nawet dzieci z polskich rodzin zastępczych mają problemy z adaptacją w społeczeństwie.
    Akurat dzieci z serialu „Rodzina Zastępcza” radzą sobie świetnie. 🙂

  3. Tu w Kanadzie jest polska rodzina ,ktora adoptowala troje dzieci z Polski.
    Dzieci mowia bardzo dobrze po polsku ,ang i fran.
    Mieszkaja w duzym domu i maja kochajacych rodzicow.

    Dlaczego pozbawiac inne dzieci takich szans ?

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Trudno powiedzieć czy mają jakiś ukryty cel,czy to ma mieć wydźwięk propagandowy,
    czy robią to na żądanie kk,czy w celu zniszczenia kolejnej instytucji której nie powołali,
    czy to może zwykła głupota.
    Że to okrucieństwo, to pewne.

  6. Przypomina mi sie artykul Newsweeka z lat 80. na ten sam temat, ale dotyczacy dzieci brazylijskich. Mowa byla o dzieciach zyjacych na ulicy, glodnych, oberwanych, wykorzystywanych seksualnie i na rozne inne sposoby. Jakiegos urzedasa brazylijskiego oburzalo strasznie, ze adoptowanie takiego dziecka przez cudzoziemcow pozbawiloby je obywatelstwa brazylijskiego.

  7. Krzywdzenie dzieci w imię wydumanych poglądów osób będących u władzy. Widać ich samopoczucie jest ważniejsze.

  8. Dzieci upośledzone, zwłaszcza z zespołem Downa, nie mają praktycznie żadnych szans na adopcję w kraju. Władza PiS woli skazać je na dożywotni pobyt w przytułku, niź dopuścić adopcję za granicą. Od wielu lat ludzie dobrej woli z zamożnych krajów ratują niechciane dzieci z Chin, Indii lub Afryki. Adoptowany Wietnamczyk wyrósł na ministra zdrowia w rządzie Angeli Merkel.

  9. Z każdej strony się potwierdza,że zakłamany PiS nadal prowadzi państwo na manowce.Część narodu wybrała,część nie poszła do wyborów.Żeby zbudować zdrową demokrację trzeba budować zdrowe i jasne relacje między ludźmi.Obwinianie PO za „zaniechania benefitowe” to jest jak obwinianie dlaczego gruszki na wierzbie nie wyrosły.Winą Trządu Tuska było zaniechanie rozprawienia się z przestępcami i akceptowania ich.Znaczna część narodu od dziesięcioleci przyzwyczajona do brania,kombinowania i kradzierzy chętnie poparła ich podobnym .Teraz nawet zamiast usprawnić system adopcji dzieci stosuje chamską propagandę,żeby rozmontować i stniejącą strukturę urzędniczą i osadzić swoich.I tak w każdej dziedzinie.

  10. Slyszalem opowiesci o filipinach,gdzie mozna spotkac Matki pröbujàce sprzedac swoje dziecko i cale klany zyjàce na smietnikach z tego co wyrzucà inni.Kraj katolicki.Pokrywa sié to w jakims sensie z Brazylià.W Polandzie rosnie widac tez nowe pokolenie wyszkolonych i poslusznych idiotöw.Moze skorumpowany,zhierarhizowany i obludny kosciöl przestalby sié w koncu mieszac w sprawy o ktörych nie ma pojécia?Duzo lepiej i sprawiedliwiej jest pod tym wzglédem w krajach protestanckich z systemem laickim.A wiéc wynocha na ksiézyc lub do Watykanu hipokryci w sutannach….

  11. Tak, lepiej w imię narodowej dumy odbierać dzieciom szansę na lepszą przyszłość. Mówcie co chcecie ale 500+ nie wystarczy, żeby zatrzymać młodych Polaków w kraju.
    http://papug.pl/duma-z-polski-czesc-1-na-7/

css.php