Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Punkt S - Blog socjolożki Małgorzaty Sikorskiej Punkt S - Blog socjolożki Małgorzaty Sikorskiej Punkt S - Blog socjolożki Małgorzaty Sikorskiej

28.11.2016
poniedziałek

Skutki deformy edukacji

28 listopada 2016, poniedziałek,

Wydaje się coraz pewniejsze, że destrukcyjnych działań minister Zalewskiej nic nie zatrzyma: ani sprzeciw nauczycieli oraz rodziców, ani opinie ekspertów, ani głos samorządowców, szacujących koszty edukacyjnej rewolucji, ani nawet brak podstaw programowych (jest koniec listopada 2016 roku, wciąż nie wiadomo, czego mają się uczyć dzieci od początku września 2017). Być może – ale to tylko hipoteza – jedyną szansą na zastopowanie niszczycielskich poczynań pani minister byłaby ogólnopolska akcja protestacyjna. Tylko czy znajdą się chętni, żeby w niej uczestniczyć?

Stanie się tak tylko wtedy, jeśli więcej osób – przede wszystkim rodziców – dostrzeże, że proponowana destrukcja systemu edukacji będzie bezpośrednio dotyczyła ich dzieci. I to także wtedy, jeśli nie należą one do najbardziej pechowego „podwójnego rocznika”, czyli grupy młodych ludzi, który po trzeciej klasie gimnazjum i ósmej klasie szkoły podstawowej spotkają się w rywalizacji o miejsca w szkołach średnich.

Niszczenie systemu odczują rodzice i dzieci w wieku przedszkolnym, dla których zabraknie miejsc w placówkach, bo wrócą do nich sześciolatki, które nie pójdą do pierwszej klasy i które jednocześnie nie będą mogły korzystać z oddziałów przedszkolnych przy szkołach, bo na takie oddziały w przepełnionych ośmioklasowych podstawówkach nie będzie miejsca.

Skutki deformy poznają rodzice i dzieci w wieku wczesnoszkolnym, które zaczną naukę według nieznanych jeszcze podstaw programowych i z wciąż nienapisanych podręczników. Jeśli przyszli uczniowie mają jakieś szczególne umiejętności i razem z rodzicami planowali rozpoczęcie edukacji np. w klasach sportowych, to niestety może się to nie udać. Niektóre sportowe podstawówki już ogłosiły, że jeśli reforma wejdzie w życie, nie otworzą naboru do pierwszych klas sportowych, bo szkoły, szykując się na „upchnięcie” klas siódmych i ósmych, nie będą w stanie prowadzić tylu oddziałów klas pierwszych co w poprzednich latach. (Nie jest niczym zaskakującym, że dziecko uzdolnione sportowo, które rozpocznie treningi dopiero od czwartej klasy, będzie miało mniejsze szanse na sukces, niż gdyby zaczęło trenować już od klasy pierwszej).

Efekty destrukcji systemu edukacji odczują wszyscy uczniowie stłoczeni w szkołach podstawowych, w których zamiast sześciu roczników będą się uczyć uczniowie na ośmiu poziomach. Nauka na zmiany? WF na korytarzu? Przepełnione świetlice? Obiady połykane przez uczniów w biegu, bo czeka kolejna klasa? Brzmi znajomo? Będzie znajome jeszcze bardziej. Oczywiście może się tak zdarzyć, że szkoła, pękając w szwach, przeniesie kilka klas do budynku po gimnazjum. Wtedy z pewnością będzie więcej przestrzeni, ale będzie też zamieszanie związane ze zmianą miejsca (a pewnie i zmianą nauczycieli) już po czwartej lub piątej klasie.

Skutki ambitnych planów pani minister odczują wszystkie dzieci, które ucząc się z nowych podstaw programowych, poznają wprawdzie – jak zapewnia prezydent – „prawdziwą historię, w której wiadomo, kto był zdrajcą”, za to wiedzę z zakresu fizyki, chemii czy biologii (przedmiotów, w przypadku których liczbę godzin w całym cyklu edukacji ogólnej zmniejszono) będą zgłębiać w zredukowanym zakresie.

Konsekwencje zmian odczują uczniowie, którzy we wrześniu 2016 roku rozpoczęli edukację w gimnazjach, a w kolejnych dwóch latach będą ostatnimi klasami w „wygaszanych” szkołach. Szansa na to, że najlepsi nauczyciele zostaną z nimi „do końca” – zamiast szukać pewniejszego zatrudnienia w podstawówkach czy szkołach ponadpodstawowych – jest niewielka. A gdy młodzi ludzie skończą gimnazja (jako ostatni rocznik, „gasząc w nich światło”) i zaczną edukację w liceach, to będą się uczyć (przez 3 lata) według innej podstawy programowej i innych podręczników niż ich koleżanki i koledzy, którzy skończą podstawówki (i w LO zostaną przez 4 lata). Zamieszanie, chaos? Dla pani minister to żaden problem.

Efektów zmian – tu akurat nie chodzi bezpośrednio o wygaszanie gimnazjów – doświadczą także rodzice decydujący się na edukację domową. Autorzy zespołu ds. edukacji domowej powołanego przez MEN napisali w opinii do ustawy: „Zaproponowane przez MEN w projekcie nowej ustawy – Prawo Oświatowe zapisy budzą nasz stanowczy sprzeciw. Jeśli wejdą w życie, to zdecydowanie utrudnią one edukację domową w wielu rodzinach korzystających z tej formy nauki”. Postulaty zespołu nie zostały wzięte pod uwagę w wersji ustawy, którą skierowano do prac w Sejmie.

Najbardziej niepokojące jest to, że negatywne konsekwencje rewolucji edukacyjnej szczególnie mocno wpłyną na sytuację dzieci pochodzące z rodzin o niższym statusie społeczno-ekonomicznym. O rok skrócony zostanie okres edukacji ogólnej i o rok wcześniej trzeba będzie podjąć decyzję (o wyborze liceum, technikum lub szkoły branżowej – a w przypadku dwóch ostatnich trzeba będzie wybrać także specjalizację), która z dużym prawdopodobieństwem zaważy nie tylko na przyszłości edukacyjnej, ale i zawodowej uczniów. Likwidacja gimnazjów dla rodzin gorzej sytuowanych i mieszkających na wsi oraz w małych miastach wygeneruje koszty związane np. z dojazdem do szkół – rodzice o rok będą musieli ponosić koszty* transportu dzieci do szkół ponadpodstawowych. (Bezpłatny transport do szkół podstawowych i gimnazjów zapewniają gminy). Krótko mówiąc, gorzej będą mieli ci, którzy i tak nie mają łatwo.

Efektów niszczenia systemu edukacji doświadczą także uczniowie, którzy z różnych przyczyn na początku kariery edukacyjnej nie radzą sobie najlepiej – jeśli będą mieli to nieszczęście, że przypisana zostanie im łatka „łobuza”, „ucznia o ograniczonych możliwościach”, „wprawdzie zdolnego, ale lenia”, jeśli nie odnajdą się w grupie koleżanek i kolegów – a nie zdecydują się na zmianę szkoły – z tą „opinią” będą się zmagać przez osiem lat, do końca edukacji na poziomie ogólnym. Nie będą mieli szans na zmianę środowiska i na rozpoczęcie wszystkiego „od początku” w gimnazjum.

Skutki deformy odczują także rodzice i dzieci ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi – o rok lub dwa lata wcześniej wypadną z systemu edukacji. W wielu przypadkach oznacza to, że dzieci „wcześniej utkną w czterech ścianach”, jak mówią ich rodzice.

Przypomnę, że jeden z „argumentów” za likwidacją gimnazjów, na który powoływała się minister Zalewska, brzmiał: „Wprowadzenie gimnazjów i przedłużenie o rok nauki według tego samego programu nie zaowocowało wyrównaniem osiągnięć szkolnych młodzieży z różnych środowisk”. (Wyniki badań edukacyjnych nie potwierdzają tej tezy). Tymczasem jednym z najbardziej niepokojących efektów deformy będzie właśnie pogłębianie różnic w dostępie do wysokiej jakości edukacji i pogarszanie sytuacji dzieci, którym z różnych powodów już na „wejściu” do systemu edukacji jest trudniej.

Wreszcie: skutki rozmontowania systemu poznają nawet te osoby, które w ogóle nie mają dzieci lub których dzieci dawno już skończyły edukację – skutki tego zamieszania odczujemy wszyscy. Nie będę pisać o konsekwencjach wprowadzania tych nieprzemyślanych zmian dla całego społeczeństwa i sięgać do nieco patetycznego cytatu: „Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie”. W tych ponurych czasach tego typu argumenty nie są w modzie. Wspomnę tylko o… pieniądzach. Deformę trzeba sfinansować. Uśmiech pani minister, którym tak szczodrze obdarza otoczenie, to niewystarczająca waluta. Koszty poniosą samorządy. Budżety samorządowe pochodzą podatków płaconych przez mieszkańców oraz przez firmy działające na terenie gmin, a także z subwencji i dotacji z budżetu państwa. Tak czy siak są to pieniądze podatników, czyli nasze. (Na przykład w Warszawie koszt tej niczym nieuzasadnionej destrukcji w edukacji szacuje się na 200 mln, we Wrocławiu – na 100 mln, w Szczecinie – na 36 mln. Te pieniądze można by wydać na sensowne działania i inwestycje).

Na koniec jeszcze uwaga, tym razem na temat argumentów podawanych przez zwolenników deformy. Przeglądając pobieżnie wpisy pod artykułami na temat planowanych zmian (i nie chodzi tylko o artykuły publikowane w mediach przychylnych „dobrej zmianie”), odnalazłam trzy najczęściej powtarzające się sposoby uzasadniania, że reforma jest dobra. Żaden z nich nie odnosi się merytorycznie do planowanych zmian.

Po pierwsze – w wielu komentarzach pojawia się motyw: jak wprowadzano gimnazja, to też protestowano (i to w dodatku, tak jak dzisiaj, protestował ZNP), a w gazetach ukazywały się krytyczne teksty wobec reformy. To zadziwiający argument. Takie stawianie sprawy całkowicie zawiesza jakąkolwiek merytoryczną debatę o planowanej deformie, a jedynie ma zdeprecjonować osoby i organizacje, które negatywnie oceniają zmiany. To argument typu: ci, co teraz krytykują, w przeszłości też krytykowali, pewnie zawsze będą krytykować, czyli ogólnie nie ma się czym przejmować.

Po drugie – często pojawia się wątek: „przecież wszyscy kończyliśmy ośmioletnie podstawówki i wyszliśmy na ludzi”. To argument z cyklu: kiedyś byliśmy piękni i młodzi, i w ogóle świat być fajniejszy. Albo: kiedyś ludzie myli się tylko raz w miesiącu i też było dobrze. Albo: kiedyś nie zapinaliśmy pasów w samochodach i przecież większość przeżyła. Znów nie ma merytorycznych odniesień do konsekwencji deformy, a jedynie manifestowanie sentymentu do czasów dzieciństwa i młodości, przy jednoczesnym ignorowaniu faktu, że rzeczywistość społeczna ciut jednak się zmieniła. (Dodam jeszcze, że założenie, iż „wyszliśmy na ludzi”, kończąc podstawówki, bynajmniej nie świadczy o tym, że tamten system był dobry, bo przecież nie wiemy, jak bardzo „wyszlibyśmy na ludzi”, chodząc do gimnazjów).

Po trzecie – przywoływany jest „argument”, który opiera się na przekonaniu, że skutki deformy odczują tylko nauczyciele i to oni protestują, obawiając się zwolnienia z pracy. A używając nieco innych słów: protestują, bo boją się o „swoje stołki”, „swoje ciepłe posadki”, „swoje komfortowe osiemnastogodzinne pensum w tygodniu”. Tymczasem ani nie jest prawdą, że przeciwko reformie edukacji opowiadają się przede wszystkim nauczyciele** i że to głównie oni protestują (niżej zamieszczam pytania z listu do pani minister napisanego przez rodziców działających w „Rodzice przeciwko reformie edukacji”, „Inicjatywa rodziców zatrzymać edukoszmar” oraz „Szkoła to nie eksperyment”, warto także zapoznać się z Listem otwartym napisanym przez Joannę Szulc, podpisywanym przez rodziców, nauczycieli i inne osoby zainteresowane edukacją w Polsce), ani to, że tylko nauczyciele doświadczą następstw tej edukacyjnej hucpy. Jak pokazywałam wyżej, wszyscy odczujemy konsekwencje działań minister Zalewskiej i nie będzie tak, że „wszystko się ułoży” po pierwszym roku zamieszania.

*Nie zmieni się tylko finansowanie dojazdu dla uczniów niepełnosprawnych.

**Wyniki sondażu realizowanego między 18-25 listopada przez Millward Brown dla RMF FM pokazują, że 42 proc. badanych jest przeciwko planowanej reformie, 39 proc. respondentów ją popiera, 15 proc. nie ma zdania w tej sprawie. Wśród młodszych badanych (w przedziale wiekowym od 18. do 44. roku życia) jest więcej przeciwników niż zwolenników deformy.

[Rysunek: Andrzej Rysuje]

Fragment listu do pani minister Anny Zalewskiej napisany przez rodziców działających w „Rodzice przeciwko reformie edukacji”, „Inicjatywa rodziców zatrzymać edukoszmar” oraz „Szkoła to nie eksperyment”:

W trosce o dobro naszych dzieci stawiamy pytania:
– jakie jest merytoryczne uzasadnienie planowanych zmian i czym spowodowane jest tak nieprawdopodobne tempo ich wprowadzania?
– dlaczego zmiany w strukturze systemu oświaty wprowadzane są przed powstaniem podstaw programowych?
– dlaczego tak poważna reforma wprowadzana jest w środku cyklu edukacyjnego?
– czym uzasadnione jest, wbrew trendom krajów rozwiniętych, skracanie obowiązku szkolnego do ośmiu lat?
– jak ministerstwo zamierza rozwiązać problem kumulacji roczników w 2019 roku?
– jak ministerstwo zamierza rozwiązać problem przepełnionych szkół podstawowych, gdzie pozostawienie kolejnych roczników spowoduje naukę w systemie wielozmianowym?
– dlaczego zmniejszeniu ulegnie liczba godzin przedmiotów przyrodniczych?
– jakie uzasadnienie ma przenoszenie części dzieci na dwa lata do budynków gimnazjów?
– jak zamierzają Państwo rozwiązać problem oddziałów przedszkolnych w wiejskich szkołach, likwidowanych z powodu konieczności przyjęcia do małych budynków klas 7-8?
– w jaki sposób wprowadzane zmiany w systemie wpłyną na wyrównywanie szans edukacyjnych?
– dlaczego ministerstwo nie bierze pod uwagę opinii ekspertów i wyników badań, które udowadniają, że od czasu wprowadzenia gimnazjów, poziom wiedzy naszych nastolatków ulegał systematycznej poprawie (badania PISA)?
– dlaczego ministerstwo jako jeden z powodów likwidacji gimnazjów podaje informacje o przemocy i agresji w tych szkołach skoro badania naukowe udowadniają, że z największą przemocą mamy do czynienia w szkołach podstawowych (badania IBE)?
– jak będzie wyglądała edukacja w szkołach artystycznych?
– jak zostanie rozwiązany problem uczniów obecnej 1. klasy gimnazjum, którzy nie otrzymają promocji do następnej klasy, a w szczególności jakie rozwiązanie będzie proponowane uczniom, którzy zmuszeni będą powtarzać trzecią klasę gimnazjum, co w ich przypadku, według proponowanej ustawy, skutkować będzie cofnięciem w systemie o dwa lata?
– dlaczego ministerstwo do tej pory nie upubliczniło wyników konsultacji społecznych dotyczących zmian w systemie oświaty?

I ostatnie, najważniejsze pytanie: Gdzie w tym wszystkim jest dobro dziecka?

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 39

Dodaj komentarz »
  1. Min. Zalewska dostała rozkaz od Prezesa, a na wyrażoną wątpliwość, że:
    – Mogę nie zdążyć Panie Prezesie…, usłyszała:
    – Wykonać!
    Jak to w wojsku – rozkaz trzeba wykonać, a odwrót grozi sądem wojennym (gdzie sędzią będzie oczywiście Prezes).

  2. Trzeba, trzeba pilnie bronić 9-letnich szkół podstawowych, które istnieją w niemal we wszystkich gminach wiejskich. Dlaczego? To ma sens: powstały zespoły szkół, gimnazja i szkoły podstawowe w tychże zespołach są w tym samym budynku, bez oddzielenia podstawówki od gimnazjum; ci sami nauczyciele uczą w podstawówce i gimnazjum i dobrze znają swe dzieci; ten sam wychowawca może wychowywać dzieci przez wiele lat (najpierw w podstawówce, potem w gimnazjum). Dziewięcioletnia szkoła podstawowa jest warta każdej obrony i za wszelką cenę.

  3. Dziękuję za ten tekst. Gdybyście Państwo chcieli zobaczyć podsumowanie wyników badań pokazujących kondycję polskiej edukacji i zapoznać się z najważniejszymi pytaniami o jej przyszłość to polecam video Evidence Institute
    https://www.youtube.com/watch?v=H0MCKG_V7nQ

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. taktotak
    28 listopada o godz. 11:17 1683

    Głęboko wzruszył mnie twój wpis, ponieważ już identyczny czytałem w 1999, tyle że zamiast min. Zalewska było min. Handke, a Prezesie, panie awuesowski Buzku.

  6. Obywatele powinni podjąć walkę z systemem i powinni zacząć na obszarze szkolnictwa wykorzystując akcję tego wandalizmu publicznego w wykonaniu rządu.

    Protesty powinny przebiegać pod hasłem „Władza, ręce precz od naszych dzieci i naszych szkół”, „Szkoły i dzieci są nasze a nie państwa i partyjnych świń” i tym podobnie. Celem powinno być ostateczne usamorządowienie szkolnictwa do poziomu średniego, odsunięcie wszelkiego partyjniactwa od polityki oświatowej a przede wszystkim wprowadzenie prawnej ochrony szkoły przed jakąkolwiek czy to prawacką, czy lewacką indoktrynacją i propagandą.

    Protesty powinny być skierowane nie tyle przeciwko PiS-owi, co ogólnej omnipotencji państwa i politycznego doktrynerstwa wobec systemu oświaty. W szkołach pełną władzę powinni przejąć rodzice, nauczyciele i organy samorządowe, natomiast kwestią ogólnego kanonu oświatowego i elementarnych standardów powinny się zająć centralne ciała normatywne o charakterze społecznym wyznaczone oddolnie przez samorządy i wszelkie strony zainteresowane (np. przedstawiciele wyższych uczelni)

  7. I to także wtedy, jeśli nie należą one do najbardziej pechowego „podwójnego rocznika”, czyli grupy młodych ludzi, który po trzeciej klasie gimnazjum i ósmej klasie szkoły podstawowej spotkają się w rywalizacji o miejsca w szkołach średnich.

    To jest bzdura. Nie będzie rywalizacji. Ci z podstawówki pójdą do 1 klasy szkoły średniej a ci z gimnazjum de facto do 2 klasy szkoły średniej (są o rok starsi). Pierwsi będą chodzić 4 lata a drudzy 3 lata do szkoły średniej.

  8. Lider4, we wrześniu 2019 roku do pierwszych klas szkół średnich pójdą: 1) dzieci po gimnazjach (będą miały 15 lub 16 lat w zależności od tego, w jakim wieku rozpoczęły podstawówkę), dla nich LO będzie trwało trzy lata oraz 2) dzieci po ośmioletniej szkole podstawowej (będą miały 14 lub 15 lat w zależności od tego, kiedy poszły do podstawówki), dla nich edukacja w LO potrwa cztery lata. Te „dwa roczniki” nie spotkają się podczas rekrutacji na studia, ponieważ dzieci po gimnazjach skończą o rok wcześniej, ale spotkają się podczas rekrutacji do szkół średnich.
    http://biqdata.wyborcza.pl/droga-dziecka-przez-szkole

  9. takei-butei, dziękuję za ten komentarz. jest doskonałą ilustracją dla tego, co opisywałam w trzecim paragrafie od końca (tekstu;)

  10. Według mnie nie spotkają się. Będzie osobna rekrutacja do nowej i osobna rekrutacja do starej szkoły średniej. Będzie tak:
    1 klasa nowej szkoły średniej – 15-latkowie
    1 klasa starej szkoły średniej – 16-latkowie
    2 klasa starej szkoły średniej – 17-latkowie
    3 klasa starej szkoły średniej – 18-latkowie

  11. Małgorzata Sikorska
    28 listopada o godz. 17:24 1690

    Tak naprawdę gimnazja zostały unicestwione z chwilą, gdy Sejm (chyba w 2005) zgodził się na łączenie podstawówki i gimnazjum w zespół szkół. Początkowo reforma z 1999 nie zezwalała na takie łączenie, gimnazja miały być w osobnych budynkach.

    W niemal całej Polsce wiejskiej istnieją więc naprawdę 9-letnie szkoły podstawowe. Tak jest oszczędnie, wygodnie, normalnie, tym bardziej że na ogół nie zbudowano na wsiach oddzielnych gimnazjów.

    Sejm powinien – to moje zdanie – usankcjonować ten stan rzeczy, zlikwidować fikcję.

    Gimnazja na ogół NIE istnieją, wyimaginowany bój toczy się o fikcję.

    Na marginesie, w 1999 nikt nie liczył się z nauczycielami, nikt. Moi koledzy płakali (a mam przyjaciół w nauczycielstwie), gdyż potraktowano ich jak barachło. Co ciekawe, dzisiejsi obrońcy nauczycieli w 1999 robili jeszcze gorsze rzeczy niż dziś pisiaki… No, ale im wolno było…

  12. takei-butei, ma Pan rację – późniejsze zmiany w ustawie z 1999 roku pozwoliły na tworzenie zespołów szkół, zmieniając początkowe założenia dotyczące gimnazjów. nie ma Pan jednak racji, twierdząc, że gimnazja „na ogół NIE istnieją” – prawie 40% tego rodzaju szkół to placówki samodzielne – dane Centrum Informacji Edukacji z 30 września 2015 roku (https://cie.men.gov.pl/index.php/sio-wykaz-szkol-i-placowek/27-wykaz-wg-typow.html). z pozdrowieniami, m.s.

  13. „Jeśli wejdą w życie, to zdecydowanie utrudnią one edukację domową w wielu rodzinach korzystających z tej formy nauki”.

    Tu mnie Pani dopiero wystraszyła. To nawet już w domu nie idzie nauczyć? 🙂

    Ja też podchodziłem swego czasu do gimnazjów dosyć sceptycznie. Zmieniłem zdanie kiedy miałem możność zobaczenia na własne oczy, chociaż nie jestem nauczycielem jak wiele dzieci przychodzących do gimnazjum po tych wiejskich szkółkach szczególnie we wschodniej Polsce nie umie ani czytać ani pisać, „bo one są ze wsi i dalej uczyć się nie muszą”. Gimnazjum to jest dla tych dzieci ostatnia szansa na zdobycie jako takiej edukacji nawet bez wielkich ambicji, żeby mogły jakoś funkcjonować w społeczeństwie.

  14. Lider4 – może być odzielna rekrytacja dla dzieci po podstawówce i po gimnazjum, ale wszystkie pójdą do pierwszej klasy szkoły średniej. a LO nie będą w stanie prowadzić (tylko w tym jednym roczniku) np. dziesięciu klas pierwszych zamiast pięciu. (nie będzie rekrutacji do 2 czy 3 klasy szkoły średniej dla dzieci, które dopiero co ukończą podstawówkę lub gimnazjum).

  15. Lider4

    Widzę, że zwolennicy deformy mają kłopoty z liczeniem i myśleniem

  16. Oczywiście, że będą w stanie. Tak jak w latach 90-tych kiedy były cztery roczniki w jednym liceum. Sam do takiego chodziłem.
    Nie będzie dublowania roczników. Pierwsza klasa w 3-letnim liceum to de facto druga klasa w 4-letnim liceum.
    W roku przejściowym absolwenci podstawówek pójdą do 1 klasy nowego liceum, absolwenci gimnazjów pójdą do 2 klasy nowego liceum a uczniowie odpowiednio 2 i 3 klasy starego liceum zostaną uczniami 3 i 4 klasy nowego liceum.

  17. Swoją drogą skąd mit o znakomitych niegdyś szkołach ośmiolatkach?

    Do zwolenników deformy należą z pewnością np

    minister szyszko – złożył interpelację w sejmie o smugi kondensacyjne odrzutowców – co tam rozpylają?
    Marta Kaczyńska – czemu samolot spadł w miękkie błoto i się rozbił na tysiące elementów a inne uderzają w twardy beton i nic im się nie robi?

    A ci od groteskowej hipotezy helowej?

    Inni mają kłopoty wektorami prędkości – biorą pod uwagę jedynie składową pionową – samolot spada na ziemię jak pies Pluto w przepaść – biegnie (poziomo) przez przepaść, nagle zatrzymuje się, macha łapami i opada pionowo w dól.

    I tak można by mnożyć

  18. Lider4

    „W roku przejściowym absolwenci podstawówek pójdą do 1 klasy nowego liceum, absolwenci gimnazjów pójdą do 2 klasy nowego liceum a uczniowie odpowiednio 2 i 3 klasy starego liceum zostaną uczniami 3 i 4 klasy nowego liceum.”

    Czy pan jest może w grupie wdrażającej deformę? Czegoś takiego normalny człowiek by nie wymyślił.
    Genialne! Absolwenci gimnazjów pójdą – z miejsca – po prostu do 2 klasy liceum! Do tego nie spotkają się z 2klasą „starego liceum” – bo zacznie sie ją nazywać 3 klasą!

    Prawie spadłem z fotela ze śmiechu. Ot myślenie magiczne! W 2019 pojawią się absolwenci 8letniej podstawówki i 3letniego gimnazjum. PODWÓJNY rocznik – nawet jeśli stare klasy liceum zacznie się nazywać A, B, C a nowe I, II, III, IV

    Mam córkę, która poszła w tym roku do gimnazjum – precz od niej!

  19. Małgorzata Sikorska
    28 listopada o godz. 18:57 1693

    Mój wpis odnosił się do wsi. Ale przyznaję, można było odebrać, że pisałem o całej Polsce. Czy ma pani dane % dotyczące samodzielnych (w odrębnych budynkach) gimnazjów na wsiach? Np. w moim powiecie na wsi nie ma ani jednego samodzielnego gimnazjum… Ani jednego, 100 % to tak naprawdę 9-letnie szkoły podstawowe…

    Ale nawet gdyby 40 % wszystkich gimnazjów to szkoły samodzielne, to i tak aż 60 % to fikcyjne gimnazja. Jaki jest sens utrzymywania fikcji. Powtarzam: trzeba utworzyć dziewięciolatki.

  20. Obie panie, Szydło i Zalewska, nadrabiają miną. Dobra mina do złej gry.

  21. W gimnazjum do którego chodzi moja córka, mają być wprowadzone klasy podstawowe i za rok pójdą tam siedmiolatki.

    I nikomu nie przeszkadza kompletne nie przygotowanie szkoły do tego. Szczególnie nie ma osławionych toalet dla maluchów – tak niezbędnych jeszcze kilka lat temu (a których nikt w prywatnym mieszkaniu nie posiada)

  22. To że część gimnazjów nie jest samodzielnych nie znaczy wcale, że współistnieje z podstawówką – część z liceami.

  23. kalder
    28 listopada o godz. 21:53 1703

    Proszę wybaczyć, że nie pisałem o wszelakich możliwych zestawieniach, a o fikcji gimnazjalnej w większości wiejskich gmin. Ta fikcja nikomu nie służy, a tylko mnoży koszty i szkodzi.

    Jestem za gimnazjami w formie, jakiej obiecywał rząd Buzka, choć wtedy pomiatano nauczycielami bardziej niż dziś. Ale skoro potem zaczęto babrać, to albo dziewięciolatki, albo ośmiolatki. Moje zdanie, to tylko moje zdanie.

  24. LIder4,
    Typowe LO ma po 6 klas w roczniku, czyli ok. 18 oddziałów. Po tzw. reformie miałoby nagle zmieścić 4*6 = 24 klasy??? Nowych nauczycieli mozna zatrudnić, nia ma sprawy. Ale czyżby w tej chwili w typowym liceum było non-stop 6 wolnych pomieszczeń klasowych? Nie? Więc może wygospodaruje się miejsce na 20 klas, np. w stołówce, co by dawało po 5 oddziałów w roczniku, Ale policzmy: 2*6 oddziałów w klasach 2-3 pozostawia w tym optymistycznym scenariuszu miejsce dla 8 pierwszych klas po tzw. reformie. Zamiast 6 klas w danym roczniku, liceum zrobi nabór do nie więcej niż 4, a być może tylko 3 klas pierwszych w danym roczniku, bo będzie to rocznik podwójny. To się tyczy liceów prestiżowych, do których młodzież wali drzwiami i oknami, oraz średnich, które chyba jeszcze utrzymują nabór bliski pełnemu. Pozostała młodzież znajdzie więc miejsce w słabych liceach, zawodówkach i technikach. Generalnie więc niemal wszyscy z dwóch roczników (poza geniuszami i najsłabszymi uczniami) będą się uczyć gdzie indziej niż uczyliby się, gdyby nie zmieniano struktury szkół.

    Inaczej: normalnie co roku do szkół ponadgimnazjalnych trafia ok. 300 tys, uczniów. Ale w jednym roku trafi ich 600 tys. Gdzie ich zmieścić?

    Jeśli dobre licea ograniczą nabór do klas 1. z 6 do 3 oddziałów, to jak to wpłynie na wyniki matur po 3-4 latach? Jak wpłynie na opinie uczelni o przygotowaniu maturzystów do studiowania? Czy słabe szkoły nagle zaczną kształcić geniuszy? Czy rodzice i uczniowie, którzy zostaną poddani temu eksperymentowi, nie mają prawa czuć się wystawieni do wiatru?

  25. Obecne gimnazjum degraduje liceum i dlatego trzeba je zlikwidować. Od systemu 8+4 lepszy byłby jednak system 6+6 (gimnazjum powinno się połączyć ze szkołą średnią a nie podstawówką jak chce PiS). Im szybciej oddzielimy dzieci zdolne od niezdolnych tym lepiej.

  26. Lider4
    30 listopada o godz. 5:34 1706

    Selekcja? Segregacja? Może od razu wprowadzić rasistowskie zasady?

    Nie ma. NIE MA dzieci niezdolnych, nieutalentowanych. Każde ma swój talent, swą zdolność.

  27. Lider4, wyjątkowo czytelnie przedstawił Pan cel deformy: „Im szybciej oddzielimy dzieci zdolne od niezdolnych tym lepiej”. wreszcie wiadomo, po co to wszystko.

  28. Trzeba skończyć z tą komunistyczną urawniłowką i zmuszaniem dzieci, które nie mają talentu do nauki do uczenia się rzeczy dla nich abstrakcyjnych i kompletnie im nieprzydatnych w życiu. Sam chodziłem do podstawówki i liceum to wiem jak to wyglądało. Zdolni do prac umysłowych, niezdolni do prac fizycznych. Zawsze tak było, jest i będzie. I jedni i drudzy są potrzebni. A który as kazał likwidować zawodówki? Gdzie był wtedy Broniarz i spółka?

  29. Nie czas dyskutować, czas strajkować. Jestem za strajkiem generalnym! Ktoś jeszcze…?

  30. Lider4
    30 listopada o godz. 16:10 1709

    Ależ w polskiej oświacie nie ma i nie było żadnej urawniłowki, a zwłaszcza za komuny była największa dyskryminacja.

    O ile bowiem każde dziecko ma swój talent, to jednak na rozwój indywidualnych talentów państwo polskie przeznacza niejednakowe środki. To oznacza, że jedni dostają o wiele więcej od innych.

  31. agnieszka26
    30 listopada o godz. 16:17 1710

    Namówisz do strajku nauczycieli liceów, którym likwidacja gimnazjów znakomicie się przysłuży, polepszy ich byt?

    Namówisz do strajku nauczycieli wiejskich zespołów szkół, którym ani się nie poprawi, ani nie pogorszy, natomiast na pewno zyskają samorządy lokalne?

    Namówisz do strajku nauczycieli akademickich, którzy darli włosy z głów z powodu obniżenia poziomu edukacji poprzez utworzenie gimnazjów?

    Na pewno namówisz Broniarza, bo ten to zawsze przeciw: w 1999 przeciw tworzeniu gimnazjów, w 2016 przeciw spełnieniu jego marzenia z 1999.

  32. @takei-butei – ludzie są równi de iure ale zróżnicowani de facto.
    Każdy ma inne predyspozycje fizyczne i intelektualne.To o czym pisze @Lider4 to nie żadna selekcja czy segregacja tylko odpowiednio wczesne PROFILOWANIE czyli zróżnicowanie zakresu programu i wymagań dostosowanych do możliwości dziecka. To jest działanie jak najbardziej racjonalne, choć wielu rodziców to może „zaboleć” bo każdy uważa, że właśnie to jego dziecko jest najlepsze. Swoje ambitne plany to niech rodzic taki realizuje na własny koszt bo my, ogół obywateli płacących podatki oczekuje od oświaty publicznej maksymalizacji efektów i szkolenia takich fachowców jacy są potrzebni.
    Co do reszty to zgadzam się z Tobą.

  33. kaesjot
    1 grudnia o godz. 13:32 1713

    Tak pisze @Lider4: „Im szybciej oddzielimy dzieci zdolne od niezdolnych tym lepiej.” – jeśli to nie jest selekcja, to ja wysiadam.

  34. A może by tak konkrety (przez te parę dni od publikacji tekstu autorki przyjrzałem się faktom)?

    Np. moja gmina:
    1) Zespół Szkół, a więc faktycznie dziewięciolatka (ci sami nauczyciele uczą w podstawówce i gimnazjum, ta sama dyrekcja, brak dyrektora gimnazjum).
    2) Gimnazjum liczy mniej niż 90 uczniów.
    3) Podstawówka – nieco powyżej 150 uczniów.

    4) Gdy zniknie gimnazjum, stracą najsłabsi – niektórzy pracownicy obsługi, bo niektóre etaty się dublują, np. dwie sekretarki.
    5) Nauczyciele – raczej nie będzie redukcji etatów, jeśli już to niektórzy nauczyciele mogą przejść do liceów w mieście (kilkoro nauczycieli dojeżdża z miasta ponad 20 km, więc zapewne się ucieszą, gdy będą mogli pracować w mieście i na dodatek w liceum, w liceum zabraknie nauczycieli).

    6) Zyska samorząd lokalny:
    – dublowane etaty znikną (np. będzie jedna sekretarka);
    – potanieją dowozy uczniów (mniej kursów ze względu na brak ostatniego rocznika gimnazjum).

    Nikt więc tutaj się nie niepokoi, raczej okazują zadowolenie (zwłaszcza samorządowcy), natomiast lęk u pracowników z obsługi, no, ale ich nikt nigdy niczym nie chronił ani się o nich nie martwił, ani związki zawodowe, ani ktokolwiek.

    Dodam, gmina typowa dla powiatu, podobna sytuacja w innych wiejskich gminach powiatu… Przykład mojej gminy jest więc raczej typowy dla Polski wiejskiej.

  35. A teraz fakty z 1999 (reforma Handkego), przykład z mojej gminy:

    1) Żadnego przygotowania, jeśli chodzi o budynek dla gimnazjum, bazę itp.
    2) Likwidacja jednej szkoły w nieodległej wsi, ostre protesty rodziców – na nic.
    3) Żadnego szacunku dla nauczycieli – wielu z nich z miasta przyjęła nasza gmina, ale dopiero po 2000, dojeżdżają ponad 20 km.
    4) Ale to najciekawsze: aby pomieścić uczniów ze zlikwidowanej szkoły oraz gimnazjum, samorządowcy dobudowali do starej szkoły skrzydło (gimnazjum jednak nadal na piętrze i bez osobnego wejścia, żadnej fizycznej bariery oddzielającej od podstawówki, jedna sala gimnastyczna, jedna stołówka), zarazem dwa budynki szkolne zamienili na mieszkania komunalne.
    Koszt operacji – likwidacja szkoły, adaptacja dwóch budynków na mieszkania oraz dobudowa skrzydła ponad 2 mln.

    Wtedy (1999) „Polityka” i politycy mieli w d… problemy gmin i rozpacz nauczycieli (mam przyjaciół nauczycieli), mieli w d… wszystko, liczyło się tylko jedno: zlikwidować ośmiolatkę i wprowadzić gimnazjum. Wykreowano kompletną fikcję, która pochłonęła i pochłania grubą forsę podatników.

    Pisałem już, ale powtórzę: albo dziewięciolatka, albo ośmiolatka (gimnazjum zaś, tak, ale jak obiecywano: osobny budynek i odrębna kadra).

  36. Lider4,
    W mojej podstawówce były klasy a, które miały zajęcia od 8 i klasy b, które miały zajęcia jak ci pierwsi zwolnili miejsce, czyli np. od 13. Ja chodziłem do b, ale w 7. klasie pewna nauczycielka imieniem Ewa wystarała się, by przenieść mnie do klasy a. To były niby takie same dzieci, ale jakieś inne. Nie pamiętam, by po któreś przychodziła milicja obywatelska, a do klasy b – owszem. Po latach zrozumiałem, że klasy a od samego początku, od pierwszej klasy podstawówki gromadziły dzieci lokalnej elity, jaka tam ona w PRL-u była, czyli generalnie inteligencji, białych kołnierzyków, a klasa b – dzieci tzw. roboli. To było miasto średniej wielkości. Segregacja zaczynała się w wieku 7 lat, choć tak na prawdę jeszcze wcześniej, bo ja dwa lata chodziłem do przedszkola, a na wsi przedszkole to była fanaberia. Pamiętam, że w okolicach 5. klasy przyszedł do nas nowy kolega, właśnie z podmiejskiej wsi i on miał przechlapane. Chcesz powrotu do tamtego systemu i tamtych podziałów? Na powierzchni cisza i spokój, a pod nią dzika walka buldogów? Dziś podstawówki są dużo bardziej wyrównane, w miastach prawdziwy wyścig zaczyna się przy rekrutacji do gimnazjów, ale trafienie do gimnazjum średniego czy słabego to jeszcze nie wyrok. A ty byś dzieci chciał segregować jak śmieci, w wieku 7 lat? Skąd wiesz, czy ich słabsze wyniki na egzaminach/testach/”rozmowie kwalifikacyjnej” nie wynikają z ich cech charakteru (porównaj sposób wypowiedzi ustnej/pisemnej introwertyków i ekstrawertyków, porównaj jak bardzo dzieci różnią się, gdy mają coś zrobić w grupie albo gdy mają coś zrobić samodzielnie, ale w dłuższym okresie), z dysleksji (to coś na prawdę istnieje, wyobraź sobie leworęcznego dyslektyka, a żeby zrozumieć, o co chodzi, spróbuj coś napisać prawą ręką od prawej do lewej), z kłopotów rodzinnych (wystarczy rodzic alkoholik, ciężka choroba lub zwyczajna bieda). Kiedy ostatecznie „łączą się synapsy” w mózgu? Czy nie w okolicach 30 roku życia? Jesteś pewien, że ktoś, kto ma kłopoty z pisaniem w klasie 8., nie prześcignie swoich koleżanek i kolegów w w wieku lat 30? Czy na pewno profesorowie uczelni to wcześniej jako uczniowie w szkole byli najlepsi uczniowie w klasie?

    Dlatego jestem za tym, by możliwie wszystkim dzieciom zapewnić możliwie równy start. Dlatego też jak dotąd największą zbrodnią edukacyjną PiSu było cofnięcie 5-latków z przedszkoli.

  37. kaesjot,
    Jeżeli znasz pewne, bezbłędne metody identyfikacji predyspozycji fizycznych i psychicznych dzieci, to w jakiejś mierze można się z tobą zgodzić, ale ja w takie metody nie wierzę. W praktyce segregacja zawsze będzie przebiegać wzdłuż podziałów społecznych, żeby nie rzec – klasowych. A społeczeństwa klasowego jako stary komuch to ja sobie nie życzę.

  38. Drążę dalej, coraz ciekawsze rzeczy:

    1) Tę zlikwidowaną po 1999 szkołę w mojej gminie wybudowano w latach 70-tych, a więc całkiem nowa i z salą gimnastyczną, dziś ta sala w ruinie, a klasy zamieniono na mieszkania komunalne. Jakież to koszty, kto to policzy, forsa w błoto…
    2) Do 1999 uczniów dowoził jeden autobus, po 1999 – dwa autobusy (przejęto dzieci ze zlikwidowanej szkoły i doszło gimnazjum), piętnaście kilometrów w jedną stronę, maleństwa z pierwszej klasy podstawówki muszą już być na nogach ok. szóstej rano…
    3) Oczywiście, wszyscy pracownicy obsługi ze zlikwidowanej szkoły na bruk, nikt im nie pomógł, żaden związek zawodowy, żaden polityk, żadna gazeta się nie ujęła…
    4) Dwa autobusy, dziennie ok. 100 kilometrów, koszt dowozów rocznie to ok. 300 tysięcy zł. Przez dziesięć lat (od 1999 do 2009) to prawie 3 mln, a od 2019 do 2017 – to ze dwa miliony, łącznie zatem same dowozy to już z 5 mln.
    5) Gdyby tak ktoś zliczył wszelkie koszta, to utrzymanie tej szkoły na pewno byłoby znacznie tańsze niż jej likwidacja…

    Niczego tu nie kapuję, nikt z niczym się nie liczy, nikt za nic nie odpowiada, za komuny gospodarka była księżycowa, jaka jest ekonomia kapitalizmu, jeśli nie księżycowa do kwadratu…

  39. Płynna rzeczywistość
    1 grudnia o godz. 19:21
    Oczywiście – nie ma idealnych, bezbłędnych metod ale lepsza taka niedoskonała niż żadna. Natomiast podzielam Twoje obawy, że w wielu przypadkach byłby to podział wg kryterium statusu rodziców niż predyspozycji dzieci chociaż mnie, też starego komucha, który otrzymał porządne , katolickie wychowanie także by to wkurzało.
    Gdy pytałem przyjaciela, dyrektora zespołu szkół dlaczego tego nie robi odpowiedział mi – „chłopie – na sam początek to zadziobaliby mnie sami rodzice” a tak miałby zasłonę – ” rozumiem państwa ale przepisy mnie do tego zobowiązują”.
    Nie możemy być tacy, jak ten Maruda, co to stale narzekał ” to się nie uda …”.
    Spróbować trzeba – zaufać tym, co to chcą i ( najważniejsze) potrafią to dobrze zaplanować i wdrożyć.

  40. A propos przygotowania do deformy: może być tak jak z lotem do Smoleńska.
    Chcieli dobrze, bo im się „wydawało” – tu też ten sam schemat: bezwzglednie zróbmy a potem się zobaczy…

    Tu nie będzie wybuchu i trupiarni, tu bezszelestnie będzie „szła produkcja nowego człowieka” – Polaka – „religijnego” i na zicher obkutego z historii i WOSu: historia Polski zaczyna się od jej chrztu, potem „od Polski drewnianej do murowanej”, „potop szwedzki”, oblężenie Jasnej Góry i ( m.in. przez 800. osobowy oddział polskiej jazdy) i cudowna jej obrona przez 160 obrońców, przy 4-10 ofiarach spośród obrońców JG), victoria wiedeńska, husaria, liczne polskie „wojny domowe” między rodami magnackimi, szlacheckie liberum veto, wolne elekcje, zdrady narodowe, konfederacje, rokosze… rozbiory Polski i upadek państwowości na 123 lata…etc.da capo al fine.

css.php