Nie wszyscy kochamy 500+

Wyniki badań CBOS pokazują, że „ogólnie rzecz biorąc”, 80 proc. respondentów popiera Program 500+. To dużo. Czy jednak rzeczywiście społeczne postrzeganie tego projektu jest tak jednowymiarowe i tak bardzo pozytywne? Czy Polki i Polacy zostali „uwiedzeni” przez pomysł wypłacania świadczeń na drugie i kolejne dziecko w rodzinie? To nie takie oczywiste.

Na pytanie, czy wprowadzenie Programu 500+ będzie korzystne „dla społeczeństwa”, 78 proc. badanych odpowiada twierdząco (w tym 35 proc. jest „zdecydowanie przekonanych”). Problem w tym, co to znaczy „korzystne” i co to znaczy „dla społeczeństwa”. Trudno zgadnąć, jak rozumieją to badani – czym są dla nich „korzyści” i do w dodatku dla tak abstrakcyjnego „bytu”, jakim jest „społeczeństwo”? W przypadku pytań tak mocno niekonkretnych udzielane odpowiedzi, a także ich interpretacja, są mocno problematyczne.

Na szczęście CBOS drąży temat, dopytując, czy program będzie korzystny „dla gospodarki”. Gospodarka to także w pewnym sensie abstrakcja, jednak łatwiej przełożyć ją na konkrety: na wysokość podatków, które płacimy, na wysokość VAT, akcyzy czy różnego rodzaju opłaty, na wpływy oraz wydatki z budżetu domowego itd. Z tego względu „gospodarka” może być postrzegana jako coś mniej abstrakcyjnego niż „społeczeństwo”. I tu opinie badanych dotyczące konsekwencji realizacji programu nie są już tak entuzjastyczne. Nawet więcej – raczej są krytyczne: 49 proc. respondentów uważa, że Program 500+ jest niekorzystny dla gospodarki, 32 proc. sądzi, że jest korzystny, zdaniem 8 proc. nie ma on znaczenia, a 10 proc. badanych nie ma zdania w tej sprawie. Nie widać więc wcale dużego społecznego poparcia.

Przyjrzyjmy się odpowiedziom na kolejne, jeszcze konkretniejsze pytanie: o to, czy 500+ będzie korzystne dla respondenta lub dla osób z jego gospodarstwa domowego. Tu także nie ma entuzjastycznych opinii: 36 proc. badanych uważa program za korzystny, 12 proc. za szkodliwy, a (aż) 45 proc. sądzi, że nie ma on znaczenia (konsekwencje „nie będą ani korzystne, ani niekorzystne”). 6 proc. nie ma wyrobionej opinii.

Idźmy dalej. Sztandarowym założeniem 500+ jest hasło, że to program dla WSZYSTKICH rodzin, mających co najmniej dwójkę dzieci (lub jedno dziecko, jeśli dochody na osobę w rodzinie nie przekraczają zakładanego progu). Ta powszechność jest doceniana przez 43 proc. badanych, którzy uważają, że świadczenie powinno być wypłacane wszystkim rodzinom z dziećmi. (Jak wiadomo, wcale nie jest wypłacane wszystkim rodzinom z dziećmi). Jednak 45 proc. respondentów jest przekonanych, że beneficjentami programu powinny być jedynie rodziny „biedne i średnio sytuowane”, a dodatkowe 10 proc. uważa, że tylko rodziny najbiedniejsze. Nie ma więc jednoznacznej społecznej akceptacji dla głównego założenia programu*.

I ostatnia kwestia. Polityka społeczna, szczególnie jeśli ma być to polityka mająca na celu zwiększenie dzietności (a w założenia Programu 500+ jest to wpisane), musi być projektem długotrwałym i pewnym. Jeżeli rodzice (oraz osoby, które dopiero planują posiadanie dzieci) nie będą mieli zaufania do państwa, nie będą przekonani, że otrzymają wsparcie przez kilka lat, trudno oczekiwać, że polityka społeczna będzie efektywna. Tymczasem, jak pokazują badania CBOS, 51 proc. respondentów jest przekonanych, że w kolejnych latach nie będzie pieniędzy na realizację programu i ten lub kolejny rząd się z niego wycofa, 32 proc. wierzy, że będzie to dla władzy priorytetem i w związku z tym program będzie realizowany, a 17 proc. nie ma zdania na ten temat.

Opisuję wyniki tylko jednego badania. Oczywiście nie ma sensu ani podstaw, żeby w oparciu o nie formułować radykalne wnioski. Zwłaszcza że rzeczywiste społeczne efekty realizacji tego programu poznamy nie wcześniej niż za kilka miesięcy. Niemniej warto wziąć te informacje pod uwagę. Szczególnie że nie znam badań (co oczywiście nie znaczy, że ich nie ma), które potwierdzałyby jednoznaczną społeczną akceptację dla tego pomysłu. A jeśli takich badań nie ma (przyjmijmy to na razie), to jedynym argumentem na rzecz społecznego poparcia staje się coraz częściej powtarzana opinia, że Polacy dali się „uwieść” Programowi 500+.

Mam wrażenie, że także wielu polityków opozycji coraz bardziej wierzy w olbrzymie poparcie społeczne dla 500+ i w związku z tym zakłada, że nie powinno się (politycznie „nie opłaca się”) go krytykować. A jeśli coraz więcej osób uczestniczących, a nawet kreujących dyskurs publiczny (a politycy z pewnością do nich należą) będzie coś coraz częściej powtarzać, to jest duża szansa, że stanie się to w końcu opinią niepodważalną. „Wszyscy” w to uwierzymy. A w takiej sytuacji bardzo trudno powiedzieć, że król jest nagi.

Moim zdaniem, choć Program 500+ ma niezaprzeczalne pozytywne konsekwencje (wsparcie dla rodzin gorzej sytuowanych), to jest to jednak zdecydowanie za mało, żeby uznać go za dobrze zaplanowaną, efektywną i kompleksową politykę społeczną. Po pierwsze – nie jest to sensowne działanie mające na celu podniesienie dzietności. A takie było założenie i na tym między innymi powinna polegać polityka rodzinna odpowiadająca na wyjątkowo złą sytuację demograficzną w Polsce.

Po drugie – jako program socjalny jest on społecznie niesprawiedliwy: nie wspiera rodziców mających jedno dziecko i chociażby nieznacznie przekraczających zakładany próg dochodowy, a jednocześnie wspiera rodziny z dwójką lub większą liczbą dzieci, które są w dobrej sytuacji ekonomicznej.

Po trzecie – program „konsumuje” środki, które powinny być wydawane na inne działania z zakresu polityki społecznej, np. rozwój sieci żłobków, zwiększenie dostępności do tanich przedszkoli, a także działania, których beneficjentami będą seniorzy – warto bowiem pamiętać, że polityka „rodzinna” nie może dotyczyć tylko dzieci, ale także osób starszych.

Po czwarte – realizacja programu może mieć negatywne społeczne konsekwencje. I nie mam tu wcale na myśli nagłaśnianych w mediach przypadków „przepijania” otrzymywanych pieniędzy, lecz przede wszystkim dezaktywizację zawodową kobiet, która wpisuje się w bardziej ogólną koncepcję reprezentowaną przez obóz władzy, polegającą na odsyłaniu kobiet „do domu”.

Po piąte – jak stwierdził na spotkaniu „we własnym gronie”, na którym nie trzeba „mówić sobie tylko pięknych słów” wicepremier Mateusz Morawiecki: „W dłuższej perspektywie [program] nam nie zbuduje PKB. Państwu bardziej niż konsumpcja potrzebne są inwestycje i oszczędności. A przypominam, że 500+ jest na kredyt”.

Krytycy ekipy rządzącej i Programu 500+ ubolewają: „ciemny lud to kupił”, „ludzie przehandlowali wolność za 500 złotych”. Autorzy programu pławią się w zadowoleniu i są przekonani, że zaproponowali rozwiązanie, które zyskując społeczne poparcie, zapewni im dozgonną wdzięczność. Ani jedno, ani drugie nie jest prawdą. Społeczne postrzeganie programu jest kwestią znacznie bardziej skomplikowaną. Jednak im częściej będziemy słyszeć, że nie jest (bo przecież WSZYSCY kochają 500+), tym trudniej będzie to dostrzec.

 

*Warto podkreślić, że od kilku lat wzrasta akceptacja dla idei wspierania rodzin przez państwo – z badań realizowanych przez CBOS w 2016 roku wynika, że 60 proc. respondentów uważa, że państwo powinno wspierać wszystkie rodziny z dziećmi, 30 proc. – że tylko rodziny „znajdujące się w trudnej sytuacji materialnej”. Dla porównania: w 2000 roku za wsparciem dla wszystkich opowiadało się 36 proc. badanych, pomoc dla rodzin najbiedniejszych popierało 61 proc. Różnice są znaczące.

Widać więc, że coraz więcej osób jest przekonanych, że rolą i zadaniem państwa jest wspieranie wszystkich rodzin z dziećmi. Jednak formy, jakie może przybrać wsparcie, są różne. Czy najwłaściwszą jest świadczenie 500+? Niekoniecznie. Jak piszą autorzy raportu CBOS: „W ocenie społecznej polityka pronatalistyczna i prorodzinna powinna być kompleksów i obejmować działania służące zarówno poprawie sytuacji materialnej i bytowej rodzin, jak i ułatwieniu łączenia obowiązków rodzinnych i zawodowych poprzez wspieranie matek małych dzieci na rynku pracy oraz zwiększenie dostępności instytucjonalnych form opieki nad dzieckiem. Wśród pięciu najważniejszych, zadaniem badanych, realizowanych lub postulowanych form wspierania dzietności znalazły się: pomoc dla młodych małżeństw w uzyskaniu mieszkania, niskie opłaty dla rodziców za przedszkola i żłobki, świadczenia wychowawcze dla rodzin z dziećmi do 18 roku życia, ulgi podatkowe dla osób wychowujących dzieci oraz pomoc w powrocie do pracy lub znalezieniu zatrudnienia dla matek małych dzieci. W dalszej kolejności wymieniano zwiększenie liczby żłobków i przedszkoli oraz roczne urlopy rodzicielskie”.

PS Ilustracja dla tego wpisu to obrazek z strony: www.rodzina-500plus.pl. Czyżby autorzy projektu zakładali wypłaty świadczeń w dolarach?Zrzut ekranu 2016-07-14 o 14.17.54