Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Punkt S - Blog socjolożki Małgorzaty Sikorskiej Punkt S - Blog socjolożki Małgorzaty Sikorskiej Punkt S - Blog socjolożki Małgorzaty Sikorskiej

1.06.2016
środa

Czyje są dzieci?*

1 czerwca 2016, środa,

Co może być bardziej prywatną sprawą niż życie rodzinne? Co może być bardziej uzależnione od naszych indywidualnych pragnień, wartości, sądów niż to, jak wychowujemy własne dzieci? To oczywiście błędne założenia. Życie rodzinne, jak każda inna aktywność społeczna, podlega regulacjom, na które wpływają zarówno normy społeczne i kulturowe (w tym religijne), jak i legislacje prawne czy czynniki ekonomiczne. Podlega ona także oddziaływaniu dyskursu publicznego, czyli tego, kto i co mówi o dzieciach i ich wychowywaniu.

Kto „produkuje” społeczną wiedzę o rodzinie?

Najważniejszymi „aktorami” w polskiej debacie na temat życia rodzinnego są politycy, Kościół katolicki, przedstawiciele organizacji społecznych działających na rzecz rodzin, a także badacze życia społecznego i „eksperci od rodziny” (psychologowie, pedagogowie, lekarze), którzy za pośrednictwem mediów propagują wizerunek „normalnego” życia rodzinnego.

Klasyfikując w sposób najogólniejszy stanowiska reprezentowane przez wymienionych „aktorów” (przede wszystkim trzech pierwszych), można wyodrębnić dwa podejścia: konserwatywne oraz liberalne. To dość klasyczny i nienowy podział. Konserwatywne podejście do wychowywania dzieci (oraz szerzej – do życia rodzinnego) reprezentują politycy PiS, część polityków PSL, a także PO oraz niemal jednogłośnie przedstawiciele Kościoła katolickiego, jak również działacze niektórych organizacji zajmujących się sprawami rodzin, np. Fundacji Rzecznik Praw Rodziców (założonej przez Karolinę i Tomasza Elbanowskich – inicjatorów akcji „Ratuj Maluchy”, która ma bronić dzieci – i to nie tylko sześcioletnie – przed „nieprzyjazną” szkołą).

Kim natomiast są w tym sporze liberałowie? Jeśli chodzi o polityków, wcale niełatwo wskazać przedstawicieli tego stanowiska. Mniej kłopotów stwarza szukanie reprezentantów dla tego podejścia poza sceną polityczną – można wymienić np. zwolenniczki i zwolenników nurtu feministycznego. Problem jednak w tym, że jak podkreśla między innymi Agnieszka Graff, polski feminizm nie bardzo interesując się życiem rodzinnym, a przynajmniej nie wtedy, gdy spór wykracza poza debatę na temat aborcji, sam wyłącza się z dyskursu na temat rodzin.

Z uwagi na słabość oraz małą słyszalność argumentów przedstawicieli podejścia liberalnego to stanowisko konserwatywne (ze sloganem „ręce precz od naszych dzieci”) dominuje w dyskursie na temat tego, czyje są dzieci i jak powinny być wychowywane.

„Ręce precz od naszych dzieci”

„Ręce precz od naszych dzieci” to hasło przywołane przez członków Prawicy Rzeczpospolitej w 2014 roku podczas protestu pod Sejmem w sprawie wprowadzenia edukacji seksualnej w przedszkolach i szkołach. Podobnego hasła używano podczas debaty na temat wprowadzenia zakazu bicia dzieci. Przeciwnicy zmian w prawie argumentowali wtedy, że nowelizacja doprowadzi do zbędnych, a nawet szkodliwych interwencji państwa w osobiste sprawy rodzin, do „upubliczniania” tego, co powinno zostać prywatne.

Tadeusz Cymański (wówczas poseł PiS) porównał skutki działania zmian w legislacji do podstępnego wprowadzenia „instrumentu państwa” niczym „konia trojańskiego między rodziców i dzieci”. Zmiany w prawie miały prowadzić – zdaniem ich przeciwników – do „osłabienia więzi rodzinnych” (Stanisław Pięta, PiS) oraz do podważania autorytetu władzy rodzicielskiej, co z kolei może powodować „zantagonizowanie członków rodziny przeciwko sobie, dzieci przeciwko rodzicom” (Michał Głowacki, Stowarzyszenie Instytut Edukacji i Rodziny), a nawet do „donosicielstwa w ramach rodziny” (Marek Borkowski, Stowarzyszenie Centrum Praw Ojca i Dziecka). Henryk Kowalczyk z PiS, powołując się na obserwacje poczynione w Kanadzie, ostrzegał: „Czy projektodawcy nie obawiają się, że nieletni będą szantażować swoich rodziców?”. Marek Matuszewski (PiS) apelował: „Brońmy polskich rodzin przez zakazem wychowywania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami i sumieniem”, a Stanisław Kogut podkreślał: „Rodzina to jest świętość i precz od świętej rodziny polskiej!”. Anna Sobecka (PiS) przestrzegała przed realnym zagrożeniem: „możliwą konfiskatą potomstwa”.

Podobną retorykę stosowano w debacie na temat ratyfikowania Konwencji o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej, podczas której biskup Kazimierz Ryczan pytał: „Po co Polsce ta ustawa? (…) Panie i panowie parlamentarzyści wszystkich ugrupowań politycznych, nie pozwólcie tykać polskiej rodziny. Ona i dom rodzinny są bastionem polskości, patriotyzmu, tradycji wiary”, a posłanka Marzena Wróbel podkreśliła: „Ja sobie nie życzę, żeby ktokolwiek mnie wyzwalał z mojej tradycji i z mojej kultury, i z historii mojego narodu”.

Sprzeciw wobec upubliczniania życia rodzinnego i ingerowania w relacje rodzice-dzieci był uzasadniany przez stronę konserwatywną poprzez odwołanie do „prawa zwyczajowego”, które „kształtowało się przez parę tysięcy lat, od czasów neolitu” (senator Zbigniew Romaszewski, PiS) oraz do „mądrości ludowej” – jak zauważył Ryszard Bender (senator bezpartyjny kandydujący z listy PiS): „To jest mądrość ludowa, że zły to ojciec, który oszczędza klapsa i pasa dla syna. (…) Czy jest sens robić tutaj takie postanowienia, które są sprzeczne z obyczajem? Klaps jest i będzie, pas ojca jest i pozostanie”.

Konserwatywną retorykę dotyczącą wychowywania dzieci, a szerzej i innych aspektów życia rodzinnego, najkrócej można opisać, odwołując się do cytatu ze sztuki Gabrieli Zapolskiej „Moralność Pani Dulskiej”: „Na to mamy cztery ściany i sufit, aby brudy swoje prać w domu i aby nikt o nich nic nie wiedział”. Wychowanie przedstawiane jest jako sprawa prywatna i zależna od rodziców. Trzeba jednak wyraźnie podkreślić rozróżnienie na prywatne i indywidualne. Sposoby socjalizowania mają być „uprywatnione”, ale nie zindywidualizowane, czyli nie uzależnione od widzimisię rodziców. Rodzice, wychowując dzieci, powinni odwoływać się do tego, co „ponadjednostkowe”, a nawet „ponadrodzinne”: do norm religijnych, do tradycji i historii (narodu polskiego). Co więcej, po dojściu do władzy ekipy „dobrej zmiany” (i przejęciu kontroli nad instytucjami państwowymi) sytuacja dodatkowo się skomplikowała, bo choć dzieci są przedstawiane jako własność rodziców, to szkoła, bazując na nowej podstawie programowej, ma je wychowywać w „duchu patriotyzmu” (a Kościół – w wierze). Tu są granice rodzicielskiej wolności i granice „prywatnego” wychowywania.

Z czego wynika dominacja stanowiska konserwatywnego w tej sprawie?

Najprostsza odpowiedź odsyła do religijności Polaków, w którą wpisana jest zarówno autonomia rodziny, jak i jej „uprywatnienie” – w sensie uniezależnienie od instytucji „zewnętrznych”, oczywiście nie dotyczy to Kościoła. Warto także wskazać na szczególną rolę rodziny zarówno w kulturze szlacheckiej (mit dworku, w którym władzę sprawuje „pan domu”; rodzina jako ostoja wartości narodowych „odcięta” od sfery publicznej np. w czasach zaborów), jak i w kulturze chłopskiej („chłopska mentalność”, w którą wpisana jest brutalność męża i poddaństwo kobiet, oraz norma, że inni nie powinni się wtrącać w sprawy rodziny), a także w okresie PRL (rodzina jako szczególnie „cenna” grupa, zapewniająca różnego rodzaju wsparcie w czasach niedoborów).

Zdaniem wielu badaczy Polaków charakteryzuje „amoralny familiaryzm” – bardzo silne zaangażowanie w życie rodzinne przy jednoczesnym niedocenianiu i nieangażowaniu się w działania wykraczające poza krąg rodziny i znajomych, w sferę publiczną. Być może potrzeba chronienia tego, co dzieje się „w domu”, z potrzebą „prywatyzacji” sfery rodzinnej, jest związana, a nawet więcej – stanowi konsekwencję niezwykle istotnej roli, jaką Polacy przypisują rodzinie.

I jeszcze jedno – społeczne postrzeganie dzieci. Mam wrażenie, że w naszym kraju funkcjonuje nieco schizofreniczny wizerunek dziecka: z jednej strony dzieci są hołubione, są „szczególnie cenne” (zwłaszcza odkąd jest ich mniej). Z tego względu w dzieci się inwestuje kosztem rezygnowania z innych wydatków. Dużo uwagi poświęca się także – zwłaszcza w dyskursie konserwatywnym – dzieciom, które się jeszcze nie urodziły lub nawet nie zostały poczęte.

Z drugiej strony – mimo upowszechniania ideologii podmiotowego traktowania dzieci w dominującym nurcie dyskursu eksperckiego (w pismach parentingowych, książkach-poradnikach, programach telewizyjnych) – rodzice często nie chcą lub nie wiedzą, jak stosować się do tych założeń i praktykują autorytarny sposób socjalizowania (co widać np. we wciąż dużym przyzwoleniu społecznym na bicie dzieci), w który wpisane jest także założenie, że wychowywanie to sprawa prywatna.

Wreszcie ostatni, ale istotny powód dominacji podejścia konserwatywnego w dyskursie dotyczącym życia rodzinnego, w tym także wychowywania dzieci. O ile konserwatyści przyznają się do konserwatywnych poglądów i autodefiniują się jako konserwatyści, o tyle mało który polityk, niesezonowo działający na scenie politycznej, konsekwentnie propaguje liberalne poglądy w kwestiach obyczajowych.

Podsumowując, w konserwatywnym podejściu do wychowywania dzieci widać nieco schizofreniczne rozdwojenie. Z jednej strony dzieci należą do rodziców i państwo niekoniecznie powinno w tę relacje ingerować (np. poprzez wprowadzanie zakazu bicia dzieci czy działania na rzecz przeciwdziałania przemocy w rodzinie), z drugiej strony – rodzice nie mogą być pozostawieni sami sobie, nie mogą wychowywać tak, jak uważają za słuszne, w procesie „właściwego” socjalizowania ma ich wspomóc szkoła (z programem edukacji patriotycznej, może nawet narodowej) oraz Kościół (z wychowaniem w wierze).

*Więcej na ten temat w tekście Ewy Wilk „Czyje są dzieci?” oraz w artykule mojego autorstwa „Czyje są dzieci? – o »prywatyzowaniu« versus »upublicznianiu« dzieci w dyskursie publicznym, opublikowanym w książce „Socjologia uspołecznienia” (red.) M. Lewicki, S. Mandes, A. Przybylska, M. Sikorska, C. Trutkowski, Wydawnictwo Naukowe Scholar 2015.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 23

Dodaj komentarz »
  1. Mnie się wydaje, że niewtrącanie się państwa do życia prywatnego, w tym rodzinnego obywateli to jest jedna z podstawowych zasad i wartości państwa demokratycznego. To powinno dotyczyć w maksymalnym stopniu również szkoły. To oczywiście nie oznacza, że wszystko prywatnie i rodzinnie jest dozwolone, bo są prawa podstawowe każdego człowieka, które tak samo obowiązują w rodzinie. Na przykład bić i maltretować nie wolno nikogo ani w pracy, ani na ulicy, ani w rodzinie.

    Co do wranżalania się w życie prywatne i rodzinne, a zwłaszcza w wychowanie szkolne, to prawica i lewica w swojej ideologiczno-wychowaczej nachalności są siebie warte i obie należałoby od rodzin a zwłaszcza szkół odgonić. Każdy chce tresować dzieci na swoją modłę i uważam, że państwu dzisiaj za dużo w szkołach wolno. Jakiś kanon i standaryzacja muszą oczywiście być, ale dużo większy wpływ na szkołę powinny mieć samorządy lokalne, a przede wszystkim bezpośrednio zainteresowani rodzice.

  2. 1) Ostatnio polepszył się te blog.

    2) Mądrość ludowa to taka sama mądrość, jak republika z republiki ludowej

    3) Niepokoi mnie użyte sformułowanie „schizofreniczne rozdwojenie”. Czy Autorka na pewno jest właściwe?

  3. Wielce szanowna pani: człowiek jest wolny, nie jest kukiełką. Proszę mieć więcej szacunku do ludzi.

    A, nie życzę pani, aby pani dzieci mówiły, co się dzieje w pani domu, aby wynosiły rodzinne sprawy poza dom. No, chyba że pani ma taką wolę, proszę bardzo. A jeśli rodzice nie wychowają dzieci, to wychowa je ulica. Może to lepiej, aby ulica wychowywała pani dzieci, skoro pisze pani takie dyrdymały, jak pisze.

    Bicie dziecka jest niemoralne.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. .

    — Therefore —

    .

    Jeśli ktoś miał to nieszczęście, czy
    jak to po Polsku niektórzy określają
    „nie fart” by urodzić się w tym kraju
    trza jak najszybciej i jak najdalej
    z tego kraju spieprzać !

    Zostawić kraj Prawdziwym Polakom
    bo jest on niereformowalny !

    .

    ~

  6. „Zdaniem wielu badaczy Polaków charakteryzuje amoralny familiaryzm” – czy może Pani podać jak wielu jest tych badaczy (2, 20, 200, 2000 czy 20 tys.) ? A najlepiej proszę podać konkretne nazwiska tych badaczy, oraz odsyłacze do ich publikacji, bardzo chętnie się zapoznam, interesuje mnie mocno ten temat.

  7. Vertigo13
    1 czerwca o godz. 21:16 1381

    Uhu, od 1945 do 1989 rządzili komuniści, od 1989 do 2015 rządzili postkomuniści i ci, no, z PO. W sumie ponad 70 lat rządów prawdziwych Polaków niereformowalnych. No, ale żeby od razu przed nimi spieprzać z Polski?

  8. takei-butei

    Jacy to „komunisci” czy „postkomunisci”? Komunistow to wykonczono w czasie wojny i tuz po wojnie. A ci co rzadzili i rzadza do tej pory to zwykli karierowicze z pod znaku mamony. Jedyna roznica to ci wczesniejszy zadawalali sie mniejszymi kwotami a obecni chca od raz duze.

  9. @takei-butei
    A, czyli wg ciebie bicie dzieci jest niemoralne, ale mówić o ttym biciu nie wolno. Bo jak nikt się nie dowie, to przecież żadnej niemoralności nie będzie…

  10. mpn
    2 czerwca o godz. 15:44 1386

    Aaaaa, gdzie piszę o tym, że mówić o biciu dzieci nie wolno?

  11. znafca in spe
    2 czerwca o godz. 15:31 1385

    Aaa, a to nie oszukali, no, mniejsza o mnie, ale żeby oszukiwać samych siebie, zakamuflowani katolicy więc rządzili od 1945, no, no, no…

  12. @kordirko
    20 tysięcy (polskich, bo w końcu o sytuacji w Polsce mowa) badaczy zajmujących się jednym tematem i w dodatku zgadzających się, to byłby wyjątkowy widok;)
    podaję kilka „podstawowych” pozycji, do których warto sięgnąć (dwie pierwsze dostępne w internecie):
    Czapiński J., Panek T. (2007, 2009, 2011). Raporty: „Diagnoza społeczna”, Warszawa: Rada Monitoringu Społecznego, http://www.diagnoza.com
    Wnuk-Lipiński E. (2014). „Polska mała apokalipsa” (w:) Instytut Idei, 5, http://www.instytutobywatelski.pl/wp-content/uploads/2014/01/instytut_idei_5.pdf
    Leder A., „Prześniona rewolucja”, Krytyka Polityczna, 2014
    z pozdrowieniami,
    m.s.

  13. takei-butei
    Niestety jak widac wielu nie roroznia komunstow od socjalistow czy socjaldemokratow.
    Nie wszytko co jest na lewo od srodka to „komuchy”. Tak sadza jedynie niedouczeni.

  14. @MS
    Czyje są dzieci?
    Na to pytanie jest jedna odpowiedź – to pytanie jest bez sensu.
    Człowiek, każdy człowiek, nie jest nigdy czyjąś własnością i stawianie takiego pytania jest alogiczne.
    Jeśli ktoś dalej nie rozumie powyższego (ludzie są uwarunkowani na to, że dzieci są „czyjeś”), to jakby pytać się o to, czyją własnością jest widok gwiazd na niebie.

    Zupełnie inną sprawą jest pomoc dzieciom w osiągnięciu samodzielności – tu można się zastanawiać, czy jest to przywilej czy obowiązek, w jakim stopniu i komu przynależy.

    Co do reszty tego, co pani sygnalizuje – ludzie źli od zawsze usiłują wykorzystać innych i zarówno dla chwilowych jak i przyszłych korzyści gotowi są wykorzystywać także, a może szczególnie tych najsłabszych. To, czy ci najsłabsi – dzieci – są związani z nimi bezpośrednio genetycznie, czy nie, jest im obojętne.
    Z drugiej strony wielu innym (szkoda, że tak niewielu…) trudno przejść obojętnie, gdy widzą wykorzystywanie dzieci – zarówno ze względu na ich teraźniejszość jak i swoją przyszłość.
    I teraz OCZYWIŚCIE ci pierwsi wiedzą, że najłatwiej im będzie, jak się podszyją pod tych drugich – i ta zabawa trwa w najlepsze od dawna.

  15. Wara prawicowym burakom od mojego dziecka. Tyle w tym temacie.

  16. znafca in spe
    2 czerwca o godz. 21:12 1391

    Żartujesz? Ja miałbym się douczać o lewicowcach albo prawicowcach? Po co? To jeden i ten sam…

  17. Pani autorko,

    przed laty genialny Hanuszkiewicz w wywiadzie telewizyjnym bronił… Dulskiej, jej moralności mieszczańskiej. Czy Hanuszkiewicz się mylił?

  18. I ten Hanuszkiewicz bronił także Balladyny, jego zdaniem, Słowacki (Zapolska) to zbyt wielcy pisarze, aby sprawy trywializować, ukazywać tylko płaską (złą) stronę człowieka. Tak genialni pisarze ukazują złożoność psychiki, postaw itp.

    Naprawdę, u Słowackiego Balladyna i Zapolskiej Dulska to są postacie skomplikowane wewnętrznie, tragiczne… Kto jak kto, ale Hanuszkiewicz wie, co mówi.

  19. J.E. Baka
    3 czerwca o godz. 10:37 1393

    Wara lewicowym i prawicowym … od mojej rodziny.

  20. @znafca in spe
    Niedouyczonych ci u nas dostatek

  21. @takei-butei
    1 czerwca o godz. 18:00 1380

  22. mpn
    3 czerwca o godz. 19:52 1400

    A, już kapuję: niewynoszenie spraw z domu = nie wolno mówić o biciu dzieci. No, to dlaczego mówię, choć nie wynoszę?

  23. @takei-butei
    Mówisz, by nie mówić, jeśli bobrze zrozumiałem.

  24. Pani Małgorzato – pytanie „Czyje są dzieci?” jest pozbawione sensu w naszym kraju.
    Dzieci są boże.
    Każdy to wie, zna na pamięć. My zaś kochamy wszystkie dzieci, a najbardziej – bozię.
    Reszta nieważna. Tym bardziej nieważna, że ważna jest odpowiedź najważniejsza.
    Czego są bardzo piękne skutki.
    Uroda tych skutków jest jak cios: brutalna.

    Dopóki wszystkie dzieci są nad Wisłą boże, będzie jak jest.

css.php