Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Punkt S - Blog socjolożki Małgorzaty Sikorskiej Punkt S - Blog socjolożki Małgorzaty Sikorskiej Punkt S - Blog socjolożki Małgorzaty Sikorskiej

26.05.2016
czwartek

Z okazji Dnia Matki o „niewidocznym” macierzyństwie

26 maja 2016, czwartek,

Polityką społeczną na rzecz rodzin mało kto zawracał sobie w Polsce głowę. Sytuacja zmieniła się wraz ze spadkiem wskaźnika dzietności, który w porównaniu z innymi krajami europejskimi zaczął osiągać wyjątkowo niskie wartości*. Wtedy problem „braku dzieci” zaistniał w dyskursie politycznym. Zaczęto proponować sposoby przeciwdziałania: od „becikowego” po 500+. Niestety, nie są to rozwiązania z zakresu polityki społecznej, lecz przede wszystkim pronatalistycznej. Co z nich wynika dla kobiet? Prosty komunikat: bierzcie się do rodzenia!

Na czym może polegać polityka społeczna na rzecz rodzin poza składaniem mniej lub bardziej zakamuflowanej obietnicy „wynagradzania” za rodzenie dzieci? Pomysłów i wynikających z nich systemowych rozwiązań jest dużo. Od stwarzania ułatwień w łączeniu pracy zawodowej z wychowywaniem dzieci (co ma najprostsze przełożenie na zwiększanie dostępność żłobków i przedszkoli), przez kreowanie prawa tak, aby promowało równouprawnienie rodziców (dobrym przykładem jest tu zarezerwowanie części urlopu rodzicielskiego do wykorzystania tylko dla ojców), po pomoc rodzicom, którzy są w trudnej sytuacji (np. mają niepełnosprawne dziecko, które wymaga długotrwałego i kosztownego leczenia oraz rehabilitacji). Efektywna polityka społeczna na rzecz rodziny to także działania państwa mające na celu podniesienie ściągalności alimentów czy też przeciwdziałanie przemocy domowej.

Czy tego typu działania są w Polsce wprowadzane? Niekoniecznie. Trzeba oczywiście docenić upowszechnienie opieki przedszkolnej**, trudno jednak nie zauważyć, że liczba miejsc w publicznych żłobkach wciąż jest skandalicznie niska. Warto pochwalić wprowadzenie dwóch tygodni urlopu „ojcowskiego”, należy jednak podkreślić, że brak zagwarantowania części urlopu rodzicielskiego tylko dla mężczyzn powoduje, że z tego świadczenia korzystają głównie matki, co nie poprawia ich sytuacji na rynku pracy. Jeśli chodzi o systemową pomoc dla rodziców dzieci niepełnosprawnych oraz o ściągalność alimentów – niełatwo znaleźć działania państwa zasługujące na docenienie. W przypadku przeciwdziałania przemocy domowej – w ostatnim czasie widać raczej wycofywanie się instytucji państwowych z tego typu działalności (najnowszy przykład to brak finansowania ze strony ministerstwa sprawiedliwości dla Centrum Praw Kobiet).

Ponieważ – jak wielokrotnie podkreślałam – dzieci to w Polsce sprawa kobiet, ich odpowiedzialność, ich obowiązki i ewentualnie ich poczucie winy, brak efektywnej polityki społecznej na rzecz rodzin jest spleciony – być może jest skutkiem, a być może powodem „niewidoczności” macierzyństwa w dyskursie politycznym. Macierzyństwo zostało „sprywatyzowane”, symbolicznie oddelegowane do „sfery domu”, wpisane w katalog zajęć typowo kobiecych i określone jako misja matek. Co ciekawe, ta „niewidoczność” macierzyństwa „widoczna” była i wciąż jest zarówno w dyskursie konserwatywnym, neoliberalnym, jak i w części przekazu z nurtu feministycznego.

Przedstawiciele partii konserwatywnych jako zwolennicy „tradycyjnego” modelu rodziny, postrzegając macierzyństwo jako podstawową rolę społeczną kobiety, jednocześnie wychodzą z założenia, że państwo i instytucje publiczne w minimalnym zakresie powinny interweniować w kwestie związane z opieką i wychowywaniem dzieci. Dobrą ilustracją dla takiego stanowiska jest niezgoda na ratyfikację „Konwencji o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej”, co tłumaczono niepotrzebnym, a nawet szkodliwym ingerowaniem w prywatność rodzin. Konsekwencją takiego stanowiska jest postulowanie prywatyzowania opieki, i to nie tylko opieki nad dziećmi, także nad niepełnosprawnymi czy osobami starszymi. Prywatyzacja macierzyństwa i symboliczne „odesłanie” kobiet do sfery prywatnej jest tu uzasadniane poprzez odwołanie do moralnych, indywidualnych powinności matek, do ich „kobiecej misji”.

Prywatyzowanie macierzyństwa widać także w dyskursie neoliberalnym lub – używając pojęcia proponowanego przez Rafała Wosia – w „nadwiślańskiej wersji neoliberalizmu”. Jego przedstawiciele nie odwołują się do dyskursu obowiązków moralnych i aksjologicznego wymiaru macierzyństwa, a raczej do indywidualnej (sprywatyzowanej) odpowiedzialności rodziców za opiekę i wychowywanie dzieci, do ich efektywności w tym zakresie oraz do założenia, że państwo powinno minimalizować zakres interwencjonizmu i kontroli nad sferą życia rodzinnego. Ten postulat przekłada się na minimalne zainteresowanie kwestiami socjalnymi, mającymi wpływ na funkcjonowanie rodzin.

Macierzyństwo jako temat wart zauważenia i debaty długo było także – co może nieco zaskakiwać – „niewidoczne” w dyskursie feministycznym. Jak podkreśla Agnieszka Graff – dla feminizmu efekt tego braku zainteresowania życiem rodzinnym jest fatalny, ponieważ „konserwatyści przejęli w Polsce język wartości wspólnotowych, bez większych przeszkód odbierając nam słowa takie jak rodzina, rodzice, macierzyństwo czy właśnie wspólnota. Stali się w tej dziedzinie monopolistami, zostawiając lewicy chłodny język praw człowieka”.

Długo ani Manifa, ani Partia Kobiet, ani Kongres Kobiet nie podejmowały tematów związanych z macierzyństwem, co – zdaniem Graff – było wynikiem koncentrowania się polskiego ruchu kobiecego na oporze wobec Kościoła i katolickiej wizji macierzyństwa. Opór ten spowodował wykluczenie kwestii macierzyńskich (i szerzej – rodzinnych) z pola zainteresowań feminizmu, ponieważ uznano, że zostały one już wcześniej zmonopolizowane przez podejście konserwatywne.

Kolejnym istotnym powodem niepodejmowania tematów związanych z macierzyństwem było także podejście tzw. matek założycielek ruchu feministycznego w Polsce. Najlepszą ilustracją dla tego stanowiska jest szeroko komentowany wywiad udzielony przez Magdalenę Środę, w którym opowiedziała, że łączenie pracy w domu z karierą zawodową nie jest trudne, bo przecież „Pierze pralka, prasować nie trzeba, gotować uwielbiam a sprząta mi pewna pani”, a poza tym „kiedyś »domowa kobieta« pracowała 24 godziny na dobę. Dziś najbardziej konserwatywna konserwatystka ma pralkę, zmywarkę i dziecko przed komputerem”.

Inaczej podchodzą do macierzyństwa feministki z młodszego pokolenia, czego najlepszym przykładem jest powstanie w 2006 roku Fundacji MaMa – najbardziej znanej feministycznej inicjatywy zbudowanej wokół tematyki macierzyństwa i koncentrującej się na działalności na rzecz matek. Aktywność (między innymi) Fundacji MaMa wydobywa „macierzyństwo” z prywatnej sfery domu, pokazuje, że instytucje państwowe powinny wspierać matki (oraz oczywiście rodziny), na przykład wprowadzając opisane na wstępie tego tekstu elementy polityki społecznej.

Niestety, sztandarowy projekt rządów „dobrej zmiany”, czyli program 500+, który przez samych autorów opisywany był przede wszystkim jako pomysł na zwiększenie dzietności, odwołuje się wyraźnie do polityki pronatalistycznej, a nie polityki społecznej na rzecz rodzin. Kobietom mówi się: rodźcie dzieci!

Co będzie dalej (czy znajdzie się dla nich miejsce w żłobku i przedszkolu, czy będą miały dostęp do sprawnie działającego systemu opieki medycznej, czy – jeśli zajdzie taka konieczność – zadziała system egzekwowania alimentów itd. itp.) to już mniej istotne. W tych sprawach niech matki same sobie radzą, bo przecież ogólnie wiadomo, że Matka Polka zawsze da sobie radę.

Drogie Mamy, w dniu naszego święta życzę Wam i sobie, żebyśmy były bardziej „widoczne” i lepiej reprezentowane w dyskursie politycznym. Obecnie „widoczna” jest przede wszystkim kwestia rozrodczości.

* Np. w 2003 roku wynosił 1,22, co oznaczało najniższą wartość w okresie powojennym.
** Niestety, na skutek podniesienia wieku szkolnego i zostawania w przedszkolnych zerówkach dzieci sześcioletnich dostępność przedszkoli dla trzylatków w najbliższym roku szkolnym stała się sprawą problematyczną.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 6

Dodaj komentarz »
  1. Mnie osobiście bardzo niepokoi zapowiedź Szydło (często powtarzana z zaciśniętymi ustami), że oni w przeciwieństwie do PO nie będą zabierać rodzinom dzieci tylko dlatego, że są biedne. Nie wierzę w to, że sąd może wydać zgodę na odebranie dzieci tylko dlatego, że jest bieda. Poza tym jest wiele programów w Polsce, żeby żadne dzieci głodne ani nieubrane nie były. Wystarczy trochę starań ze strony rodzicôw.
    Wręcz przeciwnie w ten sposób PiS-owcy chcą wrzucić do „sfery prywatnej” przemoc fizyczną i psychiczną wobec dzieci, która najczęściej pojawia się w „biednych rodzinach”. Innymi słowy tzw. pranie brudów trzeba przeprowadzać we własnej rodzinie.
    Ta PiS-owska dulszczyzna rozlewa się na całe działanie tej formacji, także na politykę.

  2. Bzdura. Za swoje dzieci odpowiadam ja i moja żona. Nie zakichane czy też idealne Państwo. Nie politycy i nikt inny. My, rodzicie. Od początku postanowiliśmy, że będziemy mieć dwoje i to była nasza, wyłącznie nasza sprawa, aby je wychować, wyżywić, wykształcić. Jasne?

  3. @Małgorzata Sikorska
    „””
    Ponieważ – jak wielokrotnie podkreślałam – dzieci to w Polsce sprawa kobiet,
    „””

    W cokolwiek bardziej cywilizowanych krajach EU porozwodowa opieka nad dziecmi bywa dosc czesto dzielona dokladnie na polowe: np po 2tyg naprzemiennie u kazdego z rodzicow.
    Patrzac wokol na radosne wojenki niektorych polskich kobiet bynajmniej nie na poziomie czworakow i magla ktore to wrecz samodestrukcujnie ograniczaja kontakty dzieci z ojcami jakos nie idze aby w/w matki-kwoki / walkirie zemsty byly zainteresowane wyzwoleniem sie chocby i czesciowym z owego jarzma ktorym tak potrzasaja. Mamy chyba jakies 60tys rozwodow na rok, opieka nad dziecmi przyznawana jest ojcom w jakis 4% spraw rozwodowych. Gdyby chciec ulatwic zycie calkiem niemalej grupie osob to zamiast macierzynskiej martylologi (btw, takowa takze w ogromnej liczbie przypadkow jest calkowicie uzasadniona), organizacje kobiece moglyby sie starac aby dzielic wychowanie dzieci w cokolwiek mniej asymetryczny sposob.
    Poklikalem odrobine po stronach kilku wiekszych organizacji kobiecych/feministycznych w PL. Jasne ze jak sie X statutowo zajmuje przemoca w rodzinie albo edukacja seksualna to niekoniecznie musi tez zajmowac sie lobbingiem na rzecz ustaw wychowawczych.
    Tyle ze np ostatni jeszcze nie ostygly 8 Kongres Kobiet (13-14.05.2006) zajmowaly np takie tematy jak: Tygrysice Biznesu, Uczucia wyzsze jako klucz do rozwoju duchowego, Jak wygladajac profesjonalnie, Z czego zyja artystki i co je trapi? Profesjonalnie wygladajace, uduchowione artystki-tygrysice mogly nastepnie pojsc na zumbe i otulic sie patchworkami, ich nowa zyciowa pasja. Gdybym siedzial przez pol nocy silac sie na osmieszenie ruchow feministycznych ukladajac program z hasel-stereotypow to nie osiagnalbym rownie komicznego efektu. Materialy w/w kongresu opublikowano zapewnie pt: Przez makijaz do gwiazd.

    Jesli tak macie walczyc o prawa kobiet / rownosc pomiedzy plciami / opieka nad dziecmi to posypcie sie brokatem i utopcie w najblizszym spa.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Wreszcie ktoś napisal, że wychowanie dzieci to sprawa tylko kobiet w polsce. Poczytajcie sobie jak to jest w holandii, gdzie mezczyzna musi partycypowac w skladkach emerytalnych kobiety, kiedy ta jest na macierzynskim i wychowawczym, bo rodzenie i wychowanie dzieci to ich wspolna decyzja i odpowiedzialnosc, a nie tylko zaspokojenie instynktu kobiety kosztem jej pracy i zarobkow.
    Kiedy urodzilam dziecko, pracowalam i placilam za jego wydatki np. przedszkole prywatne, bo w 3 panstwowych nie bylo miejsc, podobno w polsce są same samotne matki. Obecnie musze jezdzic za granice do pracy, by zarobic na siebie i dziecko. Niestety nie mam juz rodzicow, wiec nie moge liczyc na ich wsparcie, a maz wychowany przez matke polke katoliczke utrzymujaca go do 30. uwaza, ze nie bedzie mnie utrzymywac, jak nie mam pracy w polsce. W efekcie rozlaka. Na panstwo tez nie moge liczyc, mam tylko jedno dziecko i ponad 40 lat, wiec na bonus w postaci 6000 rocznie na dziecko nie moge liczyc. Moje dziecko jest tym samym tez poszkodowane finansowo, ot klasycznie jak to w polsce, niesprawiedliwosc. Nie dość, że nie ma już dziadkow, bo wcześniej zmarli, to jeszcze brak wsparcia ze strony panstwa. I mydlenie oczu, że to polityka prorodzinna, nie to jest polityka prorozrodcza, bo skłaniająca do nieprzemyślanych decyzji rozrodczych, moja młodsza bezrobotna szwagierka właśnie zaszła w ciaze, dostanie 1000 zł miesiecznie na dwójkę dzieci, drugie tyle od rodziców i juz w ogóle nigdy nie musi pracowac.
    Polityka państwa powinna wspierac slabszych, a niekoniecznie sprytniejszych i leniwszych.

  6. @takei-butei
    A jeśli – nie daj Boże – coś się przydarzy któremuś z was? Jakaś choroba, nieszczęśliwy wypadek, cokolwiek?
    Takie zosie-samosie bardzo szybko znajdują wtedy drogę do MOPS-ów.
    Więc zamiast pitolić zastanów się jak pomagać potrzebującym aby im pomóc a nie ubezwłasnowolnić.
    Bo jak na razie pomoc państwa (w szerokim rozumieniu – nie tylko rodzinom ale wszystkim):
    1. nie trafia do najbardziej potrzebujących.
    2. zamiast pomagać wyjść z kryzysu wciąga w zaklęty krąg niemożności i wielopokoleniowej marginalizacji.
    3. jest niesamowicie nieefektywna i generuje zbyt duże koszty.

    PS. a z państwowej opieki zdrowotnej i szkolnictwa korzystasz? No właśnie.

  7. Pani Małgorzato
    Pisze Pani ciekawie, ale fantastycznie. O bytach i sprawach wymyślonych, bajecznych, zupełnie nic nie mających z realnością Polski.

    Te problemy może i są, w Gwatemali, Hondurasie, Mozambiku, Nowej Zelandii, ale nie w kraju, w ktorym każda kobieta to od razu Matka Boża, Matka-Polka, niepokalana, otoczona nieustącą modlitwą: za płodność, dzielność, podobność i właściwie tożsamość z MaryjąDziewicą. Polak-katoik, czyli każdy Polak, wyjąwszy Tuska, KOD i najgorszy sort Polaków, co nie są Polakami, ale zdrajcami,, których należy wieszać, klęka przed Polką, w celu, żeby ją z szacunkiem w rąbek spódnicy ucałować, za nogi podjąć i nieba przychylić, niezależnie od tego, że nieba przychyla Polsce i Święty Ojciec Święty, biskupi, ksiądz proboszcz, radni, podróżni w autobusie, oraz osobiście Pan Bóg.

    Polka rodzi dzieci w ilości takiej, jak zrządzi sam Bóg: 14-ro, do 18-ciorga, zgodnie z naturą, czyli Prawem Bożym.
    Wiadomości o tym, że Polki jednak nie rodzą, muszą być wymysłem wrogów Polski, religii, Jezusa, Prymasa oraz Wielkiej Prawdy.
    Nie ma przecież w Polsce aborcji, i nie ma powszechności małżeństw oblubieńczych, a Dziewic Konsystorskich ciągle mało.

    Wśród tego piękna i szczęśliwości wzajemnego umiłowania w Panu i licznym potomstwie, Polka się krząta jako prawdziwa Królowa Matka, w dodatku Boża.

    Prawda, Dobroć i Piękno zwycięża. Nie ma więc co snuć dywagacji, że coś nie zwycięża.

    Albo więc wszyscy żyjemy w ciężkiej malignie – i jest dobrze; wtedy gratuacje, albo też mówimy o tym co i jak jest,, oraz co jest tego przyczyną.
    Człowiek-motyl, w Łodzi, mówi jak jest: kobieta jest od szorowania garów, posadzek w kościołach i bycia gwałconą. Na tym ta świętość katoickiego na wkroś kraju polega.
    Polka relna,, żeby od tej Prawdy i tej Świętości szajby całkiem nie dostać – bo kto będzie pracował i szorował podłogi proboszczowi – musi sobie co raz zrobić aborcję.
    Jak, po raz nieskończenie kolejny, informuje WHO, co trzecia ciąża u kobiety jest przerywana. Po raz nieskończenie kolejny dowiaduję się, że w Polsce gwałconych jest x milionów kobiet.
    Ale przecież tego nie ma. Jest Święta Polka, Matka Boska.

    Albo będzie mowa o tym co i jak jest, albo będzie jak jest.

css.php