Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Punkt S - Blog socjolożki Małgorzaty Sikorskiej Punkt S - Blog socjolożki Małgorzaty Sikorskiej Punkt S - Blog socjolożki Małgorzaty Sikorskiej

18.03.2016
piątek

To nie jest kraj dla emerytek

18 marca 2016, piątek,

Jak prognozuje ZUS, przy wprowadzeniu proponowanego przez prezydenta obniżenia wieku przechodzenia na emeryturę kobiety, które dzisiaj mają nieco powyżej 40 lat, będą zarabiać o około 40 proc. mniej niż wtedy, gdyby pracowały do 67. roku życia.

Kobiety najwięcej stracą na powrocie do starych zasad dotyczących przechodzenia na emeryturę, jeśli będą pracować o siedem lat mniej, wypłacane im świadczenia będą znacznie niższe. W przypadku mężczyzn różnica będzie mniejsza, bo powrót do poprzednich reguł oznacza krótszą pracę i krótszy okres składkowy jedynie o dwa lata.

Kobiety żyją dłużej niż mężczyźni – obecnie średnio 82 lata (mężczyźni – 73). Ponad 15 proc. Polek (wśród kobiet w wieku powyżej 15 lat – tak to liczy GUS) to wdowy (wdowców jest 3 proc.). To oczywiście tylko prognozy i statystyki. „Tylko” i „aż”, bo jasno z nich wynika, że po obniżeniu wieku emerytalnego duża grupa starszych kobiet będzie skazana na życie przez kilka lat z niskiej emerytury, często samotnie.

PiS oczywiście odpowiada: przecież nikogo do niczego nie zmuszamy, jeśli ktoś będzie chciał, może pracować dłużej. Problem w tym, że pracodawcy niekoniecznie będą podzielać to optymistyczne podejście i zatrudniać osoby, które formalnie mogłyby już przejść na emeryturę. Wolność wyboru może więc w wielu przypadkach okazać się tylko pozorna.

W założeniu, że wiek emerytalny kobiet i mężczyzn powinien się różnić o 5 lat, wpisany jest tradycyjny model podziału obowiązków domowych: „starsi” panowie do 65. roku życia mają pracować i zarabiać, „starsze” panie (przepraszam wszystkich, którzy w tym wieku wcale nie czują się starsi), kończąc 60 lat, mają inne obowiązki – najlepiej niech zajmują się wnukami.

Tradycyjne podejście do podziału ról w rodzinie widać także w koncepcji „500 plus”. Moim zdaniem ten projekt jako program mający przyczynić się do zwiększenia dzietności jest nierealistyczny, a jako program socjalny – nieefektywny, a nawet szkodliwy, ponieważ np. nie dostrzega rodzin mających trudną sytuację materialną i wychowujących tylko jedno dziecko.

Program paradoksalnie dzieli dzieci na „wartościowe”, czyli te, na które rodziny dostają pieniądze (drugie i kolejne dziecko, ale tylko dopóki nie przekroczy 18. roku życia), oraz te „mniej warte”, bo nieuprawnione do otrzymywania świadczenia (jedynacy i dzieci pełnoletnie). Innym negatywnym następstwem „500 plus” może być dezaktywizacja zawodowa kobiet. Zwracają na to uwagę nie tylko „zewnętrzni” krytycy programu, ale także ministerstwo finansów, w opinii którego „należy spodziewać się, że wzrost transferów pieniężnych do rodzin spowoduje dezaktywizację (rezygnację z pracy lub zaprzestanie jej wykonywania) wśród rodziców, których (potencjalne) zarobki są drugie pod względem wysokości w rodzinie”. Te „drugie zarobki” znacznie częściej mają kobiety i to one zostaną w domu. Choć oczywiście będą miały wybór, co z tego, że jedynie pozorny.

Wdrażając bardzo kosztowny program „500 plus”, rządzący budują politykę społeczną na rzecz rodzin z dziećmi przede wszystkim na wypłacaniu świadczenia, a nie na przykład na podejmowaniu działań mających na celu zapewnienie bezproblemowego i bezpłatnego dostępu do żłobków oraz przedszkoli czy też na wdrażaniu idei dzielenia się obowiązkami i opieką nad dziećmi przez oboje rodziców. Tu ponownie wracamy do: po pierwsze – tradycyjnego modelu rodziny, który rządzący wyraźnie mają za ideał – po co żłobki i przedszkola, niech mama lub ewentualnie babcia zajmą się dzieckiem.

A po drugie – do sytuacji, w której wybór, tak jak w przypadku przechodzenia na emeryturę, jest tylko wyborem pozornym – bo co ma zrobić matka, gdy nie znajdzie miejsca w żłobku lub w publicznym przedszkolu? Odpowiedź jest prosta: zostanie w domu. W ten sposób kobiety są „odesłane” do sfery domowej. I to, że funkcję premiera rządu sprawuje kobieta, niewiele tu zmienia.

Mamy, które dzisiaj, uzupełniając domowy budżet o świadczenia z „500 plus”, dłużej zostaną poza rynkiem pracy, w przyszłości – o ile oczywiście ten program będzie funkcjonował, co wcale nie jest takie oczywiste, biorąc pod uwagę, że w kolejnym roku nie ma na niego zapewnionego finansowania – będą otrzymywać niższe świadczenia emerytalne. Spirala się nakręci i to coraz bardziej nie będzie kraj dla kobiet, a już szczególnie nie dla tych starszych. Ale ponieważ dotyczy to nieco dalszej przyszłości, teraz mało kto – a rządzący to już najmniej – się tym przejmują.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 13

Dodaj komentarz »
  1. Wszystkiemu winny jest feminizm, który zamiast niwelować różnice i szanse między płciami nadmiernie, a przez to z miernym i odwrotnym skutkiem uprzywilejowuje jedną płeć nad inną. Kwestia wieku emerytalnego to wymowny tego przykład.

  2. Jeszcze jeden postulat pt „czym mają się przejmowac rządzący”.
    Słuszny.
    Jak wiele innych postulatów odnośnie „czym mają się zajmowac rządzący”.
    Straszenie „nakręcajacą się spiralą” nie działa odnośnie kobiet ,szczególnie starszych.
    Od socjolożki należało by oczekiwac zrozumienia,że nakręcajaca się spirala rusza rządzących odnośnie górników węglowych ,zwłaszcza tych młodszych.
    Rzond musi wybierac .Pod presjom czasu.
    Szczególnie starsze nie bedom palic opon na Krakowskim i zejdą bezszmerowo .
    I nic się nie stanie albowiem ubogaciły już Ojczyznę potomstwem i czas na „audie..”
    Życie w RP i porzondek w jej granicach wymagajom zrozumienia mniejsca i obwiozków obywatelskich.
    Tudzież akceptacji prawdy odwiecznej „że rzond rzondzi a partia kieruje”.
    Winniśmy zademonstrowac globalne przywionzanie do tych globalnych wartości dając odpór diabłom weneckim

  3. Szkoda, że nie ma nakazu pracy do 77. Wtedy emerytura kobiet, które dzisiaj mają nieco powyżej 40 lat, wyniosłaby o około 40 proc. więcej niż wtedy, gdyby pracowały do 67 roku życia.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. To nie jest kraj dla emerytek i emerytów. Dla większości z nich z emerytury nie da się godnie żyć. Na pewno jest to kraj dla elity rządzącej, która opływa w dostatki i przywileje, tylko musi być posłuszna swojemu panu i władcy.

  6. azur
    18 marca o godz. 20:18 1225

    Nie przesadzaj. Co prawda, pan i władca nie chce pracować za 6 tys. netto, co prawda, opływa we wszelkie dostatki i przywileje, co prawda, dostaje odprawy po milion zł i zatrudnia kolesi w spółkach skarbu państwa, co prawda, pałaszuje ośmiorniczki, ale daje ci wolność: możesz np. żyć z niemieckich wystawek albo emigrować do Korei Płn.

  7. Droga Pani Malgorzato,
    bardzo prosze nie „podkladac” sie zlosliwcom i sprawdzac swoje liczby.
    Doprawdy, trudno uwierzyc, ze GUS liczy wdowy wsrod kobiet od 15 roku zycia i na domiar wychodzi im 15 procent…

  8. Być może źle pojmowany feminizm polega na „przywilejach” dla jednej płci.
    Tak naprawdę polega na podejściu równościowym, które zmieniając warunki konkurencji sprawia, że dotychczas „uprzywilejowana” grupa czuje się zagrożona.
    Nie do konca prawdziwe jest też twierdzenie, że tradycyjnie tylko kobiety zajmowały sie dziećmi. Tak było w czasach komunizmu za którymi tęskni rząd oraz spora grupa beneficjentów tamtego sytemu ( to, że nie byli bogaczami co ich usprawiedliwia we własnych oczach potwierdza jedynie nędzę tamtego systemu ale nie brak przywilejów oraz demotywacji w osiąganiu czegokolwiek).
    W normalniejszym świecie niż ten powojenny opieka nad dziećmi uzależniona byla od płci dziecka. Ojciec „przejmował” syna już w momencie gdy można było zacząć uczyć go swojego rzemiosła często bardzo wcześnie.
    Przykład pana Kaczyńskiego sos dobrze reprezentuje wpływ matczynej opieki na kondycję syna.

  9. Za to doskonały dla:

    młodych i bogatych i zdrowych!

    Może wreszcie czas na zmianę…

  10. Shrinki, może uwierzyć trudno, ale tak jest. Proszę spojrzeć do Rocznika Demograficznego 2014 rok (http://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/roczniki-statystyczne/roczniki-statystyczne/rocznik-demograficzny-2014,3,8.html), tabela 22: LUDNOŚĆ W WIEKU 15 LAT I WIĘCEJ WEDŁUG PŁCI I STANU CYWILNEGO PRAWNEGO, str. 162.
    Z pozdrowieniami, M.S.

  11. Wkrótce będziemy mogli powiedzieć, że jest to kraj samych emerytów i emerytek nie dla emerytów i emerytek.

    Ostatnią deską ratunku dla polskich emerytów i emerytek staną się uchodźcy z Afryki i z Syrii.

  12. Zycie nie znosi prozni. Panie, ktore beda zmuszone lub z wlasnej woli pojda na wczesniejsza emeryture beda musialy znalezc dodatkowe zajecie, zeby przezyc.
    Na pocieszenie, jakby to nie zabrzmialo, podam, ze w Niemczech i innych krajach zachodnioeuropejskich nikt ich nie bedzie traktowal jak emerytki.
    Pracy dla kobiet np. w domach seniora,czy to w rolnictwie nie brakuje. Po pieciu latach mozna nabyc prawo do niemieckich swiadczen emerytalnych.
    Pytanie tylko do „pierwszego sortu”, czy oni tego chca, zeby „dumny narod”, ktorzy powstal wlasnie z kolan na starosc tulal sie po swiecie „za chlebem, panie za chlebem”.
    P.S. Pal diabli jednak te emerytury. Oni i tak doprowadza gospodarke do ruiny. Prawdopodobnie skonczy sie to jakas nedzna, obywatelska, bo przeciez PiS-owcy w tym wypadku nie nazwa jej polska, jednakowa emerytura dla wszystkich. W mysl polskiej maksymy, jezeli mam zdychac z glodu to niech chociaz wszyscy dookola tez zdychaja.

  13. Pani Gospodyni,
    Nieśmiało przypominam, że mamy w Unii, i to od wielu lat, olbrzymie, wielomilionowe bezrobocie strukturalne, a w przyszłości ono się może tylko powiększyć, jako że postęp techniczny, szczególnie szybki właśnie w wyżej rozwiniętych krajach, a więc generalnie też i w UE, jest z definicji pracooszczędny, a więc generuje on bezrobocie (tzw. bezrobocie technologiczne). Już nie tylko w Niemczech, ale nawet i w znanej z niskich kosztów pracy Polsce pojawiają się, i to już obecnie, w pełni „bezludne” fabryki czy też magazyny, takie jak n.p. niedawno otwarty pod Piotrkowem Trybunalskim w pełni zautomatyzowany magazyn firmy IKEA. Przypominam też, ze komputery zabierają już dziś pracę nie tylko robotnikom, ale także urzędnikom, n.p. bankowym, a więc nie jest dziś tak jak w przeszłości, kiedy to mechanizacja zastępowała jedne zawody drugimi. Dziś mamy zaawansowaną automatyzację (w tym komputeryzację i robotyzację), a to oznacza, że miejsca pracy tracone przez ludzi zastępowane będą miejscami pracy zajętymi przez automaty: roboty i komputery. Grozi nam więc, a szczególnie zaś bardziej od nas rozwiniętym Niemcom i innym wyżej rozwiniętym gospodarkom, nie niedobór, a nadmiar rąk do pracy. Dziwne, że ekonomiści tego nie są w stanie zauważyć, a może zauważają, ale nie wolno jest im o tym głośno mówić?
    Przecież o wysokości naszych przyszłych emerytur decydować będzie nie tak, jak dawniej, ilość osób pracujących i czas ich pracy, a tylko wydajność pracy tej, wciąż przecież malejącej, garstki osób zatrudnionych w sektorze produkcyjnym. Niech nas więc nie wiedzie na manowce zwiększająca się ilość osób zatrudnianych w nieproduktywnym, pasożytniczym sektorze „budżetowym” oraz coraz liczniejsze osoby zatrudnione w handlu, marketingu i finansach, jako że oni „produkują” tylko „negatywny” PKB w tym sensie, że efekty „pracy” olbrzymiej większości na przykład urzędników (państwowych, samorządowych a nawet i zatrudnionych w firmach prywatnych) oraz finansistów czy też prawników i marketingowców należało by odejmować od PKB, jako iż ci urzędnicy, finansiści, prawnicy, spece od reklamy etc. nic przecież użytecznego nie produkują, a tylko konsumują a na dodatek przeszkadzają innym ludziom w ich produktywnej pracy. Tak więc powtarzam; abyśmy mieli wyższe emerytury, to nie musimy zwiększać ilości zatrudnionych ani też przedłużać wieku przejścia na emeryturę, a tyko zwiększać wydajność pracy i sprawiedliwie dzieli efekty pracy tej, wciąż przecież malejącej garstki osób zatrudnionych w produktywnym (realnym) sektorze gospodarki.
    Lech Keller-Krawczyk

  14. Mnie w programie 500 plus nie podoba się szczególnie brak ustalenia górnej granicy dochodów. W Polsce jest cała grupa ludzi, która po prostu takich świadczeń nie powinna dostać ze względu na bardzo wysokie zarobki (niedaleko szukając np. Pan Mateusz Morawiecki). Wezwania Pana Morawieckiego, żeby bogaci dobrowolnie rezygnowali z tych świadczeń są w tej sytuacji po prostu niepoważne.

css.php