„Program po 250 zł na dwoje dzieci”

Hasło „500 zł na dziecko” brzmi kusząco. Nawet jeśli doda się: „na drugie i kolejne dziecko” to wciąż zachęcająca obietnica. A już z pewnością bardziej atrakcyjna niż: „po 250 zł na dwoje dzieci”, „po 333 na troje”, „po 375 na czworo” itd.

Autorzy programu „Rodzina 500 plus” zakładają, że po pierwsze – jego realizacja przełoży się na podniesienie wskaźnika dzietności, a po drugie – dzięki programowi uda się wesprzeć rodziny wychowujące dzieci. Niezaprzeczalnie oba cele są bardzo istotne i z pewnością państwo powinno podejmować działania przyczyniające się do ich realizacji. Pytanie tylko, czy program „Rodzina 500 plus” rzeczywiście będzie efektywnym narzędziem polityki społecznej?

Minister rodziny, pracy i polityki społecznej Elżbieta Rafalska stwierdziła, że program ma „charakter demograficzny”. Czy jednak założenie, że osoby bezdzietne zdecydują się na dziecko pod wpływem obietnicy otrzymania 500 złotych, i to tylko wtedy, gdy powołają do życia dwójkę potomków* nie jest – delikatnie mówiąc – nieco naiwne? Czy rzeczywiście sensowne jest oczekiwanie, że rodzice wychowujący jedynaka podejmą decyzję o drugim dziecku pod wpływem promesy zainkasowania 250 zł miesięcznie na jednego malucha? Wątpię.

Jak pokazuje wiele badań, czynnikami, które przede wszystkim powstrzymują rodziców przez podjęciem decyzji o powiększeniu rodziny, jest brak poczucia bezpieczeństwa. Istotna jest zarówno niepewność związana z zatrudnieniem czy sytuacją mieszkaniową, jak i brak poczucia wsparcia ze strony państwa (chodzi np. o brak miejsc w publicznych żłobkach, problem z miejscami w publicznych przedszkolach czy utrudnienia w dostępie do opieki medycznej dla dzieci oferowanej w ramach publicznej służby zdrowia). Obietnica otrzymania po 250 zł na dwójkę dzieci w żaden sposób tych kwestii nie rozwiązuje.

I choć słowa premier Beata Szydło z listu do dziewięcioletniej Julki brzmią wzruszająco, gdy zapewnia, że: „właśnie po to (…), by w polskich rodzinach rodziło się więcej braci i sióstr, chcemy wprowadzić ten rządowy program”, a precyzja wyliczeń autorów programu imponuje (podają np., że w 2016 roku konsekwencją realizacji „Rodziny 500 plus” będzie o 11216 urodzeń więcej** – ciekawe jak to szacowano?), to jednak trudno odpowiedzialnie prognozować wzrost dzietności jako efekt działania programu.

Czy „Rodzina 500 plus” realizuje drugi z zakładanych celów, czyli pomoc rodzinom, które mają już dzieci w pokrywaniu kosztów opieki i wychowywania? Tu sprawa jest bardziej skomplikowana. Zobaczmy, kto będzie beneficjentem tego programu, a kto z pewnością z niego nie skorzysta.

W ostatecznej wersji projektu przyjęto, że kwota wypłacana z programu nie będzie wliczana do dochodu i w związku z tym nie będzie miała wpływu na wypłatę świadczeń z opieki społecznej. Dodatkowe pieniądze z „Rodziny 500 plus” będą więc znaczącą sumą w budżecie rodzin najbiedniejszych. Powstaje jednak pytanie, czy transfer pieniędzy jest rzeczywiście najlepszą formą pomagania dzieciom, żyjącym w rodzinach zagrożonych ubóstwem? I nie chodzi wcale o skrajne przypadki i nieodpowiedzialnych rodziców, wydających pieniądze na używki zamiast na dzieci. Wielu ekspertów od polityki społecznej podkreśla, że jeśli celem działań jest poprawa warunków życia rodzin, a przede wszystkim dzieci, to w wielu przypadkach efektywniejsza niż transfer pieniędzy jest pomoc celowa, przeznaczona np. na dofinansowanie zakupu leków, opłacenie dodatkowych zajęć, dofinansowanie wyprawki szkolnej, obiadów czy szkolnych wycieczek itd.

Poza tym kumulowanie świadczeń może zniechęcać osoby otrzymujące 500 zł na dziecko do podejmowania prób szukania pracy. Zwracają na to uwagę nie tylko „zewnętrzni” krytycy programu, ale także ministerstwo finansów, w opinii którego „należy spodziewać się, że wzrost transferów pieniężnych do rodzin spowoduje dezaktywizację (rezygnację z pracy lub zaprzestanie jej wykonywania) wśród rodziców, których (potencjalne) zarobki są drugie pod względem wysokości w rodzinie”. Minister rodziny, pracy i polityki społecznej nie wzięła pod uwagę zarówno tej, jak i innych uwag ministra finansów, od początku traktując kolegę z rządu z pewną nonszalancją i dając jedynie jeden dzień na przedstawienie opinii***, co tym bardziej dziwi, skoro „konsultacje społeczne” trwały ponad miesiąc.

Warto podkreślić, że ponieważ w gospodarstwach domowych częściej osobami zarabiającymi mniej są kobiety, to właśnie ich bardziej może dotknąć dezaktywizacja. Sytuację dodatkowo komplikuje – o czym głośno mówią samorządowcy z wielu miast – brak miejsc w przedszkolach będący konsekwencją podniesienia wieku szkolnego. Mama dwójki maluchów może więc być „bogatsza” o 500 zł, ale za to „uboższa” o możliwość szybszego powrotu na rynek pracy.

Beneficjentami programu nie będą rodziny z jednym dzieckiem, których dochód chociaż o złotówkę przekracza 2400 zł (w przypadku pary z dzieckiem) oraz 1800 zł (w przypadku samotnego rodzica). To nie są duże sumy, a takich rodzin – jak podają autorzy projektu – jest niemal 70 proc. wśród gospodarstw domowych z jedynakami. Trudno to uznać za społecznie sprawiedliwe. Rzeczniczka klubu PiS Beata Mazurek ma jednak prostą radę dla samotnych matek wychowujących jedno dziecko – rekomenduje im, aby „ustabilizowały swoją sytuację rodzinną i miały więcej dzieci. Tak aby móc na to świadczenie się załapać”****. Sugestia pani rzecznik jest doskonałą ilustracją dla założeń inżynierii społecznej wpisanej w program „Rodzina 500 plus”: niech się rodacy rozmnażają w „ustabilizowanych” rodzinach.

Paradoksalnie największymi beneficjentami programu mogą okazać się rodziny w średniej i dobrej sytuacji materialnej, które będą mogły odłożyć pieniądze na ekstra wydatki: wyjazdy wakacyjne, dodatkowe zajęcia dla dzieci itd. Żeby jednak nie było im za dobrze, usłyszą do marszałka Senatu Stanisława Karczewskiego, że pobierając świadczenie, „skompromitują się”. (O tym, jak kuriozalną jest sytuacją, w której rządzący, proponując zmiany w prawie, jednocześnie apelują do części obywateli, żeby z tych zmian nie korzystała, pisałam tutaj).

Podsumowując, trudno uznać program „Rodzina 500 plus” za efektywne narzędzie służące podniesieniu wskaźnika dzietności. Jest to raczej program pomocy socjalnej, a nie polityki społecznej. Do tego program słabo przemyślany, bardzo kosztowny i dyskryminujący dla rodzin z jednym dzieckiem, których dochody przekraczają (nawet o 1 zł) zakładany próg. Bez wątpienia zaś „Rodzina 500 plus” jest projektem skutecznym propagandowo – hasło „500 złoty na dziecko” brzmi znacznie atrakcyjniej niż „po 250 zł na dwoje dzieci”.

* Z wyjątkiem rodzin, które spełnią kryterium dochodowe poniżej 800 zł na członka rodziny (lub 1200 zł w przypadku, gdy w rodzinie jest dziecko niepełnosprawne).

** Pod linkiem można prześledzić szczegółowe wyliczenia autorów programu „Rodzina 500 plus” pokazujące, o ile więcej dzieci urodzi się w kolejnych latach aż do 2026 roku.

*** W opinii ministerstwa finansów na temat projektu można przeczytać: „Udzielony Ministrowi Finansów jednodniowy termin do zaopiniowania tego projektu uniemożliwia prawidłową analizę i rzetelne zaopiniowanie i może prowadzić do skutków, które teraz nie są do zauważenia”.

**** Po kilku godzinach od wygłoszenia niefortunnej wypowiedzi Beata Mazurek przeprosiła samotne matki, które poczuły się dotknięte, i zadeklarowała, że „życzy im jak najlepiej”.

[Rysunek: Andrzej Rysuje]