Wszyscy lekceważymy konstytucję


Jeżeli cokolwiek dobrego może wyniknąć z tego, co dzieje się obecnie w polskiej polityce, to chyba jedynie to, że wzrośnie liczba osób, które zapoznają się z konstytucją. Byłoby to bardzo cenne, bo mam wrażenie, że wielu z nas albo tego dokumentu w ogóle nie zna albo go po prostu lekceważy.

W żadnym wypadku nie chcę usprawiedliwiać polityków, którzy bez zahamowań drwią z konstytucji (najlepszym przykładem Paweł Kukiz, mówiący o „jakiejś konstytucji”) lub powołując się na ustawę zasadniczą, jednocześnie nie widzą problemu w łamaniu jej zapisów.

Chciałam jednak zwrócić uwagę, że politycy nie są w swoich sądach i działaniach odosobnieni. I choć użycie w tytule tego wpisu dużego kwantyfikatora „wszyscy” jest oczywiście publicystycznym wyostrzeniem, to niebezzasadne jest stwierdzenie, że przez wielu z nas konstytucja jest traktowana albo jako zbiór martwych przepisów („martwych”, więc nieistotnych i bez znaczenia), które ktoś kiedyś ustalił, albo jako pakiet utopijnych założeń dotyczących „idealnego państwa”. A ponieważ „realne państwo” z tym „idealnym” ma niewiele wspólnego, to nie ma się co przejmować konstytucyjnymi zapisami. Nie przejmują się więc ani obywatele, ani przedstawiciele władzy ustawodawczej oraz wykonawczej.

Spójrzmy na kilka przykładów. Zacznę od obowiązków każdego z nas.

Ciekawe, ilu obywateli Polski jest świadomych, że „każdy jest obowiązany do dbałości o stan środowiska i ponosi odpowiedzialność za spowodowane przez siebie jego pogorszenie” (art. 86). Przesadą może wydawać się traktowanie rzucania niedopałków na trawniki, niesprzątania po swoim psie czy wywożenia śmieci do lasu jako przykładów łamania zapisów konstytucji. Ale z drugiej strony – jeśli będziemy traktować ustawę zasadniczą poważnie (czyli jako umowę, którą zawarli między sobą członkowie polskiego społeczeństwa), to w zasadzie czemu nie? Przecież wymienione zachowania z pewnością można uznać za „brak dbałości o stan środowiska”.

Kolejna sprawa. Zgodnie z artykułem 84 „każdy jest obowiązany do ponoszenia ciężarów i świadczeń publicznych, w tym podatków, określonych w ustawie”. Jak sądzę, zdecydowana większość obywateli ma tego świadomość. Czy jednak rzeczywiście sumiennie wywiązujemy się z tego obowiązku? I nie myślę wcale o płaceniu podatków w tzw. rajach podatkowych. Chodzi o znacznie mniejsze kwoty i o sprawy codzienne – niepobieranie paragonów czy przymykanie oka na to, że ktoś wykona pracę „bez faktury”, a tym samym przecież nie „poniesie należnych ciężarów”.

Konstytucja zobowiązuje do podejmowania pewnych działań nie tylko obywateli, ale także państwo. Trudno się jednak oprzeć wrażeniu, że sposób realizacji tych zobowiązań odbiega od ustaleń zawartych w ustawie zasadniczej. Niżej podaję dwa przykłady z długiej listy.

W artykule 75, punkt 1 przyjmuje się, że „władze publiczne prowadzą politykę sprzyjającą zaspokojeniu potrzeb mieszkaniowych obywateli, w szczególności przeciwdziałają bezdomności, wspierają rozwój budownictwa socjalnego oraz popierają działania obywateli zmierzające do uzyskania własnego mieszkania”. Brzmi bardzo dobrze, szkoda tylko, że według danych GUS od stycznia do września 2015 r. oddano do użytkowania 101 508 mieszkań, z tego jedynie… 1978 (czyli 1,9 proc.) stanowiły mieszkania komunalne, społeczne czynszowe lub zakładowe. Z pewnością jest wiele powodów takiego stanu rzeczy. Może jednym z nich jest lekceważące podejście przedstawicieli państwa do zapisów konstytucji, uznawanych za zbyt „idealne”, a więc abstrakcyjne, żeby można i trzeba było je traktować poważnie?

W konstytucji (art. 71, punkt 2) zapisano, że „matka przed i po urodzeniu dziecka ma prawo do szczególnej pomocy władz publicznych, której zakres określa ustawa”. Za przejaw owej „szczególnej pomocy” można uznać prawo do pobierania zasiłku macierzyńskiego. Na pozór wszystko wygląda dobrze: świadczenie pieniężne mogą uzyskać kobiety, które mają opłaconą składkę chorobową (a więc są zatrudnione na etacie lub dobrowolnie opłacają składkę, pracując na umowę zlecenie lub prowadząc własną działalność gospodarczą).

Problem w tym, że około 30 proc. matek w ogóle nie nabywa praw do zasiłku macierzyńskiego, ponieważ pracują na umowy o dzieło, są bezrobotne, studiują. Sytuacja ma się zmienić w 2016 roku, na skutek wprowadzenia przygotowanej przez poprzedni rząd nowelizacji, zgodnie z którą matkom nieopłacającym składek chorobowych będzie przysługiwało świadczenie macierzyńskie (w wysokości tysiąca złotych miesięcznie). Szkoda, że ustawodawcy tak długo zajęło przygotowanie prawa, które – zgodnie z konstytucyjnym zapisem – zapewniałoby matkom „szczególną pomoc”. (Osobną sprawą jest to, czy przewidziane zmiany można uznać za ową „szczególną pomoc”).

Przedświąteczny okres to czas składania życzeń. Usprawiedliwione są nawet te najbardziej naiwne. Mam takie jedno: gdy skończy się już polityczny koszmar, który trwa od wyborów (a przecież musi się kiedyś skończyć, prawda?) potraktujmy (my – obywatele) oraz przedstawiciele władzy (kimkolwiek oni będą) zapisy konstytucji poważniej i z mniejszym lekceważeniem.