500 zł na dziecko – kto da więcej?

Złożona przez PiS obietnica wypłacania z budżetu państwa 500 zł na dziecko brzmi kusząco. Zwłaszcza jeśli ma się więcej dzieci, niż średnio mają rodziny w Polsce (a mają 1,3 dziecka – tak, tak, wiem, że statystyka w parze z demografią są bezlitosne w stosowaniu ułamków w przypadku liczby dzieci). Ja akurat mam więcej niż 1,3 dziecka, więc z tym większym zainteresowaniem przeczytałam projekt ustawy PiS „Program Rodzina 500 plus”.

Przeczytałam i niestety, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że przede wszystkim jest to projekt demagogiczny i cyniczny. Bo czemu innemu, oprócz wyborczego marketingu, miałby on służyć?

Czy – jak sugerują przedstawiciele PiS – obietnica otrzymania 500 zł na drugie i kolejne dziecko w rodzinie może przyczynić się do podniesienia katastrofalnie niskiego wskaźnika dzietności w Polsce? Wątpię, aby tak się stało. Spróbujmy wyobrazić sobie następującą sytuację: dwoje bezdzietnych młodych ludzi zastanawia się, czy stać ich na potomka. Kalkulują: wynajmują mieszkanie – to duży koszt; wprawdzie mają pracę, ale niepewną, na umowy na czas określony; jeśli mieliby dziecko, kobieta musiałaby pójść na 3-letni urlop wychowawczy, bo w okolicy nie ma państwowego żłobka, a na zatrudnienie niani nie byłoby ich stać; oczywiście później byłoby już łatwiej, bo przynajmniej przedszkole mają niedaleko.

Itd. itp. W końcu dochodzą do wniosku, że jednak w tym momencie życia nie mogą się zdecydować na dziecko. Ale nagle – eureka! Przecież jest „Program Rodzina 500 plus” i już za jakieś trzy lata (trzeba uwzględnić czas na zajście w ciąże, 2 razy po 9 miesięcy ciąży i przerwę między pierwszym porodem a poczęciem drugiego dziecka), jeśli będą wychowywać dwójkę maluchów, dostaną 500 zł! Teraz nie mają już wątpliwości – czas na pierwsze dziecko, a zaraz potem na drugie! O ile opisane dylematy młodych ludzi są dość powszechne, o tyle podjęcie decyzji o posiadaniu potomka z powodu obiecanych 500 zł (które zostaną wypłacone dopiero, jeśli urodzi się drugi maluch) wydaje mi się mało prawdopodobne.

A może twórcy ustawy liczą, że liczba dzieci rodzących się w Polsce wzrośnie, bo rodziny, które mają już jedno dziecko, zdecydują się na kolejne? Intuicja jest słuszna, bo rzeczywiście w naszym kraju coraz więcej jest gospodarstw domowych, w których wychowuje się jedynaków, a jednocześnie wiele ostatnio wprowadzonych rozwiązań z zakresu polityki społecznej adresowano do rodzin wielodzietnych, czyli tych, które mają co najmniej trójkę potomków. (Pisałam o tym we wpisie: Czy można mieć od razu trójkę dzieci?).

Czy jednak można sensownie zakładać, że rodzice, którzy dobrze znają koszty opieki i wychowywania dziecka (i nie chodzi tylko o pieniądze, ale także np. o zawieszenie aktywności zawodowej kobiety, która idzie na urlop rodzicielski, a potem, jeśli dodatkowo korzysta z urlopu wychowawczego, na dłużej „wypada” z rynku pracy), zdecydują się mieć następnego malucha z powodu obiecanych 500 złotych miesięcznie (i to 500 zł dzielonych na dwójkę)? To także uważam za mocno naiwne założenie.

Może więc ustawodawcy wcale nie chodziło o motywowanie obywateli do posiadania dzieci, ale raczej o pomoc dla rodzin, które już wychowują potomków? To słuszny postulat, ponieważ w Polsce grupą społeczną najbardziej narażoną na ubóstwo są właśnie rodziny wielodzietne. Szkopuł w tym, że w ustawie nie przewidziano kryterium dochodowego – 500 zł mają dostać i rodziny biedne*, i całkiem zamożne. Nie potrafię znaleźć innego uzasadnienia dla tej propozycji niż to, że obietnica wyborcza „500 zł na każde dziecko” jest znacznie bardziej nośna od stwierdzenia: „500 zł na każde dziecko w gospodarstwie domowym, w którym dochód na członka rodziny nie przekracza…” (i tu wpisać odpowiednią kwotę). Ten drugi postulat znacznie redukuje grupę potencjalnych beneficjentów, a więc i potencjalnych wyborców. Poza tym nie brzmi tak porywająco, jak hasło wyborcze brzmieć powinno.

Jednak jeśli chodzi o kryterium dochodowe, sprawa wcale nie jest taka prosta. W art. 12 projektu ustawy czytamy – i nigdzie nie zaznaczono, że dotyczy to tylko rodzin z jednym dzieckiem i niskimi dochodami, które powinny te dochody udokumentować – że do wniosku o przyznanie świadczenia trzeba dołączyć (uwaga, lista będzie długa, a i tak opis skróciłam): „zaświadczenia o dochodzie podlegającym opodatkowaniu podatkiem dochodowym od osób fizycznych (…), każdego członka rodziny, wydane przez naczelnika właściwego urzędu skarbowego”; „zaświadczenia dokumentujące wysokość innych dochodów”; „oświadczenie o faktycznie uzyskanych przychodach zadeklarowanych przez podatnika w poprzednim roku podatkowym, osiąganych przez osoby podlegające przepisom ustawy (…) o zryczałtowanym podatku dochodowym od niektórych przychodów osiąganych przez osoby fizyczne, z tytułu umowy najmu, podnajmu, dzierżawy, poddzierżawy lub innych umów o podobnym charakterze” itd.; „oświadczenie o wysokości dochodu z gospodarstwa rolnego w rozumieniu ustawy (…) o podatku rolnym”; „inne zaświadczenia lub oświadczenia oraz dowody niezbędne do ustalenia prawa do świadczenia wychowawczego” (art. 12, ust. 4).

Dodatkowo autorzy projektu ustawy zaznaczają, że „Jeżeli w stosunku do osoby ubiegającej się o świadczenie wychowawcze lub osoby pobierającej to świadczenie wystąpią wątpliwości dotyczące okoliczności, uprawniających do uzyskania tego świadczenia, organ właściwy może zwrócić się do kierownika ośrodka pomocy społecznej o przeprowadzenie rodzinnego wywiadu środowiskowego, o którym mowa w ustawie (…) o pomocy społecznej (…), w celu weryfikacji tych okoliczności” (art. 12, ust. 6).

Jakoś dużo tych zaświadczeń, oświadczeń i procedur związanych ze sprawdzaniem prawdomówności potencjalnych świadczeniobiorców, biorąc pod uwagę, że 500 zł miało przysługiwać WSZYSTKIM rodzinom wychowującym co najmniej dwójkę dzieci. Może więc za jakiś czas hasło „500 zł na każde dziecko” zostanie przedefiniowane w: „500 zł na dziecko z biednej rodziny”, a twórcy projektu ustawy już wcześniej tę zmianę przewidzieli?

Na tym nie koniec niejasności. Gdy rodzice, aplikujący o 500 zł, przygotują już pokaźny plik dokumentów, potwierdzą, że są „świadomy odpowiedzialności karnej za złożenie fałszywego oświadczenia” (art. 12, ust. 11) i w razie wątpliwości zostaną pozytywnie „zweryfikowani”, a świadczenie będzie im przyznane, nie powinni tracić czujności. Bowiem w projekcie ustawy uwzględniono „zasady weryfikacji świadczenia wychowawczego”, a więc prawo do otrzymywania 500 zł może zostać odebrane. „W przypadku, gdy ośrodek pomocy społecznej lub inny organ publiczny przekazał organowi właściwemu informację, że osoba uprawniona marnotrawi wypłacane jej świadczenie wychowawcze lub wydatkuje je niezgodnie z przeznaczeniem, organ właściwy ogranicza lub wstrzymuję wypłatę należnego świadczenia wychowawczego w całości lub w części albo przekazuje należne tej osobie świadczenie wychowawcze w całości lub w części w formie rzeczowej” (art. 7).

I tu powstają pytania: na co można przeznaczyć 500 złotych? Czy wybranie się z dzieckiem do kina, teatru lub wesołego miasteczka generuje wydatki „zgodne z przeznaczeniem” czy jest to już przykład marnotrawstwa? A co z korepetycjami, logopedą, lekcjami tenisa, jazdy konnej czy karate? Czy to fanaberie, czy jeszcze mieści się w normie? A dodatkowe (płatne) szczepienia? Co z ubraniami dla dzieci – czy powstanie lista sklepów, w których można kupować, tak żeby nie narazić się na zarzut marnotrawstwa? Czy rodzice powinni zbierać bilety, rachunki i paragony, tak aby byli przygotowani na ewentualną kontrolę przeprowadzaną przez właściwe „komórki organizacyjne”, tworzone w ośrodkach pomocy społecznej (art. 9)?

Biorąc to wszystko pod uwagę, mam wrażenie, że może się okazać, iż twórcy projektu ustawy mają całkowitą rację – bez problemu znajdą się fundusze na finansowanie projektu, bo koszty jego realizacji wcale nie będą wysokie. Bowiem tylko osoby wyjątkowo zdesperowane i mające dużo wolnego czasu oraz samodyscypliny w dokumentowaniu wydatków zdecydują się na złożenie wniosku o „świadczenie wychowawcze”. W związku z tym uważam, że obiecywanie 500 zł to zupełnie niepotrzebna powściągliwość. Czemu nie 1000, czemu nie 1500?

* Zgodnie z art. 4, ust. 2, jedynie rodziny wychowujące jedno dziecko i ubiegające się o świadczenie powinny wykazać, że w ich przypadku „dochód rodziny w przeliczeniu na osobę nie przekracza kwoty 800 zł”.