Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Punkt S - Blog socjolożki Małgorzaty Sikorskiej Punkt S - Blog socjolożki Małgorzaty Sikorskiej Punkt S - Blog socjolożki Małgorzaty Sikorskiej

2.10.2015
piątek

Wątpliwe uroki grzybobrania, niewynikające bynajmniej z braku grzybów

2 października 2015, piątek,

Trudno sobie odmówić. Pogoda piękna, złota polska jesień w rozkwicie. Dlaczego nie wybrać się na grzyby? Ja się wybrałam. I to nie była miła wycieczka. I wcale nie dlatego, że grzybów w podwarszawskich lasach niewiele. Za to czegoś innego nie brakowało.

Do wyboru, do koloru, małe i duże, pojedynczo i grupami, przy wejściu do lasu i w głębi – wszędzie ŚMIECI. Jako socjolog, lubujący się w dokonywaniu klasyfikacji, dzielę je na cztery śmieciowe kategorie.

Pierwsza to śmieci – pozostałości po modernizowaniu i upiększaniu mieszkań oraz domów: poremontowy gruz, popękane sedesy, połamane meble, mocno nadwerężone materace. To wszystko tzw. odpady wielogabarytowe, które powinny być wyrzucane do specjalnie zamawianych kontenerów, za które trzeba zapłacić. Najwyraźniej małe prawdopodobieństwo otrzymania mandatu za wyrzucanie śmieci „w miejscu niezorganizowanym” nie motywuje do zamówienia pojemnika. Czysto hipotetyczna kara nie robi takiego wrażenia jak wyciągnięcie z portfela całkiem realnej gotówki.

Druga kategoria to śmieci – efekt modernizacji technologicznej: stary sprzęt AGD i RTV. Z nieznanej przyczyny w lasach dominują porzucone lodówki. Widać jednak również postęp w dziedzinie sprzętu komputerowego – napotkałam kilka archaicznych ekranów komputerowych, z pewnością wymienionych już na nowe. Jak widać, perspektywa kary nie powstrzymuje przed wyrzucaniem do lasu także elektrośmieci, a możliwość bezpłatnego pozostawienia sprzętu w specjalnym punkcie lub oddania go sprzedawcy, u którego nabyło się nową lodówkę czy komputer, nie jest tak kusząca jak wycieczka na łono natury.

Istnienie obu tych śmieciowych kategorii w zasadzie powinno cieszyć – to przecież wyraźny znak, że standard życia Polaków się podnosi – remontują mieszkania, używają sprzętu nowej generacji, a stare lodówki Polar zastępują „inteligentnymi” chłodziarkami. Szkoda, że takie „znaki” zalegają w lasach.

Kolejna kategoria to śmieci „prozaiczne” – zwykłe odpady z gospodarstw domowych, najczęściej pakowane w worki, które popękały, nie wytrzymując składowania w naturalnych warunkach. „Ustawa śmieciowa”, która weszła w życie w lipcu 2013 roku, miała zredukować liczbę odpadów porzucanych w przestrzeni publicznej. W końcu każde gospodarstwo domowe i tak płaci za wywóz nieczystości, a stawka jest uzależniona od liczby osób lub od metrażu nieruchomości, a nie od ilości śmieci. Najwyraźniej jednak nie do końca to działa, bo odpady zalegające w lasach wyglądały – jeśli można tak powiedzieć o śmieciach – na „świeższe” niż dwuletnie.

I ostatnia, najdziwniejsza kategoria – śmieci pozostawiane przez miłośników spędzania czasu na świeżym powietrzu. To nie są odpady „zorganizowane”, nikt ich specjalnie do lasu nie wywoził, nie występują w dużych ilościach. To śmieci „przypadkowe”. Ot po prostu, spacerujący wyrzucili: puszki i butelki (nie tylko po napojach alkoholowych), papierki i torebki, chusteczki i niedopałki. Intrygujące było odkrycie opakowania po antyperspirancie. Widocznie amator leśnych wędrówek był także zwolennikiem świeżego zapachu własnego ciała. Szkoda tylko, że nie był wielbicielem czystego lasu.

Dlaczego ludzie wyrzucają śmieci do lasu? Zastanawiając się nad motywacjami osób, które pozostawiają pierwszą i drugą z wyodrębnionych tu śmieciowych kategorii, można uznać, że – choć mało jest to przyjemne dla otoczenia, o szkodliwości tego procederu nawet nie wspominając – to działają z własnego punktu widzenia całkiem racjonalnie: oszczędzają pieniądze (wychodzi przecież taniej niż płacenie za kontener, a prawdopodobieństwo otrzymania mandatu jest niewielkie) lub czas (do lasu mają najwyraźniej bliżej niż do punktu oddawania elektrośmieci). Motywacje producentów trzeciej kategorii odpadów są bardziej tajemnicze – przecież i tak płacą za wywóz śmieci. Może do lasu jeżdżą „z przyzwyczajenia”? A już najtrudniej zrozumieć postępowanie miłośników spędzania czasu na łonie przyrody, którzy jednocześnie beztrosko rozrzucają po lesie niepotrzebne im już przedmioty. Bezrefleksyjność, zwana dosadniej głupotą? Buractwo?

Z pewnością szukając powodów zachowania osób śmiecących w lesie – niezależnie od tego, czy wyrzucają gruz, lodówkę, plastikową butelkę czy opakowanie po antyperspirancie – można po raz kolejny odwołać się do tezy o powszechnym niedocenianiu przez Polaków przestrzeni i dóbr publicznych. Wracając z nieudanego grzybobrania, mijałam czyste i zadbane prywatne podwórka. Szkoda, że nie można tego powiedzieć o lesie – przestrzeni publicznej.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 13

Dodaj komentarz »
  1. Ostatnio widziałem na skraju lasu pod Krynicą całą stertę worków ze skamieniałym cementem. W korytach strumieni widzi się porzucone lodówki, pralki, telewizory, a nawet kanapy i wersalki. Wszystko to świadczy o zbiorowej mądrości narodu polskiego.

  2. Kobieto ! Puchu marny!
    Tak by powiedział poeta.
    Ja tu Tobie o wielkiej muzyce, wielkim Konkursie pieję.
    A niejako w odpowiedzi dostaję felieton o grzybach i śmieciach.
    Czuję się wielce urażony.
    Grzyb , ten leśny, poza zapachem nic wartościowego dla człowieka,
    nie posiada,w sobie, toż to sama woda, jeszcze otruć się można. Proszę,
    niech Pani redaktor więcej tego nie robi. Spacer po lesie, dla rozmyślań,
    na rozważania o socjologii poświęcony. To tak? To nie będzie strata czasu.

    Śmieci. Temat tragiczny, nie z powodu smrodu, zapachów jakie za sobą
    niesie. Szlag mnie trafia jak muszę patrzeć na ten las pojemników,
    rozrzuconych po naszych miastach, wsiach, a nawet przysiółkach, to co jest w lasach jest tylko pokłosiem, tej bzdurnej ustawy o śmieciach, niedawno uchwalonej..
    To wszystko dobrze robi grupie interesu, która upatrzyła sobie miejsce do naciągania obywatela, prostego człowieczka, na dodatkowy wydatek.

  3. Ale to nie tylko Panią boli. Las to przecież tylko dolny koniec przewodu pokarmowego neoliberalizmu, gdzie każdy tylko sobie. Rośnie horda egoistów, którzy mają w pogardzie wszystko co wspólne. Wszystkie te rzekome daniny. Liczy się tylko własny skoszony trawniczek za płotem z drutu kolczastego.
    Ale proszę także przyjrzeć się kampanii wyborczej.
    Hasła wszystkich stron to: Polakowi dać więcej, Polakowi się należy, Polak sobie zasłużył.
    A jak się da to Polak ma prawo do ośmiorniczek i co go obchodzi dobro wspólne. Czy choć jeden głos mówi, że od Polaka powinno się wymagać? Przykład idzie z góry. Jak wodospad.
    Ale równie śmieszne jest myślenie, że można to zmienić karami. Bez poczucia odpowiedzialności? Chyba Pani w to sama nie wierzy.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. dzicz i tyle !

  6. Mam rozwiązanie Pani zagadki. Od wiosny tego roku złaziłem setki kilometrów w pomorskich lasach, wielokrotnie odwiedzając te same miejsca i mijając te same smutne porzucone przedmioty które pokrywały się coraz grubszą warstwa brudu. Niejednokrotnie leżały w tak dzikich ostępach że stawałem oniemiały zadając sobie to samo pytanie co Pani: dlaczego? Wraz z nastaniem września odpowiedź nadeszła wraz z falą nowiutkich przedmiotów takiego samego rodzaju jak stare: butelki, puszki papierki… Fali towarzyszyli ludzie których przez wcześniejsze miesiące (w tym letnie) w lasach prawie nie było.
    Wystarczy podmienić: „miłośników spędzania czasu na łonie przyrody” na „zbieraczy runa leśnego” i wszystko staje się jasne. To są te same umysły które „racjonalnie” oszczędzają na gabarytach, one również zbierają to co jest do zebrania a wyrzucają to co nie jest im już potrzebne. Z jakąkolwiek miłością do przyrody nie ma to nic wspólnego.
    Tym samym największą zagadka pozostaje dla mnie kategoria numer 3.

  7. Jest jeszcze jeden rodzaj ” śmieci” szczególnie w pasie lasów nadmorskich graniczących z plażami zwany przez bywalców „minami poślizgowymi”.

    Najważniejsze, że lasy są państwowe i każdy ma prawo w nich robić co mu się żywnie podoba.

  8. Ja ostatnio w środku Borów Tucholskich natknąłem się na zestaw blach do małego fiata – śmieciorób zadał sobie sporo trudu, bo wszystko wrzucił do jeziora Małe Rybno. Śmiem twierdzić, że od najbliższych siedzib ludzkich do skupu złomu było bliżej niż nad to jeziorko, ale widać pociąg do obcowania z naturą przeważył. A co do śmieci workowanych, to jest jeszcze jeden niebezpieczny aspekt – jeśli bywają rozprute, to często przez zwierzęta, które szukają w nich jedzenia. Strach przed mandatem jest raczej nikły, muszą być większe.

  9. Ludzie mają różne motywacje i wiele z nich – nawet najbardziej podłych – jestem w stanie zrozumieć, choć nie akceptować. Można załamywać ręce nad leniwymi biesiadnikami, ale lenistwo, ok, jest to jakaś motywacja (a raczej jej brak).

    Ale debilizmu to nie zrozumiem. W cenie RTV/AGD jest zawarta, w skrócie mówiąc, opłata za recykling, a firmy sprzedające muszą raportować, ile kg różnych materiałów wprowadziły na rynek, a także dbać o ich odzysk. Robią to za nie (fizycznie) wyspecjalizowane firmy, które wręcz palą się do odebrania starej lodówki czy pralki.

    Zatem po wrzuceniu w wyszukiwarkę „odbiór elektrośmieci” wyskakuje na dzień dobry kilka firm, do wyboru, do koloru, które przyjadą, wezmą te kilkadziesiąt kg starej lodówki czy pralki, zniosą ze schodów, zabiorą i to wszystko ZA DARMO. Więc jak silna musi być motywacja debilna – zaśmiecenie środowiska – żeby te kilogramy własnoręcznie targać do lasu? Zużywać paliwo?

  10. Zapalonym grzybiarzem jest Jacek Żakowski.
    Czy 25 października będzie organizował wyjazd na grzybobranie dla rodaków?

  11. Coś się Szanownej Pani Redaktor pokićkało.

    Jak na blogu En passant twierdzi dyplomowany socjolog: Nie istnieje coś takiego jak dobro wspólne.

    Wygląda ten postulant na tego, który idąc przez Szwajcarię strasznie się nudził. Zapewne było za czysto. I nie było przemieszczonych na dalekie pobocze kostek z bruku ułożonego kilka wieków temu. Umęczona ta Szwajcaria przez reżym ekologów!

  12. Ustawa śmieciowa dotyczy tylko śmieci małogabarytowych.
    Zabrania wyrzucania odpadów remontowych, chemikaliów, elektroniki i mnogo, mnogo drugich.
    Odpady ma zabrać ze sobą ekipa remontowa, ludzie, którzy sami remontują mają je pewnie wywieźć do lasu.
    Ta ustawa i jej praktyczne skutki to jest jakiś ponury żart.

  13. Na Podbeskidziu mieszkałem lat trzydzieści.
    Idąc na Magurkę z Wilkowic mija się wyżej położone pojedyńcze chałupy.Obok nich w jarach z rachitycznymi strumykami (ale rwącymi po roztopach) zwałki śmieci .Lokalnych.
    Bo to wywieżc nie ma jak .Obiektywnie.Oni sił nie mają a administracja ma innych zmartwień wiele.Administracja czyli One.
    Znałem w Jaworniku braci P.Szesciu.Jeden się powiesił.Jako chłopak łaziłem do czeskiego schroniska na Soszowie nad Jawornikiem .Po pióra Żaczki i czeskie trampki.Na zapytanie kierowane do braci P „czy często bywają na Soszowie” odpowiadali „a po cholerę”.Drewno opałowe znajdzie się blisko.A śmiecie walili do strumienia trochę wyżej.
    Obywatelstwo jest b.lokalne i osobne. Wspólna bywa tzw „putyka” oraz pasterka.

  14. Taka tradycja. Mieszkam na przedmieściu Wrocławia. Za płotem mam las komunalny, który pełni rolę parku. Na jego skraju, przy drodze służby postawiły kosz na śmieci. Z tej drogi zachodzą do lasu spragnieni i mijając kosz zatrzymują się przy pierwszych drzewach, od kosza raptem kilkanaście metrów. Po spożyciu butelki i puszki zostawiają w miejscu degustacji. A do kosza rzut beretem. Zaś w głębi lasu tuż przy spacerowej drodze opakowania po czipsach, batonikach, kartonowe opakowania po papierosach, pampersy rzucone między drzewa przez młode mamusie spacerujące „na łonie”, przewijające akurat swoje pociechy i tym podobne atrakcje. Od czasu do czasu robimy sąsiedzką akcję, za pośrednictwem Rady Osiedla zamawiamy kontener i sprzątamy. Drzewiej od czasu do czasu ten, ni to park, ni to las sprzątały służby komunalne. Ale teraz władza ma pilniejsze wydatki: nierentowny stadion, kopacze zwani piłkarzami pochłaniający miliony rocznie (sama pensja miesięczna trenera 80 tys. + 10 tys. za każdy mecz – nie wiem czy jemu akurat płaci miasto) etc.
    W naszym narodzie gen katolicyzmu jest równy genowi dewastacji miejsc publicznych czyli „nie moich”.

css.php