Wątpliwe uroki grzybobrania, niewynikające bynajmniej z braku grzybów

Trudno sobie odmówić. Pogoda piękna, złota polska jesień w rozkwicie. Dlaczego nie wybrać się na grzyby? Ja się wybrałam. I to nie była miła wycieczka. I wcale nie dlatego, że grzybów w podwarszawskich lasach niewiele. Za to czegoś innego nie brakowało.

Do wyboru, do koloru, małe i duże, pojedynczo i grupami, przy wejściu do lasu i w głębi – wszędzie ŚMIECI. Jako socjolog, lubujący się w dokonywaniu klasyfikacji, dzielę je na cztery śmieciowe kategorie.

Pierwsza to śmieci – pozostałości po modernizowaniu i upiększaniu mieszkań oraz domów: poremontowy gruz, popękane sedesy, połamane meble, mocno nadwerężone materace. To wszystko tzw. odpady wielogabarytowe, które powinny być wyrzucane do specjalnie zamawianych kontenerów, za które trzeba zapłacić. Najwyraźniej małe prawdopodobieństwo otrzymania mandatu za wyrzucanie śmieci „w miejscu niezorganizowanym” nie motywuje do zamówienia pojemnika. Czysto hipotetyczna kara nie robi takiego wrażenia jak wyciągnięcie z portfela całkiem realnej gotówki.

Druga kategoria to śmieci – efekt modernizacji technologicznej: stary sprzęt AGD i RTV. Z nieznanej przyczyny w lasach dominują porzucone lodówki. Widać jednak również postęp w dziedzinie sprzętu komputerowego – napotkałam kilka archaicznych ekranów komputerowych, z pewnością wymienionych już na nowe. Jak widać, perspektywa kary nie powstrzymuje przed wyrzucaniem do lasu także elektrośmieci, a możliwość bezpłatnego pozostawienia sprzętu w specjalnym punkcie lub oddania go sprzedawcy, u którego nabyło się nową lodówkę czy komputer, nie jest tak kusząca jak wycieczka na łono natury.

Istnienie obu tych śmieciowych kategorii w zasadzie powinno cieszyć – to przecież wyraźny znak, że standard życia Polaków się podnosi – remontują mieszkania, używają sprzętu nowej generacji, a stare lodówki Polar zastępują „inteligentnymi” chłodziarkami. Szkoda, że takie „znaki” zalegają w lasach.

Kolejna kategoria to śmieci „prozaiczne” – zwykłe odpady z gospodarstw domowych, najczęściej pakowane w worki, które popękały, nie wytrzymując składowania w naturalnych warunkach. „Ustawa śmieciowa”, która weszła w życie w lipcu 2013 roku, miała zredukować liczbę odpadów porzucanych w przestrzeni publicznej. W końcu każde gospodarstwo domowe i tak płaci za wywóz nieczystości, a stawka jest uzależniona od liczby osób lub od metrażu nieruchomości, a nie od ilości śmieci. Najwyraźniej jednak nie do końca to działa, bo odpady zalegające w lasach wyglądały – jeśli można tak powiedzieć o śmieciach – na „świeższe” niż dwuletnie.

I ostatnia, najdziwniejsza kategoria – śmieci pozostawiane przez miłośników spędzania czasu na świeżym powietrzu. To nie są odpady „zorganizowane”, nikt ich specjalnie do lasu nie wywoził, nie występują w dużych ilościach. To śmieci „przypadkowe”. Ot po prostu, spacerujący wyrzucili: puszki i butelki (nie tylko po napojach alkoholowych), papierki i torebki, chusteczki i niedopałki. Intrygujące było odkrycie opakowania po antyperspirancie. Widocznie amator leśnych wędrówek był także zwolennikiem świeżego zapachu własnego ciała. Szkoda tylko, że nie był wielbicielem czystego lasu.

Dlaczego ludzie wyrzucają śmieci do lasu? Zastanawiając się nad motywacjami osób, które pozostawiają pierwszą i drugą z wyodrębnionych tu śmieciowych kategorii, można uznać, że – choć mało jest to przyjemne dla otoczenia, o szkodliwości tego procederu nawet nie wspominając – to działają z własnego punktu widzenia całkiem racjonalnie: oszczędzają pieniądze (wychodzi przecież taniej niż płacenie za kontener, a prawdopodobieństwo otrzymania mandatu jest niewielkie) lub czas (do lasu mają najwyraźniej bliżej niż do punktu oddawania elektrośmieci). Motywacje producentów trzeciej kategorii odpadów są bardziej tajemnicze – przecież i tak płacą za wywóz śmieci. Może do lasu jeżdżą „z przyzwyczajenia”? A już najtrudniej zrozumieć postępowanie miłośników spędzania czasu na łonie przyrody, którzy jednocześnie beztrosko rozrzucają po lesie niepotrzebne im już przedmioty. Bezrefleksyjność, zwana dosadniej głupotą? Buractwo?

Z pewnością szukając powodów zachowania osób śmiecących w lesie – niezależnie od tego, czy wyrzucają gruz, lodówkę, plastikową butelkę czy opakowanie po antyperspirancie – można po raz kolejny odwołać się do tezy o powszechnym niedocenianiu przez Polaków przestrzeni i dóbr publicznych. Wracając z nieudanego grzybobrania, mijałam czyste i zadbane prywatne podwórka. Szkoda, że nie można tego powiedzieć o lesie – przestrzeni publicznej.