Plaża obnaża

Spędzanie wakacji nad Bałtykiem dostarcza specyficznych przeżyć estetycznych. Tu brzuchaci panowie w slipkach bez skrępowania eksponujący swoje ciała na miejskich promenadach; tam śmieci bynajmniej nie w koszach; wszędzie bilbordy oraz reklamy wieszane nie do końca legalnie na ogrodzeniach, budynkach czy słupach. Do tych obrazków „znad morza” w ostatnich latach dołączył jeszcze jeden – widać coraz więcej otyłych dorosłych i pulchnych dzieci. Plażowa moda obnaża bezlitośnie – bikini, szorty czy slipki odsłaniają coraz grubsze ciała.

W zeszłym roku CBOS na podstawie deklaracji respondentów dotyczących ich wzrostu i wagi oszacował – wykorzystując wskaźnik BMI (Body Mass Index) – że problem z dodatkowymi kilogramami ma ponad połowa dorosłych Polaków: 34 proc. ma nadwagę, a 17 proc. jest otyłych.

Waga ma związek z klasycznymi zmiennymi społeczno-demograficznymi: wiekiem, poziomem wykształcenia oraz płcią. Jeśli chodzi o wiek, zależność jest następująca: średnio więcej ważą osoby starsze niż młodsze. Jeśli chodzi o wykształcenie, okazało się, że szczuplejsze są osoby z wykształceniem wyższym. Każdy, kto przespacerował się po polskiej plaży, z łatwością odgadnie, że nieprawidłową wagę mają częściej mężczyźni (61 proc. ma nadwagę lub otyłość) niż kobiety (42 proc. waży za dużo). Dane Instytutu Żywności i Żywienia opisują Polaków jako jeszcze grubszych: zgodnie z nimi 64 proc. mężczyzn i 49 proc. kobiet waży za dużo.

W nadmorskich miejscowościach widać szczególnie dużo grubych dzieci. Eksperci z Instytutu Żywności i Żywienia alarmują, że kolejne roczniki polskich maluchów wyjątkowo szybko przybywają na wadze, a porównanie zdjęć robionych na plażach na przestrzeni kilkunastu lat doskonale pokazuje ten proces.

Wydaje się, że dzieci z nadwagą jest tu więcej niż w innych turystycznych miejscach, które wymuszają większą aktywność fizyczną. W końcu zatłoczone i pełne parawanów plaże nad zimnym morzem nie są przestrzenią szczególnie przyjazną dla dziecięcych zabaw ruchowych. Z aktywności fizycznej pozostaje tylko kopanie dołów, urozmaicane stawianiem babek, a dla bardziej zaawansowanych – budowa zamków z piasku. Do tego krótkie kąpiele i ewentualnie berek w limitowanej przestrzeni – między parawanami.

Jako jedną z przyczyn tycia dzieci eksperci wymieniają nieprawidłowe nawyki żywieniowe. I trudno odmówić im racji, gdy obserwuje się, jak przed wyjściem na plażę rodzice lub dziadkowie bez oporów zaopatrują małoletnich w butelki coli, chipsy, kilka drożdżówek, żelki i kruche ciasteczka. W porze obiadowej dieta wzbogacana zostaje frytkami, a po nich serwowany jest deser – niemałe porcje lodów lub gofry, koniecznie z bitą śmietaną.

Od 1 września będą obowiązywać przepisy zabraniające sprzedaży w szkolnych sklepikach „śmieciowego jedzenia”. Można więc tylko mieć nadzieję – choć oczywiście jest to przejaw wyjątkowej naiwności – że za rok niektóre z plażujących dzieci będą ciut szczuplejsze. Wtedy trzeba trzymać kciuki, żeby po 10 miesiącach z ograniczonym dostępem do słodyczy i słodkich napojów ta nieco odchudzona młodzież nie przytyła podczas kolejnych wakacji nad morzem.