Nieszczęśliwa karierowiczka zwiedza Paryż

Kampania społeczna Fundacji Mamy i Taty „Nie odkładaj macierzyństwa na potem” jest po pierwsze głupia, a po drugie – szkodliwa. Drugie gorsze od pierwszego.

Dlaczego ten przekaz jest – łagodnie mówiąc – niemądry? Otóż trzeba mieć nikły kontakt z rzeczywistością, żeby zakładać, że kobiety nie mają dzieci dlatego, że zajmowały się zwiedzaniem Paryża lub Tokio. Trzeba naprawdę niewiele wiedzieć o współczesnej Polsce, żeby przyjąć, że remont luksusowego domu może być powodem nieposiadania dzieci.

Bezdzietność jest splotem wielu czynników. Coraz istotniejszą przyczyną są problemy z zajściem w ciążę, a piętnowanie stosowania procedury in vitro z pewnością nie pomaga w ich rozwiązywaniu. Jak pokazują wyniki „Diagnozy Społecznej” z 2013 roku, osoby deklarujące, że nie zdecydują się na pierwsze (lub kolejne) dziecko najczęściej wymieniały następujące przyczyny: trudne warunki bytowe (58 proc. wskazań), niepłodność (50 proc.), niepewną przyszłość (36 proc.), złe warunki mieszkaniowe (34 proc.) oraz brak odpowiedniego partnera/partnerki (33 proc.) (można było wybrać trzy odpowiedzi). Wyniki tych badań są ogólnodostępne. Szkoda, że twórcy kampanii do nich nie dotarli lub też je zlekceważyli.

Podobnie nietrudno znaleźć analizy autorstwa demografek Moniki Mynarskiej, Anny Matysiak i Anny Rybińskiej, w których pokazano, że bezdzietność rzadko kiedy jest wynikiem decyzji o nieposiadaniu dzieci i konsekwentnego trwania w tym postanowieniu. To raczej proces, tak się po prostu dzieje, a najważniejszymi powodami są brak stabilnego związku (czyli niespotkanie „odpowiedniego partnera w odpowiednim momencie”) oraz problemy z płodnością. Z pewnością zaś – jak podkreślają badaczki – wzrost bezdzietności w naszym kraju nie jest związany z aspiracjami zawodowymi kobiet.

Jeszcze mniej problemów generuje dotarcie do raportów publikowanych na stronie CBOS, na przykład do opracowania poświęconego planom prokreacyjnym Polek i Polaków. Wyniki pokazują wyraźnie, że średnio więcej dzieci chciałyby mieć kobiety lepiej wykształcone, a więc te (to oczywiście znowu tylko statystyka), które zwiedzają Paryż, Tokio, a może nawet były i w Nowym Jorku. Tymczasem kampania sugeruje, że kobiety muszą dokonać wyboru: albo awans, luksusowa willa i podróże, albo macierzyństwo.

Tworzenie kampanii społecznej na podstawie fałszywych przesłanek jest nierozsądne, chociażby ze względów finansowych. To przecież pieniądze wyrzucone w błoto. Jednak to problem, ryzyko i koszty ponoszone przez organizatora akcji. Nie ma sensu przejmować się tym, że ktoś postępuje niemądrze.

Trzeba jednak przejąć się tym, że jest to działanie szkodliwe społeczne. Przekaz kampanii „Nie odkładaj macierzyństwa na potem” piętnuje, a nawet emocjonalnie szantażuje kobiety niemające dzieci. Zwiedzanie, „robienie specjalizacji i kariery” oraz remontowanie domu to przecież zajęcia egoistki, która dopiero po latach rozumie swój błąd i widzi, jak niepełne jest jej życie (niczym pusty ogród przedstawiony w spocie). W ten przekaz wpisane jest przekonanie, że kobiecość równa się macierzyństwo i na odwrót.

Celem kampanii społecznych jest przekonanie ludzi do podjęcia jakichś działań (od robienia badań profilaktycznych po noszenie odblasków) lub zaprzestania czegoś (od rzucenia palenia po zaprzestanie bicia dzieci). Często chodzi także o zmianę stereotypów i uprzedzeń (np. inne spojrzenie na osoby niepełnosprawne). Co jest celem tej kampanii?

Chyba nikt przy zdrowych zmysłach nie oczekuje, że można podjąć decyzję o rodzicielstwie po obejrzeniu spotu „Nie odkładaj macierzyństwa na potem”. Natomiast pokazywanie bezdzietnych kobiet jako smutnych egoistek i karierowiczek trudno uznać za działanie społecznie pożyteczne.