Kobieta = matka, matka > kobieta

Nieco przewrotnie z okazji Dnia Matki – zamiast analizować unikalną więź mamy z dzieckiem lub pisać o ciężkiej, a często niedocenianej pracy wykonywanej przez kobiety (i o „ciemnej stronie macierzyństwa”), chcę zwrócić uwagę na inną kwestię – na społeczne kreowanie relacji między kobiecością a macierzyństwem. Sens tych relacji zapisany jest skrótowo w tytule tego wpisu.

Stawianie równości między kobiecością i macierzyństwem jest wpisane w przekaz formułowany przez – i to nie będzie zaskakujące – Kościół rzymskokatolicki, a także – i to może dziwić bardziej – w dyskurs popkulturowy.

W narracji katolickiej najważniejszą rolą kobiety jest macierzyństwo, tylko dzięki niemu może ona odkryć i doświadczyć pełni swojej kobiecości. Macierzyństwo opisywane jest jako esencja kobiecości, powołanie, a zarazem „święty obowiązek”, inne aktywności kobiet powinny być mu podporządkowane. Kobiety bezdzietne przedstawiane są jako „samotne”, nawet jeśli wcale nie są same.

Najważniejszym wzorem kobiecości jest Maria, którą określa przede wszystkim to, że była matką i że w chwili Zwiastowania swoją rolę opisała słowami: „Oto ja, służebnica Pańska”. Podczas Soboru Watykańskiego II wypracowano nowe podejście do wielu kwestii społecznych, w tym m.in. do roli kobiety, co dobrze widać chociażby w idei „nowego feminizmu” autorstwa Jana Pawła II.

Jednak mimo posoborowej zmiany w postrzeganiu roli kobiet i ich praw w relacjach z mężczyznami, a także mimo docenienia pracy zawodowej kobiet – niepodważalne jest przekonanie, że priorytetem dla kobiety powinno być macierzyństwo. Tu nic się nie zmienia, jak pokazuje między innymi Anna Szwed w dopiero co opublikowanej książce „Ta druga. Obraz kobiety w nauczaniu Kościoła rzymskokatolickiego i w świadomości księży”, pozycji tym ciekawszej, że opartej na rozmowach z księżmi.

O ile stawianie znaku równości między macierzyństwem i kobiecością, które proponuje Kościół, w zasadzie nie zaskakuje, o tyle obecność tego samego założenia w dyskursie popkulturowym może już nieco dziwić. Tu jednak także macierzyństwo często jest przedstawiane jako warunek bycia kobietą spełnioną.

Jak zauważa Marta Olcoń-Kubicka, „dyskurs w kulturze popularnej, zwłaszcza kolorowej prasie kobiecej, kładzie nacisk na macierzyństwo jako kluczowy element samorealizacji kobiety. Dzięki macierzyństwu kobieta może odnaleźć się na nowo, przeformułować priorytety życiowe, spełnić się. Obecnie macierzyństwo w coraz większym stopniu przybiera charakter ideologii, z którą kobieta, chcąc czy nie chcąc, musi się zmierzyć”.

Macierzyństwo pokazywane jest w prasie i programach „dla kobiet” przede wszystkim jako z niczym nieporównywalna szansa na osiągnięcie samorealizacji i na wewnętrzny rozwój, jako najlepsza droga do osiągnięcia kobiecości, a także jako doświadczenie niezwykle radosne. Z zapałem opowiadają o tym matki-celebrytki, obficie cytowane przez media. A do rzadkości należą wyznania znanych mam, które opisują niełatwe doświadczenia związane z macierzyństwem*.

Wyżej starałam się uzasadnić sens pierwszego członu tytułu: matka = kobieta. Co natomiast kryje się za „równaniem” matka > kobieta? Otóż mam wrażenie, że gdy już kobieta zostanie – oczywiście dzięki macierzyństwu – taka „w pełni kobieca”, to przynajmniej przez kilka miesięcy od urodzenia dziecka (a w niektórych przypadkach i kilka lat) rola matki przesłoni jej wszystkie inne role.

Mój zeszłoroczny wpis z okazji Dnia Matki miał tytuł: „Czy matka wciąż jest kobietą?”. Nadal uważam, że to tylko z pozoru bezsensowne pytanie, gdyż po urodzeniu dziecka kobieta z jej pragnieniami, planami i upodobaniami często „znika”, a zastępuje ją MATKA (wielkie litery nie są tu przypadkowe), której obowiązki organizują – przynajmniej przez jakiś czas – zarówno rytm dnia, jak i marzenia mam-już-nie-kobiet. A jeśli tak się nie dzieje… pojawia się poczucie winy i podejrzenie, że może nie są „dobrymi matkami”.

Żeby było jeszcze bardziej niestandardowo, tekst z okazji święta mam zakończę wzmianką o… bezdzietności. Systematycznie wrasta w Polsce liczba kobiet niemających dzieci: w rocznikach urodzonych w latach 1945-1955 bezdzietnymi pozostawało około 8 proc. kobiet, wśród osób urodzonych w 1970 roku (które dziś mają 45 lat i z dużym prawdopodobieństwem można uznać, że mało która z nich dopiero planuje zajść w ciąże) dzieci nie ma 17 proc. kobiet**. Dlaczego tak się dzieje? To już temat na oddzielny wpis. Warto jednak o tym pamiętać, nawet przy okazji Dnia Matki.

* Chyba najbardziej znany jest „manifest” piosenkarki Agnieszki Chylińskiej, która po urodzeniu pierwszego dziecka w miesięczniku „Machina” napisała, że „macierzyństwo to ściema”.

** Więcej na ten temat można znaleźć w książce „Nowe wzorce formowania i rozwoju rodziny w Polce” pod redakcją Anny Matysiak.