Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Punkt S - Blog socjolożki Małgorzaty Sikorskiej Punkt S - Blog socjolożki Małgorzaty Sikorskiej Punkt S - Blog socjolożki Małgorzaty Sikorskiej

18.05.2015
poniedziałek

Co się stało z miłością romantyczną?

18 maja 2015, poniedziałek,

Trudno wskazać drugi tak często eksploatowany wątek we współczesnej (a pewnie nie tylko współczesnej) kulturze jak miłość. Opowiadają o niej filmy (nie tylko komedie romantyczne), jest ona opisywana w niezliczonej liczbie piosenek, jest także inspirującym tematem dla lepszych i gorszych pisarzy. Gdzie nie spojrzeć: historie miłosne. Wiele z tych przekazów odwołuje się do wzoru miłości romantycznej, tymczasem – jak przekonują badacze życia społecznego – ponowoczesność to nie najlepsze czasy dla romantyków.

Zacznijmy od eksperymentu: proszę zamknąć oczy i opisać pierwsze skojarzenia z pojęciem: miłość romantyczna. Nie postawię wszystkich pieniędzy, ale wydaje mi się, że wiele z tych asocjacji odwołuje się do scen i opowieści o uczuciu totalnym, spontanicznym, gwałtownym, bezwarunkowym, o emocjach pozbawionych kalkulacji, często niezrozumiałych i wszechogarniających, wymagających poświęcenia „w imię uczucia”.

Widzimy sceny z kultowych filmów o „Titanica”, „Przeminęło z wiatrem”, „West Side Story”, „Śniadania u Tifany’ego”, „Wielkiego Gatsby’ego”, „Love Story”, „Casablanki”… – lista oczywiście nie jest zamknięta. Te opowieści mają różne zakończenia, ale jedną wspólną cechę – miłość (niekiedy spadająca na bohaterów „miłość od pierwszego wejrzenia”) jest najważniejszym motywem, to ona nakręca akcję i determinuje działania postaci, które „kierując się sercem”, zazwyczaj „tracą rozum”.

Popkulturowe, przepełnione uczuciami narracje tworzą społeczne wyobrażenia i kreują potrzebę, żeby doświadczyć choć raz tych z niczym nieporównywalnych uczuć. Tymczasem, jak pokazuje wielu badaczy życia społecznego, ponowoczesność – choć z jednej strony obficie karmi nas romantycznymi mitami w przekazach kulturowych – to jednocześnie wcale nie stwarza warunków do powstawania tego typu szalonych, a często i niebezpiecznych związków.

Socjolog Eva Illouz opisuje trzy czynniki, które jej zdaniem współcześnie „odczarowują miłość” i racjonalizują to wydawałoby się nieracjonalne uczucie.

Pierwszym jest nauka, a dokładniej to, jak różne dziedziny nauki definiują miłość. Illouz podaje kilka przykładów. Najbardziej oczywiste to sprowadzanie – przez psychologów, biologów, socjobiologów – miłości do reakcji chemicznych i reakcji mózgu czy redukowanie tego uczucia do imperatywu przekazywania genów. Skutkuje to – jak pisze autorka – pozbyciem się „mistycznego i duchowego obrazu miłości oraz zastąpieniem go nową formą materializmu, która obniża intensywność poczucia wyjątkowości doznawanego przez zakochanych” lub sprowadzeniem uczucia do „ślepej konieczności”.

Mniej oczywiste wydają się uwagi Illouz dotyczące wpływu psychoanalizy, a w zasadzie jej popowej wersji, na społeczne i kulturowe postrzeganie miłości. W tym ujęciu miłość jest kształtowana przede wszystkim przez doświadczenia z dzieciństwa i lepiej lub gorzej rozwiązany (a w zasadzie: nierozwiązany) kompleks Edypa lub Elektry.

Nie tyle więc kochamy kogoś z powodu irracjonalnego i gwałtownego uczucia, nie tyle dlatego, że ten ktoś wzbudza w nas zachwyt, ale dlatego, że przypomina nam (lub wręcz przeciwnie – jest zaprzeczeniem) ojca lub matkę, z którymi mieliśmy skomplikowane relacje. W konsekwencji kultura psychologiczna i rozmowy w gabinetach terapeutów, a także zalew literatury poradnikowej na temat stwarzania „dobrej relacji”, szukania odpowiedniego partnera, pracy nad związkiem itp. przyczyniają się do intelektualizowania relacji miłosnych, do włączania ich w proces poznawania siebie i budowania własnej świadomości. W takim podejściu nie ma miejsca na niezrozumiałe emocje, bo to, co irracjonalne, trzeba przepracować. Ta „unaukowiona” wersja miłości czyni z niej doświadczenie dość nudne i „przegadane”.

Drugim czynnikiem rugującym miłość romantyczną z ponowoczesnego świata jest – według Illouz – rozwój technologii internetowych – „technologii wyboru”. Badaczka, skupiając się na analizie portali randkowych, którą – moim zdaniem – warto uzupełnić o analizę portali społecznościowych, pokazuje powstawanie przekonania, że rozpoczęcie relacji miłosnej powinno być poprzedzone selekcją i dokonaniem możliwie najlepszego wyboru.

Oczywiście w czasach małżeństw aranżowanych przyszli państwo młodzi (lub raczej ich rodziny) dokonywali wyboru na podstawie łatwo rozpoznawalnych kryteriów: posagu, pochodzenia społecznego, historii rodziny itp. Jednak współczesne „technologie wybory” dostarczają dodatkowych miar. Obecnie przeglądając czyjeś posty i zdjęcia na portalach społecznościowych, możemy szybko odkryć nie tylko to, czy dana osoba woli koty czy psy, gdzie spędza wakacje oraz jakich ma znajomych, ale także to, co ją wzrusza, co irytuje, czy ma poczucie humoru, co jest dla niej ważne itd.

Łatwo się tego dowiedzieć, a wtedy już nic nie stoi na przeszkodzie, żeby porównywać potencjalnych kandydatów na partnerów. A w takim procesie selekcji próżno szukać romantyzmu. „Technologie wyboru” oferują raczej rozczarowanie niż oczarowanie, zwłaszcza że jako ich użytkownicy stajemy się coraz bardziej wybredni.

Ostatnim czynnikiem, który redukuje romantyzm we współczesnych związkach i o którym pisze Eva Illouz, jest feminizm, a w zasadzie jego wpływ na relacje damsko-męskie. Jak zauważa autorka: „Feminizm bardziej niż jakakolwiek inna formacja polityczna czy kulturowa wpłynął na kulturową historię miłości, ponieważ zdarł zasłonę męskiego rycerstwa i kobiecej tajemniczości. Nawołując kobiety i mężczyzn do rozprawienia się z władzą, wzywał jednocześnie do przyjęcia ideałów równości, wzajemności i sprawiedliwości”.

Zdaniem Illouz niezależnie od tego, czy jesteśmy zwolennikami czy przeciwnikami idei feministycznych, warto zauważyć, że im więcej negocjowania, im więcej postulowanej równości i związanej z tym przewidywalności w związkach, tym mniej w nich miejsca na uwodzenie. Bo uwodzenie (a także romantyzm) opiera się na spontaniczności i na niedopowiedzeniach, na insynuacjach i mieszaniu przyjemności z cierpieniem, na braku standardów itp.

Oczywiście nie chodzi o to, że współcześnie ludzie się nie zakochują i nie czują motyli w brzuchu. Tak samo bezzasadne byłoby twierdzenie, że nie zakochiwano się w czasach aranżowanych małżeństw. To się zdarzało (choć najczęściej poza małżeństwem), ale bez wątpienia miłość nie była podstawą do zawarcia związku. Warto zresztą pamiętać, że na przestrzeni rozwoju cywilizacji zachodniej miłość jako powód do wchodzenia w związek była raczej epizodem niż normą. Być może obecnie również jest coraz mniej istotna.

Socjolog Christopher Lasch już w latach 70. XX wieku pisał o przejściu od wzoru miłości romantycznej do miłości opartej na przyjaźni – modelu, w którym najistotniejsza jest nie tyle „eksplozja” uczuć, ile raczej wzajemne zrozumienie i emocjonalne wsparcie oraz wolność i możliwość samorealizacji, na którą powinni pozwolić sobie wzajemnie partnerzy, zamiast całkowitego „zawłaszczenia” drugiej osoby, charakterystycznego dla bezkompromisowej miłości romantycznej.

Wydaje się, że choć tzw. dyskurs ekspercki (poradniki dla szukających partnera i tych, którzy już są w związkach, pisma dla kobiet itd.) forsuje przekonanie, że partner powinien być raczej „najlepszym przyjacielem” niż adresatem płomiennego i szalonego uczucia, to jednocześnie znaczna część kultury popularnej promuje wzór pełnej pasji miłości romantycznej.

Być może popularność tego typu przekazów jest związana z brakiem alternatyw dla tak silnych kulturowych klisz jak te wykreowane przez romanse Scarlett i Retta, Rose i Jacka (bardziej znanych jako Kate i Leo) czy związek Greya i Anastasii, opisany w najczęściej czytanej książce w Polsce w ubiegłym roku*.

*Dane z raportu: Stan czytelnictwa w Polsce w 2014 roku, Biblioteka Narodowa.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 7

Dodaj komentarz »
  1. co się stało z romantyczną miłością??? A co miało stać umiera śmiercią naturalną. Zostaje wypierana z młodych głów przez media tuczące cały czas o konsumpcjonizmie. Gdy włączy się telewizyjne kanały będące w łapach syjonistów może zobaczyć programy o zdradach, o celebrytach i ich dziesiątych z kolei rozwodach, o łatwym zarobku..o pysznym jedzeniu. Jak TVP wyemitowało program o prostej miłości wśród rolników…zaraz wokól wybuchły salwy śmiechu. Konsumpcjonizm i egoizm wciskany usilnie w głowy zwłaszcza młodych ludzi zdegradowało słowo „miłość”. Mam tylko nadzieję, że nastąpi wkrótce przebudzenie. Amen.

  2. Miłość romantyczna jeszcze się zdarza. Praktykowana we dwoje. W oderwaniu od otoczenia zapatrzonego w majestat rzeczy pożądanych, aczkolwiek zazwyczaj zbędnych, a co najmniej nie niezbędnych.

  3. Miłośc romantyczna zawsze rozgrywa się w odosobnieniu.W gniazdku realnym lub mniemanym.Ze słodką ułudą wiecznego trwania.W którą żadna ze stron nie wierzy,lecz słodycz chwili przycmiewa rozum.
    Nic nie pokona romantyzmu.Internet ,przynajmniej jak dotąd,nie potrafi przekazywac uczuc ,zastępując je drewnianymi memami.Feminizm to schronienie zawiedzionych,intelektualizm ..brrr..w tej materii …

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Miłość romantyczną jest w stanie zrozumieć tylko ten, który przeżył coś takiego ! Wszelkie wtłaczanie do głów przez różnych naukowców definicji romantycznej miłości mija się z celem. Oni „kombinują” jak według nich wygląda coś takiego i wydaje im się, że znaleźli rozwiązanie. Niestety, to tylko słowa. Nawet Freud nie dotykał tego zagadnienia, gdyż zdawał sobie sprawę, że to jest coś, co nie da się zdefiniować. Filmy pokazują taką miłość jako coś sztucznego i wszyscy to wiedzą i nie mają ochoty, by coś takiego powielać.
    Taka miłość to jest coś co łączy dwie osoby na poziomie ducha, a duch wiadomo, to coś nieuchwytnego. Taka miłość to wiara, że można stać się jednym. To trzeba doświadczyć, dotknąć i przeżyć.
    Feministki chciałyby przeżyć taką miłość romantyczną, lecz albo się wstydzą, albo udają, ze ich to „coś” nie dotyczy.
    Dużo racji ma wpis _SENS jak i dwa następne. Dzisiaj młodzi są zepsuci przez internet jak i publikatory, które „nakazują im” jak powinno się postępować i ze to jest słuszne ((
    Romantyczna miłość odchodzi do lamusa (szkoda) a ci którzy przeżywają taką miłość ukrywają się przed światem, który ich w ogóle nie rozumie.

  6. Pytanie praktyczne: miłość romantyczna, do której się odnosimy jest zawsze przedstawieniem w sztuce; miłość ‚przyjacielska’, którą widać wokół jest przykładem z realnego świata. Czy jest więc to kwestia zaniku miłości romantycznej, czy może sztuczności jej wzorca w sztuce?
    (Nawiasem mówiąc, filmy romantyczne — komedie i melodramaty — mają się całkiem dobrze.)

  7. @PAK4

    Powyżej zak1953 i abchaz dali odpowiedź: romantycznej miłości nie da się w zasadzie zobaczyć czy podejrzeć, stojąc obok. Widać tylko wspólne życie: zajmowanie się dziećmi i setkami innych spraw.

    Od siebie: romantyczna miłość działa jak osobliwość, punkt zerowy we fizyce. Podnosi temperaturę do „nieskończoności”, łączy, jednoczy, spaja w niezrozumiały sposób to wszystko, co na co dzień jest podzielone, co wymaga osobnych teorii, tłumaczeń, negocjacji.

    No i przechodzi w „przyjacielską”, a potem powraca i zmywa znużenie codziennością. I nagle znowu nie musisz nazywać powodów, dla których kochasz „swoją” piękną, mądrą, dzielną kobietę! Piszę to z ponad już 10 letniego doświadczenia. To święte uczucie, błogosławiony stan, nie znam niczego lepszego 🙂

    Autorka napisała bardzo ciekawy i pouczający felieton, gratuluję.

    Pozdrawiam zakochanych!

  8. Autorka fantazjuje. Milosci romantycznej nigdy nie bylo. Zawsze i wszedzie istniala natomiast milosc dla pieniadza.
    Szczegolnie w ostatnich 25 latach, okresie pospolitygo zdziczenia, jest to widoczene. Wlasnie dla pienadza, dla lajdaczenia sie na cudze konto zaciagane sa w Polsce gigantyczne dlugi na konta dzieci, niemowlat i pokolen jeszcze nie urodzonych.
    Nawet milosc dla dzieci juz nie istnieje. Dorosli swiadomie poniewieraja swymi dziecmi pozwalajac na niszczenie im zycia dlugami. Juz przez 25 lat. 25 lat nie-rzadow, 25 lat deficytow.

css.php