Bić czy nie bić?

W tym roku – oprócz wielu innych mniej lub bardziej okrągłych rocznic – obchodzimy 25 lat uchwalenia Konwencji o Prawach Dziecka. Jednym z praw gwarantowanych w tym dokumencie jest „prawo do wolności od przemocy fizycznej lub psychicznej”. Czy rzeczywiście chcemy w naszym kraju świętować ćwierćwiecze ratyfikowania takiego prawa?

Niektórzy chcą, niektórzy nie. A tych drugich jest całkiem sporo. Wprawdzie, jak pokazują badania zrealizowane przez CBOS, wzrasta odsetek rodziców, którzy deklarują, że ich dziecko „nigdy nie dostało lania” (w 1994 roku tę odpowiedź wybierało 46 proc. badanych, w 2012 – 74 proc.), to gdy zamiast „lanie” wpiszemy „klaps”, okaże się, że połowa rodziców przyznaje się do stosowania (sporadycznie lub często) kar fizycznych.

Kluczem dla poznania opinii Polaków na temat bicia jest właśnie sposób, w jaki sformułowane jest pytanie. O ile społeczna akceptacja dla „lania” dzieci spada (wszystkie dane cytowane niżej pochodzą z raportu przygotowanego przez TNS OBOP na zlecenie Rzecznika Praw Dziecka): w 2014 roku „tylko” 30 proc. badanych zgadzało się ze stwierdzeniem: „Lanie jeszcze nikomu specjalnie nie zaszkodziło”, o tyle opinię „są sytuacje, że dziecku trzeba dać klapsa” wciąż popiera 60 proc. badanych (sześć lat wcześniej uważało tak 80 proc. respondentów). Wielu rodziców, którzy „generalnie to dziecka nie biją”, a nawet „biciu są całkowicie przeciwni”, nie widzi problemu w dawaniu klapsów. Dodatkowo warto wspomnieć, że zdaniem 40 proc. badanych innym nic do tego, czy rodzice stosują tę formę kary, jest to ich prywatna sprawa.

Przedstawione dane można co najwyżej interpretować jako spadek społecznej akceptacji dla bicia dzieci – coraz mniej osób deklaruje, że stosuje kary fizyczne. Nie można natomiast na podstawie wyników badań opinii formułować tezy o tym, że rodzice rzeczywiście coraz rzadziej stosują kary fizyczne. Tego po prostu nie wiadomo.

To, że większość respondentów akceptuje bicie dzieci (o ile ogranicza się do klapsów), a dla wielu (ale już mniejszości, bo „tylko” 40 proc.) stosowanie kar fizycznych jest prywatną sprawą rodziców, nie powinno zaskakiwać, gdy przypomnimy sobie kontrowersje, jakie w 2010 roku wzbudzał projekt nowelizacji prawa rodzinnego i pomysł wprowadzenia zakazu stosowania kar cielesnych przez rodziców oraz prawnych opiekunów dzieci. Przeciwnicy tych zmian – których wypowiedzi niżej obficie cytuję*, jakoś nie potrafiłam się powstrzymać – używali argumentów podobnych do opinii dużej części rodziców w Polsce.

Po pierwsze – wyraźnie rozróżniano bicie od „karcenia” i dawania klapsów, tych ostatnich nie uznając za formę kary fizycznej. Jak podkreślił Antoni Szymański (ekspert w Komisji Rodziny i Polityki Społecznej): – Kara cielesna, jaką jest klaps, nie ma nic wspólnego z biciem; to są dwa różne pojęcia. Co więcej, o ile bicie wiąże się z brakiem troski, o tyle dawanie klapsa to właśnie wyraz rodzicielskiej miłości – Aleksander Chłopek (PiS) ujął to w następujący sposób: – Kiedy można mówić o przemocy w rodzinie? Do przemocy dochodzi wtedy, kiedy nie ma miłości. To nie klaps, proszę państwa, jest przemocą, ale często brak klapsa, brak zainteresowania dzieckiem, obojętność rodziców, milczenie w domu. A Robert Telus (PiS) podsumował: – Miłość jest wymagająca, miłość musi stosować kary, wymagać.

Co ciekawe, w wypowiedziach przeciwników zmian bezpośrednio dotyczących dzieci opowieści o dzieciach jest niewiele. Jeśli już się o nich wspomina, to jako o potencjalnych szantażystach i donosicielach, którzy za patrona obiorą Pawlika Morozowa, jako o złośliwych, nieokiełznanych istotach i zagrożeniu dla rodziców oraz dla świętej rodziny polskiej (Stanisław Kogut, senator PiS). Takie podejście dobrze widać w opowieści Henryka Kowalczyka (PiS), który powoływał się na swoje obserwacje poczynione w Kanadzie: – Czy projektodawcy nie obawiają się, że nieletni będą szantażować swoich rodziców? Podam przykład: Stary, jak nie dasz mi forsy, to się poskarżę na ciebie i sąd dopiero ci pokaże. Naprawdę tam rodzice żyją w takim strachu, proszę państwa. Takie przypadki są częste.

Po drugie – przeciwnicy zmian podkreślali, że nowe regulacje naruszą wolność jednostki i autonomię rodziny (Marek Matuszewski, PiS). Tadeusz Cymański (wówczas poseł PiS) porównywał skutki planowanych zmian do podstępnego wprowadzenia instrumentu państwa niczym konia trojańskiego między rodziców i dzieci, a Piotr Polak (PiS) pytał i natychmiast udzielał odpowiedzi: – Czym jest ingerencja w sprawy rodziny bez jej zgody? Wchodzeniem z brudnymi butami w życie prywatne, prywatność. Gertruda Szumska (wybrana jako bezpartyjna z listy Ligi Polskich Rodzin) argumentowała, że nowe przepisy spowodują marginalizowanie roli rodziców w wychowaniu ich pociech.

Modyfikacja prawa oznacza – zdaniem przeciwników nowelizacji – nie tylko ingerowanie w prywatne sprawy rodziny, zamach na autorytet rodzicielski oraz osłabienie więzi rodzinnych (Stanisław Pięta, PiS), ale także grozi możliwą konfiskatę potomstwa (Anna Sobecka, PiS). Dostrzegając to niebezpieczeństwo, Marek Matuszewski apelował: – Brońmy polskich rodzin przed zakazem wychowywania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami i sumieniem. A Stanisław Kogut podkreślał: – Rodzina to jest świętość i precz od świętej rodziny polskiej!

Sprzeciw wobec prawnego ingerowania w relacje rodzice-dzieci był uzasadniany poprzez odwołanie do „prawa zwyczajowego”, które kształtowało się przez parę tysięcy lat, od czasów neolitu (Zbigniew Romaszewski, senator z PiS) oraz „mądrości ludowej” – jak zauważył Ryszard Bender (senator bezpartyjny kandydujący z listy PiS): – To jest mądrość ludowa, że zły to ojciec, który oszczędza klapsa i pasa dla syna. (…) Czy jest sens robić tutaj takie postanowienia, które są sprzeczne z obyczajem? Klaps jest i będzie, pas ojca jest i pozostanie. Nie warto przecież zmieniać tego, co dobrze się sprawdza, o czym przekonywał Stanisław Kogut, powołując się na własne doświadczenia: – Mnie ojciec nieraz skórę wygarbował, a wyrosłem na senatora Rzeczypospolitej Polskiej. A poza tym: – Jak ojciec ucho wykręcił, bo w szkole człowiek coś nabroił, to po prostu człowiekowi służyło.

Zmiany w prawie jednak zostały wprowadzone**. Czy jest się jednak z czego cieszyć, jeśli spojrzymy na dane opisane na początku tego tekstu? Zwłaszcza że – mimo że prawie cztery lata minęły od wprowadzenia zakazu stosowania kar cielesnych – 13 proc. badanych jest przekonanych, że takiego prawa nie ma, 11 proc. nie ma zdania w tej sprawie, 41 proc. coś słyszało o zmianach, ale nie jest pewnych, a jedynie 35 proc. wie o nowelizacji.

* Cytaty z debaty parlamentarnej podaję za pracą magisterską Anny Siejak pt. „Kocham. Nie biję”? – przemoc wobec dzieci w dyskursie publicznym.
** Przeciw głosowało 149 posłów z PiS (jedna osoba z tej partii była za), 28 z PSL (26 osób za). Za przyjęciem nowelizacji opowiedziało się 192 posłów PO (jedna osoba się sprzeciwiła) oraz 39 przedstawicieli SLD. (Pomijam informację o głosowaniu reprezentantów mniej licznych partii oraz niezrzeszonych).