Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Punkt S - Blog socjolożki Małgorzaty Sikorskiej Punkt S - Blog socjolożki Małgorzaty Sikorskiej Punkt S - Blog socjolożki Małgorzaty Sikorskiej

2.10.2014
czwartek

Odczepcie się od socjologii

2 października 2014, czwartek,

To będzie wpis hermetyczny. Nie taki, jak o bransoletkach z kolorowych gumek czy o komentatorach mundialu. Tamte dotyczyły zjawisk, które interesują wiele osób, a ten będzie o socjologii. A kogo interesuje socjologia oprócz socjologów? Z góry przepraszam więc „niezainteresowanych”, a jednocześnie – przekornie – zachęcam do czytania.

Nie mogłam się powstrzymać, żeby o tym nie napisać. Bezpośrednim powodem powstania tego wpisu, kroplą, która spowodowała przelanie „czary goryczy”, jest artykuł, który ukazał się w aktualnym wydaniu POLITYKI. Poruszany jest w nim problem alimentów, w tym alimentów, których domagają się dorosłe, ale niezaradne życiowo dzieci. To ważny temat, ale nie on przykuł moją uwagę. W artykule zacytowano wypowiedź adwokatki: „Weźmy przypadek 27-latki, która kończy powiedzmy socjologię. Przed sądem może pokazać dziesiątki wysłanych maili, żeby udowodnić, że bezskutecznie szuka pracy w swoim zawodzie”. Nie mogę się powstrzymać i nie zapytać, dlaczego ta 27-latka kończy akurat „powiedzmy socjologię”?

To oczywiście nie pojedyncza wypowiedź pokazująca powszechne postrzeganie absolwentów socjologii jako osób z nikłymi szansami na rynku pracy. Premier Donald Tusk, zanim wyjechał do Brukseli, w wywiadzie dla Polsat News stwierdził: „Nie zabronię nikomu zostać socjologiem, chociaż pracy dla nich nie ma”. I jeszcze dodał: „To nie jest rola państwa, żeby zgwałcić wyższe uczelnie i nakazywać uczenia czegoś, co w naszym rozeznaniu będzie przydatne na rynku pracy. Jeśli ktoś uparł się, żeby studiować psychologię czy socjologię, mimo że na dzisiejszym rynku pracy trudno o robotę dla ludzi z takim wykształceniem, to trudno, żebyśmy używali machiny państwowej, żeby mu to uniemożliwić”. Ta wypowiedź tym bardziej zaskakuje, że dzieci Pana Premiera skończyły właśnie psychologię i socjologię.

Kolejny przykład: w 2012 roku w „Gazecie Wyborczej” ukazał się wywiad Wojciecha Staszewskiego z profesorem Wojciechem Cellarym, szefem Katedry Technologii Informacyjnych Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu. Profesor stwierdził: „Socjolog to brzmi dumnie – kiedyś socjologów można było policzyć na palcach jednej ręki. Ale 100 tysięcy socjologów? Ile każdy Polak musiałby zamawiać badań socjologicznych i płacić za nie, aby 100 tys. socjologów miało godziwe pensje?”.

Swoją drogą ciekawe, skąd Profesor wziął liczbę 100 tysięcy socjologów? Czy chodzi o absolwentów studiów (licencjackich i magisterskich) w jednym roczniku, czy może o wszystkich, którzy mają tytuł licencjata lub magistra socjologii? Jeśli o to pierwsze, to dane są mocno przeszacowane. Policzyłam skrupulatnie, korzystając z wiarygodnego źródła: statystyk GUS. Liczba absolwentów studiów licencjackich i magisterskich w roku akademickim 2011/2012 w „podgrupie nauki społeczne” (którą – obok socjologów – tworzą także psychologowie, politolodzy, etnolodzy, kulturoznawcy, europeiści, absolwenci kierunków: nauki o rodzinie, polityka społecznej i jeszcze kilku innych), biorąc pod uwagę zarówno szkoły publiczne, jak i niepubliczne – wynosiła 46 500 osób. Przypominam, że wśród nich tylko część (i to pewnie całkiem niewielką) stanowią socjologowie. Jeśli zaś 100 tys. podawane przez profesora Cellarego ma dotyczyć „wszystkich socjologów w Polsce”, to bardzo jestem ciekawa, jak Profesor to oszacował.

Niezależnie od liczb stwierdzenie Profesora doskonale pokazuje, z czym socjologia jest powszechnie utożsamiana. Z sondażami. Przypuszczam, że przede wszystkim z sondażami przedwyborczymi, i to jeszcze z tymi, które źle oszacowały szanse kandydatów. A to nie buduje dobrego wizerunku dziedziny. Doskonałej ilustracji dla negatywnego postrzegania sondaży dostarcza exposé Pani Premier Ewa Kopacz, która stwierdziła: „Miarą sukcesu dla mnie nigdy nie będzie, nie będą żadne statystki i sondaże, a jedynie poczucie dobrobytu i bezpieczeństwa w każdym polskim domu”. Tylko jak to „poczucie” zmierzyć (i uzyskać reprezentatywne i wiarygodne wyniki), skoro sondaże się do tego nie nadają?

Wracając do społecznego wizerunku socjologii. Studia socjologiczne dają znacznie więcej niż umiejętność robienia sondaży, a socjologia to zdecydowanie nie tylko ankiety i ich wyniki. A nawet jeśli mielibyśmy się upierać przy stwierdzeniu, że sensem socjologii są przede wszystkim badania (a stwierdzenie to jest nieprawdziwe), to nie powinniśmy zapominać także o innych sposobach obserwowania i analizowania rzeczywistości społecznej niż sondaże.

Upieranie się przy badaniach (sondażowych lub innych) byłoby jednak niemądre, więc szukajmy dalej praktycznego zastosowania dla tej nauki. Wykształcenie socjologiczne przydaje się również w pracy związanej z marketingiem, reklamą i PR-em czy z Human Resources. Wiedza socjologiczna jest użyteczna w pracy w trzecim sektorze oraz w administracji publicznej. Socjologia przydaje się także w polityce, publicystyce czy dziennikarstwie.

Prezes PZU Andrzej Klesyk w szeroko komentowanym liście otwartym do „Gazety Wyborczej” – w którym krytykował polski system szkolnictwa wyższego, zarzucając mu „produkowanie bezrobotnych” – tak podsumował oczekiwania współczesnych pracodawców wobec pracowników (przynajmniej tych wysoko wykwalifikowanych): „Perłami, talentami czy diamentami, których szukamy, są ci, którzy mają owe miękkie, niewidzialne dobra, talenty czy nawyki polegające na umiejętności weryfikacji informacji, analizy ich wzajemnych korelacji, umiejętność poskładania rozsypanych danych i wyławianie z nich kluczowych sensów czy prawdopodobieństw. Szukamy tych, którzy myślą samodzielnie, a nie tych, którzy potrafią zapamiętać klucze i schematy testów”. Wierzcie lub nie, ale właśnie tego uczy socjologia. Przynajmniej wtedy, gdy jest dobrze wykładana.

Wracając na koniec do przypadku bezrobotnej 27-latki, która kończy „powiedźmy socjologię”. Skąd to sklejenie bezrobocia i socjologii? W zeszłym roku został opublikowany raport „Młodość czy doświadczenie? Kapitał ludzki w Polsce”. Wyniki uzyskane w badaniu zostały upowszechnione przez media. Podawano, że najrzadziej znajdują pracę absolwenci (podaję pierwszą trójkę): turystyki i rekreacji, socjologii oraz pedagogiki.

Dziennikarze, przedstawiając te wyniki, nie dostrzegali, że wzięto pod uwagę tylko te kierunki, w których liczba badanych nie przekraczała 100. W przypadku socjologii rozmawiano z 126 absolwentami, z których 20 proc. (25 osób) nie znalazło pracy. To trochę mała próba, gdy chce się formułować tezę o socjologii jako „fabryce bezrobotnych”. Być może trening socjologiczny podpowiedziałby dziennikarzom, że zanim postawi się taką tezę, warto zwracać uwagę na takie „detale” jak liczebność próby. Autorzy badania, mając tego świadomość, piszą zresztą o „nierzetelności przekazu prezentowanego przez media” (ale też niestety przez wielu rzekomych specjalistów z dziedziny szkolnictwa wyższego), w którym przeciwstawia się „obraz sukcesu rynkowego absolwentów kierunków ścisłych z obrazem porażki rynkowej absolwentów kierunków humanistycznych”. Jednak ta informacja jakoś nie przebiła się w dziennikarskim opisie, który jest jednym ze sposobów kreowania społecznego postrzegania rzeczywistości i zgodnie z którym 27-latki, a może i 27-latkowie, po „powiedźmy socjologii” pozostają bezrobotni*.

*Monitorowanie losów absolwentów Instytutu Socjologii UW pokazuje, że najczęściej nie mają oni problemu z zatrudnieniem, a w dodatku z zatrudnieniem w zawodzie. Ponieważ jednak próba nie była reprezentatywna (ankiet nie wypełnili wszyscy absolwenci), jedynie wspominam o tych badaniach. Podobne wyniki uzyskano w przypadku losów absolwentów socjologii (z którymi rozmawiano 3 lata po ukończeniu studiów) z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika. Natomiast w dużych projektach, mających na celu monitorowanie losów byłych studentów, realizowanych np. na UW czy na UJ, których wyniki mogłyby posłużyć za wiarygodne źródło informacji, nie wyodrębniono oddzielnej kategorii: absolwenci socjologowie. Trudno więc znaleźć godne zaufania dane na poparcie tezy o powszechnym bezrobociu socjologów. Mnie się przynajmniej to nie udało.

Rysunek: anndrzejrysuje.pl

 

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 41

Dodaj komentarz »
  1. Dorzucę mema

    http://www.andrzejrysuje.pl/edukacja/

    A co do monitoringu losów absolwentów, to jaka jest zwrotność ankiet?

  2. Wpis ten można by skomentować stwierdzeniem „i tak, i nie”. Ja jako student (krakowskiej politechniki) widzę tutaj inny problem. Nie ujmując naukom humanistycznym – w tym socjologii, utarło się, że kierunek ten jest kierunkiem trochę ostatniej szansy, w gorszym przypadku po prostu – kierunkiem. Zazwyczaj studiowanie socjologii jest synonimem tego stereotypowego studenckiego życia. Nie oszukujmy się, do najcięższych kierunków ona nie należy. Nie chcę generalizować bo sam znam kilku socjologów z tzw. powołania, którzy są świetni w tym co robią. Ale znam też kilkudziesięciu, którzy znaleźli się tam bo nie dostali się na historię, bo nie mam pomysłu na siebie, bo mama kazała iść na studia no i tylko na socjologi były miejsca. Wydaje mi się po prostu, że uczelnie wyższe powinny jednak robić większy odsiew potencjalnych studentów, tak aby liczbę tych przypadkowych zminimalizować. Bo to Ci przypadkowi powielają stereotyp socjologa bez pracy, który nie potrafią sobie poradzić w dorosłym życiu.

  3. Tzw. nauki humanistyczne zbudowane są w gruncie rzeczy na bardzo ścisłych postawach, jeżeli ktoś tego nie wie lub zaprzecza, to znaczy, że nie zgłębił dostatecznie tych nauk, ergo – jest niedouczony. Tymczasem uprawianie dziedzin humanistycznych wymaga znacznie więcej niż uprawianie dziedzin ścisłych, gdyż oprócz opanowania ścisłych reguł i żelaznej logiki wymagana jest również znaczna kreatywność i elastyczność, której od „ścisłowców” się nie wymaga. A mimo to na każdej rozmowie kwalifikacyjnej słyszę: „Pani jest po filologii, pani się nie sprawdzi w pracy dla naszej firmy”. Gdzie sens, gdzie logika?

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Proszę sprawdzić kto teraz studiuje socjologię …Matura zdana na marne 50 procent, często tylko podstawowa , umożliwia przyjęcie na ten kierunek ( mam na myśli UG). Spośród wielu studentów na palcach jednej ręki mozna policzyć tych, którzy faktycznie się nadają . Reszta po prostu chce coś studiowac . Może potrzeba nam socjologów, ale na pewno nie tylu ile się ich kształci. Moim zdaniem nabór na socjologię powinien być prowadzony co 2. rok a liczba osób przyjętych powinna być mocno ograniczona..

  6. Jako absolwentka socjologii znalazłam zatrudnienie przy realizacji badań ewaluacyjnych (w skrócie, to ocena efektywności programów i projektów dofinansowanych ze środków publicznych, głównie z funduszy europejskich) – jednym z istotnych narzędzi analizy jest model logiczny interwencji, który weryfikuje poprawność hierarchii celów, każe odróżnić przyczynę/działanie od ich bezpośrednich i oddalonych w czasie skutków. Wierzcie mi, umiejętność logicznego myślenia nie jest mocną stroną przedstawicieli polskiej administracji i licznych projektodawców sięgających po publiczne pieniądze. Co więcej umiejętność ta nie jest w cenie, a wskazanie przez ewaluatora braku tej logiczności – nikomu nie jest na rękę. Bo jak powiedział kiedyś ktoś spostrzegawczy: „Najgorsze dla rządzących to być dobrze poinformowanym”
    Ale to chyba jednak rzeczywiście złe wieści dla socjologów…

  7. Jak głosi zwrotka mądrego utworu:

    „Nie socjolog, nie urolog
    wenerolog ni ufolog
    bo najlepsze frytki w maku
    robi politolog”

    Opowieści Uniwersyteckie: https://www.youtube.com/watch?v=Ux3raMXZ_KY

  8. Ja jestem za tym aby jak najwiecej ludzi studiowalo kulturoznastwo , socjologie , politologie , pedagogike ale inne …gie, …ike, …two . Im mniej ludzi bedzie z mgr inz tym lepiej dla posiadaczy tych tytulow 🙂 .

    Kiedys humanista to byl dumny tytul , bo oznaczal naprawde duza wiedze . Dzisiaj to znaczy mniej wiecej….tyle ze doskonale wiem kto wystepuje w fefnastej edycji tanca w ogniu na lodzie … i to ile % ma wodka 😀 , ale policzyc VAT ( a co to jest … ) to juz wyzsza matematyka , i naprawde znam takie osoby majace mgr z ekonomii

  9. Bardzo interesująca dyskusja. Jestem absolwentką socjologii UW z 1976 r. (Taak, jeszcze żyjemy), moja córka jest socjologiem. Zawsze uważałam, że socjologia jest królową nauk. Bo i statystyka na poziomie SGH i logika i ekonomia, filozofia, historia, religia i struktury społeczne. O psychologii społecznej i „zwykłej” nie wspominając. Nie wiem, jak to dziś wygląda, ale ja przeczytałam wszystko, co dotyczyło historii myśli społecznej, brałam udział w seminarium profesor Ossowskiej; jeśli dzisiejsi absolwenci przeczytali jakąś Jej książkę – to gratuluję. Zawsze uważałam że studia socjologiczne otwierają człowieka na wiele kolejnych nauk. Na miejsce w wielu zawodach.
    HS

  10. Ignorancja polityków w tej sprawie jest szokująca. Przecież jeśli dziś mówimy o problemach np. z budową dróg w Polsce, to nie jest to zagadnienie techniczne, czy technologiczne, ale społeczne, humanistyczne. To, jak się buduje drogę, wiadomo doskonale. Sztuką jest natomiast stworzenie odpowiedniej organizacji, systemu, dzięki któremu autostrada powstanie w 3 lata, a nie 30. A opracowanie takiego systemu to nie jest praca dla inżynierów po politechnice, lecz dla humanistów i przedstawicieli nauk społecznych, m.in. po socjologii.

  11. @Aza Zel

    „Tymczasem uprawianie dziedzin humanistycznych wymaga znacznie więcej niż uprawianie dziedzin ścisłych, gdyż oprócz opanowania ścisłych reguł i żelaznej logiki wymagana jest również znaczna kreatywność i elastyczność, której od “ścisłowców” się nie wymaga.”

    To cyba jakieś nieporozumienie. Czy istota i zaleta nauk humanistycznych nie polega przypadkiem na tym, że pozwalają na wiele interpretacji, swobodę wyboru i arbitralność, uzyskiwaną dzięki temu, że używane tam pojęcia są w porównaniu z pojęciami nauk ścisłych dość rozmyte i dzięki temu dwie osoby mogą z tych samych przesłanek uzyskać sprzeczne konkluzje, a mimo to obie tworzą coś wartościowego i ich refleksja nad rzeczywistością pomaga nam lepiej zrozumieć pewne zjawiska? A przy tym trzecia osoba może docenić oba poglądy i w swojej analizie zaczerpnąć po trosze z każdego z nich? Bo często ta sprzeczność nie jest twarda i pozwala na znalezienie pośredniej drogi. Oczywiście, logika jest potrzebna, żeby prezentowane stanowisko było spójne, ale kryterium poprawności oraz swoboda wyciągania wniosków są bardzo odległe od sztywnych reguł klasycznej logiki, zwłaszcza, że wiele rozumowań ma charakter interpretacyjny, a wnioskowania nie muszą być oparte o żadne sylogizmy. I nie jest to żaden zarzut, zmuszenie humanistyki do trzymania się w razach „żelaznej logiki” natychmiast by ją zabiło. Dodam, że zdaję sobie sprawę, że socjologia jest akurat specyficzną dziedziną, która łączy w sobie aspekty humanistyczne i ścisłe, w zależności od typu prowadzonych rozważań (np. w analizie systemowej), wnioskowania mogą być oczywiście w znacznie większym stopniu oparte o logikę czy wręcz sformalizowane.

    A z drugiej strony mamy typowe przekonanie osób nie znających się na naukach ścisłych, że tam nie ma miejsca na elastyczność. Oczywiście, po prostu są procedury, pododaje się jakieś liczby i wychodzi, wszystko z marszu. Pomijając już trywialną obserwację, że aby rozwiązać jakikolwiek ważny problem, trzeba się wykazać dość dużą pomysłowością, sam fakt, że często różne osoby podchodzą do tego samego problemu w zupełnie odmienny sposób, że zauważenie pewnych prawidłowości może prowadzić do bardzo zaskakujących uogólnień i analogii, albo że świeże spojrzenie na problem potrafi aspekty, które do tej pory uważaliśmy za skomplikowane, zamienić w coś najzupełniej jasnego (a czasami dzieje się tak z problemami, których skomplikowane rozwiązania znamy od lat), świadczy o kreatywności (przynajmniej niektórych) osób, zajmujących się dziedzinami ścisłymi oraz elastyczności potrzebnej do znalezienia rozwiązania. Fakt, jest to inna kreatywność i inna elastyczność, niż w przypadku pisarza, improwizującego muzyka, albo historyka czy tłumacza, ale nie widzę powodu, żeby umniejszać jej wartość. Zbyt wąskie spojrzenie na problemy pojawiające się w dziedzinach ścisłych, na pewno nie prowadzi do optymalnego rozwiązania problemu, chyba że jest on sam w sobie banalny.

    Jeśli zaś chodzi o opinię o socjologii, obawiam się, że złą prasę robią jej sami socjolodzy czy filozofowie, w tym ci utytułowani, pojawiając się co chwile w mediach jako autorytety od wszystkiego i często głosząc przy tym tezy oparte na kompletnie apriorycznych założeniach (w ich wypowiedziach często nie widać logiki, a raczej przekonania polityczne, których promocję próbują podeprzeć tytułem naukowym i naciąganymi, czasami zgrabnie, częściej mało subtelnie, argumentami). Domyślam się, że jest to związane z dużym popytem na tego typu usługi, ale nie przyczynia się to do poprawy wizerunku polskiej humanistyki. Oczywiście, np. przy okazji katastrofy smoleńskiej zobaczyliśmy także wysyp przedstawicieli nauk technicznych, opowiadających niestworzone historie (można nawet stwierdzić, że poziom absurdu przerósł tu dokonania socjologów), tym niemniej była to pojedyncza sytuacja i nie dotyczyła żadnych czołowych przedstawicieli nauk ścisłych, ot taka tam egzotyka, podczas gdy w mediach brylują naprawdę znania socjolodzy.

    Odrębnym problemem jest nadużywanie przez czołowych socjologów terminów z nauk ścisłych, bez specjalnego zrozumienia, nawet Baumanowi trafiają się kwiatki, które są po prostu kompromitacją.
    Zainteresowanym przypomnę też tzw. Sokal affair.

    Przypomina mi się też sytuacja, tym razem dot. psychologii, gdy poproszono, by pani psycholog wypowiedziała się na podstawie bardzo szczątkowych informacji, czy pewne anonimowa, skłócona para zejdzie się z powrotem na skutek wywieszenia przez chłopaka plakatów, z prośbą, by dziewczyna wróciła. Pani dr psychologii powiedziała, że tego typu zachowanie, może jej zaimponować i skłonić do powrotu, ale może też wydać się zbyt ostentacyjne i ją dodatkowo zrazić, a wszystko zależy od powodów, dla których zerwali. Niby racja, ale primo, czy potrzebny jest doktorat, żeby na to wpaść, secundo, czy ta pani nie mogła wyjaśnić, że psychologia polega na czymś innym niż na udzielaniu odpowiedzi na tego typu pytania i nie daje żadnych kompetencji w tym kierunku, tertio, czy w ogóle musiała wypowiadać się w prasie, firmując to jako doktor psychologii? Chyba, że chodziło o autopromocję wśród potencjalnych klientów.

    Dodam, że znam dwie osoby, które skończyły i socjologię i matematykę, jedna została matematykiem, druga socjologiem, obie sobie bardzo dobrze radzą ;). Zresztą myślące osoby, jeśli mają odrobinę szczęścia poradzą sobie niezależnie od kierunku, który kończyły.

  12. Bo największym błędem jest zakładanie, że studia przygotowują do zawodu. Tymczasem absolwent socjologii wcale nie musi być socjologiem by korzystać z tego czego się na studiach nauczył. Pod tym względem socjologia jest jednym z kierunków najbardziej otwierających horyzonty myślenia swoich absolwentów i dostarczająca wiedzy, która przydaje się niezależnie od tego jaki zawód przyjdzie wykonywać. Co przynajmniej moim zdaniem czyni studiowanie jej zdecydowanie dobrą inwestycją.

  13. @Piotr
    Pracuję w KGHM i od 3 lat pewna firma (z litości przemilczę nazwę, ale międzynarodowa) próbuje usprawnić pracę kopalń (o reszcie holdingu się nie wypowiadam, bo jestem górnikiem). Takiego nagromadzenia indolencji i niekompetencji nie widziałem nawet w sejmie. myślenie schematami i procedurami oderwanymi od rzeczywistości i całkowita odporność na faktyczne warunki funkcjonowania zakładu i przepisów PRAWA GÓRNICZEGO, całkowicie wyklucza jakikolwiek pozytywny wkład w organizację pracy.
    Sorry – humanista i owszem, ale z podstawami technicznymi. Sam najpierw skończyłem historię, później geologię, a na końcu górnictwo. Socjologów jest na pewno zbyt dużo, dlatego nie mają pracy 🙁
    Ale cóż mało kto chce PRACOWAĆ i dlatego kierunki humanistyczne mają największe wzięcie 🙂

  14. Jedna uwaga – socjologia to nie dziedzina nauk humanistycznych, a społecznych, jak m.in ekonomia.

  15. Jestem absolwentem’81 inkryminowanej dyscypliny z UW i w całej rozciągłości opinię Hanny i Piotra. Mały kamyczek komentujący aktualną sytuację na rynku pracy: z całym szacunkiem dla aktualnych pracodawców i pracobiorców: poszukiwane obecnie postawy pracownicze to pełna, bezrefleksyjna dyspozycyjność z ograniczoną do minimum dozą refleksji nad celowością realizowanych działań i procedur. Taki jest popyt i taka – na nieszczęście – podaż. Nie wylewam „swoich żalów” w ten sposób lecz refleksję towarzyszącą mi od lat, kiedy w poszukiwaniu pracowników i motywowaniu ich używałem i używam pokazywania sensu i celu ich pracy napotykając z reguły pełne niezrozumienia spojrzenia. Nie zamierzam jednak zmieniać swojego podejścia.

  16. Jestem absolwentem socjologii, niedoszły doktorem tej dyscypliny. Pochłonęło mnie życie zawodowe ścisłe związane z moim wykształceniem. Prowadzę firmę zajmującą się badaniami społecznymi i ewaluacyjnymi, głównie na zlecenie sektora publicznego. Pracownik mojej firmy oprócz dużej wiedzy z zakresu prowadzenia badań musi mieć sporo wiedzę z zakresu logiki, statystyki, ekonomii, gospodarki przestrzennej i zarządzania strategicznego, a nawet analiz przestrzennych. Trochę takie multi kulti, ale takie są potrzeby i oczekiwania naszych zleceniodawców. Dziś badacz społeczny to zawód elitarny, niewiele jest takich zawodów, które stawiają takie wymagania.
    Ale to fakt, na rynku funkcjonuje sporo osób, które skończywszy studia z socjologii nie wiedzą co ze sobą zrobić, tylko czy to cecha wyróżniającą tylko absolwentów tego kierunku?

  17. Skończyłam socjologię, nie pracuję w zawodzie jak większość osób, które znam. Z dzisiejszej perspektywy sądzę po prostu że błędem Państwa i poskiego szkolnictwa jest nadprodukcja studentów nauk wszelakich, zwłaszcza takich do których uruchomienia nie są potrzebne duże nakłady… żeby uruchomić socjo czy psychologię etc. nakładów dużych nie trzeba… Za czasów kiedy moi wykładowcy kończyli na UJ socjologię było ich na roku 10, maksymalnie kilkunastu. Za moich niedawnych czasów na roku przyjęli nas 120 usiłując nam wmówić że należymy do elitarnego grona wybrańców. Do tego mamy jeszcze socjologię na dawnym UP, AGHu, KSW i wszelkiej maści uczelniach prywatnych. Pieniądz idzie za studentem w przypadku uczelni publicznych, stąd ta nadprodukcja. Wybór był mój, z -perspektywy czasu wiem że nie zdawałam sobie sprawy jak podle jest na polskim rynku pracy… I nie odnosi się to tylko do socjologii, bo problemy ze zlalezieniem pracy mają co ciekawe np. absolwenci zamawianego kierunku inżynieria ochrony środowiska…. Sama jestem zdania że nie powinny istnieć studia zaoczne, zaś liczba miejsc na uczelniach powinna być zrewidowana. Nie każdy musi być magistrem czy mieć choćby licencjat.

  18. bezrobotny socjolog, to taki sam dureń jak narzekająca na niską pensję pielęgniarka czy bezrobotny inżynier budownictwa. Na brak zaradności życiowej nie ma siły. Szanowni Państwo, socjologia jest równie szeroką dziedziną, jak np. ekonomia. Nie trzeba pracować w GUS-ie, klepać ankiet by uznać, że pracuje się w zawodzie socjologa. Z przykrością zgadzam się, że na socjologię dostaje się masa ludzi „mniej inteligentnych” (sama wielokrotnie byłam zażenowana poziomem niektórych kolegów z roku) ale znaczna z nich część – uwierzcie mi.. nie jest w stanie skończyć tego kierunku.. bo wbrew temu co się uważa powszechnie, nie jest to prosty kierunek.. niedowiarków zapraszam do podjęcia wyzwania: tylko polecam renomowane uczelnie, a nie szkółkę byle-jaką w pipidówce dolnej.

  19. Jako jedna z niewielu osób z mojego roku pracuję, a skończyłam właśnie socjologię. Programuję.

  20. Co za ignorancja- celowo pomijając ISNS jako jeden z dwóch filarów socjologii na UW sama Pani pod sobą kopie dołek. Dla przykładu mogę tylko wspomnieć, iż Nowo-Światowi absolwenci zostają nie tylko historykami idei czy specjalistami od badań społecznych, ale także dziennikarzami, pracownikami ngosów, prowcami, mediatorami, specjalistami od rekrutacji, employer brandingu, ewaluacji i innych (w tym pracowników pomocy społecznej, OHP, etc. etc.). Stosując takie ograniczenie sama sobie Pani odbiera argumenty a jednocześnie pokazuje, że nie tylko politykom trzeba poszerzać horyzonty umysłowe.

  21. „Not For Profit: Why Democracy Needs the Humanities”
    Martha C. Nussbaum… polecam wszystkim, szczegolnie tym nieprzekonanym o wartosci nauk humanistycznych

  22. Liczba studentów to też przecież problem społeczny. Niby dobrze, że wrota uczelni otworzyły się dla wielu młodych ludzi; z drugiej strony właśnie problem późniejszego zatrudnienia. Kaidy znajdzie swój opis tej sytuacji. Zet ma satysfakcję, bo prowadzi własną pracownię badawczą (chętnie mogę powspółpracować :-0), innym pracodawca stawia durnowate zadania, niewspółmierne do poziomu kompetencji. Chyba jak w wielu zawodach

  23. oj, nieladnie, innych oskarza Pani o uogolniania dot. socjologii (ex-premier Tusk, jakis profesor, nazwiska nie pomne, artykul w Polityce) – po czym dopasowuje Pani te opinie do swojej tezy, o tym, ze:
    „Niezaleznie od liczb stwierdzenie Profesora doskonale pokazuje, z czym socjologia jest POWSZECHNIE utozsamiana”
    Otoz, nie majac wynikow badan statystycznych, z czym socjologia jest „powszechnie” utozsamiana, Pani ugolnienie z czym jest „powszechnie” utozsamiana, jest tyle samo warte, co uogolnienie innych (ex-premiera Tuska, profesora, ktorego nazwiska nie pomne i – Polityki). Czyli ile?
    Z powazaniem 😉

  24. Trzeba się zastanowić dlaczego właśnie socjologia jest tak szykanowana? Kierunek studiów, który powinien być elitarny dzisiaj spowszedniał i jest dostępny nawet dla osób, które nie maja kwalifikacji intelektualnych ku niemu. Część z osób obecnie studiujących nie miałaby szans jakieś 15 lat temu na podjęcie tego kierunku studiów z prozaicznego powodu – selekcja na egzaminie wstępnym. To było sito, które zatrzymywało osoby, którym uroiło się w głowie, że są w stanie intelektualnie podjąć próbę studiów socjologicznych. Socjologa nie jest dla miernot tylko otwartych, analitycznych umysłów. No ale który z wykładowców to powie? A przecież z czegoś muszą żyć więc udają, że wszystko jest jak należy. To znak czasu. W takich czasach żyjemy, że dużo rzeczy się rozmywa, spłyca.

  25. Jestem na ostatnim roku socjologii, powiem szczerze nie oczekuję, że po obronie pracy magisterskiej świat rzuci mi się do stóp. Prawda jest taka, że nauki społeczne są bardzo szerokie tak naprawdę dla każdego coś miłego. Owszem można skończyć socjologię byle gdzie, byle było, że mam wyższe wykształcenie. Dla mnie socjologia osobiście jest czymś ważniejszym ona pozwala mi na postrzeganie świata z zupełnie innej perspektywy i to dla mnie jest ogromną wartością dodaną. I będę broniła stanowiska, że studiować należy przede wszystkim dla siebie, nawet taką beznadzieją socjologię. A problemem nie jest to, że ktoś kończy ten kierunek, według mnie problemem jest myślenie stereotypowe oraz sytuacja na rynku pracy w ogóle… rodzaje umów, warunki zatrudnienia, i że student to po prostu śmieć i szczerze mówiąc wolę podawać jako socjolog frytki w MD niż być inżynierem, który skończył np. budownictwo na 3 z milionem poprawek i bierze odpowiedzialność za życie wielu osób. Odsyłam do lektury o zróżnicowaniu i strukturach społecznych.
    Z innej beczki jeszcze mówi się, że absolwentów jest za dużo, ale większość, która zabiera głos także ma wyższe wykształcenie… to co ja mogłem a reszta nie, bo dziś jest nas zbyt wielu?

  26. Hm…. skończyłam socjologię i jakoś mam pracę. I to w zawodzie! Zajmuję się strategiami komunikacyjnymi. 🙂 Czyli chyba nie jest AŻ TAK źle.

  27. Jestem socjologiem. Mam niezla prace w zawodzie. Studia nie naleza do najtrudniejszych. Ostatnio frytki podawal mi absolwent informatyki. To co robisz nie zalezy od dyplomu tylko od tego co chcesz i potrafisz robic. Stereotyp jak kazdy inny: cygan kradnie, zyd handluje a socjolog siedzi na bezrobociu.

  28. Problemem nie jest zbyt dużo socjologów, tylko zbyt niskie wymagania na studiach. Ponieważ socjologii stworzono właśnie taki wizerunek o jakim Pani pisze, idą na nią gorsi studenci, bo lepsi wybierają „bardziej ambitne”kierunki. Ponieważ idą tam gorsi studenci, w dodatku przez niż demograficzny idą w niewielkiej liczbie, wymagania Uczelni zostają obniżone. To z kolei wynika z systemu finasowania Uczelni, która dostaje pieniądze za ilość studentów, a nie jakość.
    Socjologia, kiedy ktoś się do niej przykłada i chce, może być trudna i skomplikowana oraz uczyć bardzo przydatnych nawet w codziennym życiu rzeczy. I kluczem do zmiany wizerunku dyscypliny jak i zmniejszenia liczby bezrobotnych po niej, jest podwyższenie wymagań wobec studetów. A nie dawanie zaliczenia za samą obecność na zajęciach, albo wpisywanie 3, bo jest za mało studentów i nikt nie może oblać.

    Pozdrawiam,
    Student socjologii.

  29. Jestem studentką socjologii i na własnym przykładzie mogę powiedzieć, że chcieć to móc. Trzeba się tylko zainteresować i nie czekać aż praca spadnie z nieba. Samo studiowanie to za mało, trzeba próbować zdobyć doświadczenie. A powtarzam, chcieć to móc.

  30. Przyznam się, że rzuciłam socjologię po 2 roku na rzecz weterynarii. I w moim przypadku była to najlepsza decyzja jaką mogłam podjąć. Mi się to opłaciło w każdym możliwym calu, łącznie z tym, że w niecały miesiąc po skończeniu weterynarii miałam już solidną i satysfakcjonującą pracę w zawodzie. Ale ja to ja. Nadal utrzymuję kontakt ze znajomymi, którzy ukończyli socjologię. Prawda jest taka, że zdecydowana większość z nich nie pracuje w zawodzie. Część z nich szybko się przekwalifikowała, część wyjechała za granicę. Mimo to, że mam sentyment do socjologii uważam, że studentów ją studiujących jest za dużo. To już jest czysta nadprodukcja. Tak samo jak z prawnikami. Jeśli będzie mniej studentów to i status samej socjologii wzrośnie. Stawiajmy na jakość a nie ilość. Pozdrawiam

  31. „Premier Donald Tusk (…)stwierdził: „Nie zabronię nikomu zostać socjologiem, chociaż pracy dla nich nie ma”. I jeszcze dodał: „(…) Jeśli ktoś uparł się, żeby studiować psychologię czy socjologię, (…) nie użyję machiny państwowej, żeby mu to uniemożliwić”. Ta wypowiedź tym bardziej zaskakuje (autorkę tekstu), że dzieci Pana Premiera skończyły właśnie psychologię i socjologię.”

    Czyli Tusk, nawet w stosunku do swojej rodziny postępuje tak jak mówi publicznie. Nie użył machiny…, żeby zabronić swoim dzieciom. Tym zaskoczył autorkę tekstu? Ciekawe jak zrozumiała autorka przez siebie wybrane cytaty? Niestety, na codzień, tzw. szary Polak ma do czynienia z socjologami np w postaci starzejącego się profesorki podlotka, która na bardzo czerwoną szminkę próbuje złapać faceta, który prawdopodobnie nie interesuje się kobietami z wyjątkiem tej prawdziwej… Polski. Natomiast inny profesor socjolog jest gotowy do objęcia dowolnego stanowiska w państwie tylko media mu w tym przeszkadzają. Jak z tym żyć?

  32. Skończyłam socjologię jakies 10 lat temu. Gdy poszłam na pierwsza rozmowę o pracę do firmy handlowej zostałam wyśmiana-co to za faneberia z tymi studiami. Ale pracę dostalam:)Teraz pracuje w dużej firmie produkcyjnej, w dziale zakupów, zupełnie nie w zawodzie.Ale wiem że to dzieki socjologii jestem w tym miejscu obecnie. Socjologia otwiera umysł i serce, pokazuje różne drogi dotarcia do człowieka i podstawy wymagane od umysłu ścisłego.Jestem dumna że skończyłam socjologie – chociaz dla niektórych słabo to wygląda w Cv!

  33. @Małgorzata Sikorska
    Skoro studia socjologiczne dają więcej niż … itd., to dalej będę pisał zakładając, że zostanę zrozumiany.

    Wszystkie te polemiki mogą zawierać argumenty mające 110% słuszności, niestety mają jedną zasadniczą wadę – grzech pierworodny – ich autorzy (w tym Pani tutaj) nie dyskutują z rzeczywistością, tylko z wyobrażeniami.
    Brak rozeznania w tym przypadku do wybaczenia jest w przypadku premiera – to polityk, który w dodatku zrealizował swój zasadniczy cel – i z jego punktu widzenia jest zupełnie obojętne, czy rozumie co mówi. Ale cytowanie polityka jako głosu w polemice, czyli traktowanie go jako autorytetu, jest fatalne (nb. ideałem byłoby, gdyby tego ostatniego uczyli na studiach, a nie zostawiali tego jako doświadczenia zdobywanego bojem). Sorry, z politykami trzeba walczyć, a nie polemizować.
    Wracając do tematu, błędem jest w ogóle kultywowanie starego wyobrażenia w zupełnie nowej rzeczywistości. Wykształcenie ma dzisiaj znikomy wpływ na „zdobycie” pracy. Rzeczywistość jest taka, że miejsc pracy jest a) znacznie mniej niż chętnych z ciągłym pogłębianiem się tego procesu, b) praca wykonywana przez większość ludzi wymaga coraz mniej wykształcenia.
    Efektem tego jest coś, co wspomniał @LP – przy takim „rynku pracy” podporządkowanie i dyspozycyjność jest ważniejsza od jakichś wydumanych kwalifikacji. Heh, ja pracuję w miejscu, gdzie wyższe studia są wymagane, jednak większość, i to znakomitą, pracy wykonywanej przez tych ludzi łącznie ze mną mogłyby wykonywać osoby po szkole podstawowej nauczone obsługi kilku programów komputerowych. A to dotyczy w zasadzie całej kadry średniej i wyższej w przedsiębiorstwach w moim szerokim otoczeniu – lekko licząc kilku tysięcy ludzi. Czy ludzie po socjologii mogliby robić ich robotę? Oczywiście, do tego co robimy mógłbym skończyć zarówno informatykę jak i socjologię, wystarczy nie papier, ale te trochę rozumu, by w trzy miesiące wejść w szczegóły tego, czym się dana firma zajmuje i nie wyróżniać się z tłumu.
    Tak, na wielu stanowiskach należy mieć wiedzę specjalistyczną, ale ile tych stanowisk jest? Nie obrażając nikogo, mieszkanie wolę remontować sam, bo zgodnie z powiedzeniem p. Hugo Steinhausa, wyremontuję sobie mieszkanie lepiej niż zrobi to fachowiec mający przykładowo swego czasu kłopoty na maturze rozszerzonej z matematyki z otrzymaniem więcej niż 95% punktów.
    Oczywiście, w pracy bardzo pomaga doświadczenie, ale to znów ma nikły związek z wykształceniem kierunkowym.

    Nie polemizował bym więc obrażony na polityka, że użył głupiego przykładu, bo jego prymitywizm sięga znacznie głębiej i wymaga nie polemiki, ale walki. Polecam
    http://antymatrix.blog.polityka.pl/2014/10/03/gospodarka-i-technologia-zlozone-zwiazki/
    To pewnie będzie wymagało rewolucji, ale jeśli (kiedy) ludzie to wreszcie zrealizują, ustaną powody do polemik jak ta na górze strony.

  34. Przepraszam, jest późno i nie dopisałem tego, co najważniejsze.
    Otóż ta narracja polityków (i różnych prezesów) nie wynika zapewne z braku rozeznania – to celowa narracja mająca wpoić nam przekonanie, że nie mamy pracy, bo się za mało staramy – nie uczymy się, a jak się uczymy, to nie tego, czego oczekuje od nas szanowny pracodawca. Narracja sugeruje, że przecież miejsc pracy jest więcej niż chętnych, tylko ci chętni są źle przygotowani.
    I nic bardziej tych polityków nie cieszy zapewne jak traktowanie ich głosów poważnie, jak we wpisie na tym blogu.

  35. Bardzo trafny wpis Pani Doktor. Pozdrawiam serdecznie !

    PS. wiedza socjologiczna przydaje się nawet w telewizji i nie mówię tu o programach informacyjnych. Mówię z własnego doświadczenia.

  36. Hmmm, kilka wypowiedzi mnie dziwi. Jako doświadczony „rekruter” w dużej firmie powiem tak: czas, kiedy pracowało się całe życie w „wyuczonym” zawodzie lub zgodnie z kierunkiem ukończonych studiów dawno minął. Socjologia wg mnie nadal daje, bądź powinna dawać otwartą ścieżkę możliwości realizowania różnych zadań i projektów. Porządny program studiów na porządnej uczelni daje takie możliwości. Mam świadomość, że kierunek ten stawał się często dla wielu uczelni – nie ma co ukrywać- źródłem utrzymania dla prywatnych właścicieli. Nie wymagał laboratoriów, pracowni itp. Potrzebny był 1 profesor i 2 doktorów i „uczelnia” hulała w najlepsze przez kilka lat. Sorry, patrzę na uczelnię, jako rekruter. Dyplom uznanych, prawdziwych uczelni jest w cenie. I tak po prawdzie, powtórzę: szeroko otwarte drzwi wielu (nazbyt wielu) „uczelni” sprawiły, że Szkoły Rolnicze dawały możliwość przekwalifikowania się z in spe socjologa na weterynarza. Mnie to dziwi, ale rozumiem te potrzeby społeczne i zmiany z nich wynikające.

  37. Gospodyni zrealizowała zalecenie szefów by zmniejszyć ciążące na kierunku słuszne odium „fabryki bezrobotnych” bo to odstrasza kandydatów, a tu niż. I tyle … 😉

  38. I żeby nie było , że tylko o socjolożkach . Bezrobotni panowie – socjologowie mają większe pole do popisu . Męskie zawody – kładzenie gips-kartonu , układanie kostki brukowej ( dokąd są UE dotacje duże zapotrzebowanie w gminach ) , prace ziemne i ogrodowe , cyklinowanie parkietów , kładzenie cegieł , mechanika samochodowa itd. itd . A jak który mistrz „królowej nauk ” ( he,he ) umie , to nawet programistą może zostać , choć to trudniejsze , ale robota jest .

  39. Może stwórzmy jakąś grupę na FB – Kariery socjologów. Trzeba, myślę coś zrobić dla obrony dobrego imienia absolwentów socjologii. Tylko tych z prawdziwych wyższych uczelni, a nie fabryk dyplomów ze specjalizacją. Socjolog, tak samo jak filozof nie jest zawodem, jest stanem umysłu. Ludzie po socjologii są szalenie wszechstronni i przygotowani do wykonywania bardzo wielu wąsko pojętych zawodów, wielokrotnie z ogromnymi sukcesami. Tylko zdigitalizowane procesy rekrutacji tego nie ogarniają.

  40. Czytam raporty socjologów (czasem kolegów ze studiów a czasem nawet wykładowców) z ewaluacji albo innych badań społecznych robionych na zamówienie instytucji (głównie organizacji pozarządowych), które realizują projekty finansowane ze środków EU. Od paru lat można normalnie zarobić wykonując takie badania. To przyciąga poszukujących miejsca na rynku pracy. Raporty bywają naprawdę straszne – kompletny bełkot, zupełnie nielogicznie dobrane metody badawcze (np. milion fokusów), złe interpretowanie danych (dane jakościowe są interpretowane jak ilościowe), planowanie badania tak, aby potwierdziło z góry założoną tezę… Bardzo bym chciała, żeby ci socjologowie mieli złą sławę i nie znaleźli więcej zatrudnienia. I żeby byli uważani za partaczy socjologów a nie za socjologów. Może wtedy opinia o zawodzie się poprawi.

  41. Fajny wpis. Jestem z pierwszego wykształcenia inżynierem i matematykiem. Po kilku latach pracy, gdy pojawiła się możliwość zajmowania kierowniczych stanowisk, musiałem uzupełnić wykształcenie o nauki społeczne. Studia techniczne przygotowują do wykonywania wyspecjalizowanych czynności. Uniwersyteckie otwierają znacznie więcej furtek i to w dziedzinach, o których nauki techniczne milczą.

    A że „socjologia” stała się pop kulturowym symbolem nieprzydatnych studiów? Może to złe języki inżynierów, których poczucie wyższości boleśnie cierpi w zderzeniu z rzeczywistością, gdy w dorosłym życiu większość ich szefów to humaniści? Niestety, nie mam żadnych badań aby to udowodnić:)

  42. Tak samo jak o socjologii można powiedzieć o ekonomii czy innym tego typu kierunku. Mam inne zdanie na ten temat – obecnie odchodzi się od typowych kierunków na rzecz na przykład http://rekrutacja.wsb.edu.pl/specjalizacja/dabrowa-gornicza/studia-i-stopnia/ekonomiczne/ekonomia/bankowosc-i-ubezpieczenia i takie połączenie zdaje egzamin. Łatwiej potem o pracę i to w solidnej instytucji. Warto rozszerzyć kierunek o specjalizacje.

css.php