Kto nie plecie…

Moda zmienia się często. Tym bardziej, gdy mowa o tym, co modne dla dzieci i dla młodych ludzi. Oni wyjątkowo szybko się nudzą. Ostatnio wśród uczniów podstawówek (a może także i u starszych dzieci, ale tego nie wiem, bo nie mam okazji ich obserwować) zapanowała moda na plecenie bransoletek z kolorowych gumek. Podział na zajęcia męskie i kobiece tu nie obowiązuje – plotą niemal wszyscy: i dziewczyny, i chłopcy. Nie ma też podziałów narodowych – plecie się (lub loomuje, od nazwy gadżetu: Rainbow Loom) w wielu krajach.

Nie ma badań (a przynajmniej ja nie potrafiłam ich znaleźć) pokazujących, jak bardzo jest to rozpowszechniona w Polsce praktyka. Wystarczy jednak wpisać hasło „gumki” do wyszukiwarki. Co się pojawia na pierwszych miejscach? Żadne inne gumki poza tymi do plecenia. Czy to nie świadczy o dużej popularności gadżetu? Można także sprawdzić, co sprzedaje się w internetowych oraz „stacjonarnych” sklepach z zabawkami. Wszędzie są gumki, a w sieci dodatkowo niezliczone filmiki z instrukcjami, jak wyplatać bardziej skomplikowane ozdoby. To chyba można uznać za dowód popularności tej nowej mody.

Rainbow Loom wymyślił cztery lata temu urodzony w Malezji Amerykanin Cheong Choon Ng. Jak głosi „legenda” z internetu i „New York Times”, wynalazca obserwował swoje dwie córki, które bawiły się, plotąc z gumek do włosów. Ojciec chciał im zaimponować i pokazać, że także potrafi to robić. Jednak plecenie przy użyciu palców (szczególnie dla kogoś, kto ma większe dłonie niż mała dziewczynka) nie jest proste. Cheong Choon Ng „wynalazł” więc krosna, których użycie znacznie usprawniło pracę. A dalej już poszło. Teraz otaczają nas bransoletki i bardziej wyrafinowane formy plecionek.

Skąd tak wielka popularność loomowania? Odpowiedzi mogą być różne. Może chodzić po prostu o to, że plecenie z gumek (przynajmniej podstawowej wersji bransoletki) jest bardzo proste. Prostsze niż plecenie z muliny, robienie filofunów, szydełkowanie czy robienie na drutach. Nawet małe dzieci lub ci, dla których robótki ręczne są raczej udręką niż źródłem przyjemności dobrze sobie z tym radzą i w piorunującym tempie mnożą kolejne ozdoby, które potem noszą twórcy, ich rodzice, a wraz z nasileniem produkcji także dalsi krewni i znajomi.

Ale może jest też inna przyczyna. Współcześnie dzieci i młodzi ludzie rzadko mają do czynienia z – nazwijmy to – materialnym wymiarem ich szeroko rozumianej „twórczości”: z tysiąca fotek namiętnie robionych przez młodych bardzo niewiele istnieje na papierze, a nie tylko w postaci plików; raczej mało kto drukuje swoje maile (nie ma więc papierowych kolekcji listów); pamiętnik można oczywiście pisać w specjalnym notatniczku, ale przecież wygodniej jest to robić, korzystając z komputera czy tabletu. Zresztą pamiętniki są teraz na „osi czasu”, w twittach, w postach, zdjęciach umieszczanych na portalach społecznościowych. Po co papierowa wersja. Brakuje konkretu i brakuje rzeczy materialnych, które samemu można stworzyć.

A bransoletki i inne plecionki właśnie czymś takim są. Są namacalne. Można ich dotknąć; można założyć; można pochwalić się innym, gdy zrobiło się coś ponad bransoletkę w najprostszej wersji; można się nimi wymieniać, można je komuś sprezentować. Loomowanie ma społeczno-towarzyski wymiar. A w dodatku – i to druga wartość – ma też wymiar indywidualny. A to teraz jest bardzo istotne. Każdy może zrobić SWOJĄ plecionkę, wyjątkową, niepowtarzalną. I choć większość plecących zapewne korzysta z instrukcji i wzorów udostępnianych w internecie, to przecież zawsze mogą coś zmienić (chociażby inaczej dobrać kolory) i w ten sposób spersonalizować swoje dzieło.

Loomowanie doskonale odpowiada więc na dwie istotne potrzeby młodych ludzi. Po pierwsze – pozwala tworzyć coś konkretnego; coś, co jest materialne, a to wcale nie zdarza się tak często, gdy duża część aktywności polega na wymianie maili, wpisów w internecie lub plików z fotkami czy z muzyką. A po drugie – pozwala tworzyć, kreować zindywidualizowane dzieła. To naprawdę dużo jak na skromną zabawkę.

A jest coś jeszcze. Plecenie podoba się rodzicom (o ile tylko nie muszą za dużo wydawać na kolejne tysiące gumek), ponieważ odrywa dzieci od tabletów i komputerów, ćwiczy „małą motorykę” i jeszcze dostarcza biżuterii w dużych ilościach. Czego można chcieć więcej.