Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Punkt S - Blog socjolożki Małgorzaty Sikorskiej Punkt S - Blog socjolożki Małgorzaty Sikorskiej Punkt S - Blog socjolożki Małgorzaty Sikorskiej

23.09.2014
wtorek

Kto nie plecie…

23 września 2014, wtorek,

Moda zmienia się często. Tym bardziej, gdy mowa o tym, co modne dla dzieci i dla młodych ludzi. Oni wyjątkowo szybko się nudzą. Ostatnio wśród uczniów podstawówek (a może także i u starszych dzieci, ale tego nie wiem, bo nie mam okazji ich obserwować) zapanowała moda na plecenie bransoletek z kolorowych gumek. Podział na zajęcia męskie i kobiece tu nie obowiązuje – plotą niemal wszyscy: i dziewczyny, i chłopcy. Nie ma też podziałów narodowych – plecie się (lub loomuje, od nazwy gadżetu: Rainbow Loom) w wielu krajach.

Nie ma badań (a przynajmniej ja nie potrafiłam ich znaleźć) pokazujących, jak bardzo jest to rozpowszechniona w Polsce praktyka. Wystarczy jednak wpisać hasło „gumki” do wyszukiwarki. Co się pojawia na pierwszych miejscach? Żadne inne gumki poza tymi do plecenia. Czy to nie świadczy o dużej popularności gadżetu? Można także sprawdzić, co sprzedaje się w internetowych oraz „stacjonarnych” sklepach z zabawkami. Wszędzie są gumki, a w sieci dodatkowo niezliczone filmiki z instrukcjami, jak wyplatać bardziej skomplikowane ozdoby. To chyba można uznać za dowód popularności tej nowej mody.

Rainbow Loom wymyślił cztery lata temu urodzony w Malezji Amerykanin Cheong Choon Ng. Jak głosi „legenda” z internetu i „New York Times”, wynalazca obserwował swoje dwie córki, które bawiły się, plotąc z gumek do włosów. Ojciec chciał im zaimponować i pokazać, że także potrafi to robić. Jednak plecenie przy użyciu palców (szczególnie dla kogoś, kto ma większe dłonie niż mała dziewczynka) nie jest proste. Cheong Choon Ng „wynalazł” więc krosna, których użycie znacznie usprawniło pracę. A dalej już poszło. Teraz otaczają nas bransoletki i bardziej wyrafinowane formy plecionek.

Skąd tak wielka popularność loomowania? Odpowiedzi mogą być różne. Może chodzić po prostu o to, że plecenie z gumek (przynajmniej podstawowej wersji bransoletki) jest bardzo proste. Prostsze niż plecenie z muliny, robienie filofunów, szydełkowanie czy robienie na drutach. Nawet małe dzieci lub ci, dla których robótki ręczne są raczej udręką niż źródłem przyjemności dobrze sobie z tym radzą i w piorunującym tempie mnożą kolejne ozdoby, które potem noszą twórcy, ich rodzice, a wraz z nasileniem produkcji także dalsi krewni i znajomi.

Ale może jest też inna przyczyna. Współcześnie dzieci i młodzi ludzie rzadko mają do czynienia z – nazwijmy to – materialnym wymiarem ich szeroko rozumianej „twórczości”: z tysiąca fotek namiętnie robionych przez młodych bardzo niewiele istnieje na papierze, a nie tylko w postaci plików; raczej mało kto drukuje swoje maile (nie ma więc papierowych kolekcji listów); pamiętnik można oczywiście pisać w specjalnym notatniczku, ale przecież wygodniej jest to robić, korzystając z komputera czy tabletu. Zresztą pamiętniki są teraz na „osi czasu”, w twittach, w postach, zdjęciach umieszczanych na portalach społecznościowych. Po co papierowa wersja. Brakuje konkretu i brakuje rzeczy materialnych, które samemu można stworzyć.

A bransoletki i inne plecionki właśnie czymś takim są. Są namacalne. Można ich dotknąć; można założyć; można pochwalić się innym, gdy zrobiło się coś ponad bransoletkę w najprostszej wersji; można się nimi wymieniać, można je komuś sprezentować. Loomowanie ma społeczno-towarzyski wymiar. A w dodatku – i to druga wartość – ma też wymiar indywidualny. A to teraz jest bardzo istotne. Każdy może zrobić SWOJĄ plecionkę, wyjątkową, niepowtarzalną. I choć większość plecących zapewne korzysta z instrukcji i wzorów udostępnianych w internecie, to przecież zawsze mogą coś zmienić (chociażby inaczej dobrać kolory) i w ten sposób spersonalizować swoje dzieło.

Loomowanie doskonale odpowiada więc na dwie istotne potrzeby młodych ludzi. Po pierwsze – pozwala tworzyć coś konkretnego; coś, co jest materialne, a to wcale nie zdarza się tak często, gdy duża część aktywności polega na wymianie maili, wpisów w internecie lub plików z fotkami czy z muzyką. A po drugie – pozwala tworzyć, kreować zindywidualizowane dzieła. To naprawdę dużo jak na skromną zabawkę.

A jest coś jeszcze. Plecenie podoba się rodzicom (o ile tylko nie muszą za dużo wydawać na kolejne tysiące gumek), ponieważ odrywa dzieci od tabletów i komputerów, ćwiczy „małą motorykę” i jeszcze dostarcza biżuterii w dużych ilościach. Czego można chcieć więcej.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 9

Dodaj komentarz »
  1. Pani Małgorzato,

    Odradzam wyciąganie wniosków nt. popularności danej rzeczy na podstawie kolejności wyświetlania w wyszukiwarce (której nazwy zresztą się wszyscy domyśliliśmy), a to z dwóch powodów:
    1) na kolejność wyświetlania mają wpływ firmy sprzedające gumki – płacą za tzw. pozycjonowanie strony i właśnie za to, że to ich strony wyświetlą się po wpisaniu odpowiednich haseł.
    2) na wynik wyszukiwania ma wpływ również to, co było wyszukiwane z danego komputera (uproszczenie) w przeszłości. Dzieci prawdopodobnie już badały temat, i klikały właśnie w wyniki dotyczące plecionek. Założę się, że kiedy będą w wieku gimnazjalnym, wyszukiwanie frazy „gumki” da zupełnie inne wyniki.

  2. Nie podobają mi się plecionki z gumek, ale obserwując 12-latkę, siostrzenicę gdy robiła filofuny, tak mi się spodobało, że sama zakupiłam sobie i jej mulinę i po ładnym kolorowym pudełku na nią. Jeszcze nie plotę )) będzie mnie uczyć 🙂 Też zwróciłam uwagę na fakt, że to fajne twórcze zajęcie, które – że pozwolę sobie na zwrot z obecnie czytanej książki – wylogowuje człowieka do prawdziwego życia.

  3. Droga Pani….
    Te gumki moze i sa namacalne, ale chyba nie zdaje sobie Pani sprawy jak krodka zywotnosc maja!!! Te maile i zdjecia o ktorych pani wsponina maja DUZO wieksza zywotnosc bo dzieci, ktorym brak „namacalnych” rzeczy w zyciu, przechowuja przez lata te „nie namacalne” rzeczy na urzadzeniach (calkiem namacalnych) przez lata i wracaja do tych rzeczy calkiem czesto. Co wiecej robia zdjecia tym gumkom i przechowuja je o wiele dluzej niz same gumki.
    Wedlug mnie dorabia Pani wielka teorie do czegos co jest chwilowa modoa i zniknie jeszcze przed Swietami.
    Mlodzi ludzie (Ci ktorzy chca) tworza wiele namacalnych rzeczy ktore sa trwale i ktore daja im poczucie osiagniecia spelnienia itp… walcza o trofea w zawodach sportowych maluja obrazy, koloruja kolorowanki, zbieraja znaczki, misie, ksiazki, komiksy itp. Mowiac krodko maja tysiacec namacalnych rzeczy ktorymi sie otaczaja i interesuja.
    Pani wpis w blogu daje tylko jedno pytanie! Jak bardzo smutne sa dziedzi ktore, Pani obserwowala i jak bardzo smutne jest Pani postrzeganie tych dzieci, ze jedynym wniioskiem z tego jest, to co Pani napisala na blogu.
    Pozdrawiam.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Nie przeczę, że to twórcze i społeczne. Ale to biznes – przede wszystkim. Małe pudełeczko gumek kosztuje 10 zł i na niewiele wystarcza.

  6. Hmm, ja kupuję gumki po 2,5 zł za torebkę. Nie wiem, ile ich tam jest, ale pewnie kilkaset. Za 10 zł można kupić tonę takich gumek. Warto poszukać w internecie, bo tam ceny są znacznie niższe. Osobiście uważam, że zabawa przednia. Sama noszę takie bransoletki, ale przede wszystkim cieszę się, że w końcu pojawiło się coś, co odciągnie dzieciaki od tabletów i smartfonów.

  7. Historie są dwie, bo w tym samym czasie 11 letnia dziewczynka opatentowała swoje krosno, przez wielu uważanych za lepsze, bo okrągłe… Sunshine Loom. Jessica robiła bransoletki charytatywnie żeby zebrać pieniądze na osobę chorą na raka, i tak stworzyła swoje krosno. Firma Friendly Bands, sprzedaje bransoletki i krosna Sunshine Loom, które są dużo fajniejsze niż Rainbow Loom bo większe, ponumerowane haczyki, z zawieszkami itd. Tata pilot, mama zajmuje się dziećmi, więc nie rozegrali tego tak dobrze marektingowo jak Rainbow Loom. Rainbow Loom stał się taki popularny dzięki filmom na youtube i tutaj…. wygrało. Warto zrobić wywiad środowiskowy na temat bransoletek nim się będzie powielało te same teksty które wiszą na internecie. Dodam że podobne krosna do Rainbow Loom można kupić aby zrobić swetry, szale z włóczki a nie gumek.

  8. te gumki niby są dobre ale skutki ich noszenia źle wpływają na zdrowie dzieci

  9. Te wspaniale kolorowe gumki , są z silikonu . Juz dzisiaj piszą o tym obrońcy środowiska o następnej ekologicznej katastrofie. A ze nie są na lata i się tez znudzą jak wszystkie rzeczy , trafią do śmietnika .

  10. Zaloze sie, ze kiedy beda w wieku gimnazjalnym, wyszukiwanie frazy “gumki” da zupelnie inne wyniki.

    Ciesze sie, ze ktos zauwazyl to, co przegapila (lub pominela) autorka 🙂
    Ciekawe jednak, ze przegapila rowniez „wojne” jaka tocza producenci (no, wlasciciele praw „autorskich” – lol) z „podrobkami” gumek (to a propos wypowiedzi dot. cen 2,5 zl za pudelko v. 10 zl za pudelko). No i echa tej wojny pojawily sie tez w komentarzach pod tekstem o skutkach zdrowotnych i srodowiskowych. To tez ciekawy aspekt, bo jak zwykle, rozne srodowiska probuja sie „podpiac” pod temat i wykorzystac go do swoich celow. Oskarzenie o „toksycznosc” tych „podrobionych” gumek najprawdopodobniej wypuscila do internetu jakas agencja PR pracujaca dla „prawdziwych” gumkowcow, ot w ramach czarnego pr, aby – straszac tym czy owym – zachecic ludzi do wylozenia wiekszych pieniazkow, ktore poplyna do „legalnej” kieszeni (coz, maja prawo, choc sposoby sa jak zwykle, niemile). Byc moze dotyczy to rowniez straszenia slowem „rakotworcze” (ale rakotworcze sa oczywiscie tylko te nielegalne gumki, te legalne zostaly przebadane przez Instytut Biologii Molekularnej X, a prof. Y zaproszony do „sniadania w TVN” zapewnia, ze rozpuszczaja sie na smietniku w 200% w ciagu zaledwie 2 tygodni. Itd.
    Nie zdziwilbym sie, gdyby i haslo o zanieczyszczeniu srodowiska powstalo podczas tej samej burzy mozgow w tej samej agencji PR. Wszystko po to, aby ludzie nie kupowali pudelek za 2,50 zl (w Polsce za tyle), tylko te za 10 zl.
    A kto sie „podpina”? No coz, jak slysze haslo „rakotworcze” i „szkodliwe dla zdrowia dzieci”, to najprawdopodobniej glosy oburzenia i zaniepokojenia wsrod roznego rodzaju instytucji i organizacji pro-dzieciecych i pro-rodzicielskich, fundacji pasozytujacych na dotacjach, grantach i datkach bardziej naiwnych rodzicow. Fundacji, dla ktorych jest to znakomita okazja, aby sie pokazac w mediach i uzyskac darmowa reklame (wg. opinii pani A, ekspertki fundacji B…). Z kolei zasypywanie smieciami srodowiska naturalnego… no coz, ekolodzy – WYSTAP! SZABLE W DLON! I wszyscy sa tak szalenie zatroskani WYLACZNIE srodowiskiem i zdrowiem dzieci! 🙂

    a co do powodow popularnosci – zgadzam sie, aspekt „tworczosci” – oraz tworczosci w sensie fizycznym, a nie wirtualnym, moze napedzac ta manie. Choc moje 5 i 7 letnie dzieci, mimo silnego kontaktu z komputerem, glownie tworza (jeszcze!) na papierze, z nozyczkami, klejem, kredkami. Wczoraj corka zrobila z papieru i tasmy przezroczystej… piramide. No fakt, bardziej stozek niz piramida, ale liczy sie intencja. I doklejone cos do niej… jakas mini-ksiazeczka… Anubis Moze to Ksiega Umarlych? To dlatego chyba chciala sprawdzic haslo Anubis w wikipedii, cos tam ich ostatnio ucza w szkole o starozytnym Egipcie.
    A „loombandy” w jej szkole juz wychodza z mody. Bedzie cos innego.

css.php