Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Punkt S - Blog socjolożki Małgorzaty Sikorskiej Punkt S - Blog socjolożki Małgorzaty Sikorskiej Punkt S - Blog socjolożki Małgorzaty Sikorskiej

12.09.2014
piątek

Czy można mieć od razu trójkę dzieci?

12 września 2014, piątek,

Oczywiście, można. Choć nie zdarza się to często. Trojaczki przychodzą na świat raz na 7200 porodów. Tymczasem inicjatorzy polityki „prorodzinnej” w Polsce ignorują ten fakt, adresując wiele rozwiązań do rodzin z co najmniej trójką dzieci. Tak jakby nie zauważali, że aby wychowywać trójkę, najpierw (w zdecydowanej większości przypadków) trzeba zdecydować się na pierwsze, a potem na drugie dziecko.

„Karta Dużych Rodzin” (dla rodzin z co najmniej trójką dzieci), dodatkowe zniżki – np. w komunikacji – proponowane przez samorządy (dla rodzin z co najmniej trójką dzieci), dodatkowe punkty w rekrutacji do przedszkoli (dla rodzin z co najmniej trójką dzieci), wreszcie – ustawa przygotowywana obecnie w ministerstwie finansów, której celem jest m.in. „zwiększenie kwoty ulgi dla podatników wychowujących troje i więcej dzieci”. Wszystko świetnie. Każdy (no, prawie każdy) element polityki społecznej, nastawionej na podniesienie dzietności, jest cenny – wskaźnik urodzeń w Polsce jest jednym z najniższych wśród krajów Unii Europejskiej*. Jednak autorzy rozwiązań promujących wielodzietne rodziny zdają się zapominać, że aby rodzice zdecydowali się na trzecie lub kolejne dzieci, najpierw muszą się zdecydować na pierwsze i drugie.

Jeśli chodzi o pierwsze dziecko – wiele osób jest przekonanych, że warto je mieć i całkiem niemała grupa się na to decyduje. Wprawdzie liczba bezdzietnych kobiet w Polsce wzrasta (jak pokazują demografki Monika Mynarska i Marta Styrc, wśród kobiet urodzonych w latach 1945-1955 około 8 proc. nie urodziło dziecka, natomiast w grupie kobiet, które urodziły się w 1970 roku, a więc obecnie mają 44 lata, 17 proc. pozostaje bezdzietnymi), to jednak wciąż – w porównaniu z innymi krajami UE – bezdzietność nie należy do najważniejszych przyczyn małej liczby dzieci w naszym kraju.

Zasadniczym powodem niskiej dzietności jest to, że Polki i Polacy stosunkowo rzadko decydują się na drugie dziecko. Wśród rodzin mających dzieci 53 proc. stanowią te, w których dorasta jedynak lub jedynaczka, w 35 proc. gospodarstw domowych jest dwoje dzieci, w 9 proc. – troje, a 3 proc. rodzin ma czworo i więcej dzieci (dane GUS, Spis Powszechny realizowany w 2011 roku). Jednocześnie niezmiennie od kilkunastu lat „ideałem” rodziny jest dla wielu mieszkańców naszego kraju model: 2 + 2 – dwoje dzieci chciałaby mieć połowa badanych przez CBOS. O trójce dzieci marzy prawie 1/4 respondentów, wychowywać jedno dziecko chciałoby 7 proc., a jedynie 3 proc. deklaruje, że w ogóle nie chce mieć dzieci. Z jednej strony mamy więc bardzo niski wskaźnik dzietności i coraz więcej jedynaków, a z drugiej strony – najwięcej Polek i Polaków marzy o dwójce, a w drugiej kolejności o trójce dzieci. Rozbieżność między „pożądaną” a „faktyczną” liczbą dzieci (bo tak to się fachowo określa) nie jest zjawiskiem wyjątkowym i charakterystycznym tylko dla naszego kraju. Jednak w Polsce te różnice są szczególnie duże.

Analiza przyczyn niskiej dzietności w naszym kraju to temat na oddzielny wpis lub nawet kilka książek. Zresztą pisałam o tym trochę tutaj. Teraz chcę się zająć czymś innym – podkreślić, że polityka „prorodzinna” w Polsce – a przynajmniej część tej polityki – opiera się na nierealistycznym założeniu: namówmy ludzi do tego, żeby mieli trójkę dzieci.

Tymczasem może warto się skupić na promowaniu modelu rodziny z dwójką dzieci, który obecnie jest dla polityki społecznej niewidoczny. Trudno znaleźć ułatwienia i ulgi adresowane specjalnie dla takich rodzin. „Karty rodziny z dwójką dzieci” jakoś nikt nie proponuje. Być może dlatego, że posiadanie dwojga potomków uważane jest za coś normalnego, standardowego. Otóż trzeba wyraźnie zaznaczyć, że w obecnej sytuacji demograficznej to już coraz rzadziej jest normą. Doceniając działania na rzecz rodzin wielodzietnych, warto apelować do ustawodawców, samorządowców – zauważajcie także rodziny mające (tylko) dwoje dzieci.

* Z jakich powodów państwo powinno podejmować działania mające na celu zachęcanie obywateli, żeby mieli więcej dzieci – to temat na oddzielny wpis.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 15

Dodaj komentarz »
  1. Dokładnie TAK. W naszym kraju pomylono politykę prorodzinną ze wspieraniem wielodzietnych. To wdzięczne medialnie, a poza tym nie generuje takich koszów, bo dzieci numer 3 i wyższych jest o wiele mniej niż tych „drugich”, nie mówiąc o jedynakach. Nie wspominając już o konstytucyjnej zasadzie równości obywateli – ale efekt jest taki, że jednym dzieciom (z rodziny 3+) przysługuje darmowy basen, a innym nie przysługuje, nawet jeśli rodziców z tej drugiej grupy na niego nie stać.

  2. Można, nawet cztery albo pięć.

  3. Szanowna Autorka zgodnie z profilem bloga patrzy z pozycji makro, a w skali mikro potrafi to wyglądać inaczej. Na osiedlu, gdzie mieszkam, przeważają młodzi ludzie i dwójka dzieci nie jest niczym niezwykłym, wręcz mało kto chce poprzestać na jednym. Za to trójka określana jest jako „hardcore”. Zdecydowaliśmy się na trzecie dziecko i chyba było to łatwiejsze niż decydowanie się na drugie. Ale jednak skala wyzwań organizacyjno-finansowych jest nieporównywalnie większa:
    – opieka – na jednego rodzica przypada więcej niż jedno dziecko, o znalezieniu zastępstwa rodzinnego choćby na chwilę dla trójki można zapomnieć, a na zwolnienia chorobowe nadal jest 60 dni w roku (20 na dziecko)
    – mieszkanie (wypadałoby czteropokojowe?)
    – logistyka żłobek / przedszkole / szkoła
    – wszystkie wydatki potrójne i zróżnicowane (przykładowo wózek + szczepionki + zajęcia dodatkowe + wyprawka szkolna), niekiedy nieproporcjonalnie rosnące (np. wycieczki z biur podróży, większy samochód). Można robić wszystko oszczędnie jak 30 lat temu, ale nie chciałbym nikogo namawiać.

    Mówię o rodzinie, gdzie oboje rodzice pracują (dojazdy też zajmują trochę czasu) i nie chcą wpaść w kierat wyłącznie „obsługiwania” dzieci. Stwierdziliśmy, że podołamy, ale nie dziwię się tym, którzy się nie decydują.

    Popieram wniosek o zauważenie rodzin z dwójką dzieci, gdy w szczególności ustawa przedszkolna usuwa je na margines (dzieci dwojga pracujących rodziców mają mniej punktów niż z rodziny patologicznej z trójką tudzież dziecko pseudo-samotnej matki). Łatwo policzyć koszt prywatnego przedszkola dla dwójki. Ale mimo wszystko – poza dostępnością żłobków i przedszkoli nie widzę powodów, żeby dwójkę specjalnie promować – dwójka to zwykła (nawet niepełna) zastępowalność pokoleń.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. jak miło! tak zacznijmy promować dwójki na początek – jestem matką sześciorga i karta duzych rodzin jest dla mnie kpiną, jak macie mieć dzieci, bo państwo coś da, to proszę, ja moje mam, bo wierzę w MIŁOŚĆ.

  6. Ciekawym zjawiskiem jest także komplikowanie się codziennej logistyki ze wzrostem liczby potomstwa. Jak ma się jedno dziecko, to problemu wielkiego nie ma, jedno z rodziców odwozi do przedszkola/żłobka, drugie odbiera, jakoś d a się wyrobić. Przy dwójce to już jest ciężej, bo rzadko zdarza się żeby żłobek i przedszkole były w tym samym miejscu. I trzeba kombinować, jak tu je rozdystrybuować, żeby jeszcze zdążyć do pracy. Zwykle trzeba pokonać kilkakrotnie ten sam odcinek w pełznącym korku, i nie ma znaczenia czy jedzie się swoim samochodem, autobusem ,czy przepycha się na rowerze. A po pracy trzeba zdążyć dzieci odebrać bo przedszkole tylko do 17.00. Ktoś nie zdąży? Przy trójce jest jeszcze weselej .Ergo, niska jakość infrastruktury i komunikacji (życia w ogóle) ma wpływ na dzietność.

  7. W całej tej „polityce prorodzinnej” brak podstawowego pytania: dlaczego tak się dzieje, że pośród szalejącego katolicyzmu, prorodzinnego do wymiotów, ludziom odechciało się mnożyć? Przecież jest tak nieporownywalnie lepiej, jesteśmy wreszcie wolni i niezależni i gdzie prokreacyjna wdzięczność? Jak to jest, że w okrutnym, mrocznym PRLu ludzie nie bali się mieć dzieci a przecież wtedy masowo umierano w wielodniowych kolejkach po żylaste schabowe z kością, po kątach walały się trupy opozycjonistów, ZOMO pałowało wszystkich jak leci… i tylko liczne wygrane w totka ratowały bogobojną rodzinę Wałęsów przed śmiercią… Dobrze wszystko pamiętam?

  8. camel:malo dzieci to wynik wzrostu dobrobytu!Nim znowu cos wymyslisz:w RFN im wiecej ulatwien dla chcacych miec dzieci,tym szybciej maleje dzietnosc!Tyllko dla polglowkow rzecz jest prosta!

  9. a po co nam rodziny wielodzietne, niech kazdy am tyle dzieci na ile go stac, pieprzenie o tym ze kolejne pokolenia beda pracowac na starych emerytow mija sie z celem, mlodzi juz dostali informacje, ze na emeryture maja oszczedzac prywatnie bo tej emerytury nie bedzie, panstwo zabiera mi 80 % tego co wypracuje, jako osoba bezdzietna nie korzystam z tych podatkow (to dzieciaki korzystaja z darmowej opieki zdrowotnej, szkoly, placu zabaw i innych przywilejow), po prostu utrzymuje wielodzietnych. Juz wiem, ze emerytury nigdy miec nie bede a praca do konca zycia na „wielodzietnych”. Poza tym ci wielodzietni, jesli dziecko jest z rodziny „normalnej” to pewnie po osiagnieciu pelnoletnosci wyjedzie do pracy za granice i tam bedzie placic podatki. A jesli z „patologicznej” ( niekoniecznie alkoholizm, wystarczy wyuczona bezradnosc, wyuczone „mi sie nalezy za darmo”) to bedzie na utrzymaniu panstwa do konca swiata, wraz ze swoimi dziecmi. Wiekszosc dzieci z rodzin wielodzietnych dotykaja roznego rodzaju braki, ktore sa powodem wstydu – przewaznie biora sie z ograniczen finansowych rodzicow. ALe rodzice coz lubia sie bzykac i rozmnazac. Chetnie na koszt innych. Bo przeciez kazdy przywilej polega na tym, ze innej osobie trzeba zabrac, pod przymusem, zeby dac tej uprzywilejowanej. Dlatego kto madry to wyjezdza z tego kraju. Zostaja tylko uprzywilejowani i patologia. Sredniaki ktore maja to utrzymywac wola zwiac za granice. I zarobione pieniadze pakowac w swoje, a nie cudze dzieci.

  10. W Polsce zanikly elementarne warunki dla podstaw zycia. Dzietnosc osiagnela 50% tej z Generalnej Guberni.
    Partyjny motloch rzadzi dla siebie nie dla polakow. To nalezy wreszczie rozpoznac.

  11. Autorka bredzi jak w dawnym Kraju Rad wczesnej bolszewi.

    To ochydna propaganda. Tu nawet nie ma proby otarcia sie o jakiekolwiek realia. A realia sa takie – w Polsce nie ma warunkow dla rodzin ani posiadania dzieci.

    Ponad 70% ludzi zyje w biedzie i nie sa w stania zaadoptowac nawet psa ze schorniska. Jak autorka moze tego nie wiedziec !!!. Autorka sie kompromituje.

    Teraz po dezercji dyktatora Donka zaczynaja sie pojawaiac odwazne oszacowania jego 7 letniej beznadziejnej dyktatury. Obraz Polski rzeczywistej. Autorka powinna sie z tym zapoznac.
    http://pieniadze.gazeta.pl/pieniadz/1,136156,16632152,Deficyt__bezrobocie__demografia__Tymi_danymi_Tusk.html#BoxSlotI3img

  12. Jeżeli nie patrzymy z perspektywy Warszawy – to na prawdę jest kiepsko. Widzę jak do Glasgow przyjeżdżają młode dziewczyny w ciąży lub z małym dzieciakiem. Dlaczego ?. Bo w w Polsce albo nie mają z czego żyć, albo musiały uciekać przed ostarcyzmem. Ta nasza katolickość. To coś okropnego. A niemożliwość utrzymania dziecka przez młodych to zbrodnia.

  13. Axiom – tak. 70 procent zyje w biedzie. Czyli te zakorkowane przez samochody ulice, kolejki do odpraw na lotniskach w kierunku Egiptu, czy Tunezji, tlewizory po 50 cali, pelne restauracje to, rozumiem – robota tych 30 procent, plawiacych sie w luksusie? Dajmy sobie spokoj z demagogia i spojrzmy na dane statystyczne. A jak Pan/ Pani nie wierzy, to prosze przyjrzec sie sasiadom i sobie. Zreszta – w takim Kamerunie gospodarczo gorzej, a dzieci wiecej, w RFN lepiej, a dzieci mniej – to chyba malo logicznym arguemten sie Pan/ Pani posluguje i to nie autorka sie kompromituje….. A slowo dyktatura prosze zachowac dla prawdziwych dyktatur, bo jezeli w Polsce kazdy idiota moze zwolac konferencje prasowa, i bredzic do woli o brzozach, bez konsekwencji, to do dyktatury nam daleko.

  14. Gdyby miały być „karty rodziny z dwójką dzieci” z różnymi ulgami, to w stosunku do jakiej sytuacji jest to ulga? To jasne – wobec nieposiadania dzieci w ogóle oraz posiadania jednego dziecka. Przypadek pierwszy pomijam. Więc żeby było „ulgowo”, najpierw musi być ciężko, bo bez ulg – z jednym dzieckiem. Najlepiej więc od razu nastawić się na dwójkę. Tyle, że to graniczy z niewykonalnością.

    Co to są w ogóle za ulgi? więcej punktów przy przyjmowaniu do przedszkola? To nie ulga, a hazard. inni będą mieć więcej punków, przedszkoli mało, więc się hazardziści nie załapią. Jak nie ma pewności, że przedszkole będzie, nie gra się dzieckiem w „przedszkole” .
    Niższa cena biletu na tramwaj? albo niższa wejściówka do muzeum? To ma zachęcać do posiadania trójki? A nawet dwójki?

    Większa dzietność bierze się prędzej z kanonów kultury: kobieta jest od rodzenia, a mąż od zarabiania. Czuwa nad tym Kościół.
    Nic w tym śmiesznego. Papież JP II postulował: duża rodzina,pełno dzieci, kobieta w domu, chowa śliczne i zdrowe dzieci katolickie, mąż jest wyłącznym żywicielem i starcza dla wszystkich na wszystko: duże mieszkanie (4 pokoje co najmniej), urlopy rodzinne dla wszystkich, raz Tatry, raz Egipt, raz Władysławowo; rowery, narty, kom kultury, pielgrzymki coroczne, uroczystości w domu rodzinnym – szynka, baleron, szapmanik, firness przy sprzątaniu kuchni dla pani, ortodonta, ipad dla każdego.

    Jak nie ma tej kultury, muszą być wabiki: rodzenie za korzyści.

    Jak nie ma wabików, musi być inna kultura: kobietom się chce rodzić, taka moda, to jest fajne, może to robić bezpiecznie społecznie, materialnie, edukacyjnie, prestiżowo, kulturowo w perspektywie wychowywania dzieci, czyli co najmniej 20 lat do przodu. Tatusiom musi się chcieć być tatusiami. Z podobnych powodów.

  15. Monika
    13 września o godz. 23:31
    Czytalem ze paprykarz ktory smial zapytac dyktatora Donka (juz dezertera Donka) jak zyc za 1000 zl miesiecznie jest bogatym chamem. Bo kupil sobie nowa koszule.

    Rzezimowa ynteligencja pokazywala swoj poziom skurwienia przekonujac ze za 522 zl miesiecznie da sie zyc. Niewazne ze samo wynajecie mieszkania kosztuje od 1500 zl.

    Ty tez piszesz co widzisz, samochody na ulicach, ludzie w restauracjach, lo-bosze nie do wiary. Czy to ma swiadczyc ze 70% polakow nie jest biedna ?

    Ale dlugow nie widzisz ? Ponad 90% samochodow sprzedaje sie na kredyt, a w restauracjach klasa uprzewilejowanych polakow zre na koszt podatnika. Jak np Sikorski na koszt MSZ. Jak np Belka na koszt NBP. Czy ty masz pojecie ile osob w Polsce wogole nie ije ?

    Przecietny polak ma 80-100 tys zl dlugu. Ty tez i newet dziecko dzisiej urodzone. To wynik lajdackich nie-rzadow ostatnich 25 lat.

    Fakt, w Generalnej Guberni dzietnosc polakow byla 100% wyzsza od obecnej. W GG poalcy z wiekszym optymizmem patrzyli w zycie. Dzisiej polak nie jest pewien ani dnia ani godziny, nie ma zadnych gwaracji pracy i regularnego dochdu i nie ryzykuje posiadaniem dzieci co jest projektem na co najmniej 20 lat.

    Autorka oczywiscie nie wie co jest potrzbne aby rodziny decydowaly sie na dzieci.
    Na szkoleniach partyjnych uczyli tylko jak wielki jest dyktator Donek.

  16. Wielkość rodziny to jest przypadek. Duże rodziny najczęściej mają nie ci, którzy teoretycznie powinni je mieć z powodu „posiadania warunków”.
    Musi być coś w powietrzu. Pierwsza połowa lat osiemdziesiątych to coś miała. Zbieg okoliczności. Liczna fala młodych Polek – dziedzictwo pokolenia ich matek, stan wojenny i „Solidarność” niosąca nadzieję, głupota młodych, co to nie wiedzieli jak trudno utrzymać duże rodziny, mała konkurencja innych rozrywek, spłaszczenie dochodów, i chyba jeszcze raz to naiwne przekonanie, że skoro trudno aby mogło się pogorszyć (nikt z młodych sobie wojny nie wyobrażał?) to siłą rzeczy może być już tylko lepiej!
    Meliśmy z żoną bardzo młodo i bardzo dużo dzieci, @katarzyna – przebijam! 😉 ale teraz nie możemy się jakoś doczekać się na wnuki.

    I nie pieniądze ani waruni materialne są tego przyczyną. Czwórka moich dzieci samochody kupiła wcześniej niż ja. Każde z nich ma mieszkanie (niektórzy dwa) a myśmy z żoną mieszkali kątem przy rodzicach.

    Żona będąc w dzisiejszym wieku najstarszego syna miała już więcej dzieci niż @katarzyna, a syn nie ma nawet pierwszego. Kupił dom w Londynie, pracuje w City. Najstarsza córka wydaje książki w Springerze i walczy o profesurę w USA a z dziećmi ma tylko kontakt jako wolontariuszka w miejscowej szkole. Gdyby szła tempem matki to właśnie rodziłaby siódme dziecko.

    Oni wszyscy założyli gumki, sprężynki, żele i gąbki, wkładki i podkładki, połknęli tabletki, nalepili plastry i wzięli zastrzyki.

    Ja z zapałem robiłem wykresy temperatury i czego tam jeszcze… tylko z wnioskami z tych wykresów jakoś nie mogłem się zgodzić. Żona zawsze twierdziła, że ona była wyregulowana jak zegarek tylko że zegarka się małpie nie daje…mea culpa.

css.php