Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Punkt S - Blog socjolożki Małgorzaty Sikorskiej Punkt S - Blog socjolożki Małgorzaty Sikorskiej Punkt S - Blog socjolożki Małgorzaty Sikorskiej

30.08.2014
sobota

Początek szkoły – kto zakłada tornister?

30 sierpnia 2014, sobota,

Co roku na początku września zastanawia mnie to samo: dzieci rozpoczynają rok szkolny, a rodzice, dziadkowie i opiekunki zakładają tornistry i plecaki.

Wiem – tornistry, które noszą uczniowie, mogą być ciężkie. Wiem – dzieci są delikatne, a w dodatku coraz więcej z nich idzie do szkoły, gdy mają sześć, a nie siedem lat. A ciężki plecak plus małe dziecko równa się krzywy kręgosłup. Czy jednak rzeczywiście tylko o to chodzi?

W wielu szkołach są szafki, w których uczniowie mogą zostawiać część swoich rzeczy, i wcale nie noszą (albo przynajmniej nie muszą nosić) kilogramów na plecach. Od 2009 roku szkoły są zobowiązane do zapewnienia dzieciom miejsca na przechowywanie rzeczy. Nie wszystkie się jednak z tego wywiązują. A gdy się nie wywiązują, najmłodsi uczniowie noszą tornistry często ważące więcej niż „przepisowe” 10 do 15 proc. ich wagi.

Rozumiem, że widok sześciolatka uginającego się pod ciężarem plecaka dla rodziców, dziadków czy opiekunek jest trudny do zaakceptowania i wtedy sami je zakładają. Jednak nie tylko najmłodszych dzieci to dotyczy. Nie jest rzadkością taki obrazek: całkiem wyrośnięty uczeń, tak na oko cztero- czy pięcioklasista, a obok babcia czy opiekunka dźwigająca plecak. Noszenie tornistra (w dodatku na jednym ramieniu lub trzymanego w ręku, bo przecież to mało poważne, żeby go założyć na plecy) z pewnością nie poprawi stanu kręgosłupa starszej osoby.

Moim zdaniem chodzi nie tylko o pomaganie maluchom w dźwiganiu. Bo często te maluchy nie są już takie małe, a i ich plecaki wcale nie są takie ciężkie. Mam wrażenie, że zwyczaj noszenia należących do dzieci podręczników, zeszytów i tysiąca innych szkolnych „drobiazgów” przez dorosłych jest dobrą ilustracją dla bardziej ogólnego zjawiska. Chodzi o wyręczanie dzieci.

Między pomaganiem a wyręczaniem granica jest cienka. To zrozumiałe, że trzylatek nie przygotuje sobie śniadania. Czy jednak pierwszoklasista musi mieć podane wszystko pod nos? Czy jedyną kulinarną umiejętnością gimnazjalisty ma być zagotowanie wody na herbatę? Czy nawet debiutujący uczeń nie może być odpowiedzialny za własne prace domowe? Czy rodzice muszą odrabiać lekcje razem z nim, a czasem i za niego? Czy naprawdę dziesięciolatek nie potrafi posprzątać swojego pokoju? A nawet jeśli nie potrafi lub raczej mu się nie chce, to czy mama musi to za niego robić? Czy tak często musimy wyręczać swoje dzieci?

Nie wiem, czy jest to cecha charakterystyczna dla polskich rodziców. Zapewne nie. Mam jednak wrażenie, że wysoki odsetek młodych ludzi, którzy wciąż mieszkają z rodzicami, nie jest związany tylko z problemami ze znalezieniem pracy, umowami śmieciowymi czy trudnościami ze wzięciem kredytu. To są oczywiście bardzo ważne czynniki. Czy jednak nie zaczyna się od wyręczania w noszeniu tornistra?

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 12

Dodaj komentarz »
  1. Są tornistry na kółeczkach, dziecko codziennie może mieć namiastkę jechania na/wracania z wakacji. Życie jest ciężkie.

  2. Bo ja wiem, czy o pomaganie chodzi? Często raczej o realizację własnych wyobrażeń.

  3. Chodzi o „hodowanie czempiona”, czyli,w polskich warunkach, kogoś, kto będzie w stanie zdobyć przyzwoitą pracę.
    Jeśli nie ma się rodowych firm itp. ani szerokich „pleców” w postaci wujków burmistrzów, szwagrów posłów, krewnych i bliskich znajomych na wysokich stanowiskach – w Polsce raczej nie znajdzie się atrakcyjnej pracy. Czasem, w 1 przypadku na 100, otwiera się szansa dla kandydata „z ulicy”, ale wtedy tan kandydat musi być tak dobry, żeby był w stanie z nie tylko pracować za siebie, ale i za mniej zdolnych i wydajnych siostrzeńców, dzieci szwagra itd. Musi być po prostu wszechstronną maszyną w swojej branży.
    Ubożsi, gorzej ustawieni rodzice wiedzą, że ich dziecko, jeśli ma tu przetrwać i to jeszcze na dobrym poziomie socjoekonomicznym, nie ma innego wyjścia, jak uczyć się tego, z czego będzie jeść chleb – i na tym skupiać, w tym być perfekcyjne. Jeśli obarczą dziecko mnóstwem drobnych czynności do robienia „wkoło siebie”, które meczą, zajmują uwagę – automatycznie będzie miało mniej czasu, uwagi i siły na to, co ma zbudować jego przyszłość. Dlatego matki nagminnie odrabiają plastykę, prace techniczne, czytają i streszczają lektury, jeśli hodują przyszłego inżyniera. Dlatego w starszych klasach LO wiele zwolnień z WF-u i z religii – ten czas przydaje się na naukę do matury.
    Taki trend nie jest zresztą udziałem jedynie dzieci. Jeśli ktoś jest wziętym adwokatem, na ogół wynajmuje kogoś, kto pucuje kafelki w jego łazience, a sam oddaje swój czas bardziej dla siebie priorytetowym sprawom.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Z religii to chyba dlatego, że są niewierzący.

  6. Zdaje się, że wykazano już, że ciągnięcie walizki na kółkach też nie jest obojętne dla kręgosłupa (ręka ciągnąca walizkę wykręcona do tyłu).

  7. Dokładnie, ciągnięcie za sobą walizko-plecaka jest gorsze od noszenia plecaka na plecach (plecaka, który nie waży więcej niż 10-15% wagi noszącego go dzieciaka) – przy ciągnięciu następuje skręt kręgosłupa, obciążona jest tylko jedna strona.

  8. Ciekawa jestem, czy autorka artykułu choć trochę zadała sobie trud aby sprawdzić, ile ważą plecaki dzieci. Klasy I-III mają zazwyczaj zajęcia tylko w jednej sali i jest możliwe zostawianie podręczników. Natomiast klasy 4-6 mają już każdą lekcję w innej sali, a to w sali od historii, przyrody, informatyki, matematycznej, polonistycznej itd. Nie wszystkie szkoły są luksusowo przestronne, niektóre mają wąskie korytarze i zwyczajnie szafek wstawić się nie da. Mój szóstoklasista to drobny chłopiec, który aktualnie waży 35 kg. Będąc w czwartej klasie ważył 31 kg. Ile waży jego plecak? Zazwyczaj ok 9 kg, ale gdy dochodził czasem atlas, blok techniczny, farby, flet na muzykę, dres na zimowy wf ta masa była znacznie większa. Często ponad 30 % jego wagi!!! Wydawcy się postarali, aby książki były ładne i wydane na kredowym papierze, który jest strasznie ciężki. Kółka niczego nie dają, gdy szkoła jest kilkupoziomowa bez windy, a wręcz takie plecaki tylko pogarszają sytuację, gdyż ważą dużo więcej. I może sprawdzają się w mieście na czystych chodnikach, a nie na prowincji, gdzie często kółka się brudzą na szutrowych drogach, a potem dziecko bierze taki ubłocony plecak na plecy, aby wejść na drugie piętro na zajęcia.
    Mój syn chodzi do klasy sportowej, ma 10 godzin W-Fu i mimo wszystko ma skierowanie na rehabilitację od lekarza z poradni wad postawy. Jak myślicie dlaczego?

    Dlatego kto może, ja, babcia, dziadek wychodzi po niego i pomaga mu nieść ten cholerny plecak.

  9. Co z tego, że moje dziecko może zostawić część książek? Nie zostawi, bo pisze ZARÓWNO W ĆWICZENIACH JAK I W PODRĘCZNIKU. Tak, pisze w podręczniku. Jak to zobaczyłam w zeszłym roku, w kl. pierwszej, to szlag mnie trafił ale co mogłam zrobić? Wszystko na przemiał. Szkoda, że to w ogóle dozwolone.

  10. Mój syn poszedł do 5 klasy, i nie jest drobny, ale jak dziś podnosił plecak do szkoły, to miał dość niewyraźną minę. No cóż , jak się okazało dla mnie ten plecak był ciężki również, niczym duży wór ziemniaków. Myślę, że uogólnianie o wyręczaniu dzieci może być krzywdzące, starszaki nie mają swoich szafek, do każdego przedmiotu książka, ćwiczenia, zeszyt, strój na WF, buty na zmianę, czasem dodatkowe materiały na przedmioty typu plastyka, technika.
    To naprawdę nie jest lekka sprawa, ale jeśli autor się nie zgadza, to niech ponosi analogicznie do swojej wagi i wzrostu takie ciężary i wtedy pogadamy.

  11. No cóż, jesteśmy wygodni, zagonieni i zamyśleni. Często wrzucamy ten przysłowiowy „tornister” na plecy żeby było szybciej. Myślę, że to główny powód wyręczania dzieci. Sama mam w domu trójkę i wiem ile czasu potrzeba aby się same ubrały, spakowały, wyszły. Często mam pokusę, żeby zrobić to za nich, bo… już jesteśmy spóźnieni. Życie zmusza nas do nieustannego pędu, wyścigu…

  12. Ja rozumiem, że plecak jest ciężki. Ale czy naprawdę trzeba go nosić za dziecko? A może tak część rzeczy przełożyć do reklamówki i niech dziecko niesie swój plecak, a opiekun reklamówkę.

  13. dzieci do szkoły w domu spokój 🙂

css.php