Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Punkt S - Blog socjolożki Małgorzaty Sikorskiej Punkt S - Blog socjolożki Małgorzaty Sikorskiej Punkt S - Blog socjolożki Małgorzaty Sikorskiej

15.08.2014
piątek

Usatysfakcjonowani. Zwyczaje seksualne Polaków

15 sierpnia 2014, piątek,

Wakacje sprzyjają tematom mniej poważnym. Życie seksualne może się takim tematem wydawać. To jednak oczywiście nieprawda. Tak samo jak nieprawdą jest, że to, co ludzie robią we własnych sypialniach, jest sprawą ich indywidualnych preferencji i decyzji.*

W każdym społeczeństwie istnieją „scenariusze seksualne” określające, kto, co, kiedy i dlaczego robi lub kto, czego, kiedy i dlaczego nie robi w łóżku lub każdym innym miejscu, w którym ludziom zdarza się uprawiać seks. Zachowania seksualne są szczególnie silnie zdeterminowane przez normy społeczne i podzielane społecznie przekonania o tym, co „wypada”, a czego robić się nie powinno. Owe normy przejawiają się chociażby – jak zwracał uwagę Michael Foucault, francuski filozof, historyk i socjolog – w sposobach mówienia o seksie. Kto zabiera głos we współczesnym polskim dyskursie na temat seksualności i jakie prezentuje stanowiska? W pierwszej kolejności można wskazać Kościół katolicki i polityków, a także na media (w tym reklamy) oraz szkołę.

Wbrew pozorom przekaz Kościoła katolickiego dotyczący seksu wcale nie jest jednoznaczny. Są co najmniej dwa warianty postrzegania seksu i seksualności. Część – i jest to chyba większa część – przedstawicieli Kościoła wciąż wpisuje się w podejście do seksualności, które było oficjalną doktryną przed II Soborem Watykańskim i jednoznacznie łączy seks z grzechem, a cel pożycia seksualnego widzi wyłącznie w prokreacji.

Takie stanowisko nie jest wcale zgodne z doktryną aktualnie propagowaną przez Watykan, za wykładnię której można uznać chociażby naukę Jana Pawła II. W tym „nowym” podejściu seks uznawany jest za formę komunikacji dwóch osób, jest sposobem wyrażania miłości zarówno do siebie nawzajem, jaki i do Boga. Najlepszą ilustracją dla takiego stanowiska jest nauczanie Kapucyna Ojca Ksawerego Knotza, autora popularnych książek o nieprzypadkowych tytułach: „Seks, jakiego nie znacie. Dla małżonków kochających Boga” oraz „Seks jest boski, czyli Erotyka katolika”. Ojciec Knotz przekonuje, że seks małżeński może być frywolny, pełen fantazji, nie musi się odbywać przy zgaszonym świetle, może być poprzedzony pieszczotami oralnymi i że przede wszystkim jest on rodzajem modlitwy. Trudno stwierdzić, w jak wielu z ponad 10 tysięcy polskich parafii wierni mogą usłyszeć o takim sposobie postrzegania seksualności.

Dyskusje polityków na temat aborcji, in vitro, refundacji środków antykoncepcyjnych czy związków partnerskich także można odczytywać jako spór o dopuszczalne i niedopuszczalne scenariusze seksualne, a szerzej – jako spór o społeczne role, a także obowiązki oraz prawa kobiet i mężczyzn. Trudno oprzeć się wrażeniu, że spektrum stanowisk prezentowanych przez polskich polityków nie jest zbyt zróżnicowane i w zasadzie ogranicza się z jednej strony – do konserwatywnego podejścia, które dominuje w dyskursie, a nawet zawłaszcza języka debaty publicznej („płód” to „dziecko”, „kobieta w ciąży” to „matka”, kobiecość = macierzyństwo, rodzina to związek osób heteroseksualnych z dzieckiem, a najlepiej z dwójką dzieci itd.), a z drugiej – do nastawiania zwanego liberalnym lub lewackim, które zwykło się przypisywać feministkom i już z tego powodu jest ono dyskryminowane jako mało „poważne”. To podejście jest w dyskursie polityków reprezentowane znacznie rzadziej.

Trzecim uczestnikiem dyskusji są media. Tu na temat seksu i seksualności można znaleźć wszystko: i pornografię (w mniej lub bardziej ostrym wydaniu), i porady (mniej lub bardziej fachowe), i platformę do dyskutowania, „spotykania się” osób o określonych preferencjach seksualnych (mniej lub bardziej rzadkich), i pełne seksualnych odniesień reklamy (mniej lub bardziej subtelne). Socjolog Tomasz Szlendak stwierdza, że współcześnie od seksualnych skojarzeń trudno uciec, co określa zjawiskiem hiperseksualizacji – wszechobecności seksualnych podtekstów w kulturze konsumpcyjnej.

Kolejnym ważnym „nadawcą” jest szkoła. Można oczekiwać, że przekaz przez nią formułowany powinien być spójny. W końcu istnieje podstawa programowa oraz podręczniki zatwierdzane przez Ministerstwo Edukacji Narodowej. Jednak praktyka lekcji „Wychowanie do życia w rodzinie” wskazuje na coś innego.

Przedmiot ten został wprowadzony w 1993 roku jako „Wiedza o życiu seksualnym człowieka”. W 1999 roku zmieniono nazwę na „Wychowanie do życia w rodzinie”, co nie było jedynie zabiegiem retorycznym, ale miało jednoznacznie pokazać, że o życiu seksualnym nie powinno się mówić bez uwzględniania życia rodzinnego. Jak pokazują badania zrealizowane w 2010 roku przez Interaktywny Instytut Badań Rynkowych, w gimnazjach w zajęciach z tego przedmiotu uczestniczyło ponad 80 proc. uczniów, jednak aż 40 proc. badanych nie wiedziało, jak odpowiedzieć na pytanie, co te lekcje im dają, a ponad połowa nie potrafiła określić, jakie tematy były na nich poruszane.

W 2009 roku Grupa Edukatorów Seksualnych Ponton zbierała od uczniów informacje o tym, jak wyglądają w ich szkołach „lekcje z seksu”. Uczniowie pisali między innymi: „W liceum powiedziano nam, że tylko kalendarzyk może zapobiec ciąży, bo prezerwatywa to wymysł szatana; Nasza katechetka w szkole poinformowała dziewczyny, że tamponów nie można używać, bo przyrastają do pochwy” itd.

Niewątpliwie nie we wszystkich szkołach lekcje są prowadzone w ten sposób, niemniej – jak pokazują doświadczenia „Pontonu”, która od kilku lat uruchamia wakacyjny telefon zaufania – wiedza młodzieży na temat seksualności niezmiennie pełna jest mitów: dzwonią na przykład osoby przekonane, że podczas pierwszego stosunku seksualnego nie można zajść w ciążę, a także dziewczyny obawiające się, że do zapłodnienia może dojść, gdy używa się ręcznika brata lub korzysta z publicznej toalety.

Jaki więc jest dyskurs publiczny dotyczący seksu i seksualności? Z jednej strony – konserwatywny (reprezentuje to podejście wielu przedstawicieli Kościoła oraz wielu polityków, a także wielu nauczycieli „od seksu”), z drugiej strony – przeseksualizowany (media). Co z tego wynika dla Polaków?

Zdaniem pedagog i seksuolożki Alicji Długołęckiej chociaż Polacy kochają się dziś częściej niż dawniej, „swoboda obyczajowa jest w wielkiej mierze pozorna. W rzeczywistości jesteśmy narodem niecierpliwym, bardzo zadowolonym z siebie, a przy tym niewyedukowanym, leniwym i patriarchalnym. (…) Polacy w łóżku wchodzą albo w styl zabawowo-przaśny, albo śmiertelnie poważny”.

Podobnie opisuje seksualność Polaków Zbigniew Lew-Starowicz. Podkreśla on wpływ religii katolickiej i katolickiego wychowania na tłumienie fantazji erotycznych oraz bardziej frywolnych zachowań intymnych.

Seksuolog Zbigniew Izdebski zwraca natomiast uwagę na rosnące oczekiwania kobiet i związane z tym frustracje mężczyzn, którzy coraz częściej mają poczucie, że są oceniani przez kobiety wyedukowane w sprawach seksu przez kolorowe czasopisma. „Cała ta metodyka dochodzenia do orgazmu kobiety jest niczym trudny test na inteligencję i powoduje, że mężczyzna czuje się spięty. Pada więc stereotyp samca, który »zawsze musi chcieć i zawsze może«”.

Na podstawie badań przeprowadzonych przez Polskie Towarzystwo Medycyny Seksualnej szacuje się, że 2,6 miliona mężczyzn W Polsce cierpi na zaburzenia erekcji. Jest to przeszło milion więcej niż w 1992 roku. W rezultacie rosnących oczekiwań kobiet oraz wzrastającego lęku mężczyzn to Polaków, a nie Polki, coraz częściej „boli głowa”.

Nie ma jednak co przesadzać z seksualnym „wyzwoleniem” kobiet. Najwyraźniej nie wszystkie czytają i sugerują się radami z tych kolorowych czasopism. Zdaniem Lwa-Starowicza zdecydowaną większość Polek wciąż najlepiej opisują określenia: „seksualnie zachowawcze” oraz „konserwatywne”, seks jest dla nich mniej istotny niż dla mężczyzn, częściej łączą go z grzechem, ewentualnie z wyrazem miłości, podczas gdy mężczyźni częściej widzą w życiu intymnym źródło przyjemności.

Jedno natomiast się nie zmienia – Polacy są ze swojego życia seksualnego bardzo zadowoleni: jak pokazują wyniki badań realizowanych na przełomie kilku lat, nieustannie niemal 80 proc. respondentów twierdziło i twierdzi, że jest usatysfakcjonowanych z życia intymnego. Jest to jeden z wyższych wskaźników wśród krajów europejskich. Nie wiadomo tylko, czy rzeczywiście jesteśmy tak zadowoleni, czy może obawiamy się przyznać do niezadowolenia.

* Więcej na ten temat w rozdziale „Życie rodzinne” (w:) Współczesne społeczeństwo polskie, (red.) Anna Giza, Małgorzata Sikorska, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2012.

Rysunek: Andrzej Mleczko

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 10

Dodaj komentarz »
  1. „nowe” podejście? pierwszy tekst, który Bóg powiedział człowiekowi, to „idźcie na seks” – bo to własnie znaczy „rozmnażajcie się”.

    w kościele katolickim seks (kochających się małżonków) to jeden z sakramentów i nie zmienia tego fakt, że niektórzy mogą tego nie wiedzieć.

  2. Drobiazg, doprawdy, ale wydaje mi się, że przekaz Kościoła katolickiego dotyczący seksu jest jednoznaczny. Coraz bardziej, a jego wyraziciele skupieni są w Rodzinie Radia Maryja.
    https://www.youtube.com/watch?v=SIElov6r9Hc

  3. Najlepszą lekcję, jaką dostałam od rodziców, którzy generalnie słabo, słabo, ale ten przekaz akurat był zajebisty: żeby się kochać musisz kochać i musisz być kochana. I jeszcze – byli na tyle młodzi i zbuntowani, że mieli odwagę nie zapisać mnie na religię. Ale to taka rzadkość jak rydza i kurkę together – znaleźć w tym katolickim kraju kogoś, kto chce regularnie uprawiać seks i nie jest dewiantem. To wynikające z badań zadowolenie z seksu jest świadectwem głębokiego wstydu, wciąż nie można się przyznać, że coś jest nie tak.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. „Kapucyna Ojca Ksawerego Knotza, autora popularnych książek o…”
    Ciekawi mnie czy Ojciec Ksawery ma jakieś empiryczne doświadczenia w tym, o czym pisze? Z drugiej strony, dlaczego nie? Jeśli można robić dysertacje i otrzymywać stopnie naukowe w pseudonauce zwanej teologią.

  6. Seksualny obyczaj polskiego establishmentu najdosadniej nazwał minister Sikorski.
    To jest robienie „łaski” globalistom przez polski establishment, czyli również przez pana ministra.

  7. „. W tym „nowym” podejściu seks uznawany jest za formę komunikacji dwóch osób, jest sposobem wyrażania miłości zarówno do siebie nawzajem, jaki i do Boga.”
    Czyli w czasie orgazmu, trzeba koniecznie myśleć o Bogu. Czegóż to te błazny jeszcze nie wymyślą?
    Jakim ciemnym bezrefleksyjnym durniem trzeba być, żeby kupować ten kit?

  8. Ech…
    Seks? Kogo to obchodzi, pogadajmy lepiej o niegodziwościach Kościoła.
    PT Komentatorów najlepiej rozpala o. Rydzyk.

  9. sugadaddy
    18 sierpnia o godz. 11:01

    Jeśli w trakcie orgazmu myśli się o Bogu, to Boga się w orgazm wplątuje w sposób bardzo dwuznaczny. Powiedzieć przy tym, że to relacja bliska pedofilskiej, to jeszcze nic nie powiedzieć.
    Więc nie wolno wtedy myśleć o Bogu.

    Nie myśleć o Bogu w trakcie orgazmu, to odrzucać Boga, a zanurzać się w biologiczności i plugawości, nurzać się w rozpuście i tracić łączność z Bogiem, a nawiązywać – z Szatanem.
    Więc absolutnie konieczne jest wtedy myśleć o Bogu.
    Dlatego też Kościół kat. seks każe nazywać „komunią ciał”. Nie na darmo, nie bez powodu – komunią. Kopulacja jest komunią. Czyni ją katolik na chwałę Pana. Tylko i wyłącznie. Bez chwały – jest plugastwo i grzech śmiertelny.

    W trakcie „komunii ciał” katolik odczuwa najgłębiej to,co odczuwać najgłębiej jest mu nakazane w sytuacji tak najwybitniej właściwej: „Boże, choć Cię nie pojmuję, jednak nad wszystko miłuję”. Szczyty miłowania Boga osiąga katolik w trakcie szczytowania. Mimo, że ciągle Boga nie pojmuje. Tak samo przed jak i po „komunii ciał”.

    Musi więc katolik żyć w sytuacji nieustającego napięcia między sprzecznościami. Wykonywać niemożliwą do wykonania robotę, i usiłować przy tym zachować jaką-taką równowagę psychiczną, której zachować się nie da.
    Św Teresa z Avilla doznawała orgazmów w trakcie przemodleń i wizji. Jej nad wyraz liczne następczynie – także. Jej popisowym doznaniem było branie na język napletka Jezusa, pieszczenie go, obracanie, ssanie i połykanie go. Robiła to pasjami.

    Seksualność katolicka jest bardzo atrakcyjna.

  10. Tanaka,
    O tak! bardzo atrakcyjna; szczególnie dla produktów regionalnych w/g Mleczki:
    http://www.polityka.pl/galerie/1567841,1,rysuje-andrzej-mleczko.read

  11. sugadaddy
    20 sierpnia o godz. 19:36

    Tak jest!

css.php