Rodzinni indywidualiści

70. rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego prowokuje do stawiania pytań. Najczęściej dywaguje się o tym, czy Powstanie miało sens. Kolejne z najczęściej stawianych pytań brzmi: czy dzisiaj młodzi ludzie poszliby do Powstania? Jest to pytanie mało rozsądne, a odpowiedź na nie (niezależnie od tego, czy pozytywna, czy negatywna) mało wiążąca, bowiem stwierdzenie „tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono”* szczególnie dobrze pasuje do tak wyjątkowej i granicznej sytuacji jak Powstanie. Więc choć zastanawianie się nad tym, kto by poszedł, a kto nie, uważam za bezproduktywne, nie jest bezsensownym pytanie o to, jacy są współcześnie młodzi ludzie.

Odpowiadając na nie, można by napisać grubą książkę, a najlepiej kilka. Książek na blogu raczej się nie publikuje, więc w tym wpisie zwrócę uwagę tylko na dwie kwestie. Tak dla rozpoczęcia dyskusji.

Na początku, wypada jednak doprecyzować, o kim w ogóle mówimy. Określenie, kto jest, a kto (jeszcze lub już) nie jest młodzieżą, wcale nie jest proste. Przyjmowane są różne kryteria wiekowe: zdaniem niektórych teoretyków człowiek mający 11 czy 13 lat to już nie dziecko, a młodzież;. Według UE i trzydziestolatek będzie jeszcze zaliczany do młodzieży. Nie da się jednoznacznie ustalić dat, więc nie ma sensu dłużej się nad tym rozwodzić.

Ciekawsze jest zresztą opisywanie młodzieży w kategoriach pokolenia, a w zasadzie pokoleń, czyli grup ludzi mniej więcej w tym samym wieku, którym przypisuje się wspólne cechy i wspólne doświadczenia historyczne, społeczne, kulturowe. Tu jednak znowu nic nie jest proste – wyróżnia się, a mówimy tylko o Polsce i jedynie o ostatnich kilkunastu latach, co najmniej kilka pokoleń z nieznanych powodów opisywanych najczęściej za pomocą liter z końca alfabetu. Istnieją więc, a przynajmniej tak twierdzą badacze i publicyści: „pokolenie X”, „pokolenie Y” oraz „pokolenie Z”. Z „literkowego” nazewnictwa wyróżnia się pokolenie „Millenialsów”. To są ci z ostatnią literą alfabetu, inaczej zwani także „pokoleniem JA”, „iPODami”, „Generacją Why”, „Stażystami” itp.

Nazwy są różne, ale czy współcześni młodzi ludzie w Polsce mają jakieś wspólne, pokoleniowe cechy? Wydaje się, że tak. Zwrócę uwagę tylko na dwie kwestie: rodzinność oraz indywidualizm.

Rodzinni…

43 proc. Polaków w wieku 25–34 lata mieszka ze swoimi rodzicami (średnia dla UE 27 to 28 proc.) (1). Ponad 60 proc. osób w wieku 18–24 lata i 12 proc. mających 25–29 lat jest całkowicie (lub prawie całkowicie) utrzymywanych przez rodziców (2). Czy to może świadczyć o przywiązaniu młodych ludzi do domu rodzinnego? Oczywiście nie. Wspólne mieszkanie może wynikać z problemów ze znalezieniem pracy, która pozwoli na samodzielne utrzymanie się; z braku „zdolności kredytowej”; z wygody i z przyzwyczajenia. Albo z tego wszystkiego jednocześnie. Niekoniecznie musi więc chodzić o przywiązanie do domu rodzinnego.

Ale patrzmy dalej: ponad połowa badanych, twierdzących, że mają osobę, którą mogą traktować jako autorytet, wskazuje na rodziców. Drugi w tym „rankingu” autorytetów Jan Paweł II wymieniany jest „jedynie” przez 17 proc. badanych (3).

Czy młodzi ludzie buntują się wobec rodziców? Niekoniecznie. Nie jest przecież łatwo sprzeciwiać się autorytetowi. Zresztą po co to robić? Jak stwierdza jeden z uczestników projektu „Świat młodych 3” (realizowanego przez Grupę IQS) (4): – Ja mam trochę problem z moimi rodzicami. Oni się pytają, jak z seksem u mnie i jak z alkoholem, czy już i czy piję i czy chcę pogadać… To ty mi powiedz Jasiek, JAK JA MAM SIĘ WOBEC nich buntować??? I w sumie PO CO? Opisywany „problem” polega więc na tym, że młody człowiek nie ma powodu oraz potrzeby buntowania się, ale nie do końca dobrze się z tym czuje, coś mu podpowiada, że może jednak powinien. Jednak tego nie robi.

Współcześnie rodzice są dla swoich dzieci nie tylko autorytetami, ale także coraz częściej przyjaciółmi. Młodzi ludzie często – i chyba częściej niż w poprzednich pokoleniach – po prostu lubią swoich rodziców. Rodzice bywają także: terapeutami i powiernikami, sponsorami (oczywiście), często kucharzami (kucharkami raczej), kierowcami czy sprzątaczkami. Młodzi mają z rodzicami coraz więcej wspólnych zainteresowań, często oglądają te same seriale, często ubierają się w dość podobnym stylu. Wynika to także z tego, że obecnie dorośli jakby później „się starzeją” i dystans między rodzicami a dziećmi się zmniejsza. Wspólne zainteresowania to także wspólne zakupy, a w tym młodzi są ekspertami: 80 proc. młodych doradza swym bliskim przy zakupie telefonu; 76 proc. jest konsultantami podczas zakupów ubrań i butów.

Wielu rodziców, widząc kompetencje potomków, a także sugerując się tym, co podpowiadają pisma parentingowe i poradniki, docenia swoje dzieci, tak jak nikt inny. Niektórych można nawet nazwać „fanami” własnych dzieci. Bezkrytycznie chwalą każde ich małe osiągnięcie lub nawet coś, co osiągnięciem nazwać trudno, ale pochwalić można (np. trzy kreski nasmarowane przez malucha przedstawiają… przecież widać od razu: to wykapana mama).

Nie chcę oczywiście powiedzieć, że w polskich rodzinach jest świetnie i wszyscy się kochają. Tak nie jest i nigdy nie było. I nie tylko naszego kraju to dotyczy. Mam jednak wrażenie, że bliskość między rodzicami i dziećmi jest większa niż w poprzednich pokoleniach.

… indywidualiści

Rodzice są bardzo ważni dla „Millenialsów”. Bardzo istotni są także przyjaciele, ale tym, kto dla „Millenialsa” jest zdecydowanie najważniejszy, jest on sam. Niektórzy rodzice sami uczą tego swoje dzieci. Badacze z IQS nazywają młodych „biorcami” – są oni przyzwyczajeni do tego, że rodzina inwestuje w ich wykształcenie i wszechstronny rozwój. Nie powinno więc dziwić, że 75 proc. 16-, 24-latków deklaruje: należy mi się wiele od życia, chcę mieć to, czego potrzebuję.

Wypowiedź jednego z badanych w projekcie „Świat młodych” jest doskonałą ilustracją dla indywidualizm młodych: – Najważniejsza dla mnie osoba to… bo… Ej, chciałbym napisać tu coś fajnego. Że moja dziewczyna, mama/tata, ale prawda jest taka, że w sumie najważniejszą dla mnie osobą jestem ja sam. Brzmi to strasznie ch*****, bo chociaż jestem egoistą, to o wiele wrażliwszym i bardziej czułym na cudze potrzeby niż niejedna osoba niezwracająca na siebie uwagi. Sam nie znoszę egoistów i nie pozwalam, by moi znajomi mogli mnie tak odbierać… Nie znoszę egoistów, ale sam nim jestem, choć trochę głupio mi się do tego przyznać.

„Millenialsi” bywają narcystyczni, kochają siebie, mają poczucie, że są wyjątkowi, niezwykli, ale cały czas w tym poczuciu muszą się utwierdzać. A do utwierdzania doskonale nadają się portale społecznościowe. Wrzucane tam posty, pisane komentarze, a przede wszystkim publikowane zdjęcia (szczególnie „selfiki”, zwane też „samojebkami”) służą tworzeniu własnego obrazu – dla innych, ale także dla siebie. Jak mówiła jedna z badanych w projekcie „Świat młodych”: – To najcięższa robota świata: ciągle pilnować, żeby to wszystko było i takie „twoje” i w miarę spójne. Gdy „robota” zostanie sprawnie wykonana, pozostaje już tylko czekać na lajki.

Czy indywidualizm młodych przekłada się na niezainteresowanie i nieangażowanie w sprawy publiczne, a może bardziej precyzyjnie – nieangażowanie się w politykę? To zbyt proste wnioskowanie, bo inne czynniki (na przykład rozczarowanie polityką) także są ważne. Faktem jest jednak, że ponad połowa młodych ludzi badanych przez CBOS w 2013 roku (5) swoje zainteresowania polityką opisuje jako nikłe, niewielkie („często umykają mojej uwadze nawet ważne wydarzenia”) lub żadne („praktycznie mnie to nie interesuje”). Dla porównania – w 1996 roku niezainteresowanych było 30 proc. W 2013 roku ponad 70 proc. uczniów ostatnich klas szkół ponadgimnazjalnych nie potrafiło – używając skali: lewicowe, centrowe, prawicowe – określić, jakie mają poglądy polityczne (wśród tych, którzy umieli to zrobić, najwięcej osób wskazywało na poglądy prawicowe).

Proste wnioskowanie z wyników przedstawionych wyżej mogłoby wskazywać, że młodzi są zainteresowani przede wszystkim sobą, niekoniecznie byliby zainteresowani powstaniem. Jednak proste wnioskowania zazwyczaj są zawodne, a często także niemądre. Za to stwierdzenie: „Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono”, warto tu przywołać po raz drugi. (Ważne szczególnie dla tych, którzy twierdzą, że na pewno by poszli i tych, którzy deklarują, że zdecydowanie nie).

* Wisława Szymborska, wiersz „Minuta ciszy po Ludwice Wawrzyńskiej”

(1) Dane Eurostatu
(2) CBOS 2013, raport: Sytuacja rodzinna i materialna młodych Polaków i ich postawy konsumpcyjne
(3) CBOS 2009, raport: Wzory i autorytety Polaków
(4) Cytaty oraz dane (w tym miejscu i dalej – o ile nie zaznaczono inaczej) pochodzą ze „Świata Młodych 3”, Grupa IQS
(5) CBOS 2014, opracowanie: Młodzież 2013.