Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Punkt S - Blog socjolożki Małgorzaty Sikorskiej Punkt S - Blog socjolożki Małgorzaty Sikorskiej Punkt S - Blog socjolożki Małgorzaty Sikorskiej

4.08.2014
poniedziałek

Rodzinni indywidualiści

4 sierpnia 2014, poniedziałek,

70. rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego prowokuje do stawiania pytań. Najczęściej dywaguje się o tym, czy Powstanie miało sens. Kolejne z najczęściej stawianych pytań brzmi: czy dzisiaj młodzi ludzie poszliby do Powstania? Jest to pytanie mało rozsądne, a odpowiedź na nie (niezależnie od tego, czy pozytywna, czy negatywna) mało wiążąca, bowiem stwierdzenie „tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono”* szczególnie dobrze pasuje do tak wyjątkowej i granicznej sytuacji jak Powstanie. Więc choć zastanawianie się nad tym, kto by poszedł, a kto nie, uważam za bezproduktywne, nie jest bezsensownym pytanie o to, jacy są współcześnie młodzi ludzie.

Odpowiadając na nie, można by napisać grubą książkę, a najlepiej kilka. Książek na blogu raczej się nie publikuje, więc w tym wpisie zwrócę uwagę tylko na dwie kwestie. Tak dla rozpoczęcia dyskusji.

Na początku, wypada jednak doprecyzować, o kim w ogóle mówimy. Określenie, kto jest, a kto (jeszcze lub już) nie jest młodzieżą, wcale nie jest proste. Przyjmowane są różne kryteria wiekowe: zdaniem niektórych teoretyków człowiek mający 11 czy 13 lat to już nie dziecko, a młodzież;. Według UE i trzydziestolatek będzie jeszcze zaliczany do młodzieży. Nie da się jednoznacznie ustalić dat, więc nie ma sensu dłużej się nad tym rozwodzić.

Ciekawsze jest zresztą opisywanie młodzieży w kategoriach pokolenia, a w zasadzie pokoleń, czyli grup ludzi mniej więcej w tym samym wieku, którym przypisuje się wspólne cechy i wspólne doświadczenia historyczne, społeczne, kulturowe. Tu jednak znowu nic nie jest proste – wyróżnia się, a mówimy tylko o Polsce i jedynie o ostatnich kilkunastu latach, co najmniej kilka pokoleń z nieznanych powodów opisywanych najczęściej za pomocą liter z końca alfabetu. Istnieją więc, a przynajmniej tak twierdzą badacze i publicyści: „pokolenie X”, „pokolenie Y” oraz „pokolenie Z”. Z „literkowego” nazewnictwa wyróżnia się pokolenie „Millenialsów”. To są ci z ostatnią literą alfabetu, inaczej zwani także „pokoleniem JA”, „iPODami”, „Generacją Why”, „Stażystami” itp.

Nazwy są różne, ale czy współcześni młodzi ludzie w Polsce mają jakieś wspólne, pokoleniowe cechy? Wydaje się, że tak. Zwrócę uwagę tylko na dwie kwestie: rodzinność oraz indywidualizm.

Rodzinni…

43 proc. Polaków w wieku 25–34 lata mieszka ze swoimi rodzicami (średnia dla UE 27 to 28 proc.) (1). Ponad 60 proc. osób w wieku 18–24 lata i 12 proc. mających 25–29 lat jest całkowicie (lub prawie całkowicie) utrzymywanych przez rodziców (2). Czy to może świadczyć o przywiązaniu młodych ludzi do domu rodzinnego? Oczywiście nie. Wspólne mieszkanie może wynikać z problemów ze znalezieniem pracy, która pozwoli na samodzielne utrzymanie się; z braku „zdolności kredytowej”; z wygody i z przyzwyczajenia. Albo z tego wszystkiego jednocześnie. Niekoniecznie musi więc chodzić o przywiązanie do domu rodzinnego.

Ale patrzmy dalej: ponad połowa badanych, twierdzących, że mają osobę, którą mogą traktować jako autorytet, wskazuje na rodziców. Drugi w tym „rankingu” autorytetów Jan Paweł II wymieniany jest „jedynie” przez 17 proc. badanych (3).

Czy młodzi ludzie buntują się wobec rodziców? Niekoniecznie. Nie jest przecież łatwo sprzeciwiać się autorytetowi. Zresztą po co to robić? Jak stwierdza jeden z uczestników projektu „Świat młodych 3” (realizowanego przez Grupę IQS) (4): – Ja mam trochę problem z moimi rodzicami. Oni się pytają, jak z seksem u mnie i jak z alkoholem, czy już i czy piję i czy chcę pogadać… To ty mi powiedz Jasiek, JAK JA MAM SIĘ WOBEC nich buntować??? I w sumie PO CO? Opisywany „problem” polega więc na tym, że młody człowiek nie ma powodu oraz potrzeby buntowania się, ale nie do końca dobrze się z tym czuje, coś mu podpowiada, że może jednak powinien. Jednak tego nie robi.

Współcześnie rodzice są dla swoich dzieci nie tylko autorytetami, ale także coraz częściej przyjaciółmi. Młodzi ludzie często – i chyba częściej niż w poprzednich pokoleniach – po prostu lubią swoich rodziców. Rodzice bywają także: terapeutami i powiernikami, sponsorami (oczywiście), często kucharzami (kucharkami raczej), kierowcami czy sprzątaczkami. Młodzi mają z rodzicami coraz więcej wspólnych zainteresowań, często oglądają te same seriale, często ubierają się w dość podobnym stylu. Wynika to także z tego, że obecnie dorośli jakby później „się starzeją” i dystans między rodzicami a dziećmi się zmniejsza. Wspólne zainteresowania to także wspólne zakupy, a w tym młodzi są ekspertami: 80 proc. młodych doradza swym bliskim przy zakupie telefonu; 76 proc. jest konsultantami podczas zakupów ubrań i butów.

Wielu rodziców, widząc kompetencje potomków, a także sugerując się tym, co podpowiadają pisma parentingowe i poradniki, docenia swoje dzieci, tak jak nikt inny. Niektórych można nawet nazwać „fanami” własnych dzieci. Bezkrytycznie chwalą każde ich małe osiągnięcie lub nawet coś, co osiągnięciem nazwać trudno, ale pochwalić można (np. trzy kreski nasmarowane przez malucha przedstawiają… przecież widać od razu: to wykapana mama).

Nie chcę oczywiście powiedzieć, że w polskich rodzinach jest świetnie i wszyscy się kochają. Tak nie jest i nigdy nie było. I nie tylko naszego kraju to dotyczy. Mam jednak wrażenie, że bliskość między rodzicami i dziećmi jest większa niż w poprzednich pokoleniach.

… indywidualiści

Rodzice są bardzo ważni dla „Millenialsów”. Bardzo istotni są także przyjaciele, ale tym, kto dla „Millenialsa” jest zdecydowanie najważniejszy, jest on sam. Niektórzy rodzice sami uczą tego swoje dzieci. Badacze z IQS nazywają młodych „biorcami” – są oni przyzwyczajeni do tego, że rodzina inwestuje w ich wykształcenie i wszechstronny rozwój. Nie powinno więc dziwić, że 75 proc. 16-, 24-latków deklaruje: należy mi się wiele od życia, chcę mieć to, czego potrzebuję.

Wypowiedź jednego z badanych w projekcie „Świat młodych” jest doskonałą ilustracją dla indywidualizm młodych: – Najważniejsza dla mnie osoba to… bo… Ej, chciałbym napisać tu coś fajnego. Że moja dziewczyna, mama/tata, ale prawda jest taka, że w sumie najważniejszą dla mnie osobą jestem ja sam. Brzmi to strasznie ch*****, bo chociaż jestem egoistą, to o wiele wrażliwszym i bardziej czułym na cudze potrzeby niż niejedna osoba niezwracająca na siebie uwagi. Sam nie znoszę egoistów i nie pozwalam, by moi znajomi mogli mnie tak odbierać… Nie znoszę egoistów, ale sam nim jestem, choć trochę głupio mi się do tego przyznać.

„Millenialsi” bywają narcystyczni, kochają siebie, mają poczucie, że są wyjątkowi, niezwykli, ale cały czas w tym poczuciu muszą się utwierdzać. A do utwierdzania doskonale nadają się portale społecznościowe. Wrzucane tam posty, pisane komentarze, a przede wszystkim publikowane zdjęcia (szczególnie „selfiki”, zwane też „samojebkami”) służą tworzeniu własnego obrazu – dla innych, ale także dla siebie. Jak mówiła jedna z badanych w projekcie „Świat młodych”: – To najcięższa robota świata: ciągle pilnować, żeby to wszystko było i takie „twoje” i w miarę spójne. Gdy „robota” zostanie sprawnie wykonana, pozostaje już tylko czekać na lajki.

Czy indywidualizm młodych przekłada się na niezainteresowanie i nieangażowanie w sprawy publiczne, a może bardziej precyzyjnie – nieangażowanie się w politykę? To zbyt proste wnioskowanie, bo inne czynniki (na przykład rozczarowanie polityką) także są ważne. Faktem jest jednak, że ponad połowa młodych ludzi badanych przez CBOS w 2013 roku (5) swoje zainteresowania polityką opisuje jako nikłe, niewielkie („często umykają mojej uwadze nawet ważne wydarzenia”) lub żadne („praktycznie mnie to nie interesuje”). Dla porównania – w 1996 roku niezainteresowanych było 30 proc. W 2013 roku ponad 70 proc. uczniów ostatnich klas szkół ponadgimnazjalnych nie potrafiło – używając skali: lewicowe, centrowe, prawicowe – określić, jakie mają poglądy polityczne (wśród tych, którzy umieli to zrobić, najwięcej osób wskazywało na poglądy prawicowe).

Proste wnioskowanie z wyników przedstawionych wyżej mogłoby wskazywać, że młodzi są zainteresowani przede wszystkim sobą, niekoniecznie byliby zainteresowani powstaniem. Jednak proste wnioskowania zazwyczaj są zawodne, a często także niemądre. Za to stwierdzenie: „Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono”, warto tu przywołać po raz drugi. (Ważne szczególnie dla tych, którzy twierdzą, że na pewno by poszli i tych, którzy deklarują, że zdecydowanie nie).

* Wisława Szymborska, wiersz „Minuta ciszy po Ludwice Wawrzyńskiej”

(1) Dane Eurostatu
(2) CBOS 2013, raport: Sytuacja rodzinna i materialna młodych Polaków i ich postawy konsumpcyjne
(3) CBOS 2009, raport: Wzory i autorytety Polaków
(4) Cytaty oraz dane (w tym miejscu i dalej – o ile nie zaznaczono inaczej) pochodzą ze „Świata Młodych 3”, Grupa IQS
(5) CBOS 2014, opracowanie: Młodzież 2013.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 13

Dodaj komentarz »
  1. Jacy sa mlodzi polacy kazdy wie. Sa przegrani. Solidarni przelajdaczyli im zycie zaciagajac na ich konto 950 mld zl dlugu publicznego po prze 25 kolejnych lat deficytow. To jest juz 25 lat lajdactwa na konto mlodych i pokolen jeszcze nie urodzonych. 25 lat ekonomicznej pedofilii. Mlodzi nie maja szans poza gigantycznym dlugiem czeka na nich bezrobocie lub niewonlnicza praca w obcych obozach pracy na terenie Polski.

    A watek odnosnie powstania jest nie na miejscu. Autorka jedzie na fali blazenskiej propagandy. Ale odpowiem na pytanie,… tylko glupek walczyl by w powstaniu o taka Polske. Przypomne ze ze minister spraw wewnetrznych nazywa ten kraj chuj-dupa i kamieni kupa. A Sejm dal mu wotum ufnosci.

  2. Gdybym wiedziała,że o taką Polskę walczyli Nasi przodkowie to wolałabym żyć teraz jako np Niemka polskiego pochodzenia i w ogóle nie zdawać sobie sprawy ze swojej Polskości. To czego doczekałam jest żenujące. Praca,owszem jest,ale za grosze i na umowy śmieciowe,myślę,że Ci przed nami,(którym bądz co bądz należy się chwała i szacunek za to co uczynili dla Nas) nie o taki kraj i wolność walczyli. Wstydzę się,że przyszło mi żyć w Polsce,pracować za najniższą krajową gdzie kolejki do lekarzy ciągną się latami.

  3. Polska duchota umysłowa, tępa nienawiść do sąsiadów, szaber i rabunek prowadzony przez oligarchów politycznych, klecha pod każdym łóżkiem i w każdym szpitalu, bicie łbem przed Watykanem i usługi seksualne za frico dla Zachodu, sprawiły, że (po dziadkach) czuję się już tylko Rosjaninem.

    Sława Rosji! Boże chroń Cara!

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Ile negacji, marudzenia i typowego polskiego „narzekactwa”. A myślicie, że kraj za który walczyli nasi przodkowie był idealny? Kraj mlekiem i miodem płynący, który tylko przez to, że został najechany nie jest teraz takimi drugimi, współczesnymi Niemcami? Wiocha biedą piszczała, a politycy swoją głupią mocarstwową polityką wpakowali II RP w z góry przegraną wojnę. Walczyli, bo tak zostali wychowani.

    Zamiast narzekać, trzeba się wziąć do pracy i budować, samo się nie zrobi. Japonia i Niemcy po `45 zaczynali od zera, a teraz są brane jako wzór. Mamy zaledwie 25 lat istnienia demokratycznego państwa, to naprawdę niedużo. Trzeba rzeźbić i kłaść fundamenty pod przyszły dostatek. I proszę mnie nie zrozumieć źle, przecież ja też widzę co się dzieje. Współczesny neokolonializm w wykonaniu obcych firm, umowy śmieciowe, upadek edukacji, kabotyńska ofensywa katolickiej wersji państwa fundamentalistycznego, bezideowe elity i generalnie w większości charakteryzujące się tępotą. Ale przecież możesz głosować, możesz kandydować. Nikt nie broni ci tworzyć ruchów społecznych. Zamiast narzekać trza robić. Ja nie robię, i uważam zatem, że narzekać mi nie wolno. Ja k się nie podoba, zmień obywatelstwo, zmień kraj…

  6. Japonia i Niemcy miały pieniążki z zewnątrz, my z zewnątrz dostawaliśmy zapotrzebowanie do zrealizowania. Czy w polszy sie da działać, żeby coś zmienić? Nawet najdrobniejsze struktury zmieniające zostaną zaszczute przez najdrobniejsze struktury partyjne. Kłótnie i podziały ciągną się przez caly pion „władzy” i służby, od sejmu, przez rady osiedli po spółki cywilne. Dlaczego tacy jesteśmY? Byliśmy, czy staliśmy się?

    Mój pogląd na kraj jest podobny do Kalibana. Jestem Ślązakiem. Przestańcie wmawiać mi, że polakiem. Gnidy w Jałcie oddały nas na pohybel parweniuszom z warszawy. Przestańcie mówić nam, że śląski to gorszy wariant polskiego – nie rozumiecie go, więc to nie dialekt. Swoją drogą to nieakcentująca stolica najmocniej przyczynia się do degeneracji języka polskiego.

    I przestańcie mówić komukolwiek, że patriotyzm i emigracja są ze sobą sprzeczne. Wkrótce polacy w anglii, holandii i niemczech będą jedynymi żyjącymi (polonia w usa sama wykrzykuje jak mało w niej polskości) polakami. Jedynymi, którzy będą w stanie wychować kolejnych polaków.

    Szacunek dla powstańców… Nie. Desperacja nie zasługuje na szacunek.
    Oceniać powstanie dobrze…. to jak dać uczniowi-analfabecie 5 z matematyki, bo wyznaje tego samego boga co nauczyciel.

    A przy okazji egoizmu – ta nieopisana część, bez rodziców-przyjaciół i sponsorów też jest narcystyczna, taki mechanizm obronny. Gdyby nie zadziałał – zaszczucie i śmierć, często z własnych rąk. Można rzec „pokolenie borderline”.

  7. Jakakolwiek dyskusja o młodych zamienia się zaraz w pełne emocji dyskusje pełne tyleż emocjonalnych, co mało wartościowych haseł. Ale jedno jest pewne pokolenie Y czy Z może już nawet jest kluczem do budowania obrazu i perspektyw Polski na najbliższe lata, i mnie np. optymizmem nie napawa. Młodziaków dosięgnęły nie tylko polskie zmiany ekonomiczne i społeczne, ale i światowy kryzys, rewolucja w edukacji, rewolucja internetowa, wywrócenie społecznej hierarchii, kulturowego kanonu i zwalenie z pomników dawnych autorytetów. Widoczne jest to dla każdego „starszaka” nawet w skali mikro, w rodzinach, miejscach pracy, na uczelniach, w szkołach. Doszło do pokoleniowej wyrwy, zmiany podstawowych kodów międzypokoleniowej komunikacji. Młodzi stali się osobni i wsobni, co tylko pogarsza ich perspektywy wejścia w struktury zawodowe, społeczne hierarchie, ich intelektualną mobilność na rynku pracy. O ile dzisiaj można udawać jeszcze, że to tylko ich kłopot, to już za dekadę najdalej będzie to nasz kłopot wspólny. Czy dzisiejsi dwudziesto – i niżej -latkowie będą w stanie przejąć stery po starszych, wygenerować z siebie umiejętność pracy w zespole, empatię i myślowy horyzont wykraczający poza partykularne interesy jednostek czy małych grupek, znaleźć metody realizowania celów szeroko rozumianej wspólnoty?

    Mam poważne wątpliwości, smuci mnie jakie samoograniczenia i obciążenia młodzi na swoich barkach dźwigają. I nie ma co pluć na ten rząd czy inny. Na kapitalizm, cyklistów czy nieurodzaj na Madagaskarze. Zawiodło społeczeństwo i jego instytucje, zawodzą zarówno ci lejący ślozy jak to jest w Polsce źle, jak i zapatrzeni w neoliberalny sukces. Obecna młodzież to już generacje upośledzone fatalnie niskim poziomem kapitału społecznego, chowane bez podwórek, wspólnot rówieśniczych, z bezradnymi wobec ich wychowywania rodzicami /albo abdykującymi, albo nadopiekuńczymi/, słabą wychowawczo szkołą z autorytetem nauczyciela rozwalonym przez testowy i zbiurokratyzowany system i roszczenia rodziców, uczelniami nierzadko pozorującymi kształcenie i kompletnie pozbawionymi odpowiedzialności za losy absolwentów kolejnych kierunków studiów bez zawodowych perspektyw. Można ziać jadem i odsyłać na szafot polityków, talibów, lewaków, prawaków itd. Ale można też spojrzeć w lustro i pomyśleć w jaki bigos się wpędziło własne dzieciaki.

  8. Wykorzystywanie kleski powstania teraz po 70 latach dla celow obecniej propagandy jest przykladem szokujacego prostactwa.
    Tym bardziej ze autorka wskazuje na brak elementarnej wiedzy. Pni Sikorska, w Generalnej Guberni dzietonsc polakow byla dwa razy wieksza niz obecnie !!! A te 240 tys poleglych polakow to kropla w oceanie. Rzady a raczej nie-rzady ostatnich 25 lat wypedzily 5 mln polakow na emigracje, zniszczyly 5-6.8 mln miejsc pracy. W Generalnej Guberni kazdy mial robote. A zniszczenia Warszawy sie nawet nie porownuja ze zniszczeniem calego kraju w ciagu tych nieszczesnych ostanich 25 lat nadzoru przez miedzynarodowy imperializm. Nawet stosunki spoleczne i miedzy ludzkie zeszly do poziomu ponizej dzikiego bydla. Pani Sikorska czy pani o tym wie ?

  9. A ja się nie zgadzam z autorką – pochodzę z pokolenia, o którym mowa w artykule i nie mam nic wspólnego z opisywanymi zachowaniami. Mam 22 lata pracuję na 2 etaty w branży reklamowej, nie mieszkam z rodzicami, utrzymuję się sama i zwiedzam świat za to, co uda mi się odłożyć. Czasem myślę, że jestem na pierwszym miejscu, ale dlaczego miałabym w siebie nie inwestować? To ważne dla mojego rozwoju. Nie oczekuję, że ktoś mi coś da i dzięki temu spełnią się moje marzenia. Wiem, co jest ważne i staram się do tego dążyć. Generalizowanie w ten sposób nie jest korzystne, zważywszy na to, że takie teksty czytają również potencjalni pracodawcy, którzy później są do młodych ludzi uprzedzeni, bo myślą, że każdy z nas ma postawę roszczeniową i oczekuje nie wiadomo czego.
    Mi do szczęścia wystarczy dobrze płatna praca, na umowie śmieciowej też może być, związana z moją branżą – taka, która daje satysfakcję i trochę urlopu żebym mogła zobaczyć świat. Dobrze byłoby mieć swoje mieszkanie, ale ceny kredytów są obecnie tak wysokie, że zupełnie się to nie kalkuluje – zresztą jeśli kupię mieszkanie pewnie będę musiała znaleźć 3 etat 🙂 Każdy ma taki start, jaki ma, ale to jak wykorzysta swoje szanse zależy już tylko od niego.

  10. Powstanie nie zmieniło toku wydarzeń.Przyczyniło się do zniszczenia Warszawy i śmierci Tysięcy niewinnych mieszkańców oraz Dzieci. Ci powstańcy,których nazywamy dzisiaj bohaterami,nie wiele do powstania wnieśli. Bohaterowie raczej polegli w walce. Obecni bohaterowie za powstanie powinni się wstydzić,a nie nastawiać piersi do odznaczeń i wyróżnień.

  11. Rewelacyjny artykuł, jest co poczytać na urlopie 🙂 pozdrawiam

  12. Przedstawicielce mlodego pokolenia”Karo”, zyje sie szcesliwie z dobrze platna i satysfakcjonujaca praca na umowie smieciowej , bez mieszkania ale za to z perspektywa zobaczenia swiata i z mozliwoscia wykorzystania swojej szansy. Najbardziej pewne jest to, ze ta mozliwosc wykorzystania jej szansy przed nia stoi, a to z tego powodu, iz gdyby ja wykorzystala, to by przed nia stac przestala. A mieszkanie, co tam, pikus, jasne jest, ze skoro sie nie mieszka u siebie, to takie wyjazdy od siebie musza byc sila rzeczy atrakcyjne, bo milej jest pomieszkiwac nie u siebie przekraczajac granice niz byc ograniczona mieszkajac rowniez nie u siebie. Praca na umowe smieciowa, szans na mieszkanie zadnych, perspektywy na przyszlosc – niewidoczne …. Jasne, ze jedyne co moze zobaczyc z tej perspektywy – to odlegly swiat, bo to, co blizej, to juz na pustynie wyglada. Zarty zartami, ale nie wierze, ze ten wpis rzecywsiscie POpelnila przedstawicielka mlodego pokolenia.

  13. Dla mnie te wasze komentarze to półprawdy i malkontenctwo!Niby z jakiego powodu my ludzie zstepujacego pokolenia mamy dysponowac lepszym mózgiem,lepszą empatią,poglądami o lepszej jakości?A kto jak nie my jeśteśmy dziećmi „porąbanego” pokolenia-twórców dwóch wojen i poranionych w tych wojnach psychicznie i fizycznie itd.Uważamy sie za lepszych?Wiemy my więcej?Wiedza sama w sobie mądrością nie jest!Osądzamy my naszych następców przez plucie na siebie.Nie potrafimy lubieć siebie no to jak tu lubić kogokolwiek.Autorka powyzszego artykułu poruszyła wiele watków,i dobrze.Przynajmniej coś mnie poruszyło.Pozdrawiam Małgosiu!

  14. Częścią diagnozy niech będzie fakt przemiany ustrojowej, jaka się dokonała. W jej trakcie postarano się o całkowite wymazanie wszystkich pierwocin struktur społecznych, które zbudowano w czasach PRLu, wszystkich zasad i autorytetów, bowiem uznano je z definicji za „wrogie” i usiłowano zastąpić je dewocją, a autorytety postacią Pana Jawła. To się nie powiodło. Dewocja stała się zarzewiem nienawiści i głębokich podziałów społecznych. W efekcie otrzymaliśmy zatomizowaną grupę ludzi, mieszkających na wspólnym terytorium, nie tworzących społeczeństwa. Widać to w wielu objawach, np. w korwinistycznym „dlaczego mam płacić składkę zdrowotną, z której korzystają inni?”. Dawniej szlachta dbała o to, aby większość narodu, czyli chłopstwo, nie stanowiło żadnej spójnej siły. Czterysta lat ustroju półniewolniczego tego dokonało (tu śmieszą powtarzające się jęki szlachty o tym, że chłopi nie pomagali swoim ciemiężycielom w powstaniach „narodowych”), PRL próbował coś tam sklecić, Katolicka wszystko na powrót rozwaliła.

css.php