„Gierkówka” jedna, a kraje jakby dwa

Są wakacje, więc tym razem będzie wakacyjnie. A jak wakacyjnie, to o podróżach. Nie będzie to jednak sentymentalny opis letniego wypoczynku, a jedynie jedna obserwacja – obserwacja dotycząca tego, jak jadąc jedną drogą (cały czas w Polsce), można znaleźć się w dwóch krajach, i jak organizacja przestrzeni zmienia zachowania kierowców.

Podróżując drogą między Warszawą a Katowicami, powszechnie zwaną „Gierkówką”, nie przekracza się granicy między państwami. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że przejeżdża się przez dwa zupełnie różne kraje i spotyka się zupełnie innych kierowców.

Jeden z tych krajów jest trudny do zidentyfikowania – może to być Austria, mogą to być Niemcy, może być Holandia lub inne państwo z zachodniej Europy. Krajobraz widziany z drogi to połączenie wielohektarowych upraw lub lasów z nowoczesnym sposobem pozyskiwania energii – wiatrakami. Jest nudno, spokojnie, jest całkiem miło i uprzejmie.

Można mieć wrażenie, że jest bezpiecznie. Przy autostradach w Austrii umieszczane są tablice z hasłem: „Rechts fahren Stress sparen” – „Zjedź na prawy pas, zaoszczędzisz sobie stresu”. Wygląda na to, że jest to stwierdzenie znane kierowcom poruszającym się po tym fragmencie „Gierkówki”.

Wielu z nich przestrzega ograniczeń prędkości. Może dlatego, że najczęściej te ograniczenia pozwalają jechać 120 km na godzinę (dopuszczalna prędkość na drogach ekspresowych dwujezdniowych). Tym, co wyróżnia polską przestrzeń od przestrzeni z innych krajów, jest jedynie dominująca obecność ekranów akustycznych. Szkoda, że tak często zasłaniają rozległe pola czy lasy, ale najwyraźniej w ten sposób dba się o komfort upraw i zwierząt leśnych. To w ogóle jest droga pod różnymi względami komfortowa.

Niezmodernizowana części „Gierkówki” leży w zdecydowanie mniej monotonnym i mniej bezpiecznym kraju. Tu dominuje chaos na drodze i obok niej. Od nadmiaru i wątpliwej jakości przydrożnych reklam „pękają oczy”. Zupełni jak (kiedyś) „w Kutnie na dworcu w nocy”*. Okropnie brzydko tu.

A o nudzie nie może być mowy, kierowca musi walczyć o życie. Trudno jechać z przepisową prędkością (maksymalnie 100 km na godzinę), bo niemal wszyscy jadą szybciej, mało kto zachowuje odstęp od poprzedzającego samochodu, niektórzy świecą światłami na tych wolniejszych, jadących tylko „stówką”.

Trzymający się przepisów kierowca i na prawym pasie nie może się nie stresować. Co kilka kilometrów wszyscy gwałtownie hamują – tuż przed fotoradarami, zaraz potem równie gwałtownie przyspieszają. O płynnej jeździe nie ma co marzyć. O poczuciu bezpieczeństwa nawet nie ma co wspominać. W ogólnej brzydocie już nawet nie razi widok trzech wysportowanych młodzieńców, którzy bez skrępowania, a może i z dumą, sikają na poboczu. Bez wstydu, z uśmiechem patrzą, czy przejeżdżający obok aby na pewno ich zauważyli.

Nie jest przecież tak, że po monotonnym, chaotycznym fragmencie „Gierkówki” jeżdżą inni kierowcy. To są w większości ci sami ludzie. Ale jednak jacyś inni. Jak to się dzieje, że przechodzą tak nagłą metamorfozę? Czy wpływa na to organizacja przestrzeni?

Po gładkim fragmencie prowadzi się spokojniej niż po nierównej, „łatanej” drodze z koleinami? A może łatwiej zachować spokój, gdy dokoła kojące krajobrazy niż wtedy, gdy zewsząd nachalnie atakują reklamy? Nie wiem. Dla mnie to tajemnica.

* Kult, Mieszkam w Polsce