Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Punkt S - Blog socjolożki Małgorzaty Sikorskiej Punkt S - Blog socjolożki Małgorzaty Sikorskiej Punkt S - Blog socjolożki Małgorzaty Sikorskiej

22.06.2014
niedziela

Ojcostwo – „mission impossible”? Rozważania z okazji Dnia Ojca

22 czerwca 2014, niedziela,

O ile większość dzieci, matek, a także przedszkolanek i nauczycielek dobrze wie, kiedy wypada Dzień Matki, o tyle wiedza na temat Dnia Ojca nie jest już tak powszechnie podzielana. Niektóre przedszkola i szkoły twórczo przerabiają Dzień Matki na Dzień Rodziny i w ten sposób ojcowie także zostają „uczczeni”, jednak rzadko oddzielnie świętuje się Dzień Ojca. To dobra ilustracja dla roli ojca w polskich rodzinach.

Sytuacja ojców w Polsce jest doskonałym przykładem rozbieżności między poziomem społecznych oczekiwań a tym, co ludzie rzeczywiście robią w codziennym życiu.

Z jednej strony znacząco wzrosła presja i od współczesnych ojców wymaga się znacznie większego zaangażowania niż od „nieobecnych ojców” z poprzednich pokoleń. Blogi, prasa parentingowa, książki pisane przez ojców i dla ojców, model ojcostwa promowany przez popkulturę (np. w popularnych serialach, w tym także polskich produkcjach) propagują „nowe ojcostwo”.

Z drugiej jednak strony wyniki badań pokazują, że ojcowie niezbyt często zajmują się własnymi dziećmi, a jeśli już to robią – w każdym przypadku i tak dwa razy rzadziej niż matki – to najczęściej angażują się jedynie wtedy, gdy trzeba zadecydować o kieszonkowym, dać klapsa lub „przeprowadzić poważną rozmowę”*.

Opieka nad chorym maluchem, wstawanie w nocy, gdy dziecko płacze, kąpanie (przedstawiane często jako zadanie, a nawet „misja” ojców), a także zajmowanie się pociechami w weekendy to zajęcia, które przede wszystkim wykonują matki. Niewielki odsetek ojców decydujących się na skorzystanie z urlopu ojcowskiego (w wymiarze maksymalnie dwóch tygodniu w pierwszym roku życia dziecka) oraz z części urlopu rodzicielskiego także nie potwierdza tezy o powszechnym zaangażowaniu ojców. Z pewnością wielu z nich odpowie, że chętnie by się włączyło w opiekę i wychowywanie dziecka, ale ich szef nie byłby z tego powodu szczególnie szczęśliwy, a stopień jego niezadowolenia może wpłynąć na przyszłość zawodową „zaangażowanego” ojca. Jednak nie zawsze i nie tylko chodzi o ewentualne problemy w pracy wynikające z pójścia na urlop. Ważny jest także społeczno-kulturowy kontekst.

Rodzicielstwo wciąż jest w Polsce domeną kobiet, jest wpisane w „świat kobiet”: matek, babć, opiekunek, przedszkolanek, nauczycielek, lekarek. Ojcowie są w tym świecie co najwyżej „pomocnikami mam”**. W dodatku „pomocnikami” niedoskonałymi: wiele matek zwraca uwagę, że ojcowie, owszem, zajmą się dzieckiem, jednak trzeba im wcześniej wszystko przygotować (ubranie, jedzenie, instrukcję „obsługi dziecka”). Pomoc ojców jest „niepełnowartościowa” – trzeba ich zawsze dopilnować, skontrolować, sami nie są w stanie pomyśleć o wszystkim. Poza tym ojcowie nie są, tak jak matki, „wielozadaniowi”, gdy zajmują się dzieckiem, koncentrują się tylko na tym, a resztę obowiązków domowych (sprzątanie, gotowanie, pranie itd.) i tak muszą wykonać kobiety.

Matki, postrzegając ojców w ten sposób, często same blokują aktywność mężczyzn, co tym bardziej komplikuje ich niełatwą już przecież sytuację. Jak bardzo jest ona skomplikowana, uświadomiła mi dyskusja „Tata bez fikcji”, zorganizowana kilka miesięcy temu przez Instytut Spraw Publicznych Wysokie Obcasy oraz Ambasadę Szwecji. Oprócz mnie brali w niej udział sami ojcowie. W rozmowie stopniowo odsłaniały się kolejne ciemne strony bycia tatą, a pomocy znikąd nie było widać. No bo kto miał wesprzeć współczesnego ojca?

Matki dzisiejszych ojców kochały ich bardzo, jednak miłością „upupiającą”, wciskając synów w kalesony i rajstopy – o czym przekonywał jeden z dyskutantów. Próbowały być dla synów i matką, i ojcem. Były zbyt silne oraz zbyt kompetentne, przez co nie pozwoliły na powstanie w głowach chłopców obrazu „męskiego ojca”. A jeśli już nawet tata się pojawiał nie tyle jako obraz w głowie, co jako realna osoba, to zazwyczaj był to ojciec karzący, który więcej złego niż dobrego zrobił dla swojego syna.

Współczesne matki oczekują od ojców ich dzieci wszystkiego: i żeby byli męscy, i żeby byli empatyczni i czuli, i żeby „polowali”, i żeby przewijali w nocy. Wymagają, ale – jak pisałam wyżej – nie dają pola do popisu, bo jako matki-ekspertki nadal chcą kontrolować wszystko, co dotyczy dziecka. W dodatku dołączają do sztafety pokoleniowej z dzikim uporem stawiającej sobie za cel przegrzewanie maluchów i znów wciskają je w nieszczęsne kalesonki i rajstopki.

Od dziecka to już w ogóle trudno jakiegoś wsparcia oczekiwać, bo ono tylko wymaga i chce coraz więcej, tupiąc i krzycząc jak „mały tyran”.

Ostatnią deską ratunku mógłby być przyjaciel. Jednak okazuje się, że mężczyźni przyjaźnić się za bardzo nie potrafią, a przynajmniej nie do końca im wychodzą szczere rozmowy od serca. Takie, podczas których mogliby się zwierzyć, przyznać do frustracji i porażek, poradzić. A jeśli już nawet taka rozmowa się zdarzy, to jej wspomnienie ulatuje następnego dnia wraz z wietrzejącym alkoholem.

Ojcostwo, o którym mówiono podczas tej debaty, to „mission impossibile”. A do tego misja nudna i niezapewniająca satysfakcji. I jeszcze ojciec obrywa niemal z każdej strony.

Rozmowie polskich ojców przysłuchiwał się tata ze Szwecji. Zaproponował: panowie, może nie komplikujcie tak sprawy, może nie teoretyzujcie za bardzo, po prostu… bądźcie ojcami. To naturalne, że w pewnym momencie życia ma się dziecko.

No ale jak tu nie teoretyzować? Skoro z kalesonów i rajstop, w które ubierała matka, tak trudno wyjść do dzisiaj. Skoro mama wspólnych dzieci wciąż patrzy na ręce i krytykuje, a kolejne pokolenie dzieciaków wychowuje się bez męskiego wzorca?

A może dyskutujący ojcowie przesadzali, rywalizując w wyścigu: kto ma gorzej. Może już w drodze do domu opuściła ich refleksja „rety, w co ja się wpakowałem?”. Może Dzień Rodziny, podczas którego i ojcowie, i matki są „doceniani”, z czasem stanie się coraz bardziej popularny i zastąpi Dzień Matki?

PS Dzień Ojca wypada 23 czerwca. Tak, gdyby ktoś nie wiedział.

* Badania TNS OBOP na zlecenie Gazety Wyborczej, 2012.

** Więcej na ten temat w raporcie Ciemna strona macierzyństwa. O niepokojach współczesnych matek, pod red. Małgorzaty Sikorskiej, 2012.

Zdjęcie: Dave Engledow, więcej zdjęć możecie zobaczyć na Facebooku Engledow Art Photography

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 16

Dodaj komentarz »
  1. ..a czy to nie dziwne, że o dzień ojca, rolę ojca i w ogóle dyskusje na temat ojcostwa upominają się nie kto inny jak kobiety i feministki?

  2. @blablabla
    Osobiście, nie dostrzegam w tym nic dziwnego. Dziwnym za to może być fakt, iż ojcowie nie stwarzają sobie więcej możliwości do rozmów na takie tematy. Ale znowóż, kategoria „dziwności” pewnie jest tylko kolejną emanacją „lewackiej” propagandy wymierzonej w mężczyzn a mającej docelowo osiągnąć efekt w postaci „usidlenia” ojców w mieszkaniach/domach, „indoktrynowania” ich „ideologią gender”, zmuszania do ubierania beżowych sukienek i rajstop w kolorze wanilii, depilacji nóg itp.

  3. „Współczesne matki oczekują od ojców ich dzieci wszystkiego: i żeby byli męscy, i żeby byli empatyczni i czuli, i żeby „polowali”, i żeby przewijali w nocy. ” Biedne misie!

    Ale to już jest w porządku, i rozumie się samo przez się:
    Współcześni ojcowie oczekują od matek dzieci wszystkiego: i żeby były kobiece (empatyczne, czułe), i żeby twardo rywalizowały na wymagającym rynku pracy, żeby w dzień „polowały” – i żeby przewijały w nocy.
    Wiadomo, kobieta da radę! Musi dać.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. @Kuka

    „Współcześni ojcowie oczekują.. żeby w dzień „polowały””
    tego akurat nie oczekują..
    tego oczekują panie z „Wysokich Obcasów” i pani wyżej..

    a co do reszty nie wiem czy oczekują, ale są to mile widziane cechy..
    a w zasadzie mało mnie to obchodzi, same sobie to narzucacie, potem narzucacie to mężczyznom i jeszcze macie pretensje z tego powodu..

  6. Miło mi, że jest Pan tak wyjątkowym w dzisiejszych czasach staroświeckim dżentelmenem, ale, proszę mi wierzyć, to nie jest polska męska norma statystyczna.
    Polska męska norma statystyczna żąda od kobiety dwuetatowości: pracy zarobkowej (wymagającej najczęściej kompetencji „twardych”, bo dziś w pracy mięciutko i wygodnie rzadko bywa) i pracy domowej (tu kobieta ma być ciepłą opiekunką -uśmiechniętą serwisantką).
    Ja tam też jestem za tym, żeby świat był idealny i żeby w związkach jedna strona szanowała odmienne kompetencje drugiej (typowe: on zarabia, ale poważa domową pracę żony, a na dowód tego np. ubezpiecza ją emerytalnie, no broń Boże nie mówi jej „bo skoro siedzisz w domu”…). Tylko że dziś – patrz artykuł p. Ewy Wilk, dżentelmeństwo jest w zaniku, więc tak naprawdę bardzo często panowie, którzy zarabiają i mają pieniądze, używają tej przewagi do dokuczania „domowym żonom”, nie okazują im szacunku, twierdzą, ze one nie pracują, itd. czyli de facto wyganiają te kobiety na „polowanie”. Czyli kobieta ma „i zarobić, i obrobić”, a Pan – tylko zarobić.
    Na propozycję współudziału w „obróbce”, (skoro panie współdziałają w zarabianiu) panowie ci bardzo się burzą, bo kobiety takie wymagające…

  7. A ja tu raczej jestem po stronie szwedzkiego taty – może mniej teorii i pojękiwania „bo mnie mama tak wychowała trzydzieści lat temu i ja się z tego, biedny króliczek, wyrwać nie mogę”, a więcej zwykłego robienia? Najczęściej pracuje zarobkowo i matka i ojciec. Chyba zwyczajnie uczciwiej mieć po półtora etatu (jeden poza domem, pół w domu) niż przerzucać na kogokolwiek (czyt. zwykle matkę) pełne dwa.

    Błędy popełnia każdy rodzic, niezależnie od płci. Dobrze, jeśli je skoryguje ten drugi, bez poniżania i „daj, ja to zrobię lepiej”. Da się.

  8. „kolejne pokolenie dzieciaków wychowuje się bez męskiego wzorca?”

    Przepraszam, to jest ten wzorzec, czy go nie ma? Jak jest to jaki, tradycyjny, czy też nowy?
    Czy czasem dyskusja nie sprowadza się do tego, kto ma więcej robić? Czy da się to zmierzyć, zważyć?
    Tradycyjny podział ról społecznych wykształciły warunki naturalne, mężczyzna jako ten silniejszy zapewniał bezpieczeństwo i pożywienie, potomstwem zajmowały się kobiety, mężczyźni częściej ginęli w walce kto miał się zajmować dziećmi? Dawniej w ogóle nie było problemu kto ma więcej robić, mężczyźni i kobiety pracowali cały czas, nie było pojęcia czasu wolnego, nie było sporu.
    Cywilizacja, rozwój techniki dał nam czas wolny, wszystkim po równo?
    Najpierw mężczyznom, to ich role społeczne pierwsze się zautomatyzowały, wprowadzono ograniczenia czasu pracy który objął mężczyzn, bo to oni pracowali zarobkowo, to ich objęły więc zdobycze socjalne jak ośmiogodzinny dzień pracy, potem pięciodniowy tydzień i pojawiły się dysproporcje.
    Oczywiście, zdobycze techniki nie ominęły domu, miejsca pracy kobiet. Zamiast piątki dzieci dwójka, zamiast strumienia i tary automatyczna pralka, pieluchy jednorazowe i dania dla niemowląt co tylko podgrzać. Nie można powiedzieć, wszystkim nam ulżyło. Praca nie wymaga siły fizycznej, operatorem koparki może być kobieta tak samo jak mężczyzna, w pracy nastąpiło równouprawnienie i w domu też. Gotowanie przestało być domeną kobiet, sprzątanie, jeżeli są dysproporcje w domach gdzie oboje małżonków pracuje to wynika to tylko z faktu, że kultura zmienia się wolniej niż technologia no i ta biologia. Ale jak dojdziemy do momentu, kiedy kobiety przestaną rodzić dzieci, technologia pozwoli na rozwój dziecka w inkubatorze, ba, okaże się to zdrowsze i bardziej bezpieczne dla potomstwa, nastąpi prawdziwe równouprawnienie, czy będziemy wtedy szczęśliwsi? Obawiam się, że nie.
    Czy podział ról, nie jest podziałem zmartwień, odpowiedzialności?
    Z podziałem zmartwień jest tak, że jak się martwi jedno, drugie nie musi jak mają do siebie zaufanie, lżej.
    Jak podziału zmartwień nie ma, wszyscy się martwią i nikomu lżej nie jest.
    Jak do płaczącego w nocy dziecka wstaje mama, jest niewyspana, jak nie wiadomo kto wstaje, jak się umawiają że dziś w nocy ja, a jutro ty, jedno i drugie nie śpi.

  9. jakże smutne jest to, że polski ojciec ma pytać jakiegoś ojca ze szwecji o coś co zawsze, podkreślam zawsze było oczywiste do momentu kiedy pewna grupa społeczna czepia sie na lewo i prawo tego ojca o wszystko i stawia mu wymagania; pomijam już jakość życia obu krajów, choć to w zasadzie decydująca rzecz; to nie ojcowie rozdmuchują jakieś problemy; a skoro daje się im możliwość narzekania, to wymyślą takich rzeczy po „pięć tysięcy”.. a skoro tak, to są i późniejsze efekty; pan ze szwecji chciał powiedzieć: przyjmijcie na klatę to czego od was oczekują, bo taki lajf, a w zasadzie nie narzekajcie więcej.. i róbcie co macie robić.. „wybitnie” podejście z szacunkiem do mężczyzn!

    a jeszcze „lepsze” jest zdanie:
    „Jednak okazuje się, że mężczyźni przyjaźnić się za bardzo nie potrafią, a przynajmniej nie do końca im wychodzą szczere rozmowy od serca. Takie, podczas których mogliby się zwierzyć, przyznać do frustracji i porażek, poradzić. ”
    jedna z najbardziej wierutnych bzdur powielanych przez feministki przy każdej okazji; w ogóle bym się nie odezwał gdyby nie takie bzdurne teorie; że rzekomo mężczyźni nie potrafią się zwierzać, przyznać do frustracji itd.. multum znajdę takich, którzy będą się zwierzać bez końca, sam mogę nawet wyjść z taką inicjatywą.. i niech panie feministki same sobie odpowiedzą jaka będzie reakcja pań.. dla podpowiedzi dodam, że znajdą się takie, które chcą męskiego faceta, które w d.. będą miały to miałczenie, że jeśli sam nie jest w stanie sobie ze sobą poradzić, to znajdą sobie innego zaradnego.. więc na przyszłość z łaski swojej nie wyciągajcie tego argumentu, choć wiem, że to „groch o ścianę”..

    wszelkie komentarze negatywne biorą się własnie z bezdennie głupiego teoretyzowania i marnowania czasu czytelników.. i nic mnie bardziej nie irytuje niż marnowanie mojego czasu na takie bzdurne artykuły.. dodajmy artykuły oparte o badania z tezą..

  10. „trzeba ich zawsze dopilnować, skontrolować, sami nie są w stanie pomyśleć o wszystkim.”

    Mo, moja pani, on nawet niby proboje pomagac, ale to idiota – kompletny idiota. Do pralki wlozyl recznik zolty z pomaranczowym – pzreciez kazdy wie ze to inne kolory I musza isc osobno. Zakupy, owszem zrobi, ale fasolke szparagowa garsciami naklada. Idiona, no kompletny idiota. Pzreciez wiadomo ze kazdy strak tzreba odobno obejrzec. Niby zmywa, ale nie wie co dac na gore zmywarki a co na dol, I brudne talerze do zmywarki wklada, a pzreciez wiadomo ze tzreba je pzredtem porazadnie umyc. Idiota, no, kompletny idiota. A po tym calym zmywaniu w zlewozmywaku sa kropelki wody I musze wycierac do sucha… Idiota, no, kompletny idoita.

    NIKT TEGO NIE ZROBI TAK DOBZRE JAK JA to mantra wielu pan. I potem sie dziwia ze panowie osuwaja sie od parc domowych. To WY ich odsuwacie, drogie panie

  11. Polski mezczyzna na ogol wcale nie jest meski, przeciwnie, jest pantoflarzem, wcale mu nie przeszkadza jesli zona rzadzi pod warunkiem, ze zona pozwoli mu ogladac mistrzostwa swiata w telewizji. Rezultat jest taki, ze chlopcy stresuja sie bo matki i nauczycielki nie rozumiejac roznic miedzy plciami, traktuja ich jak zle zachowujace sie dziewczynki, ale ojcom to nie przeszkadza dopoki maja mecze i piwo.

  12. witam I dziecko w 74 roku urodziła żona 3 m-c macierzynskiego i do pracy,na II w 80 załapałem sie tylko na 1 miesięczną opiekę nad połoznicą również i dzieckiem, a III dziecko w 2004 roku to mi sie trafiła praca na 1/2 etatu wieczorem, tak że rano ja się opiekowałem dzieckiem, a mama po pracy do wieczora

  13. powiem słowami ministra Sikorskiego Bulshit zapraszam do mojego domu. takie artykuły to utrwalanie stereotypów. gratuluje

  14. @kuka
    No i ukazuje się typowy przykład polskiej kobiety (nie feministki).
    Przypominam, że artykuł jest właśnie o problemach współczesnych mężczyzn-tatusiów, którzy w dzisiejszych czasach często nawet nie mają (co w artykule poruszone akurat nie zostało) okazji spędzania czasu z dziećmi, ponieważ pracują za granicą naszego pięknego kraju. Często znają swoją wartość i nie muszą się radzić mężczyzn innych nacji(w tym przypadku ze Szwecji). Są to ludzie często z kilkoma dyplomami, którzy z miłą chęcią przygotują swojej wybrance zarówno potrawy z kuchni włoskiej, francuskiej, jak i staropolskiej. Umyje okna, wstawi odpowiednio naczynia do zmywarki, pouklada je nastepnie bez zajakniecia w szafce, nastawi pranie i je rozwiesi itp itd…
    W artykule raczej chodzi o fakt bycia ojcem, a nie kurą domową. A to wychodzi o wiele dalej aniżeli samo przewijanie malucha.
    Ale @kuka oczywiście skupia się na problemach współczesnej kobiety… Zacytuję tu zdanie z filmu „Dzień świra” M. Koterskiego – „to pani jest prawdziwym mężczyzną”.

  15. wszystko super i fajnie, że podajecie różne przykłady, tylko pani autorka i panie adwersarki może i przyjmą to do wiadomości, ale padnie z ich strony tradycyjny argument „że generalnie, nasze badania pokazują co innego” i że na ogół… blablabla ..i tyle będzie z dyskusji..

    groch o ścianę.. będą „mielić” te same argumenty po sto tysięcy razy aż w nie uwierzycie.. taka będzie „dyskusja”..

  16. @Kuka
    „Polska męska norma statystyczna żąda od kobiety dwuetatowości”.
    To kobiety narzuciły sobie normę dwuetatowości bo wolą rywalizować zamiast cieszyć się i czerpać z damsko-męskiej różnorodności.

    „panowie, którzy zarabiają i mają pieniądze, używają tej przewagi do dokuczania „domowym żonom””
    Są też oczywiście popaprani faceci ale zapewniam Cię, że równie (albo gorzej) popapranych kobiet nie brakuje.

    Dżentelmeństwo w zaniku? A gdzie są Damy?

  17. @Mazmo,
    O ile pamiętam ,to Luda zawsze powtarzała,że „rola mużczin je…t’ a rola żenszczin rożat’ „.
    I to jest zdrowy i atawistyczny podział ról.Dzentelmeni i Damy wiedzą o tym bez wątpienia.
    Cywilizacyjnie to się obudowuje w cywilizacyjne zdobycze technologiczne i społeczne .Bez zmiany,jednak ,ról podstawowych.Dżentelmen ,co zapłodnił,ma Damie zapłodnionej i wspolnemu potomstwu,nieba przychylic.W ramach mozliwosci.Dama ,wiadomo,zycie poświęci. Cała reszta dyskusji to bicie piany.
    W momencie ,gdy w dyskusji pojawiają się fantomy fałszywych dam i dzentelmenów należy zamilknąc.

css.php