Ojcostwo – „mission impossible”? Rozważania z okazji Dnia Ojca

O ile większość dzieci, matek, a także przedszkolanek i nauczycielek dobrze wie, kiedy wypada Dzień Matki, o tyle wiedza na temat Dnia Ojca nie jest już tak powszechnie podzielana. Niektóre przedszkola i szkoły twórczo przerabiają Dzień Matki na Dzień Rodziny i w ten sposób ojcowie także zostają „uczczeni”, jednak rzadko oddzielnie świętuje się Dzień Ojca. To dobra ilustracja dla roli ojca w polskich rodzinach.

Sytuacja ojców w Polsce jest doskonałym przykładem rozbieżności między poziomem społecznych oczekiwań a tym, co ludzie rzeczywiście robią w codziennym życiu.

Z jednej strony znacząco wzrosła presja i od współczesnych ojców wymaga się znacznie większego zaangażowania niż od „nieobecnych ojców” z poprzednich pokoleń. Blogi, prasa parentingowa, książki pisane przez ojców i dla ojców, model ojcostwa promowany przez popkulturę (np. w popularnych serialach, w tym także polskich produkcjach) propagują „nowe ojcostwo”.

Z drugiej jednak strony wyniki badań pokazują, że ojcowie niezbyt często zajmują się własnymi dziećmi, a jeśli już to robią – w każdym przypadku i tak dwa razy rzadziej niż matki – to najczęściej angażują się jedynie wtedy, gdy trzeba zadecydować o kieszonkowym, dać klapsa lub „przeprowadzić poważną rozmowę”*.

Opieka nad chorym maluchem, wstawanie w nocy, gdy dziecko płacze, kąpanie (przedstawiane często jako zadanie, a nawet „misja” ojców), a także zajmowanie się pociechami w weekendy to zajęcia, które przede wszystkim wykonują matki. Niewielki odsetek ojców decydujących się na skorzystanie z urlopu ojcowskiego (w wymiarze maksymalnie dwóch tygodniu w pierwszym roku życia dziecka) oraz z części urlopu rodzicielskiego także nie potwierdza tezy o powszechnym zaangażowaniu ojców. Z pewnością wielu z nich odpowie, że chętnie by się włączyło w opiekę i wychowywanie dziecka, ale ich szef nie byłby z tego powodu szczególnie szczęśliwy, a stopień jego niezadowolenia może wpłynąć na przyszłość zawodową „zaangażowanego” ojca. Jednak nie zawsze i nie tylko chodzi o ewentualne problemy w pracy wynikające z pójścia na urlop. Ważny jest także społeczno-kulturowy kontekst.

Rodzicielstwo wciąż jest w Polsce domeną kobiet, jest wpisane w „świat kobiet”: matek, babć, opiekunek, przedszkolanek, nauczycielek, lekarek. Ojcowie są w tym świecie co najwyżej „pomocnikami mam”**. W dodatku „pomocnikami” niedoskonałymi: wiele matek zwraca uwagę, że ojcowie, owszem, zajmą się dzieckiem, jednak trzeba im wcześniej wszystko przygotować (ubranie, jedzenie, instrukcję „obsługi dziecka”). Pomoc ojców jest „niepełnowartościowa” – trzeba ich zawsze dopilnować, skontrolować, sami nie są w stanie pomyśleć o wszystkim. Poza tym ojcowie nie są, tak jak matki, „wielozadaniowi”, gdy zajmują się dzieckiem, koncentrują się tylko na tym, a resztę obowiązków domowych (sprzątanie, gotowanie, pranie itd.) i tak muszą wykonać kobiety.

Matki, postrzegając ojców w ten sposób, często same blokują aktywność mężczyzn, co tym bardziej komplikuje ich niełatwą już przecież sytuację. Jak bardzo jest ona skomplikowana, uświadomiła mi dyskusja „Tata bez fikcji”, zorganizowana kilka miesięcy temu przez Instytut Spraw Publicznych Wysokie Obcasy oraz Ambasadę Szwecji. Oprócz mnie brali w niej udział sami ojcowie. W rozmowie stopniowo odsłaniały się kolejne ciemne strony bycia tatą, a pomocy znikąd nie było widać. No bo kto miał wesprzeć współczesnego ojca?

Matki dzisiejszych ojców kochały ich bardzo, jednak miłością „upupiającą”, wciskając synów w kalesony i rajstopy – o czym przekonywał jeden z dyskutantów. Próbowały być dla synów i matką, i ojcem. Były zbyt silne oraz zbyt kompetentne, przez co nie pozwoliły na powstanie w głowach chłopców obrazu „męskiego ojca”. A jeśli już nawet tata się pojawiał nie tyle jako obraz w głowie, co jako realna osoba, to zazwyczaj był to ojciec karzący, który więcej złego niż dobrego zrobił dla swojego syna.

Współczesne matki oczekują od ojców ich dzieci wszystkiego: i żeby byli męscy, i żeby byli empatyczni i czuli, i żeby „polowali”, i żeby przewijali w nocy. Wymagają, ale – jak pisałam wyżej – nie dają pola do popisu, bo jako matki-ekspertki nadal chcą kontrolować wszystko, co dotyczy dziecka. W dodatku dołączają do sztafety pokoleniowej z dzikim uporem stawiającej sobie za cel przegrzewanie maluchów i znów wciskają je w nieszczęsne kalesonki i rajstopki.

Od dziecka to już w ogóle trudno jakiegoś wsparcia oczekiwać, bo ono tylko wymaga i chce coraz więcej, tupiąc i krzycząc jak „mały tyran”.

Ostatnią deską ratunku mógłby być przyjaciel. Jednak okazuje się, że mężczyźni przyjaźnić się za bardzo nie potrafią, a przynajmniej nie do końca im wychodzą szczere rozmowy od serca. Takie, podczas których mogliby się zwierzyć, przyznać do frustracji i porażek, poradzić. A jeśli już nawet taka rozmowa się zdarzy, to jej wspomnienie ulatuje następnego dnia wraz z wietrzejącym alkoholem.

Ojcostwo, o którym mówiono podczas tej debaty, to „mission impossibile”. A do tego misja nudna i niezapewniająca satysfakcji. I jeszcze ojciec obrywa niemal z każdej strony.

Rozmowie polskich ojców przysłuchiwał się tata ze Szwecji. Zaproponował: panowie, może nie komplikujcie tak sprawy, może nie teoretyzujcie za bardzo, po prostu… bądźcie ojcami. To naturalne, że w pewnym momencie życia ma się dziecko.

No ale jak tu nie teoretyzować? Skoro z kalesonów i rajstop, w które ubierała matka, tak trudno wyjść do dzisiaj. Skoro mama wspólnych dzieci wciąż patrzy na ręce i krytykuje, a kolejne pokolenie dzieciaków wychowuje się bez męskiego wzorca?

A może dyskutujący ojcowie przesadzali, rywalizując w wyścigu: kto ma gorzej. Może już w drodze do domu opuściła ich refleksja „rety, w co ja się wpakowałem?”. Może Dzień Rodziny, podczas którego i ojcowie, i matki są „doceniani”, z czasem stanie się coraz bardziej popularny i zastąpi Dzień Matki?

PS Dzień Ojca wypada 23 czerwca. Tak, gdyby ktoś nie wiedział.

* Badania TNS OBOP na zlecenie Gazety Wyborczej, 2012.

** Więcej na ten temat w raporcie Ciemna strona macierzyństwa. O niepokojach współczesnych matek, pod red. Małgorzaty Sikorskiej, 2012.

Zdjęcie: Dave Engledow, więcej zdjęć możecie zobaczyć na Facebooku Engledow Art Photography