Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Punkt S - Blog socjolożki Małgorzaty Sikorskiej Punkt S - Blog socjolożki Małgorzaty Sikorskiej Punkt S - Blog socjolożki Małgorzaty Sikorskiej

25.05.2014
niedziela

Czy matka wciąż jest kobietą? – rozważania z okazji Dnia Matki

25 maja 2014, niedziela,

To pytanie wcale nie jest tak nonsensowne, jak się wydaje na pierwszy rzut oka, a odpowiedź na nie – w przypadku polskich matek – niekoniecznie jest oczywista.

Demografowie i socjologowie biją na alarm, publicyści podchwytują temat, politycy zaczynają debatę. Polki rodzą coraz mniej dzieci. Dlaczego? Co powoduje, że wśród krajów Unii Europejskiej mamy – zaraz za Portugalią – najniższy wskaźnik dzietności? Prowokacyjnie odwrócę pytanie: a niby dlaczego miałyby rodzić? Zwłaszcza jeśli mają już jedno dziecko, a dziadkowie oraz znajomi nie zadręczają pytaniami o to, kiedy będzie dzidziuś. Zwłaszcza gdy czują, że mityczny instynkt macierzyński został zaspokojony przez pielęgnowanie jedynaka.

W Polsce niski wskaźnik dzietności nie wynika z masowej rezygnacji z macierzyństwa, lecz z niepodejmowania decyzji o kolejnych dzieciach. Co przeszkadza matkom, żeby mieć więcej potomków? Niektórzy jako powód podają egoizm i wygodnictwo współczesnych kobiet oraz tzw. nastawienie na karierę.

Jakoś nie przekonują mnie te sformułowania. Zwłaszcza że – jak pokazują badania CBOS – kobiety z wyższym wykształceniem (a więc – statystycznie – te, które częściej są zatrudniane, lepiej zarabiają i czerpią z pracy więcej satysfakcji) chcą mieć średnio więcej dzieci. Nie wybierają więc kariery zamiast ciąży. Chciałyby mieć i jedno, i drugie. Coś je jednak powstrzymuje. Inni przywołują argument ekonomiczny: polskich rodzin nie stać na więcej dzieci. To w przypadku wielu osób z pewnością jest istotny powód. Moim zdaniem jest jednak jeszcze coś, co skutecznie blokuje decyzje o kolejnych dzieciach – poczucie winy.

W wielu przekazach formułowanych przez ekspertów „od dzieci” mniej lub bardziej bezpośrednio sformułowany jest komunikat: rodzicielstwo – a przede wszystkim macierzyństwo, bo to głównie do kobiet zwracają się eksperci – to bardzo trudne zadanie, to ciężka praca, wymagająca wyjątkowych kompetencji, pełnego zaangażowania, energii i czasu. Nie można mieć dziecka „tak przy okazji”, trzeba to dokładnie zaplanować, a potem konsekwentnie ten „projekt: dziecko” realizować. I to ty, mamo, jesteś winna, jeśli pojawiają się problemy w jego realizacji. Maluch nie chce jeść ekologicznych warzyw (ani żadnych innych); nie osiąga biegłości w korzystaniu z nocnika tak szybko jak inne dzieci; nie powtarza piosenek po angielsku, mimo że przecież chodzi na dodatkowe zajęcia… a może to, mamo, twoja wina? Nie potrafisz po pracy wykrzesać sił i entuzjazmu do budowania z klocków, do zabawy w teatr, nie zdążyłaś zawieźć przedszkolaka na zajęcia z ceramiki? No, to już zdecydowanie twoja wina!

Rynek oferuje nieograniczony wybór zabawek edukacyjnych, zestawów witamin na każdą porę roku, dizajnerskich ubranek dla niemowlaków oraz zajęć edukacyjno-ruchowych (od pływania dla niemowląt, przez chiński dla przedszkolaków, po pianino dla pierwszaków). Powinnaś, matko, wybrać i kupić, zapisać, zawieźć i czekać na dziecko. Jeśli tego nie robisz… czuj się winna!

A może tak być musi? Może poczucie winy jest wpisane w macierzyństwo i inaczej się nie da? Niekoniecznie. Są w Europie kraje, w których matki – a przynajmniej wiele z nich – nie uważają, że wracając do pracy wcześniej niż po trzech latach od porodu, spowodują nieodwracalne szkody w psychice malucha. Nie dają się przekonać, że powinny spędzać z dzieckiem każdą wolną chwilę na stymulujących zabawach i że czas, kiedy dziecko zajmuje się sobą, jest czasem zmarnowanym. Nie są skłonne uwierzyć, że po powiększeniu rodziny każde pomieszczenie w domu ma przypominać dobrze wyposażoną salę przedszkolną. Nie są przekonane, że podczas każdego wyjścia na plac zabaw powinny targać ze sobą rowerek, wózek dla misia, piłkę, bogaty zestaw foremek, a także zupkę w słoiku, pokrojone owocki (co najmniej dwa rodzaje) oraz chrupki kukurydziane. W niektórych społeczeństwach matki nie dają sobie wmówić, że jeśli nie robią tego wszystkiego, są „złymi matkami” i powinny czuć się winne.

I chyba nie jest przypadkiem, że właśnie w tych krajach wskaźniki dzietności są jednymi z najwyższych w Europie. Choć z pewnością konsekwentnie prowadzona i efektywna polityka rodzinna, preferencje dla dużych rodzin w systemie podatkowym czy dostępne publiczne przedszkola nie są bez znaczenia, to jednak zdjęcie z kobiet obowiązku bycia „idealnymi matkami” bez wątpienia ułatwia im podejmowanie decyzji o kolejnych dzieciach.

Gdy mowa o dzieciach i polityce rodzinnej, zazwyczaj przywoływany jest przykład Szwecji. Ma to swoje uzasadnienie, warto jednak przyjrzeć się także innemu krajowi – Francji, która jest drugim (po Islandii) najbardziej płodnym państwem w Europie. Jeśli uwierzymy Elisabeth Badinter – francuskiej badaczce życia społecznego (autorce m.in. wzbudzającej duże emocje publikacji, w której zakwestionowała naturalność instynktu macierzyńskiego); jeśli zaufamy Pameli Druckerman – amerykańskiej dziennikarce, mieszkającej i wychowującej dzieci we Francji, która swoje doświadczenia opisała w książce o nieprzypadkowym tytule W Paryżu dzieci nie grymaszą; wreszcie – jeśli sięgniemy do obrazków produkowanych przez francuską kulturę popularną, zauważymy, że wiele francuskich mam wygląda na zadowolone oraz wolne od nadmiaru wątpliwości dotyczących macierzyństwa. Wydaje się także, że francuskie mères całkiem dobrze potrafią minimalizować poczucie winy, które dla wielu Polek (ale nie jesteśmy w tym odosobnione, mamy z innych krajów też to mają) jest nierozerwalnie wpisane w rodzicielstwo.

Skąd to się bierze? Jak im się to udaje? W czym tkwi tajemnica? Moim zdaniem warto wskazać na dwa kluczowe elementy, które zapewniają „rozgrzeszenie” matkom we Francji.

Pierwszy jest związany z podzielanym społecznie przekonaniem, że nawet jeśli jest się mamą, to wciąż przede wszystkim jest się kobietą. Wraz z urodzeniem dziecka nie zmniejszają się ani ambicje, ani potencjał intelektualny, nie znika potrzeba decydowania o sobie, a wygląd (waga przede wszystkim) zmienia się tylko na kilka miesięcy. Z tym ostatnim założeniem związana jest presja (a jednak – francuskie matki też doświadczają presji) na szybki powrót do figury. W Polsce, choć wciąż powszechne jest przekonanie, że bycie „w pełni kobietą” gwarantuje dopiero macierzyństwo, to jednocześnie, i nieco paradoksalnie, po urodzeniu dziecka kobieta z jej pragnieniami i planami często „znika”, a zastępuje ją MATKA (wielkie litery nie są tu przypadkowe), której obowiązki organizują – przynajmniej przez kilka pierwszych lat życia dziecka, a niekiedy i znacznie dłużej – zarówno rytm dnia, jak i plany oraz marzenia mam-już-nie-kobiet. A jeśli tak się nie dzieje… pojawia się poczucie winy i podejrzenie, że może jest się nie dość dobrą matką.

Drugim powodem „rozgrzeszenia” francuskich mam jest ich całkiem wysoki poziom pewności dotyczącej tego, jak zajmować się i jak wychowywać dzieci. Podczas gdy polskie matki – ojcowie zresztą również – często czują się zagubione w nowej roli, Francuzi po prostu „robią swoje”. Nauczyła ich tego w latach 70. Françoise Dolto – pediatra i psychoanalityczka, autorka niezwykle popularnych we Francji książek poświęconych wychowywaniu dzieci. Do dziś rady Dolto traktowane są przez większość rodziców jako oczywistości, „tak się po prostu robi” i „wszyscy to wiedzą”. A zdobycie tej wiedzy pozwala zaufać sobie i jednocześnie uciec od poczucia winy, wynikającego z obawy, że coś robi się nie tak.

W Polsce wielu rodziców zna zalecenia „Superniani”, niektórzy mówią o wychowywaniu dzieci cytatami z jej programów i książek. Jednak znacznie mniejsza grupa matek i ojców wie, jak stosować zalecenia Doroty Zawadzkiej. Mają z tym szczególny problem, gdy znajdą się w sytuacji „kryzysowej” i na przykład muszą poradzić sobie zarówno z dzieckiem wijącym się na podłodze supermarketu, konsekwentnie i głośno domagającym się kolejnej paczki żelków, jak i z pełnymi pogardy spojrzeniami tych, którzy nie mają dzieci lub już dawno zapomnieli, jak to jest je mieć.

Pamiętam rozmowę z mamą trzylatka, która „za karę” zamykała go w łazience, co było jej „kreatywnym” przeformułowaniem metody „karnego jeżyka”, propagowanej przez Supernianię. Na pytanie, dlaczego to robi, odpowiedziała, „że o czymś takim mówili w telewizji”, po czym szybko dodała niepewnie: „a może to jednak było inaczej?”.

Mam wrażenie, że właśnie te trzy czynniki: „nieznikanie” kobiety w momencie, gdy pojawia się dziecko, zaufanie do siebie w roli rodzica oraz uwolnienie (przynajmniej częściowo) od poczucia winy sprzyjają Francuzkom oraz kobietom z kilku innych krajów w podejmowaniu decyzji o posiadaniu kolejnego malucha. Mamy w Polsce chyba zbyt rzadko tego doświadczają.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 9

Dodaj komentarz »
  1. Dziwie sie ze takie bzdury Pani pisze.

    Moja mloda kuzynka: skonczyla studia na UW (Warszawskim) cos ze 2 lata temu. Prawie pzrez 2 lata szukala pracy. Miala rozne chaltury na lewo po 5 zlotych za godzine. W koncu dostala 3 meisieczny kontrakt, ktory jej pzredluzono na 9 meisiecy z nijaka peespektywa na dluzej. Jej „boyfriend” jest w podobnej sytuacji.

    I ja sie pytam: JAK MAJA MIEC DZIECKO?… Czy maja zastosowac sie do maksymy Kosciola Kat. ze „Jak Bog da dziecko to da I na dziecko”? Czy po prostu wykazuja sie odpowiedzialnsocia?

    Czy do posiadanai dzieci zmotywuje ich „becikowe” skoro obydwoje nie maja w sumie tyle pieneidzy zeby wynajac mieszkanie I kazde mieszka osobno z rodzicami?

    Rozsmiesaja mnie I wku…ja dywagacje politykow I mediow o tym „co zrobic zeby w Poslce rodzily sie dzieci”. Co zrobic? DAJCIE LUDZIOM PRACE I zapewnijcie jako taka STABILNOSC. Inaczej nijakich dzieci nei bedzie

  2. Bardzo trafne wnioski. Mam wrażenie, że presja na idealne matki jest coraz większa. Nie powinnaś już mieć żadnych swoich potrzeb ani swoich celów bo masz dziecko. Wyjście samej z domu – dziwne komentarze, kosmetyczka, praca – przecież matka tego nie potrzebuje. A spędzenie kilku dni bez dziecka to już prawdziwe przestepstwo! Najgorsze że ciosy najczęściej padają ze strony innych matek i bardzo skutecznie wpędzają w poczucie winy.

  3. Chyba dla wszystkich rodziców, przynajmniej cywilizacji zachodniej, rodzicielstwo to terra incognita. Może i brakuje nam jednej uznanej i zinternalizowanej przez większość metodyki wychowania – choć jakoś nie przekonuje mnie koncepcja jakoby seria książeczek uwalniała francuskie mamy od wychowawczych rozterek. Generalnie mam poczucie, że w miarę jak z pokoleniem naszych babć i mam do lamusa odchodzi tradycyjny model wychowania: „Dzieci i ryby głosu nie mają” i coraz więcej światłości w „dziedzinie” przenika do naszej świadomości tym bardziej bywamy zagubieni. Ja sama przy okazji mojego trzeciego dziecka, które odwrotnie do dwóch pierwszych okazało się być chłopcem i wyjątkowo trudnym do okiełznania egzemplarzem, zakupiłam książkę „Język dwulatka”, która miała mi pomóc zrozumieć moje dziecko, tłumacząc źródła jego zachowań oraz wskazując sposoby „pokonania problemów”. Okazało się, że kluczem do sukcesu jest żelazna konsekwencja obydwojga rodziców, cierpliwość, opanowanie oraz konieczny dla ich praktykowania czas. Oczywiście nagrodą za ten cały systematyczny wysiłek jest „dobrze ułożone i zrównoważone” dziecko, ale jak się do tego zabrać z dwójką starszych dzieci, domem i pracą na głowie. Jak pokonać ciągłe zmęczenie, chaos towarzyszący życiu wielodzietnej rodziny, jak zespolić wysiłki z partnerem, którego albo ciągle nie ma albo jest równie zmęczony??? Stwierdziłam wkrótce, że zostanę przy strategii „przetrwać!” bo na jej zmianę nie miałam wystarczająco dużo siły. Wiedziałam już „co należy zrobić”, a poczucie winy i tak narosło, bo nie byłam w stanie sama wprowadzić tego w czyn. Myślę, bazując na własnym doświadczeniu, socjologicznej analizie materiału zebranego drogą obserwacji uczestniczącej, jak i wnioskach wynikających z porównania systemów w różnych krajach, które wymieniłaś w swoim poście, że jednak kluczem do zagadki zmniejszającej się dzietności jest właśnie poziom opieki socjalnej państwa i promocja modelu partnerskiego. I Szwedzi i Francuzi posiadają je w stopniu bardzo rozwiniętym. Polskie badania potwierdzają tę hipotezę: im bardziej partnerski związek tym większa szansa na drugie dziecko. Bez dostępnej i taniej opieki instytucjonalnej dla dzieci, bez odgórnego nacisku a nawet egzekwowania współuczestniczenia mężczyzn w opiece nad potomstwem i dopóki kobiety będą zarabiały mniej od mężczyzn – Polki (w sensie statystycznym) nie odzyskają chęci na rodzenie dzieci. Nie twierdzę, że mój przykład jest jakoś reprezentatywny, ale osobiste doświadczenie –co również udowodniła Agnieszka Graff swoją ostatnią książką – jest moim zdaniem ważnym narzędziem rozumienia rzeczywistości społecznej. Otóż gdybym, podobnie jak Ty, przewrotnie chciała udzielić odpowiedzi na pytanie: dlaczego zdecydowałam się urodzić trójkę dzieci -to, pomijając różne emocjonalne „brzegowe” podałabym trzy kluczowe czynniki, które mi na to pozwoliły: mieliśmy własne mieszkanie (po rodzicach), mój partner zarabiał wystarczająco, żeby nas utrzymać, machnęłam ręką na własną „wielką” karierę. Zawyżyłam zdecydowanie polską średnią, nie przeszkodziło mi w tym ciągłe zastanawianie się nad tym czy aby jestem dobrą matką ani fakt, że teraz już na zawsze będę raczej matką a już dużo mniej „dziewczyną do wzięcia”. To ważne czynniki ale chyba jednak wtórne.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Chciałbym zwrócić uwagę, że decyzje o prokreacji raczej podejmuje para niż kobiety same. Oczywiście, głos decydujący ma kobieta, ale jednak przyjąłbym, że ojcowie mają na to duży wpływ. Jeżeli tak, to punkt widzenia jest w złym miejscu ustawiony.
    A rodziny nie decydują się na więcej dzieci, bo wszyscy na dorobku moim zdaniem, wszystkim się wydaje, że trzeba się spieszyć, bo inni miejsce zajmą, bo kredyt, bo praca, bo wyjazd, gdzie z bachorem się pchać, wiele nie wyjedzie, ale jak urodzi, nie wyjedzie na pewno, to opóźnia się pierwsze dziecko a na drugie trzeba mieć czas. Nie jest tak, że opóźnił się wiek rodzenia pierwszego dziecka? Zna ktoś odpowiedź?

  6. Dorzuciłbym jeszcze jeden powód, dla którego dzietność w Polsce jest niezbyt rewelacyjna – bieda opieki zdrowotnej. Otóż ciąża to stan, który wymaga wielu zabiegów medycznych, który obrósł, pewnym tabu (ciekawe dlaczego), a pacjent (ciężarna kobieta) bywa traktowany zbyt często przez pryzmat pewnej ideologii. Skutkiem tego kobieta ryzykuje, że będąc w ciąży spotka się z odmową pewnych badań, bo zagrożenie dla płodu, prośba o cesarkę zostanie potraktowana jak fanaberia, a aborcja nie zostanie przeprowadzona, nawet jeśli będzie uzasadniona medycznie.
    Takie ryzyko (patrz przypadek rodziny Bartłomieja Bonka, jego żony i jego zmarłej córki Julii), jak również prawdopodobieństwo obcesowego potraktowania przez personel medyczny (lekarz mówi: włożyłem dwa palce i pani krzyczy a tam dziecko ma przejść), powodują że ciąża to zabawa która odpowiada niewielu osobom. Dość powiedzieć że kiedy na świat przyszło moje najmłodsze dziecko, to ryzyko było wyczuwalne. Na szczęście odbyło się bez większych komplikacji (dziecko tylko urodziło się sine), niemniej jednak stwierdziliśmy zgodnie, ze więcej dzieci mieć nie będziemy. To było drugie dziecko, a co jakby taka historia wydarzyła się przy pierwszym (położenie pośladkowe i cesarka, pełen komfort)? Dalej, z chwilą narodzin kłopoty nie znikają – dalej jesteśmy skazani na nierówną (raz się uda do pediatry z prawdziwego zdarzenia, a raz 3 min., antybiotyk i następny proszę) służbę zdrowia, brak przedszkoli i ew. kłopoty w pracy. Natomiast (przypominam kontekst odmowy badań w trakcie ciąży), kiedy urodzi się dziecko chore, upośledzone, którym trzeba się opiekować 24/7 to rodzice lądują w ciemnej dziurze, z zasiłkiem wysokości ok. 600 zł. I to jest dopiero ryzyko.

    Oczywiście, spotkałem wielu uczciwych i fachowych lekarzy i pracowników służby zdrowia, ale drugą stronę medalu też znam.

  7. U nas już samo niekarmienie piersią jest traktowane jako zbrodnia przeciwko ludzkości. Właśnie tego doświadczam… 🙂

  8. Socjolożka, aha. Czyli darmozjadka. Tak będzie dżęderowo?
    PS. Jestem wrogiem prawactwa i kleru, jakby co.
    PS 2. Polecam jeszcze trzecie captcha. Co się będziecie szczypać.

  9. To juz 25 lat wysilkow rezimow w celu zniszczenia narodu polskiego po przez demografie. Rezim dyktatora Donka jest szczegolnie wrogi polakom. Emigracja i niska dzietnosc polakow wyludniaja Polske. 5 mln wyemigrowalo. Tylko w czasie II WS Polska stracila wiecej obywateli a obecna dzietnoisc polakow jest na poziomie 50% tej z Generalnej Guberni.

    Dobrze zs Sikorska chce promowac rodzine. Ale nie da sie nic pozytywnego zrobic bez naprawy ekonomi i gospodarki kraju. Dopoki nie bedzie wizji przyszlosci w Polsce polskie rodziny nie beda mialy sie dobrze.

    Niestety nikt nie ma prawa tego sie spodziewac. Dyktator Donek to tylko hisotryk, bez kwallifikacji, bez doswiadczenia, nawet kioskiem Ruchu nie kierowal. Jest nawet gorzej bo swoja osoba dyktator Donek ustala dozwolony poziom inteligencji na kazdym szczeblu dowodzenia krajem. Dyktator Donek przelajdaczyl juz zycie polskim dzieciom i pokoleniom jeszcze nie urodzonym, a stosunki spoleczne sprowadzil (Donek i poprzednicy) do poziomu dzikiego bydla.

  10. Ostatnio w mediach pojawiła się na Dzień Matki reklama: „Kto nauczył Cię pierwszego słowa… Kto nauczył Cię pierwszych kroków…” – przy teściowej wyraziłam opinię, że to bzdurne teksty, ponieważ dzieci same uczą się, a nie są uczone tych czynności. Przynajmniej ja nie uzurpuję sobie prawa do mówienia, że moje dziecko tego uczyłam. 🙂
    Mój pogląd niezwykle oburzył moją teściową. Jak To? Przecież dzieci wszystko zawdzięczają mamie! Mama wszystkiego uczy! Co ty mówisz???
    Taka różnica zdań: teściowej, że dziecko to biała, niezapisana karta; ja – że ma wgrany od urodzenia program rozwojowy. Wystarczy nie przeszkadzać. Co z kolei nie przeszkadza mi czerpać radości ze wspólnych wyjść na basen, malowania farbami, czytania na dobranoc i innych czynności, które pozwalają nam być RAZEM.
    Ot taka różnica pokoleń.

css.php