Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

24.05.2017
środa

Szanowna Pani Minister…

24 maja 2017, środa,

Minister Anna Zalewska napisała do mnie list. Nie tylko ja miałam to szczęście, minister napisała do wszystkich rodziców. Przyjemnie jest dostawać korespondencję. Jeszcze przyjemniej jest na nią odpowiadać. A najbardziej przyjemnie otrzymać odpowiedź na swój list. Dlatego pozwalam sobie napisać do szefowej MEN:

Szanowna Pani Minister,
jak to miło, że po wielokrotnie powtarzanych – ale niezmiennie bezskutecznych – próbach skontaktowania się z Panią przez organizacje rodzicielskie sama wykazała Pani inicjatywę i… napisała do rodziców LIST. Niegrzecznie byłoby pozostawić go bez odpowiedzi. I naprawdę nie można sugerować się tym, że Pani Minister bez odpowiedzi pozostawiała rodzicielskie listy oraz petycje, zlekceważyła postulaty „strajku szkolnego”, ani razu nie wyszła (ani nikt z urzędników MEN), aby spotkać się z protestującymi rodzicami, wreszcie – zignorowała 910 tysięcy podpisów obywateli złożonych pod wnioskiem dotyczącym „referendum edukacyjnego”. Przypuszczam, że Pani Minister jest po prostu bardzo zajęta. Nie jest przecież łatwo wywrócić system edukacji do góry nogami w ciągu zaledwie jednego roku. I pewnie tylko dlatego, że Pani Minister ma tyle pracy z tym wywracaniem, nie udaje się Pani znaleźć czasu na wysłuchanie argumentów rodziców.

Na przykład zignorowała Pani Minister wpisy, które w ramach akcji #listydoA rodzice publikowali na Pani oficjalnym facebookowym profilu, wyrażając swoją głęboką wdzięczność za chaos edukacyjny, który Pani serwuje. Ja też chciałam wtedy podziękować, ale chyba miałam pecha, bo z nieznanych powodów nie mogłam nic „u Pani” opublikować. (Jakaś złośliwość tego medium społecznościowego czy coś?). Teraz więc pozwolę sobie zamieścić fragment podziękowań z grudnia:

Serdecznie dziękuję za przygotowanie w ekspresowym tempie nowych podstaw programowych. To naprawdę wielki wyczyn zadecydować o tym, czego będą się uczyć nasze dzieci i młodzież w niespełna trzy miesiące! Jakie szczęście, że znalazła Pani tak wybitnych ekspertów jak na przykład Urszula Dudziak z Wydziału Teologii KUL, która niesie kaganek oświaty, twierdząc, że „następstwem antykoncepcji są zdrady i rozwody”, a „stosowanie prezerwatywy i stosunek przerywany powoduje raka piersi, a kobieta pozbawiona dobroczynnego wpływu nasienia choruje”.

Co do podstawy programowej – same dobre decyzje! Weźmy na przykład język polski. Jaki jest sens zawracać dzieciom głowę tak zwanymi dziełami literatury światowej? Po co komu poznanie historii niejakiej Antygony i czytanie o jej wydumanych problemach związanych z pochówkiem brata? I to w dodatku wtedy, gdy władza jasno i wyraźnie tego zabrania. Jeszcze się dzieci będą zastanawiać, roztrząsać dylematy moralne, głowy ich rozbolą. A ten cały Szekspir z jakąś bzdurną historyjką miłosną Romea i Julii? Jak już ma być o miłości, to lepiej niech sobie dzieciaki telewizję podglądają, jest przecież dużo seriali o uczuciach. (…)

Wprowadziła Pani wspaniałe i nowatorskie rozwiązanie: podstawy programowe z języka polskiego i historii (a także z matematyki i fizyki) nie są skoordynowane. Bo niby dlaczego miałyby być? Czasy teraz takie chaotyczne. Niech się dzieci przygotują jak najwcześniej. (…)

Wracając do tematu listów bez odpowiedzi: rodzice pisali także do parlamentarzystów z PiS i Kukiz’15 przed głosowaniem nad prawem oświatowym. No i proszę sobie wyobrazić: żadnego odzewu. Ale co się dziwić – przecież posłowie oraz senatorowie ciężko harowali, żeby migiem zapoznać się z ustawą i ewentualnie podyskutować o niej w nocy. Naprawdę trudno przy takim trybie pracy wymagać refleksji, a tym bardziej pochylenia się nad głosem „suwerena”.

Bez odpowiedzi pozostaje także niemal milion podpisów złożonych pod wnioskiem referendalnym. Chociaż, nie – źle piszę: tu akurat Pani Minister się wypowiedziała i stwierdziła, że… „referendum już się odbyło podczas głosowania w wyborach parlamentarnych”. Pani premier także skomentowała wniosek, ogłaszając, że na referendum jest za późno, ponieważ „reforma edukacji została wdrożona, ona jest w tej chwili przygotowywana”. To nieco zaskakująca logika, tak jakby powiedzieć, że dom już wybudowano, choć architekci dopiero przygotowują plany. Z pewnością jednak po „dobrej zmianie” w edukacji nawet najbardziej zagmatwane zagadki (nie)logiczne młodzież będzie rozwiązywała bez najmniejszych problemów.

Ale ja tu gadu-gadu – jakieś niedorzeczne uwagi o ignorowaniu rodziców, a przecież sama nie odpisuję na list Pani Minister. Najwyższy czas się tym zająć.

Droga Pani Minister,
serdecznie dziękuję za zapowiedź ciepłych posiłków w szkołach oraz opieki stomatologicznej dla uczniów. Piszę teraz całkiem serio. Nie wspomina Pani wprawdzie o źródłach finansowania obiadów i gabinetów stomatologicznych, ale przecież z pewnością wszystko jest dobrze zaplanowane, policzone i – jak to jeszcze było? – przemyślane.

Bardzo się cieszę, że MEN dąży do tego, „aby każdy uczeń, bez względu na to, skąd pochodzi oraz jaki jest status materialny jego rodziny, miał zapewnioną dobrą edukację i dobrą szkołę”. Nie do końca tylko potrafię zrozumieć, jak to wyrównywanie szans edukacyjnych ma się odbywać i w jaki sposób może na nie wpłynąć skrócenie edukacji ogólnej z dziewięciu do ośmiu lat? Oznacza to, przecież, że o rok wcześniej młodzi ludzie i ich rodzice będą musieli podjąć decyzję o wyborze liceum, technikum lub szkoły branżowej (a w przypadku dwóch ostatnich trzeba będzie wybrać także specjalizację). To z dużym prawdopodobieństwem zaważy nie tylko na przyszłości edukacyjnej, ale i zawodowej uczniów. Gdy komuś w podstawówce szło gorzej, a nie będzie mu dana szansa „rozpoczęcia od nowa” w gimnazjum, z dużym prawdopodobieństwem trafi do szkoły branżowej – inna opcja może mu nawet nie przyjść do głowy. Czy na tym polega wyrównywanie szans? Nie umiem dostrzec tu związku, ale Pani Minister z pewnością go widzi.

Nie do końca wiem także, jak wyrównane zostaną szanse uczniów obecnych szóstych klas, którzy za dwa lata spotkają się w rekrutacji do szkół średnich z koleżankami i kolegami po gimnazjach. Pewnie się jednak jakoś uda, w końcu Pani Minister zapewnia, że luk w edukacji nie będzie, „bo istnieje także rzeczywistość pozaszkolna. Umiejętności nabyte poza szkołą pozwolą uczniom płynnie przejść z jednej podstawy programowej do drugiej”.

Zupełnie nie wiem dlaczego, ale podejrzewam, że rodzice dobrze sytuowani zapłacą za edukację w szkołach prywatnych, a gdy będzie trzeba, zapłacą za korepetycje (co ułatwi „rzeczywistości pozaszkolnej” uzupełnianie luk); rodzice, którzy nie dysponują kapitałem ekonomicznym, ale są dobrze wykształceni, także będą w stanie pomóc swoim dzieciom w edukacji, natomiast w najgorzej sytuacji będą dzieci z rodzin w gorszej sytuacji społeczno-ekonomicznej. Tak mi jakoś wychodzi, że Pani działania pogłębią różnice między dziećmi, ale pewnie się mylę i ciepły posiłek załatwi sprawę.

Pani Minister namawia w liście do „kontaktu z nauczycielami, dyrektorami szkół i samorządowcami”. Jak tu nie skorzystać z zachęty? Skontaktowałam się więc z nauczycielką z gimnazjum mojego dziecka. Powiedziała mniej więcej tak: „wie Pani, my tu wszyscy jesteśmy tak trochę w żałobie, tyle starań, tyle pracy, wszystko na nic”. Jakoś podejrzanie mało optymizmu jest w tej wypowiedzi. Czy myśli Pani Minister, żeby dopytywać o zwolnienia nauczycieli? Jakoś nie miałam śmiałości.

Na koniec chciałabym jeszcze tylko podziękować za to, że podręczniki będą gotowe „jeszcze przed wakacjami”. Zastanawiam się nawet, po co się aż tak spieszyć? Jeszcze nauczyciele będą narzekać i wybrzydzać przy wyborze książek.

Ja tu wyrażam wdzięczność Pani Minister, a przecież i Pani Minister dziękuje rodzicom, na przykład „za aktywny udział we wprowadzaniu reformy edukacji”. Chciałam dopytać, czy chodzi o te akcje protestacyjne, o listy i petycje w sprawie zatrzymania edukoszmaru czy może o zebranie 910 tysięcy podpisów pod wnioskiem referendalnym? Szanowna Pani Minister, ma Pani sto procent racji – rodzice są aktywni i wciąż bardzo by chcieli zastopować deformę. Najbliższa okazja to 26 maja, czyli Dzień Matki. W tym roku jakoś tak się porobiło, że matki (i ojcowie) nie świętują, tylko protestują i żądają referendum.

Z życzeniami trwania bezustannie w dobrym samopoczuciu,
Małgorzata Sikorska

List od Pani Minister Anny Zalewskiej:

zrzut-ekranu-2017-05-24-o-12-49-14 zrzut-ekranu-2017-05-24-o-12-49-25

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 11

Dodaj komentarz »
  1. Ja proponuję krótki telegram:

    Zalewska. Stop. Przegraliście wybory. Stop.

  2. Szanowna Pani Małgorzato…
    Dyskusja z minister Zalewską to jak dyskusja dziada z obrazem. Gadał dziad do obrazu, a obraz doń ani razu. Nic jej nie przekona, że czarne jest czarne, a białe jest białe. Edukacja szkolna ma służyć hodowli ciemnego luda, ktory łyknie każdy idiotyzm wciskany przez rządowa propagandę.
    Czy zauważyła Pani, że nowy system kształcenia ma premiować posłuszeństwo, bezkrytyczne wkuwanie formulek? Moim zdaniem to jest najgrozniejsze.

  3. W ramach portalu WP Opinie przeczytałem bardzo interesujący wywiad Pani Ewy Koszowskiej z byłym ministrem edukacji narodowej w rządzie Jerzego Buzka. Był on tym, który jeszcze istniejący system oświaty wprowadzał. W wywiadzie opisał stopniowy demontaż systemu wprowadzanymi „psujo-ulepszeniami” przez kolejne ekipy rządowe. Pierwsze co padło za czasów jego następczyni, Krystyny Łybackiej, to programowe i fizyczne łączenie gimnazjów z liceami, a nie z podstawówkami. Ponoć było to niewygodne dla wójtów i burmistrzów i wywalczyli u Pani minister zniesienie zakazu łączenia gimnazjów z podstawówkami. Miałem to szczęście, że moje dzieci chodziły do szkół dwujęzycznych, w których to, zakładane przez ministra Handke połączenie istniało. Z przyjemnością obserwowałem jak niesamowity skok intelektualny wtedy zrobiły. Od początku gimnazjum, pozapisywały się do kółek przedmiotowych, licealnych, np do koła filozoficznego. Progres był niesamowity i zakończył się tym, że żadne nie musiało pisać matury, bo rozwijane na odpowiednim poziomie zainteresowania zaowocowały i w końcu zostały laureatami olimpiad przedmiotowych. Niestety, jako naród bardzo przykładamy się do codziennego potwierdzania tekstu Wojciecha Młynarskiego „co by tu jeszcze zepsuć panowie, co by tu zepsuć?”. Podejrzewam, że większość sukcesów naszych sąsiadów Niemców bierze się z ich konsekwencji i nikt nie pozwoliłby sobie na tyle nieautorskich psujo-poprawek. Całościowo rzecz ujmując nasze obecne cofnięcie cywilizacyjne wiąże się niewątpliwie z wielką klęską oświaty, a szczególnie nauk humanistycznych. Nierozumienie problemu Antygony, aż silnie promieniuje i to w sposób ciągły, z ław rządowych, sejmowych i ogólno-administracyjnych. Niestety nieznajomości Sofoklesa towarzyszy dynamiczny wszechrozwój eichmanizmu stosowanego na podłożu idiokracji. Niekoniecznie musi się to dla nas dobrze skończyć. W tym aby katastrofa była jeszcze piękniejsza, działania minister Zalewskiej wydają się bezcenne.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Zdjęcie Pani minister Zalewskiej na witrynie Polityki reklamujące powyższy blog wyraźnie pokazuje, że bliżej tej Pani do Kreona niż Antygony. Nie za bardzo chyba pomieta (mimo wyksztalcenia), a na pewno woli nie pamiętać, o co tej dziewczynie chodziło. Ciekawe, czy Pani, czy Pan od polskiego Pani minister, załamuje podobnie ręce jak promotor Pana Prezydenta?

  6. 1. Do pana Krzysztofa Mazura:
    Ja proponuję krótki telegram:
    Do Po i PiS. Stop. Mam w d. wybory. Stop. Mam w d. gierki sykofantow PO w Polityce i sykofantow Pis w Twoim Dzienniku Stop Chodzi mi o moje dzieci i o moich uczniow. Stop. Pakuje sie Stop

    2. Mozna sie wzruszac bezsensem reformy i losem nauczycieli. Moje pytanie brzmi: czemu tak pozno? Kto dzis pamieta ekscesy Pani Hall i Pani Szumilas? A te radosne naglowki: 3 tys. nauczycieli do zwolnienia itd. w 2014 roku. A „szkolenia” dla rodzicow: nasza szkola jest gotowa na przyjscie 6-latkow bo kupilismy wykladzine itd. Gdzie wtedy byla pani Sikorska?

    3. Zale wszystkich ktorzy mieli nauczycieli i dzieci w nosie kilka lat temu to zwykla polityczna walka i traktowanie inteligentnych ludzi jako idiotow. Dla mnie byly dwa momenty definujace problem edukacji w Polsce:
    -pani Kluzik-Rostowska ktora na spotkaniu wyjasniala ze jak dzieci sie nie bawia dobrze na lekcji matematyki to nauczyciel zle pracuje. Powinna pojsc na Akademie Muzyczna i to samo powtorzyc studentom z klasy skrzypiec.
    – jakas poslanka PO wolajaca do Elbanowskiej w telewizji: „jaka ma Pani legitymizacje” po tym jak sama dostala 13 tys glosow a oni zebrali 300 tys podpisow.
    PiS po PO to tylko zastapienie cholery dzuma. Pani Sikorska powinna docenic czytelnikow – maja dobra pamiec.

  7. rationalist,
    1) Co konkretnie (cytat), kiedy i w jakim kontekście powiedziała Kluzik-Rostkowska?
    2) Zalewska dostała 22 402 głosy; czy upoważnia ją to do wyrzucenia do kibla niemal miliona podpisów?

  8. rationalist,
    1) Może chodziło o Bydgoskiego Bąbla Matematycnego? ‚http://kujawsko-pomorskie.onet.pl/kluzik-rostkowska-bydgoski-babel-matematyczny-przykladem-dla-calego-kraju/lz2kvb
    Jeśli tak, to miała sporo racji: nauczyciele klas 1-3 nie zdawali matury z matematyki, a teraz mają jej uczyć, więc robią to schematycznie, zabijając w dzieciach wrodzoną ciekawość świata przyrodniczego.
    2) Czy posłał Pan swoje 7-letnie dziecko na naukę gry na skrzypcach? Nie? A może wysłał je Pan do szkoły sportowej, by powtórzyło sukces Małysza? Też nie? Więc proszę napisać, jaka jest różnica między nauczaniem muzyki w szkole muzycznej a nauczaniem matematyki w szkole podstawowej?

  9. To ja Panu napiszę, bo miałem dziecko w szkole muzycznej. Od samego początku, od pierwszej klasy dzieci są kształcone gry na instrumencie przez profesjonalnych muzyków. Do tego dochodzą dodatkowe *specjalistyczne* zajęcia z kształcenia słuchu.To pierwsza różnica. Druga jest jeszcze ważniejsza: szkoły muzyczne nie są powszechne. Jak ktoś ma drewniane ucho, to w takiej szkole nie ma czego szukać. Tymczasem nauczanie matematyki dotyczy wszystkich, także tych, którzy nigdy nie wyrobią w sobie „matematycznego słuchu”. Jak Pan dziecko zniechęci do nauki – czy to matematyki, czy czegokolwiek innego – to ono już jest dla tej sfery nauki praktycznie stracone.

  10. Zjadliwa odpowiedź na arogancję wiecznie zadowolonej z siebie i pewnej swojej „świętej racji”, zapewne jeszcze namaszczonej przez biskupów i kardynałów PiS-owskiej władzy. Dalszy komentarz zbędny.

  11. Nie życzę tej pani dożycia chwili ,w której zrozumie ,dla kogo służyła ,ile dobrego zrobiła i o co tak zajadle walczyła.?Jej koleżankom i kolegom też.Po oglądnięciu filmu z 1946r .

  12. Odpowiadam pytajacym:
    1. pani Zalewska nie ma prawa wrzucac miliona podpisow do kibla, ale nie wierze w zale pani Sikorskiej ktora nie okazywala zalu kilka lat temu.
    2. w szkole muzycznej ksztalci sie dzieci ktore wcale nie zostaja potem Isabela Faust czy Kolya Blacherem. wiekszosc zajmuje sie potem muzyka hobbistycznie lub gra na weselach.
    3. nauka matematyki jest powszechna bo potrzebne sa dziesiatki tysiecy inzynierow czy ekonomistow i kilka tysiecy skrzypkow. inwazja informatyki w zycie codzienne, powszechnosc modeli matematycznych w zyciu codziennym powoduja potrzebe powszechnej edukacji matematycznej. dla przykladu przecietny „inteligent po studiach” w Polsce nie rozumie jakie jest prawdopodobienstwo ze pozytywny wynik testu na wirus HIV rzeczywiscie oznacza ze jest chory.
    4. Przecietnego ucznia nauka matematyki powinna bolec – przynajmniej porzadna i ciezka nauka przedmiotow scislych boli 70 % populacji i tak niestety powinno byc. Nagroda sa potem kwalifikacje (studia inzynierskie itd.) ktore pozwalaja utrzymac sie na przyzwoitym poziomie.
    Minister czy nauczyciel ktory twierdzi ze jest inaczej zwyklym populista lub niezwyklym idiota (nie pisze albo bo moze byc i populista i idiota).

css.php