Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
zrzut-ekranu-2017-03-07-o-14-49-29

7.03.2017
wtorek

„Strajk szkolny” 10.03.

7 marca 2017, wtorek,

10 marca odbędzie się „strajk szkolny”. To ogólnopolska akcja, której celem jest zamanifestowanie sprzeciwu wobec deformy edukacji. Decyzja o nieposyłaniu dziecka do szkoły może wydawać się kontrowersyjna. Ale jeden dzień bez szkolnej nauki to nic w porównaniu z latami edukacji w „zdeformowanym” systemie.

Rozumiem dystans, a nawet niechęć rodziców, którzy nie chcą przyłączyć się do strajku, ponieważ uważają, że oznacza to „wykorzystywanie” dzieci w wojnie politycznej. Problem w tym, że uczniowie już zostali „wykorzystani” w rozgrywce politycznej, bo za taką trzeba uznać deformę edukacji. Tempo i zakres wprowadzanych zmian nie mają merytorycznego uzasadnienia. Mają za to uzasadnienie polityczne, co przyznał nawet wiceminister edukacji Maciej Kopeć, stwierdzając, że wprowadzanie reformy jest „uzależnione od kalendarza wyborczego”, czyli od terminu wyborów samorządowych, w których rodzice będą mieli okazję „podziękować” samorządowcom za aplikowanie zmian w systemie edukacji.

Rządzący zakładają, że część rodziców zapomni czy nie weźmie pod uwagę, że to nie samorząd, lecz rząd spowodował całe to zamieszanie. Warto więc podkreślać, że to nie organizujący protest rodzice wykorzystują dzieci do gry politycznej, zrobili to wcześniej politycy. Warto też pamiętać, że to przede wszystkim uczniowie poniosą konsekwencje tej katastrofy edukacyjnej – i z tego względu jeden dzień szkoły to nic w porównaniu z latami edukacji w „zdeformowanym” systemie.

Rozumiem także argument, podnoszony przez niektórych rodziców niechętnych „strajkowi”, że nieposyłanie dziecka do szkoły to niezbyt szczęśliwa forma protestowania, bo jest to w końcu instytucja, do której dzieci powinno się raczej zachęcać, niż zniechęcać. Sto procent zgody. Krytykowałam inicjatywę małżeństwa Elbanowskich między innymi z tego powodu, że przedstawiali szkołę jako miejsce tak niebezpieczne i niegodne zaufania, że lepiej byłoby nie posyłać tam sześcioletnich „maluchów”. (A ponieważ przy okazji zbierania podpisów pod referendum w 2013 r. do „ratowania maluchy” dodano także „ratowanie starszych dzieci”, wyglądało na to, że szkoła w ogóle nie jest miejscem dla dzieci).

Jednak tym razem zupełnie nie o to chodzi. Nieposyłanie dziecka do szkoły ma być wyrazem protestu nie przeciwko instytucjom edukacyjnym, a przeciwko nieodpowiedzialnym decyzjom polityków. A przy okazji może być także dla dzieci cenną lekcją obywatelskiego nieposłuszeństwa.

Wreszcie: rozumiem niechęć niektórych rodziców do „strajku” motywowaną tym, że już i tak jest za późno i że trzeba było protestować wcześniej. Problem w tym, że rodzice i nauczyciele protestowali. Eksperci, samorządowcy wydawali zdecydowanie krytyczne oceny. Organizacje związane z edukacją recenzowały deformę w ramach tzw. konsultacji publicznych (na stronie Rządowego Centrum Legislacji można znaleźć ponad 45 opinii, w zdecydowanej większości całkowicie negatywnych), opozycja próbowała blokować reformę lub choćby wprowadzać poprawki w czasie ekspresowego procedowania nad ustawą w parlamencie.

I co? I nic się nie wydarzyło – minister Anna Zalewska z niezmiennym uśmiechem zapewniała i wciąż zapewnia, że wszystko będzie dobrze i że prowadziła „szerokie konsultacje społeczne”. Obecne działania nie są więc spóźnione, sprzeciwiano się reformie na każdym etapie jej procedowania. Głosy krytyczne jednak były ignorowane. Protest 10 marca jest więc wyrazem desperacji rodziców. (Zresztą czy rzeczywiście tej tzw. reformy nie da się już zatrzymać? Być może tak samo szybko jak przeprowadzono ustawę przez proces legislacyjny, tak samo szybko można przeprocedować odłożenie w czasie jej realizacji? Rządzący specjalizują się w ekspresowym tworzeniu prawa. Wystarczy jedna decyzja i jedna ustawa odwołująca porzednią).

Rozumiem także… choć nie, tego już nie rozumiem, ale biorę pod uwagę głosy rodziców, którzy są przekonani, że gimnazja to samo zło i że ich likwidacja w jakiś magiczny sposób spowoduje, że „znikną” dzieci w trudnym wieku. Ostatnio rozmawiałam z kilkoma osobami, których dzieci w większości nie miały jeszcze doświadczenia z edukacją gimnazjalną, co nie przeszkadzało ich rodzicom mieć bardzo negatywnej opinii na temat tego typu szkół – „siedliska patologii”.

Zwolennikom likwidacji gimnazjów przypomnę więc, że deforma to nie tylko chaos organizacyjny wywołany przekształcaniem sieci szkolnej, to nie tylko skrócenie o rok edukacji ogólnej i tym samym pogłębianie różnic edukacyjnych dzieci pochodzących z różnych środowisk (pisałam o tym między innymi tu). Deforma to także nowe podstawy programowe i nowe podręczniki. Podstawy i podręczniki oparte na przestarzałych lub nielogicznych założeniach.

Na przykład „zdeformowany” program z języka polskiego oznacza – jak piszą eksperci z Rady Języka Polskiego przy PAN – „powrót do <<encyklopedyzmu>>; twórcze, refleksyjne, krytyczne korzystanie z wiedzy będzie poza zasięgiem większości uczniów. Ponadto treści kształcenia są przestarzałe, oddają rzeczywistość kulturowo-komunikacyjną sprzed 50 lat. Lekcje języka polskiego zostaną oderwane od rzeczywistości, w której żyje współcześnie człowiek. Będą postrzegane jako skansen, co wpłynie negatywnie na postawy motywacyjne uczniów”.

W przypadku historii – jak piszą członkowie Rady Naukowej Instytutu Historycznego UW – „w nowej podstawie programowej zrezygnowano z dbania o tak ważne dla współczesnego społeczeństwa postawy, jak: zaangażowanie w działania obywatelskie, wrażliwość społeczna, tolerancja dla odmiennego zdania, sposobu zachowania, obyczajów i przekonań, przeciwstawianie się przejawom dyskryminacji, podtrzymywanie więzi nie tylko ze wspólnotą lokalną i narodową, ale także europejską i globalną. Nie ma ich nie tylko wśród celów wychowawczych przypisanych do lekcji historii, ale także wiedzy o społeczeństwie”.

Z kolei w przypadku fizyki – tu opinia prof. Łukasza Turskiego – „Podstawa ignoruje fakt, że fizyka jest nauka doświadczalna i wszystkie pojęcia i prawa należy wprowadzać odwołując się do bezpośredniego doświadczenia. (…) Jeżeli zrozumie się edukację jako proces niemal ustawicznego kształcenia, w którym poznawania świata ma przynieść radość a nie być zadekretowanym obowiązkiem, to dokument takie jak Podstawa muszą być zupełnie inaczej konstruowane. Przede wszystkim ze znacznie głębszym zrozumieniem struktury nauki i jej roli odgrywanej w naszej cywilizacji. Frazesy, a przede wszystkim błędy merytoryczne, są w nich nie do zaakceptowania. Zaproponowana Podstawa programowa dla Fizyki klasy IV—VIII nie czyni nawet drobnego kroku w takim kierunku”.

Rodzice decydujący się na przyłączenie do protestu 10 marca robią to chociażby po to, żeby powiedzieć swoim dzieciom (gdy będą się zmagać z głupotą nowej podstawy programowej i zmianami wywołanymi wywróceniem sieci szkolnej do góry nogami): przynajmniej próbowaliśmy.

[„Strajk szkolny” jest akcją inicjowaną przez organizacje i ruchy tworzone przez rodziców: Nie dla chaosu w szkole, Rodzice Przeciwko Reformie Edukacji, Forum Rad Rodziców, Zielonogórskim Porozumieniu Rodziców i Rad Rodziców, Inicjatywa Rodziców Zatrzymać Edukoszmar oraz Krajowe Porozumienie Rodziców i rad Rodziców. Więcej informacji tutaj.]

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 11

Dodaj komentarz »
  1. Oprócz strajku dobrze by było przygotowywać rodziców i dzieci do „wojny indoktrynacyjnej”. Ponieważ szkoła w Polsce zachowała w części formę indoktrynacyjną, a wydaje się, że będzie się jeszcze bardziej umacniać w tych tendencjach, rodzice i dzieci powinny mieć świadomość, że nie wszystko czego „uczą” w szkole należy przyjmować na dobrą wiarę. Zwłaszcza w naukach nieprzyrodniczych podawane treści powinny być generalnie kwestionowane (jak historia współczesna w komunie) i powinny powstawać kursy, wykłady, źródła, materiały alternatywne, które poza szkołą zapewnią dostęp do rzetelnej wiedzy i informacji. Dzisiaj zresztą środki techniczno-medialne strasznie to ułatwiają. Nie trzeba organizować tajnych kompletów i latających uniwersytetów. Wystarczy tworzyć poważne dydaktyczne materiały w sieci.

  2. Cale szczescie spoleczenstwo stalo sie odporne na indoktrynacje takich mediow jak np. POLITYKA.
    Pisza dla „swoich”

  3. Nie wiem czy reforma jest dobra czy zla ale wiem, ze szkoly polskie w wiekszosci (bo sa wyjatki) nie
    sa w stanie przygotowac uczniow na studia techniczne (i nauki scisle). Stad tez bardzo slabiutkie wyniki
    w usytuowaniu polskich uczelni w skali swiatowej (piata czy szosta setka). A to rzutuje negatywnie
    na konkurencyjnosc polskiego przemyslu, od ktorego zalezy nasz dobrobyt. Choc prawda jest taka, ze
    na szczeblu srednim mamy dobrze wyksztalcona kadre techniczna ale juz nie jest tak dobrze na
    wyzszym szczeblu, ktory jest niezbedny do konkurencji swiatowej.

    A to co dziennikarze Polityki pisza, to niczemu dobremu nie sluzy. To jest mielenie slow dla wlasnego
    samouwielbienia. Powinniscie byc troche bardzie konstruktywni, a nie wiecznie opluwajacy obecny
    rzad tylko dlatego, ze nie jest Wasz. No bo co takiego rewolucyjnego ten Wasz pprzedni rzad osiagnal?
    Tylko poddanstwo prymitywnym osobnikom zachodniej Europy. Postarajcie sie miec jakas godnosc, a nie tylko calujcie klamki zachodnich idiotow (Juncker, Schultz, itd.).

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. UPS. Czy to przypadkiem nie 31 marca?

  6. 31 marca to strajk nauczycieli,
    10 marca – protest rodziców.

  7. Grzebanie w systemie oświaty jest równie żałosne za rządów PiS, jak było za rządów PO/PSL. Piszę to jako matka siedmioletniej drugoklasistki i jako osoba zawodowo – choć nie bardzo głęboko – związana z rynkiem podręczników szkolnych.
    PO upchnęła sześciolatki w szkołach, ale nie przygotowała nauczycieli do tego, że będą mieć pod opieką dzieci o rok młodsze (czytaj: potrzebujące znacznie więcej ruchu, niezorganizowane, z różnymi trudnościami w samoobsłudze i dyscyplinie). W szkole mojej córki było 15 klas pierwszych i w niemal żadnej nie było kompetentnych nauczycieli, którzy rozumieliby potrzeby sześciolatków. Już prędzej zdarzali się tacy świetliczanie (obojga płci). Dopiero rok później zapanował jaki taki rozejm między nauczycielami i dziećmi.

    Podręczniki rządowe i ćwiczenia do nich są straszne, pełne błędów merytorycznych, i naprawdę nie wiem, czy służą „wyrównywaniu szans”. Przykłady? Proszę bardzo: wg ćwiczeń do podręcznika foki żyją wyłącznie na Antarktydzie, podobnie wieloryby. A dzieci nie są głupie i mają inne źródła wiedzy. I np. moja córka uczy się dwutorowo: „Acha, to muszę pamiętać, że na sprawdzianie (diagnozie) mam zaznaczyć, że foki to Antarktyda, chociaż Nela widziała je na Grenlandii i Islandii, a ja na brzegu Bałtyku”.
    To, co PiS robi dziś z polskim i historią, to jest dokładnie to samo, chociaż bardziej intencjonalne oczywiście. I teraz również w innych dziedzinach moja córka będzie musiała zapamiętać: „Acha, to na sprawdzianie piszę tak, a naprawdę było/jest inaczej”. Nic to dla niej nowego nie będzie, tylko ja się natłumaczę…
    Oczywiście powinnam przekonywać ją, żeby po prostu pisała prawdę, ale zastanawiam się, czy to jej wyjdzie na zdrowie. Na razie widzi, że jak pisze prawdę, to dostaje gorsze oceny, bo pani ocenia wg klucza.

  8. @snake
    Sam kiedyś (chyba?) pisałeś, że ogół społeczeństwa mało co obchodzi jakie treści są wkładane dzieciom w szkołach, które ogół społeczeństwa traktuje jako 7 godzin wolnych od opieki nad dzieckiem.
    Więc nikt tej świadomości mieć nie będzie. Może niektórzy się obudzą, kiedy dzieci zaczną się zachowywać jak Pawka Morozow.

  9. @Gostek Przelotem
    Świadomość należy ciągle budować. I podpierać materiałami dydaktycznymi.

    Nie pamiętam, żebym mówił, że ludzi nic nie obchodzi co się dzieje w szkołach, ale możliwe, że w jakimś konkretnym kontekście coś podobnego wyraziłem. Ale na pewno nie z aprobatą. Generalnie uważam, że rodzicom nie powinno być obojętne co się dzieje w szkołach i w moim otoczeniu trudno mi znaleźć kogoś, komu jest to obojętne. Jak jest zaufanie do szkoły, to jest spokój, który można mylnie przyjąć za obojętność. Ale gdy są wątpliwości, to rodzice powinni się wtrącać w życie szkoły, a jak nie mogą to muszą zapewnić dzieciom alternatywę zdobywania wiedzy.

    Myślę, że dzisiaj trudno mieć do szkoły zaufanie, gdy na szkołę zbyt duży wpływ mają ideolodzy i kiepscy „politycy”.

  10. Nie powiedziałem, że Ty to powiedziałeś i wiem, że akurat Ty nie powiedziałbyś tego z aprobatą.
    Po prostu stosunkowo niedawno przeczytałem taki komentarz i niestety zgadzam się z nim. Reszta jw., + celne uwagi nastki.

  11. Niedługo Dzień Dziecka, znowu będzie okazja do przekształcenia go w opór wobec PiS, katoli i prezesa 🙂

  12. Do A. Falicza
    Czytelnicy Polityki to ścisła elita społeczeństwa, ludzie o poglądach pewnie różnych, ale łączy ich kilka spraw – mają własne zdanie, są zdecydowanie lepiej wykształceni niż reszta społeczeństwa i rozumieją takie pojęcia jak demokracja, są odporni na zło siane przez pis i jego prymitywny populizm. Grono czytelników Polityki ciągle rośnie.
    Tak, ja należę do elity naszego nisko upadłego społeczeństwa.

css.php