Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

9.10.2016
niedziela

Uśmiech pani minister

9 października 2016, niedziela,

Tydzień po czarnym proteście manifestować będą nauczyciele. Te demonstracje nie mają szans na zdobycie tak masowego poparcia. A szkoda, bo sprawa jest bardzo ważna. Konsekwencje wprowadzenia tzw. reformy edukacji, czyli pakietu nieprzemyślanych propozycji z uporem forsowanych przez minister Annę Zalewską, bezpośrednio i w najbliższym czasie będą odczuwalne przede wszystkim przez trzy stosunkowo niewielkie grupy. Jednak pośrednio i w dłuższej perspektywie odczujemy je wszyscy.

Kogo skutki reformatorskich zapędów pani minister dotkną bezpośrednio i już zaraz? Po pierwsze – uczniów (oraz ich rodziców), którzy obecnie są w szóstej klasie szkoły podstawowej i nie dość, że to na nich będą ćwiczone nowe podstawy programowe, to jeszcze w rekrutacji do liceów oraz na studia wyższe będą konkurować z koleżankami i kolegami, którzy rozpoczęli naukę w gimnazjach we wrześniu 2016. (Tzw. podwójny rocznik będzie się składał z dzieci urodzonych w latach 2003, 2004, 2005 – ponad 720 tys. młodych ludzi).

Po drugie – nauczycieli, dyrektorów i osoby zatrudnione w administracji i przy obsłudze gimnazjów, przede wszystkim tych działających jako szkoły samodzielne.

Po trzecie – samorządowców, którzy będą musieli uporać się z bałaganem generowanym przez reformę, jej kosztami. Oraz wziąć na siebie wściekłość rodziców.

Czy to duża grupa? Jak na potencjalnych uczestników masowego protestu – nie za bardzo. Czy innych sprawa nie dotyczy? Czy rodzice małych dzieci albo osoby, które dopiero myślą o posiadaniu potomstwa, w ogóle mają się przejmować? Przecież zanim ich maluchy staną się uczniami, jest szansa, że „wszystko się ułoży”. Czy nauczyciele szkół podstawowych oraz liceów mają powody do wyrażania sprzeciwu? W końcu nie stracą pracy, co więcej – dzięki zmianie systemu mogą nawet zyskać i mieć więcej godzin lekcyjnych. Czy „reforma” w jakimkolwiek stopniu dotyczy osób, które już dawno zakończyły edukację?

Otóż tak. Propozycje minister Zalewskiej mniej bezpośrednio i być może w dalszej perspektywie będą dotyczyć nas wszystkich. Chodzi bowiem nie tylko o początkowy chaos wywołany zmianą sieci szkół, ale przede wszystkim o – po pierwsze – poziom i jakość systemu edukacji oraz po drugie – finansowe koszty tej edukacyjnej rewolucji.

Zacznijmy nieco patetycznie od cytatu: „Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie”.

Czy owo „chowanie” w „zreformowanej” szkole będzie się przyczyniało do wyrównywania szans edukacyjnych dzieci z różnych środowisk? Nie. Proponowane zmiany (przede wszystkim skrócenie o rok kształcenia ogólnego czy przeprowadzone juz podwyższenie wieku rozpoczynania szkoły) w żaden sposób nie przyczynią się do poprawy sytuacji dzieci, które wychowują się w rodzinach o niższym kapitale społeczno-ekonomicznym. (Pisałam o tym między innymi tu).

Czy będzie to „chowanie” dostosowane do nowoczesnego, zmieniającego się świata? Niekoniecznie. Na przykład rozbicie zintegrowanej edukacji przedmiotów przyrodniczych w szkole podstawowej (gdzie w klasach 5-8 uczniowie będą osobno poznawać fizykę, chemię, geografię i biologię) oraz zlikwidowanie egzaminu z przedmiotów przyrodniczych po szkole podstawowej niekoniecznie wskazują na zmiany idące w tym kierunku. Czy owo „chowanie” przyczyni się do kształcenia świadomych obywateli, skoro przedmiot Wiedza o społeczeństwie pojawi się dopiero w VIII klasie szkoły podstawowej i potem w III i IV liceum? Czy zmniejszenie w liceach liczby tzw. „godzin na rozszerzenia” z 30 do 20 pozwoli lepiej (w sensie: w bardziej sprofilowany sposób) przygotować się młodym ludziom do wybranych kierunków studiów? Raczej nie a brak elastyczności niewiele ma wspólnego z nowoczesną edukacją.

Czy będzie to „chowanie” według spójnego programu, który całościowo obejmie wszystkie lata obowiązkowej edukacji? Nic na to nie wskazuje, ponieważ podstawa programowa zmieniana będzie „fragmentarycznie”, oddzielnie dla poszczególnych klas, a prace nad programami toczą się w absurdalnie szybkim tempie – dokumenty mają być przygotowane w dwa miesiące. W dodatku w przypadku starszych uczniów szkoły podstawowej prace nad podstawą zaczynają się „od góry” – od przygotowania programu dla przyszłej klasy siódmej. W jaki sposób będzie on dopasowany (lub niedopasowany) do umiejętności i wiedzy, którą uczniowie nabyli przez pierwsze sześć lat edukacji?

Być może nie dla wszystkich argumenty odwołujące się do jakości kształcenia są przekonujące. Warto więc wskazać także bardziej konkretne skutki reformy – koszty finansowe. Choć minister Zalewska z nieodłącznym uśmiechem zapewnia, że wszystko odbędzie się „niemal bezkosztowo”, to i ZNP, i samorządy, i Ogólnopolskie Stowarzyszenie Kadry Kierowniczej Oświaty, i nawet Przewodniczący Stałego Komitetu Rady Ministrów niekoniecznie to potwierdzają.

Związek Nauczycielstwa Polskiego, podkreślając swój zdecydowany sprzeciw wobec „reformy”, zwraca uwagę, że „wbrew twierdzeniom pomysłodawców ogłoszona reforma będzie niezwykle kosztowna, a koszty te w głównej mierze poniosą jednostki samorządu terytorialnego. W budżecie państwa, ani tym bardziej w budżetach samorządów, nie ma dodatkowych środków na wydatki związane z reformą oświaty. Rok 2017 – rok jej rozpoczęcia – zgodnie z zapowiedziami ministerstwa finansów będzie okresem niezwykle trudnym dla finansów publicznych. W budżecie państwa konieczne będą ograniczenia wydatków publicznych. Także zadłużone jednostki samorządu terytorialnego nie udźwigną kolejnych tak potężnych wydatków, a konstruowanie reformy w oparciu o środki unijne jest w obecnej sytuacji budowaniem na piasku”.

O przyszłych konsekwencjach finansowych, a jednocześnie o marnowaniu pieniędzy już wydanych, piszą samorządowcy z organizacji: Unia Metropolii Polskich, Unia Miasteczek Polskich, Związek Gmin Wiejskich, Związek Miast Polskich, Związek Powiatów Polskich i Związek Województw RP. W wypracowanym wspólnie stanowisku zauważają, że likwidacja gimnazjów „spowoduje zaprzepaszczenie wysiłku organów prowadzących ten rodzaj szkół. Od ich utworzenia w 1999 roku samorządy wydały na ich funkcjonowanie (w cenach bieżących) łącznie 130 miliardów złotych, w tym 8 miliardów na inwestycje. Ponadto także inne podmioty prowadzące gimnazja w całej Polsce (przede wszystkim organizacje obywatelskie i kościoły) wydatkowały na ten cel kilkanaście miliardów złotych. Wygaszanie gimnazjów spowoduje, tylko w pierwszych dwóch latach, dodatkowe koszty, szacowne w samorządach na kwotę ponad 1 miliarda złotych. Do tego należy doliczyć trudne do oszacowania koszty pośrednie likwidacji gimnazjów, które dotkną nie tylko samorządy”.

Dyrektorzy szkół reprezentowani przez Ogólnopolskie Stowarzyszenie Kadry Kierowniczej Oświaty (organizację zrzeszającą około 5 tys. dyrektorów, liderów, urzędników oświatowych) podkreślają, że „nie wskazano celu powrotu do sytuacji sprzed reformy edukacji w 1999 roku, tak istotnego, by uzasadniał wieloletnie problemy organizacyjne i finansowe, od banalnych spraw, jak konieczność wymiany setek tysięcy pieczątek (w tym pieczęci urzędowych), dokumentów, usług (nowe sztandary, numery NIP itp.) po wielkie wydatki na odprawy zwalnianych nauczycieli i reorganizację budynków”.

Także Przewodniczący Stałego Komitetu Rady Ministrów w opinii na temat projektu przygotowanej w ramach tzw. uzgodnień międzyresortowych „uprzejmie informuje”, że „Ocena Skutków Regulacji [w skrócie: OSR, czyli dokument, który musi zostać załączony do każdego projektu ustawy], w zakresie wpływu na sektor finansów publicznych (…), wymaga wskazania wszystkich bezpośrednich skutków wprowadzanej regulacji, w tym skutków dla jednostek samorządu terytorialnego w podziale na gminy i powiaty (uwzględniając różne ich typy)”. Innymi słowy, minister zwraca uwagę, że autorzy „reformy” nie uwzględnili wszystkich finansowych skutków realizacji ustawy, co jest niezbędnym warunkiem przy proponowaniu zmian w prawie*.

Nie tylko konsekwencje finansowe są powodem krytyki „reformy” edukacji.

Ponad 80 naukowców zajmujących się badaniami edukacyjnymi wystosowało list do pani minister, w którym apelują o powstrzymanie zbyt szybkich i rewolucyjnych zmian, a jednocześnie stwierdzają: „Z przykrością czytamy, że proponowana likwidacja gimnazjów argumentowana jest wynikami badań. Wielu z nas prowadziło lub uczestniczyło w tych badaniach i z niepokojem obserwujemy, jak ich wyniki są jednostronnie interpretowane”. W uzasadnieniu dla wprowadzania zmian ministerstwo powołuje się na trzy teksty naukowe autorstwa czterech badaczy. Dwie spośród tych osób podpisały się pod krytycznym listem. Ale z pewnością minister Zalewska i tak wie lepiej od naukowców, jak interpretować wyniki ich badań.

Także pracownicy naukowi zajmujący się dydaktyką polonistyczną odnoszą się do planowanej „reformy” bardzo krytycznie i podkreślają, że „tego rodzaju działania dopuszczalne są jedynie w sytuacjach wyjątkowych, gdy system edukacji wykazuje głęboką niewydolność. Żadne przesłanki nie wskazują jednak na to, że obecnie mamy do czynienia z taką sytuacją”. Sygnatariusze listu obawiają się między innymi ograniczenia swobody nauczycieli w wyborze treści programowych i w sposobie ich realizacji.

Rzecznik Praw Dziecka Marek Michalak zwraca uwagę na kolejną bardzo istotną kwestię – niekonstytucyjność proponowanych zmian. Rzecznik stwierdza, że kumulacja dwóch roczników, o której pisałam na początku, znacząco obniży szanse młodych ludzi w dostaniu się do wybranych szkół ponadgimnazjalnych oraz wyższych, co może stwarzać sytuację, w której obywatelom nie gwarantuje się równego traktowania i równego dostępu do szkolnictwa, zapisanego w art. 32 i 70 konstytucji.

Wreszcie wątpliwości dotyczące reformy przedstawiają też przedstawiciele strony rządowej.

Jarosław Gowin, minister szkolnictwa wyższego, po wyrażeniu generalnej aprobaty dla działań minister Zalewskiej wymienia kilka wyjątkowo nieprzemyślanych punktów reformy. Między innymi zauważa, że „analiza zaproponowanego modelu zarządzania systemem oświaty wskazuje na zwiększanie kompetencji kuratorów oświaty, a zmniejszanie uprawnień jednostek samorządu terytorialnego. Założenie to budzi moje wątpliwości, ponieważ wzmacniając kompetencje kuratorów oświaty, równocześnie obniża się wymagania stawiane kandydatom na te stanowiska – nie wymaga się od nich doświadczenia zarządczego ani posiadania wiedzy i umiejętności w tym zakresie (poprzez np. ukończenie studiów podyplomowych z zakresu organizacji i zarządzania oświatą). Taki warunek muszą spełniać natomiast kandydaci na dyrektorów placówek oświatowych. W efekcie może dochodzić do sytuacji, kiedy to osoby o formalnie niższych kwalifikacjach będą oceniać dyrektorów szkół, bowiem to kuratorzy i ich podwładni odgrywają istotną rolę w procesie oceny placówek oświatowych i ich dyrektorów”.

I na koniec opinia przygotowana przez Rządowe Centrum Legislacji. Prezentując 16 września projekt ustawy Prawo Oświatowe, minister Anna Zalewska stwierdziła: „Po raz pierwszy weryfikujemy ponad sto razy zmienianą ustawę o systemie oświaty. Chcemy docelowo zmienić tę ustawę tak, aby była przejrzysta, czytelna i łatwiej można było ją stosować”.

Najwyraźniej to się nie udało, bo na samym początku obszernego dokumentu przygotowanego przez RCL czytamy: „Projekt ustawy w zaproponowanym kształcie obejmuje część uregulowań ustawy z dnia 7 września 1991 r. o systemie oświaty (Dz.U. z 2015 r. poz. 2156, z późn. zm.), przy czym zostały one przeniesione do projektu z zachowaniem ich dotychczasowego kształtu, w tym przyjętej w ustawie o systemie oświaty systematyki, z nielicznymi szczegółowymi zmianami wybranych kwestii. Tym samym projekt powiela przede wszystkim wadliwe ukształtowanie większości upoważnień ustawowych, przekazując szereg kwestii do uregulowania wyłącznie w aktach wykonawczych, bez zawarcia w ustawie podstawowych rozwiązań merytorycznych w danym zakresie”. Wygląda na to, projekt nowej ustawy jest po prostu mocno niedopracowany.

Autorzy wszystkich cytowanych wyżej opinii podpisują się własnymi nazwiskami lub uwiarygadniają ich organizacje, które reprezentują. Długo natomiast szukałam informacji o nazwiskach ekspertów, którzy popierają „reformę” i pracują nad jej kształtem w grupach tematycznych w MEN** (o czym mówi pani minister). Być może nieumiejętnie szukałam, a być może z zupełnie niezrozumiałych powodów eksperci woleli pozostać anonimowi.

Mam wrażenie, że do tej pory wdrożenie rewolucyjnych zmian w dziedzinie edukacji przyjmowane było za pewnik. Sprzeciw ograniczał się do publikowania listów adresowanych do pani minister, do krytycznych komentarzy w mediach i na forach społecznościowych oraz do negatywnych ocen przedstawicieli opozycji politycznej. Chyba jednak mało kto wierzył, że może to odnieść jakiś skutek. Poniedziałkowy protest nauczycieli być może zmieni sytuację i da nadzieję, że z całej tej „reformy” zostanie nie chaos, obniżenie jakości kształcenia oraz koszty finansowe, a raczej wspomnienie uśmiechu pani minister Zalewskiej, którym tak hojnie nas obdarza, opowiadając o swoich pomysłach.

* 10.10 na stronie Rządowego Centrum Legislacji zamieszczona została opinia Ministerstwa Finansów, w której obok szeregu krytycznych uwag wypunktowano także brak informacji dotyczących finansowych skutków reformy.

**Na stronie MEN są wymienione jedynie nazwiska osób odpowiedzialnych za przygotowanie nowych podstaw programowych. Kilku ekspertów zostało już wymienionych, nie wszyscy są oceniani przez środowisko jako autorytety w dziedzinach, które reprezentują. Nie są to jednak (chyba?) eksperci odpowiedzialni i za założenia reformy, i za uzasadnienie sensu jej przeprowadzania. Nazwisk tych osób nie umiałam znaleźć.

[Zdjecie ilustrujące wpis pochodzi ze strony MEN].

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 21

Dodaj komentarz »
  1. Dziękuję za ten tekst publikowany już drugi raz. Za pierwszym razem ukazał się, gdy „Polityka” protestowała przeciw reformie Handkego z 1999.

  2. Pani Małgorzato,
    Pełna zgoda z jednym wyjątkiem. Obecnie obowiązujące prawo oświatowe to wielokrotne modyfikowana ustawa z 1991 roku. O ile się orientuję, gimnazjów ne wprowadzono nową ustawą, tylko nowelizacją. RCL nie mogło więc odnieść się do innej ustawy, bo takiej nie ma – chyba że ministra cofnie się do czasów PRL. Ja w przytoczonym przez Panią cytacie widzę troskę RCL o niedopracowanie ustawy: że terminologia nie przystaje do proponowanych zmian i że wielu spraw, które w projekcie powinny byc rozstrzygnięte, w tym projekcie się nie przesądza, bo ze względu na pośpiech projekt deleguje te rozstrzygnięcia na późniejsze rozporządzenia ministra (który z kolei może nie mieć stosownych uprawnień). Innymi słowy, uwagi RCL oznaczają, że projekt jest zwyczajnie niedopracowany, a jego procedowanie doprowadzi w przyszłości do ogromnych kłopotów z wdrożeniem w życie niespójnego prawa i zawalenia sądów sprawami o ustalenie ostatecznej interpretacji niejasnych i wewnętrznie sprzecznych zapisów prawnych.

    Jesli ministerstwo nie panuje nad konsekwencjami i wzajemnymi uwarunkowaniami proponowanych zmian na poziomie własnego projektu ustawy, to jak może zapanować nad tymi uwarunkowaniami i konsekwencjami, jak je przewidzieć, jak wzmacniać efekty pozytywne i przeciwdziałać nieuniknionym skutkom negatywnym – na poziomie żywej tkanki społecznej?

  3. @Płynna rzeczywistość. Serdecznie dziękuję za cenną uwagę. Z pozdrowieniami, M.S.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. „Proponowane zmiany….obniżenie wieku rozpoczynania szkoły”
    O którą reformę tu chodzi? 🙂

  6. @Wiktor. Podwyższenie – oczywiście;) Dziękuję za zwrócenie uwagi. Z poz. M.S.

  7. Nie trzeba, nie ma sprawy.

    A, warto podziękować panu Broniarzowi: w 1999 protestowali przeciwko reformie i tworzeniu gimnazjum. Teraz protestuję przeciwko likwidacji gimnazjów. Mają poczucie humoru, bo nie wstydu.

  8. Wiktor też ładnie, ale przyzwyczaiłem, że mówią do mnie Witold 🙂

  9. Same przejęzyczenia dzisiaj;)

  10. Widzisz, PiSowski propagandzisto (takei-butei)… sa kraje (jako przyklady mozna podac USA, Kanade), w ktorych od stu (lub wiecej) lat utrzymuje sie ten sam system szkolnictwa. W Polsce zas niektore partie polityczne (pytanie za zlotowke – kto byl u steru wladzy w roku 1999?) uwielbiaja wszystko zmieniac, rozwalac i „reformowac”. Tyle, ze wiekszosc tych reform robiona jest w pospiechu i bez rzetelnej analizy mozliwych skutkow, ale… to juz partyjnych aparatczykow najmniej obchodzi!

  11. Mam nieodparte wrażenie, że PIS działa według zasady : NIE BO …NIE! Działa jak komuniści – trzeba zburzyć istniejący porządek, ma być po nowemu czyli po naszemu. Koszty nic nie znaczą ! Sądy, wojsko, przetargi, szkoły, ochrona zdrowia, telewizja, radio, film, teatr …… co by tu jeszcze spieprzyć panowie i panie?!

  12. Aspiryna
    10 października o godz. 20:30 1632

    Ale ja pisałem o postawie „Polityki” oraz Broniarza, nie o szkolnictwie, nie o reformie…

    W 1999… (mam kolegów nauczyciel) płakali, gdy im rozwalali ich szkoły, zaorywali do cna i nikt nad nikim nie miał litości…

    Pisowski propagandzista, jeśli pisowscy propagandziści głosowali na Ogórek i jeśli pisowscy propagandziści są za utrzymaniem gimnazjów, to tak: jestem pisowskim propagandzistą.

  13. mwas
    10 października o godz. 20:31 1633

    Ale Broniarz, ale nauczyciele (wystarczy poczytać „Głos Nauczycielski”) latami psioczyli, że zniesiono ośmioletnią szkołę podstawową i czteroletnie liceum, że unicestwiono zawodówki, że patologia gimnazjalna… Gdy teraz pisiaki spełniają ich życzenia, biadolą, że spełniają…

    W 1999 (Buzek i Handke) zburzyli istniejący porządek oświatowy, koszty nic dla nich nic nie znaczyły ani ludzkie tragedie.

  14. Aspiryna
    10 października o godz. 20:30 1632

    Wielce szanowna pani propagandzistko. Mój pogląd w sprawie jest taki: nie wolno niszczyć gimnazjów. To bandytyzm. I nie dlatego nie wolno, że straci wieś, jeszcze bardziej podupadnie (a mieszkam na wsi). Nie wolno niszczyć gimnazjów, bo to skarb…

  15. Pani minister powtarza jak mantrę, ze reforma jest odpowiedzialna i przemyślana. Przemyślana to ma być każda lekcja i każde zajęcia.
    Reforma nie jest potrzebna w takiej formie, a przygotowanie jakichkolwiek zmian znacznie przekracza mozliwości poznawcze szefowej resortu. Ona nie rozumie systemu edukacji i jego problemów.

  16. Sprawa jest niezwykle poważna i nie można jej bagatelizować.Zaryzykowałbym twierdzenie,że edukacja jest kluczową domeną,której odpuszczenie na rzecz pisu,zapewni tej partii cykliczne powroty do władzy.Przecież widać to jak na dłoni,że celem głównym jest wyhodowanie NOWEGO POLAKA.Jaki on ma być? Mówi nam o tym prezydent Duda:”kibice to są patrioci”.Ja zaś powiedziałbym „kibole”.ONR i Wszechpolacy penetrują szkoły,zatruwając młode,chłonne umysły quasifaszystowskimi ideami.Głównym celem reformy oświaty jest wymiana kadr na swoje,którespolegliwe wobec nowej władzy,bez szemrania zaakceptują nowy program edukacyjny.Nowa sfałszowana historia,lekcje strzelania,smoleńskie apele… Cichutko,drążeniem umysłów wygenerujemy faszystów,a Jarosław będzie ich wodzem. Kościół to pobłogosławi.Na zakończenie:Urodzony w 1952 roku przeszedłem caly cykl od gloryfikacji PRLu poprzez zwątpienie do totalnej negacji wyrażonej Solidarnością.Młodemu pokoleniu nie życzę swoich doświadczeń.Dlatego apeluję do rodziców i nauczycieli.Walczcie bezwzględnie,bo przyszłość waszych dzieci,uczniów to w końcu przyszłość nas wszystkich.

  17. born in the prl
    10 października o godz. 21:49 1638

    1) ale za 3 lata rządzić będzie KOD;
    2) ale nauczyciele wcale nie chcieli gimnazjów (wystarczy poczytać „Głos Nauczycielski”, zwłaszcza sprzed reformy z 1999);
    3) ale nauczyciele chcą powrotu 4-letnich liceów i zawodówek;
    4) ale „Polityka” kibicuje piłkarzom Polski i Legii, czy zatem „Polityka” to kibole;
    5) ale jakim cudem wymieni się w ciągu roku pół miliona kadr?:
    6) ale wszechpolak Giertych teraz jest w KOD-zie;
    7) ale szkoły penetrują lewicowcy z Razem;
    8) ale nauczyciele mają prawo uczyć wedle autorskich programów;
    9) ale Kwaśniewski (PZPR, SLD) podpisując Konkordat, pobłogosławił kler…
    10) ale za 3 lata nie będzie rządzić PiS;
    11) ale dlaczego wygenerują faszystów, może wygenerują komunistów.

    Na zakończenie: ale to było wspaniałe: widzieć, jak pada PZPR, widzieć, jak pada Solidarność, widzieć, jak pada PO, ujrzeć, jak padnie PiS… Panta rei.

  18. born in the prl,
    Prozę porównać propagandę z czasów PRL tudzież ówczesną sztywną organizację szkoły oraz dostępność informacji ze współczesnością – i co? Gdzie dziś czerwone? W dłuższej perspektywie współcześni Kuberscy nie mają szans. Problem jest gdzie indziej – propaganda PRL-owska wychowała różne takie intelektualne i społeczne kaleki, które krążą dziś np. po Sejmie. Jakie kaleki wyhoduje dobra zmiana?

  19. takei-butei
    Nie wszyscy psioczyli (z nauczycieli głównie historycy). Nic mi nie wiadomo o unicestwieniu zawodowego szkolnictwa – ma się dobrze. Mówienie o patologii gimnazjalnej obraża uczniów tych szkół, ich rodziców i nauczycieli i nie ma potwierdzenia w faktach (to problem wieku nie budynku!).

  20. mwas
    11 października o godz. 9:29 1641

    To prawda, że nie wszyscy psioczyli, ale „Głos Nauczycielski” Broniarza eksponował głównie psioczaczy.

    Ale to nie ja mówię o patologii gimnazjów, a tylko mówię, że o patologii mówili ci, co nie chcieli gimnazjów (niekiedy czytam „Głos Nauczycielski”, bo mam kolegów nauczycieli, głównie to pismo skupiło się na tępieniu reformy z 1999).

  21. Płynna rzeczywistość
    11 października o godz. 7:36 1640

    Dobra zmiana nie wychowuje żadnych kalek społecznych czy intelektualnych, bo nie ma władzy w szkole. Tę władzę chce przejąć, lecz za 3 lata PiS zniknie. Pytanie więc jest takie, czy kaleki intelektualne i społeczne wyhodowała PO, rządząc przez lat osiem.

  22. No i był ten poniedziałek – w pikietach wzięli udział głównie związkowi urzędnicy oraz starający się przykleić do każdego protestu politycy. Czary goryczy dopełnił fakt, że w Płocku na spotkaniu Klubu Obywatelskiego PO o 17 Broniarz uwiarygodnił tezę, że cały ten protest jest po to, żeby najbardziej niekompetentna (kompetencje = 3 dzieci w drogich szkołach prywatnych!), arogancka i leniwa minister edukacji 3 RP, była gwiazda PiS,wielopartyjna pani Kluzik (to w wielkim stopniu dzięki niej PiS obecnie rządzi!) odzyskała stołek. Broniarz mianowicie wystąpił w Płocku z nią w DUECIE 😉 Czego jak czego, ale powrotu Drożdżówki do MEN nie chce chyba ŻADEN nauczyciel, niezależnie od politycznych afiliacji …

css.php